Do wyborów na Węgrzech zostało już ledwie kilkadziesiąt godzin. Niedzielne głosowanie może zakończyć wieloletnie rządy Viktora Orbána. Wskazują na to sondaże, mówią o tym eksperci. Sam premier jednak nadal zaciekle walczy. – To nie czas na brak doświadczenia – wzywa.

- Sondaże dają partii Tisza od 49 do 58 proc. poparcia. Fidesz Viktora Orbána notuje znaczne spadki popularności przed niedzielnym głosowaniem.
- Orbán apeluje o zmobilizowanie co najmniej 3 mln wyborców. Premier przekonuje, że tylko jego partia zapewni krajowi bezpieczeństwo.
- Donald Trump i JD Vance oficjalnie poparli urzędującego premiera. Zdaniem ekspertki to może nie wystarczyć.
W ostatnich dniach kampanii urzędujący premier Viktor Orbán mobilizuje elektorat, stawiając sprawę na ostrzu noża. Podczas wiecu w Debreczynie lider Fideszu przekonywał, że stawką głosowania jest suwerenność kraju wobec obcych wpływów oraz bezpieczeństwo finansowe obywateli.
Orbán w swoim wystąpieniu nie szczędził ostrych słów pod adresem konkurentów politycznych, oskarżając – ponownie – opozycję o współpracę z zagranicznymi agencjami wywiadowczymi, które miały zostać zaproszone na Węgry, „aby pomogły jej wygrać”.
Zawieszenie broni w Ukrainie. Putin zgodził się na propozycję Zełenskiego
Zdaniem szefa węgierskiego rządu priorytetem po wyborach musi być utrzymanie dostaw energii z Rosji oraz „odrzucenie szaleństwa”, jakim w jego ocenie jest udzielanie Ukrainie pożyczek przez Unię Europejską.
– W obliczu większych wyzwań potrzebujemy co najmniej 3 mln głosów, aby zapewnić bezpieczeństwo Węgier – podkreślał Orbán. – To nie czas na brak doświadczenia. Potrzebujemy wytrwałości, bezpieczeństwa i pewnej ręki – mówił.
Nurkujące poparcie i pomoc zza oceanu
Mimo tej mobilizacji ostatnie badania opinii publicznej wskazują na możliwą porażkę Fideszu. Niezależne sondaże dają opozycyjnej partii Tisza, kierowanej przez Pétera Magyara, poparcie na poziomie od 49 do nawet 58 proc. wśród zdecydowanych wyborców. Fidesz może liczyć jedynie na 35 do 38 proc. głosów. Tendencja spadkowa ugrupowania Orbána utrzymuje się od kilku tygodni.
Zmienić ten trend na ostatniej prostej kampanii próbują politycy zza oceanu. Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump opublikował na portalu Truth Social wpis, w którym nazwał Orbána „prawdziwie silnym i wpływowym Przywódcą”.
Amerykański przywódca zachęcał Węgrów do głosowania na obecnego premiera, zapewniając o swoim bezwarunkowym poparciu.
Głos zabrał także wiceprezydent USA JD Vance, który przyleciał do Budapesztu. Podczas spotkania ze zwolennikami Fideszu Vance oświadczył, że administracja Trumpa podziwia determinację Węgrów. – Chcemy zwycięstwa Viktora Orbána – zadeklarował, jednocześnie wzywając wyborców, by „słuchali serca, a nie biurokratów z Brukseli”.
Amerykańskie wsparcie może nie wystarczyć
Eksperci zauważają jednak, że międzynarodowe sojusze mogą nie wystarczyć do utrzymania władzy. Dr Ilona Gizińska z Ośrodka Studiów Wschodnich w rozmowie z Zero.pl wskazuje, że Węgrzy są zmęczeni problemami ekonomicznymi. Kluczowe dla nich są wysoka inflacja oraz pogarszający się stan szpitali i szkół.
– Magyar obiecał odmrożenie środków unijnych. Tisza obiecuje reformy w kierunku praworządności, które pozwolą pozyskać brukselskie środki – zauważa Gizińska.
Zdaniem ekspertki to właśnie obietnica stymulacji gospodarki i zakończenie 16 lat rządów Orbána przyciągają wyborców do nowej opozycji.
