Jedni czekają na mieszkanie komunalne po kilkanaście lat, inni czekać nie muszą, ale wciąż grzeją węglem. Łomża przez lata wyprzedawała lokale za grosze i pobiła niechlubny rekord Polski w prognozowanej długości oczekiwania na mieszkanie komunalne: 238 miesięcy, czyli blisko 20 lat. Władze miasta twierdzą jednak, że robią, co mogą, aby sytuację poprawić.

- Liczba mieszkań komunalnych w Łomży spadła przez ostatnie 15 lat ponad dwukrotnie. Wiele z nich sprzedano za grosze, z części wysiedlono lokatorów, bo budynki zagrażały ich bezpieczeństwu. Dzisiaj miasto zmaga się z niedoborem lokali, a kolejka rośnie.
- Stan części budynków jest fatalny. Piece węglowe w mieszkaniach, klatki schodowe, które remontu nie widziały od lat, eternit na dachach. Mieszkańcy opowiadają, że żyją w urągających godności warunkach.
- Władze miasta chwalą się jednak kolejnymi inwestycjami. Zapewniają, że troszczą się o sytuację lokalową mieszkańców. Problem w tym, że to kropla w morzu potrzeb, a nowe lokale trafiają do ułamka oczekujących.
- Wszystkie teksty w ramach cyklu „patonieruchomości” dostępne są tutaj.
Na pokrytym rakotwórczym eternitem dachu przybywa dziur, ze ścian na klatce odpada farba, w piwnicach mieszkańcy trzymają nie tylko słoiki, ale też węgiel i drewno. Tak wygląda kamienica, w której mieszka Mirosław. – Ogrzewanie mamy na piece, każdy we własnym zakresie – tłumaczy. – Wszystko się sypie, tak jak widać. Na własny koszt odmalowaliśmy kiedyś klatkę, podania pisaliśmy, ale miasto nie chce nawet odświeżyć ścian. Dach przecieka, pełno śniegu zimą zawiewa. O nic nie dbają, kominów nie czyszczą, ze trzy razy już paliły się sadze – wylicza.
Mirosław opowiada, że w kamienicy mieszka od kilkudziesięciu lat. Dziewięć lat temu, po zgłoszeniach mieszkańców, miasto zleciło ekspertyzę. Potwierdzono, że zagrożenie katastrofą budowlaną istnieje, ale tylko w części budynku. Wysiedlono więc lokatorów sześciu mieszkań, powieszono żółtą tabliczkę ostrzegawczą, okna i drzwi zabito deskami. Jednocześnie stwierdzono, że w pozostałych dwunastu mieszkaniach zagrożenia nie ma. I remontu nie będzie, bo miasto kamienicą zarządza, ale nie jest jej właścicielem. A na inne mieszkanie Mirosław czekać może długo, bardzo długo, bo kolejki w Łomży są rekordowe.
– Dopiero jak się zawali, to coś zrobią – stwierdza. – Poszedłem do prezydenta, to tylko ramionami wzruszył, w urzędach nie wiedzą, czy będą nas wysiedlać. Nasza kamienica niejeden blok by przeżyła, ale jak się nie inwestuje, to się rozsypie.
20 lat w kolejce
Obecnie na liście osób uprawnionych do otrzymania miejskiego lokalu w Łomży znajduje się 247 rodzin. To osoby, które spełniają kryteria dochodowe, nie posiadają własnego mieszkania i żyją w mieście na stałe. Kolejne 666 rodzin oczekuje na umieszczenie na liście.
Łącznie to 913 rodzin, a do tego jeszcze 65 w kolejce do mieszkania socjalnego, czyli lokalu z jeszcze niższymi czynszami dla osób w trudniejszej sytuacji. Tymczasem w 2024 r. przydzielono zaledwie 20 mieszkań, rok później – 25. W tym roku, do końca maja, przydzielono tylko pięć lokali, w tym trzy dla osób z listy. Pozostałe dwa to lokale zamienne.
Gdy w urzędzie miasta pytamy, ile wynosi czas oczekiwania na lokal komunalny, odpowiedzi nie otrzymujemy. Zdaniem miasta „nie jest możliwe wskazanie jednego, uniwersalnego czasu”. „Niewątpliwie na długość oczekiwania wpływa wysoka liczba osób ubiegających się o lokale przy ograniczonej liczbie mieszkań” – czytamy. „Czas może znacząco różnić się w zależności od indywidualnej sytuacji wnioskodawcy i nie powinien być utożsamiany z doświadczeniem wszystkich osób” – dodaje miasto.

