„Skarbonka na błędy” dla pracowników, toksyczny szef i dotacje, które się rozpłynęły. Poszkodowani alarmują, że firmy Raja i Wabera zgarnęły zaliczki z „Czystego Powietrza” i zostawiły ich długami. Prezes broni się, że to efekt błędów pracowników i opóźnień w wypłatach dotacji. Wszystko to w programie, który miał już nie pozwalać na nadużycia.

• Poszkodowane rodziny, które skorzystały z nowej edycji „Czystego Powietrza”, nie doczekały się termomodernizacji swoich domów. Mimo to muszą zwrócić nawet po kilkadziesiąt tysięcy złotych dotacji, których nigdy nie miały na swoich kontach.
• Winą obarczają firmy Raja i Wabera, które podpisały z nimi umowy, pobierały zaliczki oraz dotacje z programu „Czyste Powietrze”, ale nie realizowały planowanych inwestycji.
• Byli pracownicy firm opowiadają natomiast o toksycznej atmosferze w pracy. Mówią o krzykach i karach za najmniejsze błędy. – Codziennością były groźby prezesa. To był dla mnie najtrudniejszy okres w życiu – opowiada jedna z osób pracujących do niedawna w Raja.
• Prezes odpiera zarzuty. Tłumaczy się opóźnieniami w wypłatach dotacji, błędami pracowników i fatalną sytuacją na rynku. Przekonuje, że robi wszystko, aby oddać pieniądze.
• „Czyste Powietrze” miało zostać „uzdrowione”, ale i tak tonie w aferach. Efekt? Liczba wniosków spada, a Polacy oddychają coraz gorszym powietrzem. W ministerstwie słyszymy, że wciąż trwają prace nad nowymi rozwiązaniami, które zabezpieczą beneficjentów.
Na początku wszystko lśniło. Firmy Raja i Wabera, których prezesem jest Rafał Jakubowski, chwaliły się prestiżowym biurem w ścisłym centrum Warszawy. Pracowników kusiły atrakcyjnymi zarobkami, podwykonawców warunkami współpracy, których próżno było szukać u konkurencji. Beneficjentom, czyli osobom, u których miały być montowane nowoczesne piece, pompy ciepła albo okna w ramach rządowego programu „Czyste Powietrze”, obiecywano fachowe doradztwo, troskliwą opiekę w całym procesie, a potem niższe rachunki.
Z czasem jednak okazywało się, że choć na konta firm trafiają dotacje z „Czystego Powietrza”, to inwestycje nie są realizowane. Taka sytuacja powtórzyła się w ponad stu przypadkach.
– Mieliśmy telefon, który prezes nazywał „czerwonym”. To był po prostu telefon w czerwonej obudowie, na który dzwonili beneficjenci – opowiada jeden z byłych pracowników. – Codziennie pytali, co z realizacją inwestycji, na które dostali dofinansowanie. Przez pierwsze dni mówiliśmy, że czekamy na jakąś decyzję, umowę z podwykonawcą, ale po tygodniu przestawało starczać wymówek. To się tak nawarstwiło, że zwykły człowiek nie był w stanie tego przerobić. Wtedy coś we mnie pękło.
„Uzdrowione” Czyste Powietrze
Firmy Raja i Wabera Rafała Jakubowskiego to jeden organizm, który działał w ramach programu „Czyste Powietrze”. Program ten miał być zarówno orężem rządu do walki ze smogiem, jak i cywilizacyjnym skokiem dla milionów polskich rodzin. Największe w historii wsparcie na termomodernizację domów uruchomiono w 2018 r., a ówczesny rząd PiS ogłaszał, że w ciągu dekady kwota dotacji opiewać będzie na zawrotne 103 mld zł. Od początku jednak piętrzyły się nieprawidłowości. Ich skala sprawiła, że pod koniec 2024 r. program zawieszono. Rząd zapowiadał, że zostanie skrupulatnie rozliczony, naprawiony i wróci w nowej odsłonie. To stało się pod koniec marca 2025 r.
Miało już nie być zawyżania cen czy bezsensownych inwestycji, jak pompy ciepła w stodołach. Przeciwdziałać temu mieli m.in. bezpłatni operatorzy, najczęściej pracownicy gmin lub Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (WFOŚiGW), którzy zapewniają beneficjentom bezpłatne wsparcie.
