Reklama
Kraj

Tydzień pod znakiem suma i lodów. Ale chociaż nowa wiceministra wie, co będzie robić

Może i Polska nie zdążyła jeszcze odebrać Orderu Orła Białego prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu, ale za to deportowała Ukraińca, który złowił suma. To drugi największy sukces naszego kraju w ostatnich dniach. Pierwszym jest zwycięstwo rzeczniczki praw dziecka nad dyskryminacją ze strony lodziarni w Pszczynie. A – i Maja Chwalińska została wicemistrzynią Rolanda Garrosa. Oto cotygodniowy przegląd wydarzeń.

Kasjan Owsianko
Opinia autorstwa: Kasjan Owsianko
Dzisiaj 08:52
8 min
Wołodymyr Zełenski, Karol Nawrocki i Monika Horna-Cieślak (fot. Shutterstock / Newspix)
TYLKO NA

Jedni powiedzą, że relacje polsko-węgierskie nie były tak dobre od kilkunastu lat i że wreszcie mogą się spakować i pojechać z rodziną na ryby nad Balaton. Inni zaś, że od wygranej Magyara nie ma już czego na Węgrzech szukać, a za argument podadzą, że nawet nasi posłowie na uchodźstwie nie chcieli dłużej w Budapeszcie mieszkać.

Ale i ci nie muszą rezygnować z wycieczki nad Balaton, bo zawsze do dyspozycji zostaje im ten nasz, polski, warszawski. Tylko z rybami w tym przypadku będzie ciężej. A przynajmniej z jedną rybą – mierzącym niemal tyle samo co ja sumem, którego przed kilkoma dniami wyłowił 57-letni Ukrainiec.

Afera wokół połowu wybuchła niesamowita. Po pierwsze, bo suma wyłowił Ukrainiec, a sum to był Polak. Po drugie, bo sum w jeziorku żył od lat, a 57-latek w Polsce żył na pewno krócej. Po trzecie, bo jeszcze przez kilka dni trwał dla sumów okres ochronny, a wędkarz nie raczył z wyłowieniem i zabiciem ryby kilkudziesięciu godzin poczekać. I po czwarte, bo ryby na oczach tłumu gapiów nie ukatrupił od razu, tylko żywą wrzucił do bagażnika.

Gdyby te kilka rzeczy – z naciskiem na narodowość – zmienić, to bestialstwo byłoby mniejsze. A przecież i tu były czynniki łagodzące. Tego, że wędkarz przykrył rybę w samochodzie poduszką, żeby nie marzła, nikt nie zauważył. Ani tego, że poświęcił się i zanim nastały naprawdę sprzyjające do połowu sumów warunki, wraz z towarzyszem wypłynął na środek Balatonu rowerkiem wodnym i stawił czoła potworowi z głębin, który mógł zagrażać lokalnej społeczności.

Reklama
Reklama

Niezależnie od tego wniosek był prosty: jest haniebny czyn, musi być kara. Jaka? Najoczywistsza: deportacja. Tym samym 57-latek dołączył do niesławnego rankingu osób deportowanych. Uplasował się gdzieś pomiędzy influencerem, który po centrum Warszawy biegał przebrany za krasnala, a tym, który zgodnie z rozkazami nawigacji przejechał przez zdemontowany szlaban.

Stosunki polsko-ukraińskie pod znakiem suma i UPA

Całe szczęście, że wędkarz nie został wcześniej nagrodzony Orderem Orła Białego „w uznaniu znamienitych zasług w pogłębianiu przyjaznych i wszechstronnych stosunków między Polską a Ukrainą, za rozwijanie współpracy na rzecz demokracji, pokoju i bezpieczeństwa w Europie oraz niezłomność w obronie niezbywalnych praw człowieka”. Wtedy z utratą Orderu musiałby poczekać w kolejce.

Kolejka nie jest (jak na razie) zbyt długa i liczy jedną osobę, prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, człowieka „absolutnie wyjątkowego”, jak mówił o nim przed trzema laty podczas przyznawania odznaczenia prezydent Andrzej Duda.

Ukraińskiego przywódcę w kolejce ustawił prezydent Karol Nawrocki. Powodem jest nadanie przez niego jednej z jednostek wojskowych imienia „Bohaterów UPA” – Ukraińskiej Powstańczej Armii, formacji współodpowiedzialnej za dokonane osiem dekad temu ludobójstwo na Wołyniu, podczas którego zginęło nawet kilkadziesiąt tysięcy Polaków.

Reklama
Reklama

Jak tłumaczył decyzję o nadaniu nazwy prezydent Zełenski, zrobił to „w celu przywrócenia historycznych tradycji narodowego wojska oraz uwzględniając wzorowe wykonywanie powierzonych zadań podczas obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy”.

Kto wie – być może ukraiński przywódca nie wie, co działo się na Wołyniu? Przecież polskie władze poruszają ten temat tylko przy każdej możliwej okazji, przy wszystkich rozmowach z Kijowem. A może po prostu się przejęzyczył? Może chodziło mu o coś zupełnie innego?

Na pewno prezydent Ukrainy byłby w stanie wytłumaczyć swoją decyzję, gdyby tylko miał czas. Niestety w ostatnich dniach czasu nie miał, był zajęty pisaniem obszernego listu z propozycją spotkania do rosyjskiego satrapy Władimira Putina. W swoje miejsce z misją naprawy stosunków polsko-ukraińskich do Warszawy wysłał szefa prezydenckiej kancelarii, Kyryła Budanowa. Brak jednak informacji, czy przekazał mu do oddania przy okazji wizyty Order.