Zarządzane przez miasto kamienice są w fatalnym stanie technicznym. (fot. Zero.pl)
Łomża znalazła się jednak w 2024 r. na szczycie niechlubnego rankingu miast, w których prognozowany czas oczekiwania na mieszkanie komunalne jest najdłuższy w Polsce. Wyniósł aż 238 miesięcy. W urzędzie słyszymy jednak, że miasto nie zna „szczegółowych kryteriów i metodologii” rankingu, dlatego nie odnosi się do jego wyniku.
Od mieszkańców słyszymy za to historie o ludziach, którzy o miejski lokal starają się nawet od 20 lat. W tym gronie jest pani Sylwia, która pierwsze podanie złożyła 15 lat temu. – Jesteśmy z mężem na liście oczekujących, w kółko mówimy i słyszymy to samo, ale nikt nas z listy nie wykreśla – mówi. – Mam lekki stopień niepełnosprawności, oboje zarabiamy pensje minimalne. Pytaliśmy w banku, ile możemy wziąć kredytu. Zaproponowali tyle, że nie starczyłoby nawet na kawalerkę – rozkłada ręce.
Sytuację oczekujących pogarszał fakt, że przez lata miejskie zasoby mieszkaniowe Łomży tylko się kurczyły. Jeszcze w 2011 r. miasto dysponowało ponad 2600 lokalami, dzisiaj to niecały tysiąc. W 2024 r., gdy radni przegłosowali najnowszy program gospodarowania zasobem mieszkaniowym, miasto posiadało 27 budynków, w których znajdowało się 270 mieszkań. Do tego 11 budynków i 88 lokali w zarządzie tymczasowym oraz 625 w zasobach spółdzielni i wspólnotach. Łącznie 983 lokale. W programie zapisano, że liczba ta będzie się zmieniać. Radni zaplanowali, że część lokali zniknie, bo zostaną sprzedane albo wyłączone z użytkowania przez zły stan techniczny. Zwiększyć zasób miały „prowadzone inwestycje miejskie”.
To się jednak nie udało, bo z zasobu zniknęły kolejne 72 mieszkania. Jak dowiadujemy się w urzędzie, miasto ma obecnie 911 lokali komunalnych.
Dym, zimno i pleśń
Kolejny problem to stan, w jakim są łomżyńskie mieszkania komunalne. Na przestrzeni lat z części lokali wysiedlono lokatorów, bo budynki zagrażały ich bezpieczeństwu. W programie z 2024 r. czytamy, że cechą zasobu jest „zaawansowany wiek znacznej części budynków i długi okres eksploatacji”. Problem zwykle nie dotyczy mieszkań, które znajdują się w spółdzielniach i wspólnotach, ale budynków posiadanych lub zarządzanych przez miasto. Tam centralnego ogrzewania nie było w 153 mieszkaniach, 14 lokali nie miało łazienki, a cztery – nawet toalety. Ciepłej wody z miejskiej sieci nie miało aż 371 mieszkań.

Mieszkańcy trzymają w piwnicach zapasy węgla. (fot. Zero.pl)
Z takiego budynku udało się przeprowadzić Sylwii.
– Przydzielali mieszkania, które nie nadają się do życia. O zamianę starałam się siedem lat, odkąd urodziłam drugą córkę – opowiada. – Wychodziła pleśń, od ścian ciągnęło zimnem. Zgłaszałam wcześniej, że dymi się u mnie w mieszkaniu, to trochę komin i piec przeczyścili. W końcu rok temu w kominie się zapaliło, cały dym poszedł na moje mieszkanie. Bałam się, że dzieci się uduszą. Pisałam do Morawieckiego, do rzecznika praw dziecka, naszych urzędników i prezydenta miasta. Kazali mi szukać samej mieszkania na zamianę, ale co znajdowałam, to nagle go nie było, bo niby komuś innemu oddali.
Pierwszy blok od dekady
Choć władze miasta zapewniają, że troszczą się o potrzeby lokalowe mieszkańców, to przez lata działo się w tym zakresie niewiele. Albo nic.
Gdy w październiku 2017 r. otwarto blok z 56 mieszkaniami socjalnymi, miasto chwaliło się, że to pierwszy od blisko dziesięciu lat tego typu obiekt. – Aby nadrobić zaległości, należałoby przynajmniej raz w ciągu kadencji samorządu spotykać się i taki budynek oddawać do użytku – mówił wówczas prezydent Mariusz Chrzanowski, który miastem rządzi nieprzerwanie od 2014 r. Władze Łomży chwaliły się też, że miasto jako jedno z pierwszych w Polsce dołączyło do flagowego programu rządu PiS Mieszkanie Plus. W oficjalnym komunikacie czytamy, że „głód mieszkaniowy” miały pomóc zaspokoić dwa budynki ze 115 lokalami. Prezydent Chrzanowski zapowiadał, że prowadzi rozmowy o budowie kolejnych mieszkań. Problem w tym, że program zakończył się fiaskiem, a w Łomży zostały puste działki.
Siedem lat później, w 2024 r., oddano jeden budynek, w którym znalazło się 14 mieszkań komunalnych. Rok później nie udostępniono lokatorom żadnego nowego mieszkania. Wkrótce ratusz planuje oddać dwa zmodernizowane budynki z 60 mieszkaniami. To jednak wciąż problemu nie rozwiąże. Prezydent podczas otwarcia jednej z inwestycji tłumaczył, że miasto nie ma gruntów, na których mogłoby budować. Dlatego musi szukać innych możliwości, czyli budynków do remontu, finansowanego niekiedy niemal w całości przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Tyle że takich budynków nie ma wiele.
Opozycyjni radni, Dariusz Dziemianowicz i Marcin Mieczkowski, nie szczędzą władzom miasta słów ostrej krytyki.