Jednak zmiany te nie sprawiły, że problemy beneficjentów zniknęły, o czym alarmują klienci firm Raja i Wabera, ich podwykonawcy i byli pracownicy. Opowiadają, że schemat w każdym przypadku był podobny. Najpierw wpłata bezpośrednio od beneficjenta, która miała pokryć podatek VAT od inwestycji, bo tego dotacja nie obejmuje. Były to przelewy na poziomie kilkunastu tysięcy złotych, które klienci robili z prywatnych pieniędzy. Następnie na konta firmy trafiały także pieniądze z prefinansowania, czyli zaliczki, które przekazywały bezpośrednio WFOŚiGW.
W skrócie: na konta firm Raja i Wabera trafiały zarówno środki bezpośrednio od klienta, jak i część dotacji na termomodernizację z programu „Czyste Powietrze”. I w wielu przypadkach na tym się kończyło.
Skarbonka na błędy
Od byłych pracowników słyszymy, że umów z beneficjentami zawsze było więcej niż realizacji. Tłumaczono to jednak zimowym przestojem lub opóźnieniami w wypłatach dotacji przez WFOŚiGW. – Nie wzbudziło to moich podejrzeń, szczególnie że na wiosnę wszystko trochę ruszyło – opowiada jeden z byłych pracowników. – Słyszałem, że są opóźnienia, bo fundusz nie płaci. Wtedy myślałem: skoro tak mówi prezes, to tak jest – dodaje kolejny.
Problemy firm Jakubowskiego z realizacją zaplanowanych inwestycji, według naszych rozmówców, nasiliły się na przełomie 2025 i 2026 r., ale zaczęły parę miesięcy wcześniej.
– W październiku (2025 r. – red.) jedna ze wspólniczek zaalarmowała, że jest problem z płynnością i nie realizujemy klientów na czas, więc trzeba się zastanowić, co zrobić. Ostatecznie została zwolniona. Jak odchodziłem, to wszyscy już wiedzieli, do czego to zmierza. Wiedzieli, że nie jesteśmy w stanie tego uratować. Miałem wykonawców, terminy, ale nie było pieniędzy na realizację – słyszymy od byłego pracownika.
Czytaj też: Prosił o anonimowość, bo bał się odwetu. Ministerstwo Sprawiedliwości ujawniło jego dane
Byli pracownicy twierdzą, że mimo to podpisywano nowe umowy. Opowiadają też o fatalnej atmosferze wewnątrz firmy.
– To był dla mnie najtrudniejszy okres w życiu – mówi jedna z osób pracujących do niedawna w firmie. – Codziennością były groźby, krzyki i przekleństwa prezesa. Jak krzyczał, to było go słychać na całym piętrze. Wymyślił coś takiego jak „skarbonka na błędy”. Jeżeli przyszło się z pytaniem, pomysłem albo problemem, który prezes uznał za głupi, to wrzucało się pieniądze do tej puszki. A to 20 zł, a to 50 zł. Jeżeli odmówiłeś, to mogło skończyć się zwolnieniem dyscyplinarnym – opowiada.
Przelew i cisza
O tym wszystkim nie wiedzieli jednak ci, którzy chcieli przystąpić do programu „Czyste Powietrze”. Katarzyna opowiada, że na firmę Raja trafiła z polecenia.
– Wydawało mi się, że bardzo dobrze ich sprawdziliśmy – zaznacza. Umowa, którą podpisała z Rają, datowana jest na styczeń 2026 r. Pod koniec marca 2026 r. wpłaciła na konto firmy ponad 15 tys. zł. To środki, które miały pokryć podatek VAT. Następnie, w połowie kwietnia, Raja otrzymała przeszło 43 tys. zł w ramach pierwszej transzy dotacji z WFOŚiGW. Prace jednak nie ruszyły. – Nie zrobili wizji lokalnej i pomiarów, nie przedstawili harmonogramu realizacji, nie dostarczyli urządzeń ani materiałów. Nie wykonali jakichkolwiek prac – podkreśla Katarzyna.
