Reklama
Reklama
Reklama

Prosił o anonimowość, bo bał się odwetu. Ministerstwo Sprawiedliwości ujawniło jego dane

TYLKO NA

Biegły sądowy zgłosił Ministerstwu Sprawiedliwości nieprawidłowości przy przydzielaniu spraw ekspertom i zastrzegł pełną anonimowość, obawiając się zemsty środowiska. Resort upublicznił jednak jego dane na rządowym portalu. Gdy biegły zażądał wyjaśnień, ministerstwo przeprosiło i wyliczyło mu, jak ujawnienie może zrujnować jego karierę.

sygnalista-jedynka-desktop
Napisał do ministerstwa i pożałował. Historia jednego e-maila. (fot. Darek Delmanowicz / PAP)
  • Rzeczoznawca majątkowy, będący także biegłym sądowym, przesłał do Ministerstwa Sprawiedliwości uwagi do projektu ustawy o biegłych sądowych. Zastrzegł przy tym, że domaga się pełnej anonimowości i nie ma jego zgody na udostępnianie swoich danych podmiotom trzecim.
  • Mimo to jego opinia do projektu ustawy wraz z imieniem, nazwiskiem, adresem, numerem telefonu, NIP, REGON i numerem uprawnień zawodowych została opublikowana na rządowym portalu, co resort tłumaczy pomyłką pracownika.
  • W piśmie potwierdzającym naruszenie Ministerstwo Sprawiedliwości samo wyliczyło poszkodowanemu, co mu grozi: powiązanie jego osoby ze zgłoszonym stanowiskiem i negatywny odbiór w środowisku, odmowa przydzielania spraw przez sądy, kierowanie do niego spraw nadmiernie skomplikowanych „w celu utrudnienia (...) wykonywania zawodu” oraz straty finansowe – czyli dokładnie ten scenariusz zawodowego odwetu, przed którym ostrzegał, prosząc o anonimowość.
  • Mec. Paweł Litwiński dla Zero.pl: – To się nazywa efekt mrożący: w wyniku takich działań osoby, które wcześniej brały udział w konsultacjach, przestają to robić. Następnym razem ktoś się dwa razy zastanowi, zanim zgłosi uwagi.

Miało być poufne zgłoszenie nieprawidłowości w systemie przydzielania spraw biegłym sądowym. Skończyło się na tym, że autor tego zgłoszenia, rzeczoznawca majątkowy i czynny biegły sądowy, musiał wysyłać wezwania przedsądowe do Ministerstwa Sprawiedliwości i prezesa Rządowego Centrum Legislacji, złożyć skargę do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych i zawiadamiać Rzecznika Praw Obywatelskich.

Wszystko dlatego, że Ministerstwo Sprawiedliwości, wbrew wyraźnemu zastrzeżeniu, upubliczniło jego dane osobowe na oficjalnym rządowym portalu.

Uwagi do ustawy i prośba o anonimowość

12 kwietnia 2026 r. pragnący zachować anonimowość rzeczoznawca i biegły sądowy przesłał do Ministerstwa Sprawiedliwości, do wiadomości Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA) i Centralnego Biura Śledczego Policji (CBŚP), swoje uwagi do projektu ustawy o biegłych sądowych i instytucjach opiniujących.

Reklama
Reklama

Wskazał w nich trzy problemy, które w jego ocenie fundamentalnie osłabiają projekt regulacji.

Po pierwsze, brak obowiązku losowego przydziału biegłych do spraw, analogicznego do systemu losowania sędziów. Jak napisał, „obecny model pozostawia sędziom całkowitą dowolność, co wprost prowadzi do powstawania rzeczoznawczych »oligopoli«”.

Po drugie, ryzyko mechanizmów korupcjogennych. Autor przywołał własne doświadczenie sprzed lat. Wówczas w rozmowie z pracownikiem administracyjnym jednego z sądów usłyszał sugestię, że aby otrzymywać zlecenia, powinien zachowywać się jak inni biegli, czyli przymilać się osobom decydującym o powołaniach.

Reklama
Reklama

Po trzecie, nielogiczny i nieobiektywny podział spraw. Rzeczoznawca opisał, że z niektórych sądów nigdy nie otrzymał prostego zlecenia. Za to, jak twierdzi, regularnie trafiają do niego najtrudniejsze i najbardziej ryzykowne sprawy. W jego ocenie przydział bywa uzależniony od czynników pozamerytorycznych, a nie od kompetencji biegłego.

