Pilotażowy program skróconego czasu pracy kosztujący budżet państwa prawie 50 mln zł znalazł się w tzw. Czarnej Księdze projektów, które wygenerowały duże koszty, nie przynosząc wymiernych korzyści obywatelom. Trzecią edycję raportu, w której znalazło się 49 inicjatyw, przygotował Warsaw Enterprise Institute.

- Program testujący 35-godzinny tydzień pracy trafił do zestawienia projektów generujących wysokie koszty bez wyraźnych korzyści. Raport przygotowany przez Warsaw Enterprise Institute wskazuje na wydatki rzędu prawie 50 mln zł.
- W pilotażu bierze udział 90 firm, którym państwo wypłaca dopłaty za dodatkowy dzień wolny dla personelu. Aż 70 proc. tych środków trafiło do sektora publicznego.
- Eksperci są podzieleni w ocenie sensowności wydawania publicznych pieniędzy na ten cel.
Czarna Księga marnotrawstwa. Oto 10 projektów, które pożarły miliardy Polaków
Pomysłodawcą programu skróconego czasu pracy jest Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Testy ruszyły w styczniu tego roku.
35 godz. pracy w tygodniu?
Opisując pilotaż, Warsaw Enterprise Institute przypomina, że chodzi o sprawdzenie, czy praca 35 godz. tygodniowo zwiększa efektywność. „Efekt? 50 mln zł z budżetu na dopłaty dla 90 firm, które zorganizowały swoim pracownikom jeden dzień w tygodniu ekstrawolny” – podaje WEI.
Według raportu problemem jest m.in. nadreprezentacja sektora publicznego w programie (60 proc. firm i 70 proc. środków). „Tym bardziej że pracownicy »budżetówki« stanowią jedynie 20 proc. zatrudnionych w Polsce. (…) Program to ekstrawolne dla pracowników (w dużej mierze urzędników), kosztem ogółu” – podkreśla WEI.
Matczak ocenia ruch Nawrockiego: Mówi jak Dario ze „Ślepnąć od świateł”
Eksperci o krótszym czasie pracy
Co na to eksperci? – Wprowadzenie czterodniowego tygodnia pracy nie jest marnotrawieniem środków publicznych – uważa Justyna Bugaj, prof. Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.
– Doświadczenia kilku państw europejskich, które testowały lub testują takie rozwiązania, wskazują na wymierne korzyści. W instytucjach publicznych, gdzie realizowano takie programy pilotażowe, zauważono, że urzędnicy w skróconym czasie pracy byli bardziej skupieni i zmotywowani do sprawnej realizacji przydzielonych zadań. Ich praca stawała się bardziej skondensowana niż w standardowym, pięciodniowym modelu – przypomina ekspertka w rozmowie z Zero.pl.
Komentując zarzut, że program pilotażowy skupia się na sektorze publicznym, prof. Bugaj stwierdza: – Musimy rozgraniczyć dwie kwestie. Po pierwsze, rynek prywatny i organizacje z pogranicza sektora publiczno–prywatnego adaptują się do zmian znacznie szybciej. Po drugie, efektywność samego projektu. Jeśli pytanie brzmi, czy efektywność pracy wzrośnie w systemie czterodniowym – odpowiadam: tak. Jeśli jednak pytamy o efektywność konstrukcji tego konkretnego projektu, mam pewne wątpliwości.
– Pieniądze te są w sektorze publicznym niezbędne do zmiany myślenia o pracy. Wiele urzędów jest gotowych na te zmiany i otwartych na nie, bez względu na to, czy środki wpłyną, czy nie – ale z dofinansowaniem proces ten będzie po prostu łatwiejszy. Choć proporcje w projekcie nie odzwierciedlają struktury całego rynku pracy, to prawdopodobnie takie były założenia dysponenta środków – podkreśla Bugaj.
Przeciwnego zdania jest prof. Szkoły Głównej Mikołaja Kopernika Mariusz Miąsko. – Według moich wyliczeń redukcja tygodniowego wymiaru pracy zaledwie o pięć godz. oznacza ubytek 500 mln roboczodni rocznie. A to oznacza, że gospodarka straci równowartość pracy czterech mln osób – wylicza w rozmowie z nami.
Miąsko zwraca uwagę na rosnące w Polsce bezrobocie. – Próba wprowadzenia czterodniowego tygodnia pracy to w mojej ocenie próba „zafałszowania” danych o rynku pracy. Rząd wie, że pracodawcy nie będą w stanie wykonać w cztery dni tego, co dotychczas robili w pięć. Liczy na to, że wymusi to fikcyjne dozatrudnianie ludzi, by statystycznie ukryć problem – ocenia.