– Podwykonawca nas ostrzegł, żeby szybko odstępować od umowy, bo firma Jakubowskiego tonie. Było jednak za późno – mówi dalej Katarzyna. – Wielokrotnie próbowałam się z nimi kontaktować, ale otrzymałam ogólnikowe pismo o planowanej restrukturyzacji, niemal identyczne jak inni poszkodowani. Nie ma tam żadnych konkretów, które pozwalałyby realnie ocenić naszą sytuację. Wiemy za to, jakie konsekwencje mogą czekać nas, beneficjentów. Jestem zobowiązana do zwrotu środków publicznych, których nigdy nie otrzymałam na swoje konto, bo zostały przekazane bezpośrednio wykonawcy. Urzędnicy mówią, że jestem za to odpowiedzialna, ponieważ to ja wybrałam wykonawcę.
Czytaj też: Tarcza Wschód idzie przez pola, a na pograniczu wrze. „Lepiej oddać naszym niż Rosjanom”
Katarzyna pokazuje szereg pism, które wysłała do Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Lublinie oraz firmy Raja. Sprawę zgłosiła również do prokuratury.
– Przygotowałam już dom pod inwestycję, zdemontowałam okna i drzwi, a teraz muszę z własnych pieniędzy zabezpieczyć budynek – mówi Katarzyna. – Trudno mi zrozumieć, jak mogło dojść do sytuacji, w której środki publiczne były przekazywane wykonawcom, a gdy pojawiły się problemy, to zwykli ludzie mają ponosić konsekwencje. Wiele osób poszkodowanych żyje dziś w strachu, że będzie musiało zwracać dziesiątki tysięcy złotych, których nigdy nie otrzymały na swoje konto.
Kolejną poszkodowaną jest pani Renata, która samotnie wychowuje chorą na dziecięce porażenie mózgowe córkę. Utrzymują się ze świadczenia pielęgnacyjnego, które wynosi obecnie 3386 zł miesięcznie. – Okłamali nas, że jeżeli jest osoba niepełnosprawna w domu, to nie poniesiemy żadnych kosztów – mówi. Jak dodaje, na konto firmy trafiło 56 tys. zł zaliczki z WFOŚiGW. – Przestali odbierać telefony, nikt nigdy się u nas nie pojawił. Fundusz chce ode mnie zwrotu dotacji, a ja nawet grosza nie widziałam – opowiada pani Renata.
Również pani Danuta miała mieć nowe okna, drzwi, bramę garażową i docieplone poddasze, a została z niczym. – Radca prawny, który konsultował moją umowę, mówił, że jest bardzo dobrze napisana i zabezpiecza dwie strony. A oni wzięli pieniądze i koniec – mówi pani Danuta. I dodaje, że stratna jest „tylko” 10 tys. zł, bo udało jej się w porę zablokować wypłatę dotacji. – Nigdy w życiu nie korzystałam z żadnej tego typu pomocy. To był pierwszy raz i od razu tak się wkopałam.
– Udało nam się ostrzec kolejne osoby – tłumaczy Katarzyna, która dzisiaj stoi na czele nieformalnej grupy poszkodowanych. – Niektórzy, widząc nasze wpisy, zdążyli w porę skontaktować się z WFOŚiGW i wstrzymać wypłatę. Udało się uchronić część środków publicznych, jednak nie udało się zapobiec utracie prywatnych pieniędzy wielu rodzin. To pokazuje, że w czasie, gdy jedni klienci byli już informowani o problemach z realizacją, inni nadal zawierali umowy – podkreśla.
Ministerstwo wie o problemach
Beneficjenci, u których nie wykonała inwestycji firma Raja, składają zawiadomienia do prokuratur. Ministerstwo Klimatu i Środowiska (MKiŚ) potwierdza nam, że zgłoszenia trafiły również do resortu. Pismo od beneficjentów wpłynęło 16 czerwca, a ministerstwo informuje, że „przeprowadziło analizę dostępnych informacji i przekazało sprawę do NFOŚiGW z prośbą o pilną weryfikację”. Resort domaga się, aby przeanalizowane zostały przede wszystkim wnioski o płatność. „Wyjaśnianie okoliczności poszczególnych spraw oraz prowadzenie ewentualnych postępowań pozostaje we właściwości organów ścigania i prokuratury” – dodaje.
Z kolei NFOŚiGW zapewnia, że każde zgłoszenie zostało zarejestrowane i przeanalizowane. „Poinformowano także właściwe WFOŚiGW, ponieważ NFOŚiGW nie jest stroną umów o dofinansowanie” – dowiadujemy się w Funduszu. „W związku z tym beneficjenci zostali skierowani w pierwszej kolejności do właściwego WFOŚiGW, z którym zawarli umowę o dofinansowanie, w celu indywidualnej analizy ich sytuacji i ustalenia możliwych sposobów dalszego postępowania” – dodaje NFOŚiGW.