Reklama
Reklama

O uspokojenie emocji zaapelował m.in. marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty. Swój apel skierowany do Ukrainy o „ponowne rozważenie tej decyzji i znalezienie takiej formy uhonorowania współczesnych ukraińskich żołnierzy, która nie będzie raniła pamięci polskich ofiar” wystosował także wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz.

Czytaj też: Zełenski, UPA i Order Orła Białego. „Ukraińska elita tego pożałuje”

Ponownie brak informacji, czy apel ten dotarł do Kijowa. Pewnym jest za to, że został wysłuchany przez posła Dariusza Mateckiego, który zdecydował się odpowiedzieć wiceszefowi rządu słowami: „Ty najgorsza kreaturo. Napluć na ciebie to za mało”. Strach pomyśleć, jakich słów by użył, gdyby apelu marszałka Sejmu o ostudzenie emocji nie wysłuchał.

Lody dla wszystkich. Albo i nie

Strach też pomyśleć, jakie konsekwencje spotkałyby lodziarnię „Pod Dębem” w Pszczynie, gdyby nie dostosowała się do „sugestii” rzeczniczki praw dziecka Moniki Hornej-Cieślak o zaprzestanie karygodnego procederu nagradzania darmowymi lodami dzieci, które ukończyły rok szkolny z wyróżnieniem.

Reklama
Reklama

Swoją „sugestię” rzeczniczka argumentowała stwierdzeniem, że nagradzanie ze względu na wyniki może prowadzić do niepotrzebnej presji wobec osób, które uzyskały gorsze oceny. Proponowała, żeby promować równość i wspierać wszystkich tak, aby „każdy mógł się poczuć doceniony i wartościowy, bez względu na wyniki w nauce”. Aż żal, że brakło zdania: „Lody mają cukier, a cukier jest szkodliwy dla zębów”. Chociaż wtedy obszerne pismo miałoby jakikolwiek sens.

Czytaj też: RPD kieruje pretensje o czerwone paski do… lodziarni. O co naprawdę chodzi?

Jedno trzeba Hornej-Cieślak przy tym oddać: swoją propozycją na chwilę zrobiła dla jedności więcej niż ktokolwiek inny w kraju. Ciężko sobie wszak przypomnieć poprzedni raz, kiedy Barbara Nowacka i Krzysztof Stanowski jednogłośnie uznali coś za głupotę.

Chwalińska i Cwalina-Śliwowska walczą z dyskryminacją kobiet w sporcie

Są jednak i takie przypadki, kiedy faktycznie lody należą się i tym, którzy nie zdobyli świadectwa z paskiem. Albo mistrzostwa Rolanda Garrosa. Maja Chwalińska. Cóż to był za finał, cóż to był za turniej. Co najmniej od kilku miesięcy premier Donald Tusk nie miał tak wielu okazji, żeby kibicować komuś tak głośno w mediach społecznościowych. A tu jeszcze Rosjanka za przeciwniczkę, czego chcieć więcej!

Reklama
Reklama

Cztery wpisy o „naszej Mai” w trzy dni. Wpisy poświęcone innym tematom – dwa. Dobrze widzieć, że szef rządu postanowił wykorzystać swoje zasięgi, żeby nagłośnić sukces Polki. Tylko w tym wszystkim pojawia się pytanie – co w takim razie będzie robić nowa wiceministra sportu i turystyki Żaneta Cwalina-Śliwowska?

Posłanka Polski 2050 została powołana do resortu niedługo po tym, jak w mediach zdobyła rozpoznawalność dzięki swojej niemożności odpowiedzenia na pytanie, ile jest w Polsce województw. Złośliwi pewnie powiedzieliby, że tak podstawowa wiedza nt. kraju jest minimum do objęcia rządowego stanowiska w Ministerstwie Sportu i Turystyki (sic!), ale złośliwości nikomu przecież nie służą – w końcu wiceministra zajmować się będzie nie turystyką a sportem.

W owym sporcie nowa członkini rządu koncentrować się będzie na – jak sama zdradziła, choć potrzebowała kilku dni na ustalenie swojego zakresu obowiązków – kwestii dyskryminacji w sporcie. Nie jednak na tym, że kobiece sporty są niedoinwestowane, że związki są zdominowane przez mężczyzn, czy że istnieje konkretna luka płacowa między sportowcami a sportowczyniami.

Reklama
Reklama

Czytaj też: „Jeszcze nie wiem, czym się zajmę”. Polska polityka kadrowa w pigułce

Głównym problemem, któremu polityczka zamierza stawić czoła, jest to, że o sportach kobiecych za mało mówi się w mediach. Mogę się mylić, ale gdyby pozostałe, bardzo liczne problemy zostały choć po części rozwiązane, to o sportowczyniach w mediach mówiłoby się więcej, bo i więcej sportowczynie miałyby szans na brylowanie.

Ale można iść i tą drogą. Na następne stanowisko proponuję wiceministrę zdrowia ds. walki z medialną dyskryminacją nastolatków będących w kryzysie psychicznym – to będzie łatwiejsze i nieco tańsze niż doinwestowanie psychiatrii dziecięcej. Wiceminister ds. walki z medialną dyskryminacją osób wykluczonych transportowo też by się nadał.

Chociaż NFZ jeszcze nie splajtował. Zawsze mogło być gorzej.