Kacprzyk kontra Jędrzejewski. Prokurator potwierdza: sprawa o pobicie umorzona

Mając świadomość, jak – jego słowami – „hermetyczne i mściwe” bywa środowisko biegłych sądowych, autor zawarł w piśmie kategoryczne zastrzeżenie. Wniósł o „zachowanie pełnej anonimowości, zakaz publikacji, w tym udostępniania niniejszego stanowiska podmiotom trzecim”.

Wyraźnie zaznaczył brak zgody na publikację imienia, nazwiska, numeru certyfikatu, specjalizacji i miasta prowadzenia działalności. Jego dane miały pozostać wyłącznie do wiadomości organu prowadzącego konsultacje projektu ustawy, CBA i CBŚP.

Reklama
Reklama

Plik z pełnymi danymi na rządowym portalu

15 maja 2026 r. rzeczoznawca odkrył, że na stronie Rządowego Centrum Legislacji, w zakładce dotyczącej projektu ustawy o biegłych sądowych, w podzakładce „konsultacje publiczne”, pojawił się plik o nazwie „Konsultacje mail Uwagi do projektu ustawy o biegłych sądowych i instytucjach opiniujących”. Data ostatniej modyfikacji podzakładki wskazywała 11 maja 2026 r.

Plik miał format .msg, czyli oryginalnej wiadomości e-mail, którą po pobraniu można było otworzyć w prostym programie pocztowym. Zawierał pełną treść pisma z 12 kwietnia wraz ze wszystkimi danymi identyfikującymi autora: imieniem, nazwiskiem, adresem prowadzenia działalności, numerem telefonu, NIP, REGON oraz numerem uprawnień zawodowych.

Dokument trafił na portal 13 kwietnia 2026 r., dzień po tym, jak biegły wysłał swoje uwagi. Datę tę Ministerstwo Sprawiedliwości potwierdziło później na piśmie, przyznając, że doszło wówczas do naruszenia ochrony danych osobowych.

Reklama
Reklama

Plik zniknął ze strony dopiero 15 maja, kilka godzin po tym, jak sam poszkodowany go zauważył i zażądał usunięcia. Przez ponad 30 dni komplet jego danych, w tym adres prowadzenia działalności i numer telefonu, był publicznie dostępny do pobrania na rządowym serwerze. W tym czasie nie zareagował nikt: ani ministerstwo, które dokument opublikowało, ani Rządowe Centrum Legislacji, które prowadzi portal. Ile osób w ciągu tego miesiąca pobrało plik, nie wiadomo.

Wezwanie przedsądowe, skarga do UODO, wniosek do RPO

Jeszcze tego samego dnia rzeczoznawca podjął kilka równoległych działań.
Do Ministerstwa Sprawiedliwości i Prezesa Rządowego Centrum Legislacji wysłał ostateczne przedsądowe wezwania do usunięcia skutków naruszenia.

Zażądał usunięcia dokumentów w ciągu godziny, zabezpieczenia logów serwera w celu ustalenia liczby pobrań pliku oraz pisemnego wskazania osoby odpowiedzialnej za publikację. Ostrzegł, że brak reakcji będzie skutkował pozwem przeciwko Skarbowi Państwa o ochronę dóbr osobistych i zadośćuczynienie.

Dramat polskiej turystki na Cyprze. Grecos zabiera głos po głośnej sprawie

Reklama
Reklama

Złożył też skargę do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Wskazał na naruszenie art. 5 ust. 1 lit. a i f RODO, czyli zasad rzetelności, poufności i bezpieczeństwa danych art. 21 RODO, czyli zignorowania zgłoszonego sprzeciwu wobec przetwarzania danych, oraz art. 32 RODO, czyli braku środków technicznych zapobiegających wyciekowi.

Skierował również wniosek o interwencję do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich, w którym opisał sprawę jako „skrajne niedopełnienie obowiązków służbowych, które godzi w zaufanie obywatela do państwa”. Wniósł o zbadanie procedur bezpieczeństwa oraz „ochrony sygnalistów” w Ministerstwie Sprawiedliwości i RCL.

Jeszcze przed godziną 14 tego samego dnia otrzymał e-mail od urzędniczki, która wprowadziła plik do systemu: „uprzejmie informuję, że Pański mail został usunięty z serwisu Rządowy Proces Legislacyjny na stronie Rządowego Centrum Legislacji. Proszę przyjąć moje przeprosiny”. Plik zniknął z serwera, ale, jak podkreśla biegły, był publicznie dostępny wystarczająco długo, by ktokolwiek mógł go pobrać i rozpowszechnić.