Rafał Jakubowski, prezes firm Raja i Wabera, w odpowiedzi na pytania Zero.pl tłumaczy, że główną przyczyną utraty płynności finansowej są opóźnienia w wypłatach dotacji z WFOŚiGW. Jak twierdzi, obu spółkom fundusze wojewódzkie są winne pieniądze za w pełni zrealizowane inwestycje. „Drugą przyczyną jest sytuacja związana z grupą pracowników, którzy nie wykonywali swoich obowiązków z należytą starannością, jednocześnie zatajając ten fakt przed zarządem” – twierdzi prezes. I dodaje, że w spółce trwają audyty, które mają ustalić „pełną skalę nieprawidłowości”, ale dwie osoby zostały już dyscyplinarnie zwolnione za „ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków pracowniczych”.
Jakubowski przypomina, że w ramach pierwszej edycji programu „Czyste Powietrze” WFOŚiGW wypłacał w formie zaliczki maksymalnie 50 proc. wartości inwestycji, a w drugiej już tylko 35 proc. Firmy, które przyjmują zlecenia od beneficjentów, muszą je sfinansować z własnych środków i czekać na zwrot. W teorii 60 dni, ale w praktyce o wiele dłużej. I w nowej edycji niewiele się w tej kwestii zmieniło. „Spółka na jedną zakończoną realizację, w której ma wypłacone 100 proc. środków, pracowała 13 miesięcy. Od pierwszego kontaktu z klientem do wypłaty całości dotacji” – skarży się prezes. I dodaje, że przez przeciągające się terminy spółka „straciła całą marżę”, pokrywając m.in. koszt czasu pracy personelu.
Miał być idealny interes
Za poszkodowanych przez firmy Raja i Wabera uważają się też podwykonawcy. To oni pełnili kluczową rolę. Najpierw pozyskiwali w terenie klientów, za co dostawali prowizję, a następnie mieli im montować nowe źródła ciepła, drzwi czy okna.
– Raja stworzyła pozornie bardzo korzystne warunki współpracy dla takich firm jak moja – stwierdza właściciel jednej z firm. Jak tłumaczy, wiele mniejszych podmiotów nie miało wystarczających własnych środków, aby zapewnić finansowanie całej inwestycji i czekać na zwrot pozostałej części z dotacji. To brała na siebie Raja, oferując „umowę franczyzową”. – Polegało to na tym, że pozyskuję klienta, ale umowa jest z nimi. Do nich trafia zaliczka, oni finansują całą inwestycję, a my realizujemy – wyjaśnia nasz rozmówca.
– Firma dawała nam prowizję za pozyskanego klienta, a potem mieliśmy robić u niego termomodernizację za dobrą stawkę. Idealny interes – słyszymy od kolejnego podwykonawcy.
Problemy miały się zacząć w momencie, gdy czasu na realizację inwestycji było coraz mniej. – Mówiłem prezesowi Jakubowskiemu, że się nie wyrobimy. Oni robili tylko pomiary, grali na czas i pokazywali klientowi, że coś się dzieje. Prezes tłumaczył, że przeliczył się z kosztami. Zerwaliśmy współpracę, gdy widać było, że nie ma już szans na realizację zlecenia – mówi podwykonawca. – Dzisiaj kontakt mamy przez prawnika. Mam nieopłacone faktury, wykonałem jeden montaż elewacji, za który nie dostałem pieniędzy. Jestem stratny finansowo, ucierpiała też renoma mojej firmy – twierdzi.
– Rozwieszaliśmy plakaty po wsiach, jeździliśmy do ludzi, obiecywaliśmy naprawdę cudowne rzeczy. Firma Raja miała piękny marketing, dawała najlepsze warunki na rynku dla podwykonawców. Tym nas skusili – przyznaje kolejny z podwykonawców. – Moment, gdy trzeba było do tych ludzi iść i powiedzieć, że zostaliśmy wszyscy oszukani, to była tragedia. Czy oni zdają sobie sprawę z tego, że wzięli kasę od pani, która przeszła dwa zawały? Od ludzi niepełnosprawnych? Nieświadomie do tego dołączyliśmy – zapewnia.
