Reklama
Reklama
Reklama

„Inaczej będzie po Polsce”. Opozycjoniści z czasów PRL rozpoczęli protest głodowy

TYLKO NA
zdjecie-nr-1
Kolejny dzień protestu głodowego. (fot. Anna Dąbrowska)

W siedzibie „Solidarności” w Częstochowie trwa protest głodowy Jana Karandzieja i Stanisława Oronia. Protestujący sprzeciwiają się zmianom w polskich szkołach, wskazując m.in. na edukację zdrowotną, ograniczanie nauczania historii i lektur oraz redukcję lekcji religii. – Chcemy obudzić choćby milion sumień – mówi Karandziej w rozmowie z Zero.pl.

  • Jan Karandziej i Stanisław Oroń prowadzą w Częstochowie protest głodowy, którym chcą zwrócić uwagę na kierunek zmian zachodzących w polskiej edukacji.
  • Protestujący szczególnie akcentują znaczenie historii, lektur, wychowania oraz treści przekazywanych uczniom, a swoją akcję kierują przede wszystkim do rodziców i opinii publicznej.
  • Karandziej zapowiada, że długość protestu będzie zależała od rozwoju sytuacji i reakcji społecznej.

W siedzibie NSZZ „Solidarność” w Częstochowie trwa protest głodowy „w obronie polskich dzieci przed demoralizacją i wynarodowieniem”. Uczestniczą w nim Jan Karandziej oraz Stanisław Oroń, opozycjoniści z czasów PRL. Protestujący krytykują zmiany wprowadzane w polskiej edukacji przez minister edukacji Barbarę Nowacką.

Karandziej w rozmowie z Zero.pl przekonuje, że decyzja o rozpoczęciu głodówki jest konsekwencją obserwacji tego, co – w jego ocenie – dzieje się w polskich szkołach.

– Przyświeca nam cel, by przeciwstawić się temu, co – w naszym przekonaniu – prowadzi do niszczenia polskich dzieci, ich wynarodowienia i w konsekwencji do tego, żeby Polska zniknęła – mówi.

Reklama
Reklama

Jak dodaje, nie wie, czy opisywane przez niego działania są efektem planu Unii Europejskiej, czy polskiego rządu. Jego zdaniem sytuacja doprowadziła jednak protestujących do przekonania, że należy podjąć zdecydowane działania.

Wszystko wskazuje na to, że nie mamy innego wyboru, jak protestować i próbować coś osiągnąć – podkreśla.

„Chcemy obudzić milion sumień”

Karandziej wyjaśnia, że głodówka ma przede wszystkim zwrócić uwagę innych ludzi na problemy, które protestujący dostrzegają w systemie edukacji.

– Myślę, że sam fakt, iż głodujemy, pobudzi sumienia innych ludzi. Być może dzięki temu inni zorientują się, co się dzieje i do czego mogą doprowadzić propozycje minister Nowackiej – mówi.

Reklama
Reklama

Wśród powodów sprzeciwu wymienia m.in. obawy dotyczące edukacji zdrowotnej, historii oraz lektur. Protestujący twierdzą, że zmiany w programie nauczania mogą prowadzić do osłabienia polskiej tożsamości.

– Obawiamy się, że dzieci będą nastawiane przeciwko rodzicom. Mówię tu również o innych kwestiach, które prowadzą do wynarodowienia, między innymi przez likwidację historii czy lektur. To właśnie one powodują, że myśli się po polsku i żyje się po polsku – przekonuje Karandziej.

Jego oczekiwanie jest sformułowane szerzej niż konkretny katalog zmian w podstawie programowej. – Chcemy po prostu, żeby polskie szkoły były dla polskich dzieci, żeby uczono je po polsku i zgodnie z polskim zwyczajem – mówi.

Przeczytaj też: Nowe przepisy w szkołach budzą skrajne emocje. „Rodzice chcą mieć nieustający kontakt”

Chodzi przede wszystkim o rodziców

Karandziej podkreśla jednocześnie, że uczestnicy głodówki nie zamierzają przedstawiać własnego, szczegółowego programu reformy edukacji, bo od tego są eksperci. Ich głównym celem ma być zwrócenie uwagi rodziców i dorosłych na to, co dzieje się w szkołach.

– Najważniejszym naszym postulatem jest dotarcie do umysłów rodziców i dorosłych ludzi, aby zrozumieli, że dzieje się źle i żeby sprzeciwili się temu, jak sprawę stawia pani minister – tłumaczy.

Reklama
Reklama

Jak zaznacza, jest to właściwie jedyny cel protestu.

– W sprawach dotyczących edukacji nie chcemy decydować za fachowców. Są organizacje, które również działają w tej sprawie. My nie chcemy więc dyktować konkretnie, co ma zostać zmienione. Chodzi nam przede wszystkim o dotarcie do sumień ludzi i o sprzeciw wobec tego, co uznajemy za demoralizację – mówi.

„Czujemy się dobrze”

Rozmawialiśmy z Karandziejem podczas trzeciego dnia protestu. Jak mówił, uczestnicy czują się dobrze i mają zapewnioną opiekę oraz wody pod dostatkiem. Jak dodaje, protestującym sprzyjają ludzie, którzy przychodzą do nich, by rozmawiać i okazać wsparcie.

Karandziej ma już doświadczenie związane z protestem głodowym. Był on w kwietniu 2012 r. uczestnikiem ogólnopolskiego protestu głodowego, którego celem było przywrócenie nauczania historii w szkołach.

Karandziej był działaczem Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, współorganizował strajki w 1980 r. i był internowany w stanie wojennym. Po protestach z 2012 r. MEN po kilku miesiącach znowelizowało podstawę programową z historii i ograniczyło wprowadzane zmiany.

Przeczytaj też: ADHD i zaskakujący związek z kreatywnością. Naukowcy wyjaśniają

„Nie wiem, jak długo to potrwa”

Uczestnicy obecnego protestu nie określili sztywnego terminu jego zakończenia. Karandziej zaznacza, że dalszy przebieg głodówki będzie zależał od sytuacji. – Plan będzie rozwijał się wraz z sytuacją. Myślę, że protest potrwa jeszcze trochę, ponieważ sytuacja nie rozwija się tak szybko, jak byśmy chcieli – mówi.

Reklama
Reklama

Jego zdaniem, sytuacja w polskiej edukacji jest na tyle poważna, że nie można jej przemilczeć. – W naszym przekonaniu sytuacja jest tak tragiczna i tak groźna, że nie można o niej nie mówić i nie można się na nią godzić. Trzeba z tym walczyć, bo inaczej będzie po Polsce – stwierdza.

Protestujący zachęcają także inne osoby do przyłączenia się do akcji albo podejmowania podobnych protestów w innych miastach.

Karandziej podkreśla, że mimo radykalnej formy protestu uczestnicy głodówki wierzą w osiągnięcie zakładanego celu. – Bez takiej wiary nie skończyłoby się to dobrze. Gdybyśmy nie wierzyli, nie rozpoczynalibyśmy tego protestu – podsumowuje.

Źródło: Zero.pl
Filip Baczkura
Filip BaczkuraDziennikarz
Tagi: protesty
Reklama
Reklama