18 maja 2026 r. na pismo rzeczoznawcy odpowiedział Departament Prawny Rządowego Centrum Legislacji. Dyrektor departamentu Alina Budziszewska-Makulska wyjaśniła, że RCL nie jest administratorem danych zawartych w publikowanych dokumentach i nie ma uprawnień do ich usuwania czy modyfikacji.

Reklama
Reklama

Zgodnie z regulaminem pracy Rady Ministrów za treść i publikację dokumentów w procesie konsultacji odpowiada organ wnoszący projekt, w tym wypadku minister sprawiedliwości. RCL, jak napisano w piśmie, „pełni w powyższym zakresie wyłącznie rolę techniczną”. Dodano, że żądanie usunięcia dokumentów z portalu „należy uznać za bezprzedmiotowe wobec Rządowego Centrum Legislacji”.

Ministerstwo potwierdza błąd i wylicza konsekwencje

Odpowiedź Ministerstwa Sprawiedliwości nadeszła 20 maja, podpisana przez zastępcę dyrektora Departamentu Legislacyjnego Monikę Walewską.

Resort potwierdził, że 13 kwietnia 2026 r. doszło do „niezamierzonego naruszenia ochrony danych osobowych” w wyniku „omyłkowego zamieszczenia wiadomości z wniesionymi przez Pana uwagami do projektu ustawy o biegłych sądowych oraz instytucjach opiniujących bez dokonania anonimizacji”. Przyczyną miało być niedopatrzenie pracownika analizującego dużą liczbę napływających uwag.

Reklama
Reklama

Ministerstwo zapewniło, że każdy pracownik przechodzi szkolenia z ochrony danych osobowych, a bezpośredni przełożony osoby odpowiedzialnej za błąd został „zobligowany do zwrócenia uwagi pracownikowi na konieczność dokładnego analizowania wpływających uwag do projektów pod kątem zawartych w nich danych osobowych”.

Zawiadamiając osobę, której dane wyciekły, administrator ma obowiązek opisać możliwe konsekwencje naruszenia. Wymaga tego RODO. Ministerstwo Sprawiedliwości wywiązało się z tego obowiązku w sposób, który czyta się jak potwierdzenie wszystkich obaw poszkodowanego. Resort wyliczył, że grozi mu:

  • „powiązanie Pana osoby ze stanowiskiem wyrażonym w wiadomości, skutkujące negatywnym postrzeganiem w środowisku zawodowym”;
  • „odmowa przyznawania Panu spraw przez sądy”;
  • „przyznawanie Panu przez sądy spraw nadmiernie skomplikowanych, w celu utrudnienia Panu wykonywania zawodu i zwiększenie prawdopodobieństwa popełnienia błędów, co doprowadzi do Pana dyskredytacji w środowisku zawodowym”;
  • „strata finansowa”.

Innymi słowy, resort opisał poszkodowanemu dokładnie ten scenariusz zawodowego odwetu, przed którym autor pierwotnie przestrzegał, prosząc o anonimowość. Jako działania zaradcze zaproponował rozważenie przez poszkodowanego skorzystania „ze środków ochrony dóbr osobistych wskazanych w przepisach ustaw Kodeks cywilny i kodeks postępowania cywilnego” oraz zgłaszanie zastrzeżeń co do przydzielania spraw do organizacji zrzeszających rzeczoznawców.

Reklama
Reklama

Pismo kończy się stwierdzeniem, że „zdarzenie miało charakter incydentalny i wynikało z niedopatrzenia”, oraz przeprosinami.

UODO pyta o wyjaśnienia

26 maja rzeczoznawca otrzymał pismo z Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Prezes urzędu zwrócił się do Rządowego Centrum Legislacji i Ministerstwa Sprawiedliwości o wyjaśnienia w sprawie zarzutów przedstawionych w skardze.

Rządowe Centrum Legislacji odesłało rzeczoznawcę do Ministerstwa Sprawiedliwości jako administratora danych, nazywając swoją rolę jako techniczną. Ministerstwo z kolei potwierdziło błąd pracownika, ale zamiast zaproponować konkretne środki ochrony, przeniosło ciężar dalszych działań na samego poszkodowanego.