– Zasady były jasne. Znali regulamin, wiedzieli, ile dostaną. Wiedzieli, że będą musieli dołożyć resztę, zapłacić za całą inwestycję i czekać na zwrot – zauważa następny podwykonawca.
Winni wszyscy wokół
Prezes Jakubowski w odpowiedziach dla Zero.pl konsekwentnie odpiera jednak wszystkie zarzuty. Twierdzi, że to jeden z podwykonawców ma długi wobec jego spółki i powinien oddać zaliczki, które otrzymał od firmy Raja. Informuje też, że zrealizowano już kilka zwrotów, choć tylko „w ograniczonym zakresie”.
Wyjście z sytuacji prezes widzi w przekazywaniu swoich klientów innej spółce, która ma „odpowiednie zaplecze finansowe”. Za każdego przekazanego klienta chce pobierać od tej spółki prowizję, która ma powiększać „kapitał przeznaczony na realizację zwrotów”. Zapewnia również, że tnie koszty, jak może, zatrudnienie zredukował do ośmiu osób, a wniosek o restrukturyzację złoży, ale najpierw musi posiadać rzetelne sprawozdania finansowe swoich spółek. I tu również oskarża jednego z byłych pracowników o błędy, przez które sprawozdanie jest zawyżone, więc wymaga korekty.
Czytaj też: Kacprzyk kontra Jędrzejewski. Prokurator potwierdza: sprawa o pobicie umorzona
Jakubowski twierdzi też, że ostatnie podpisane umowy odsyłano w październiku, w przypadku firmy Wabera, oraz w grudniu, w przypadku firmy Raja. W pierwszej połowie roku miał szukać inwestora do swoich spółek, jednak plan się nie powiódł przez „trudną sytuację w branży”.
Resort wciąż pracuje
Przypadek firm Raja i Wabera to wierzchołek góry lodowej. Obecnie w całym kraju toczy się ok. 700 prokuratorskich postępowań dotyczących różnego rodzaju nieprawidłowości w „Czystym Powietrzu”. Znaczna część spraw dotyczy jednak poprzedniej edycji programu. Ile konkretnie to spraw z obecnej, w teorii „uzdrowionej”, edycji? Jak odpowiada nam MKiŚ, takich informacji resort nie posiada.
Wiadomo za to, że w rządzie wciąż toczą się prace nad rozwiązaniami, które mają dodatkowo chronić beneficjentów. Projekt resortu środowiska zakłada, że w przypadku problemów z wykonawcą inwestycji WFOŚiGW nie będą ściągać niewykorzystanych zaliczek z odsetkami od beneficjentów, o ile złożyli oni w prokuraturze lub na policji zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Egzekucja byłaby wstrzymywana do czasu rozstrzygnięcia sprawy. Jeżeli potwierdziłoby się, że do oszustwa doszło, to odpowiedzialność finansową miałby wziąć na siebie Skarb Państwa, który następnie dochodziłby zwrotu pieniędzy od firmy, która nie wywiązała się z umowy. Projekt nadal jest jednak tylko na papierze.
Poza tym MKiŚ i NFOŚiGW pracują nad utworzeniem ogólnopolskiej listy wykonawców, na której mają się znaleźć zweryfikowane firmy realizujące przedsięwzięcia w ramach „Czystego Powietrza”. Tyle że tu również prace są w powijakach. Jak dowiadujemy się w resorcie, dopiero opracowywane są kryteria wpisu oraz wykreślania wykonawców w przypadku „stwierdzenia poważnych nieprawidłowości”. Lista ma mieć charakter dobrowolny.
Tymczasem doniesienia o kolejnych nieprawidłowościach odbijają się na efektywności programu. Szefowa resortu klimatu Paulina Hennig-Kloska informowała, że w latach 2024–2025 program „Czyste Powietrze” objął ponad 566 tys. domów i wymianę 466 tys. nieefektywnych źródeł ciepła. Problem w tym, że, jak wylicza Polski Alarm Smogowy (PAS), od początku 2026 r. do programu w całym kraju złożonych zostało niespełna 20 tys. wniosków. Czyli tyle, ile miesięcznie składano w 2024 r. Efekt? Według PAS oddychamy coraz gorszym powietrzem. W niemal wszystkich miejscowościach z czołówki „smogowych rekordzistów” pogorszyła się jakość powietrza, a od 2023 r. zwiększa się również liczba obszarów, na których występują przekroczenia dopuszczalnych norm.