Zasugerowało mu drogę cywilną i jednocześnie precyzyjnie opisało, jak bardzo może ucierpieć jego kariera zawodowa. Żadna z zaangażowanych instytucji nie wzięła na siebie odpowiedzialności za skutki.

Reklama
Reklama

Sprawa pozostaje przedmiotem postępowania wyjaśniającego prowadzonego przez Prezesa UODO. Do ustalenia pozostaje, ilu osobom udało się pobrać plik z danymi rzeczoznawcy przez 32 dni, w których był dostępny, oraz dlaczego przez cały ten czas naruszenia nie wykrył żaden z urzędów, przez które dokument przeszedł.

Próba włamania na konto

Na tym sprawa się nie zakończyła. Jak twierdzi nasz rozmówca, 21 maja nad ranem, doszło do próby włamania na konto pocztowe rzeczoznawcy w usłudze Outlook, o czym poinformowało go automatyczne powiadomienie bezpieczeństwa. Próba dotyczyła dokładnie tego adresu e-mail, który miesiąc wcześniej został upubliczniony na rządowym portalu w wyniku błędu Ministerstwa Sprawiedliwości.

Nie ma dowodu, że oba zdarzenia są ze sobą powiązane. Próby logowania na cudze konta pocztowe zdarzają się masowo i mogą być dziełem automatów skanujących wyciekłe bazy adresów. Zbieżność jest jednak wymowna: do próby doszło sześć dni po tym, jak sprawa wycieku nabrała biegu. Rzeczoznawca poinformował o incydencie Prezesa UODO, uzupełniając swoją wcześniejszą skargę.

Ekspert: To działa paraliżująco

O ocenę sprawy poprosiliśmy mecenasa Pawła Litwińskiego, prawnika specjalizującego się w ochronie danych osobowych. Jego zdaniem konsekwencje ujawnienia danych zgłaszającego wykraczają daleko poza sam incydent.

Reklama
Reklama

– To działa paraliżująco – ocenia prawnik. Jednocześnie zwraca uwagę, że sytuacja nie jest tak jednoznaczna, jak mogłoby się wydawać, bo zgłoszenie zostało złożone w trybie konsultacji publicznych, „a te jednak powinny się odbywać w sposób jawny, żeby uniknąć podejrzeń o lobbing”.

Granicę tej jawności wyznaczyła jednak wola zgłaszającego, a ministerstwo, jak zauważa mecenas, samo ją uznało: „Skoro ministerstwo najpierw opublikowało ten dokument, a potem go zdjęło i uznało to za naruszenie ochrony danych, to samo przyznało, że wola tej osoby powinna była przeważyć”.

Najpoważniejszy skutek dotyczy nie samego poszkodowanego, lecz wszystkich, którzy w przyszłości rozważą zgłoszenie uwag do rządowych projektów. – To się nazywa efekt mrożący: w wyniku takich działań osoby, które wcześniej brały udział w konsultacjach, przestają to robić – tłumaczy prawnik i przewiduje, że kolejni zgłaszający sięgną po fałszywe adresy mailowe, zmyślone dane albo pseudonimy.

Oczywiste błędy, pomylone wnioski i dziesiątki wyroków. Tak rozdzielano miliony z KPO dla kultury

Reklama
Reklama

Osobno mecenas odnosi się do pisma, w którym resort wyliczył poszkodowanemu konsekwencje własnego błędu. – Medialnie wygląda to bardzo słabo, wręcz kabaretowo – przyznaje, zaznaczając jednak, że administrator, który stwierdzi naruszenie ochrony danych, ma ustawowy obowiązek poinformować poszkodowanego o jego skutkach.

Obowiązek ten nie jest jednak formularzem do odhaczenia: jego treść wyznacza zasada przejrzystości, czyli nakaz mówienia tak, by odbiorca zrozumiał. – Gdyby konsekwentnie zastosować tę zasadę, można by powiedzieć, że tej konkretnej osoby nie trzeba było informować o naruszeniu i jego skutkach, bo ta osoba doskonale o nich wiedziała – mówi mecenas.

Tak się jednak nie stało. – Zabrakło refleksji, i to podwójnie – podsumowuje.

Ministerstwo Sprawiedliwości nie odpowiedziało na pytania Zero.pl.

Rzecznik UODO Karol Witowski potwierdził, że w tej sprawie toczy się postępowanie administracyjne, lecz nie może udzielić szczegółowych informacji. 

Reklama
Reklama