Otwarty w 2017 r. blok z mieszkaniami socjalnymi. (fot. zero.pl)
– Zasoby były spore, ale mieszkania sprzedawano za grosze. W zasadzie wszystko, co zostało, to rudery, nieźle funkcjonują tylko spółdzielnie. Wiele jest budynków zabytkowych, ale przez lata nie korzystano z programów rewitalizacyjnych, więc stoją puste i niszczeją – stwierdza Dziemianowicz.
– Zawsze byłem za stworzeniem rodzaju banku ziemi. Gdy sprzedajemy coś miejskiego, to środki powinny trafiać na subkonto i być wydatkowane na przykład na kupno ziemi w innej lokalizacji. Nie zawsze miastu potrzebna jest działka w centrum, nie mam problemu z tym, że coś sprzedano deweloperowi, ale mam problem, gdy pieniądze się rozchodzą – dodaje.
– Jak coś wyremontują, to zawsze jest głośno, organizują przecinanie wstęg, ale potrzeby są naprawdę bardzo duże. Ludzie, którzy się do mnie zgłaszają, mają już całe teczki dokumentów i pism, na które nie dostawali odpowiedzi – mówi z kolei Mieczkowski. – Zapowiedzi było dużo, ale fakty są brutalne. To jest temat skrajnie zaniedbany, którym od 30 lat nikt się na poważnie nie zajął. Od czasu do czasu wyremontuje się jeden budynek, powstanie kilkanaście mieszkań, ale to kropla w morzu potrzeb. Osoba w potrzebie właściwie nie ma co liczyć na mieszkanie – zgadza się Dziemianowicz.
Czytaj również: Kupujący mieszkania zmieniają strategię. Nowe dane z rynku nieruchomości
Krajowa wyprzedaż zasobów
Łomża nie jest wyjątkiem. Od 1990 r. liczba mieszkań komunalnych w Polsce spadła z niemal 2 mln do niecałych 800 tys. Między rokiem 2003 a 2022 gminy sprzedały aż 623 tys. mieszkań, często z bonifikatami sięgającymi nawet 99 proc., a do użytku oddały niecałe 46 tys. nowych. Zdarzały się lata, gdy przez cały rok zbudowały w skali całej Polski ledwie ponad tysiąc mieszkań. Proceder wyprzedaży mieszkań ukrócić ma projekt ustawy autorstwa Lewicy, który zakłada między innymi likwidację bonifikat. Przepisy utknęły jednak w Sejmie. Pojawiają się również obawy, że w okresie przejściowym gminy zostaną zasypane wnioskami o wykup mieszkań na starych zasadach.

Łomża posiada obecnie w swoim zasobie 911 mieszkań. (fot. Zero.pl)
O sytuację w Łomży pytamy w urzędzie miasta. W sekretariacie prezydenta Chrzanowskiego słyszymy jednak, że prezydent o mieszkaniach woli nie rozmawiać, bo zajmuje się tym jego zastępca, Andrzej Stypułkowski. On jednak również rozmawiać nie chce, woli na pytania odpowiedzieć pisemnie. Ostatecznie odpowiedzi otrzymujemy od Łukasza Czecha, który w urzędzie zajmuje się kontaktem z mediami.
Czytaj także: Podatkowy absurd w Polsce: ciężka praca się nie opłaca?
Urzędnik lakonicznie zapewnia, że miasto „konsekwentnie realizuje działania zmierzające do zwiększenia liczby dostępnych mieszkań komunalnych poprzez modernizację i adaptację istniejących budynków oraz pozyskiwanie środków zewnętrznych”. Zapowiada, że w przyszłym roku do zasobu trafi 60 nowych mieszkań, a kolejne projekty są przygotowywane. Następnie ogólnikowo stwierdza, że miasto koncentruje się także na „racjonalnym gospodarowaniu istniejącym zasobem mieszkaniowym”, „efektywnym wykorzystaniu środków zewnętrznych” i „poprawie standardu technicznego lokali”.
Czytaj więcej materiałów z cyklu „patonieruchomości”:
- Mieszkaniowy dramat w Łomży. 238 miesięcy czekają na mieszkanie komunalne
- Z samorządów w dekadę zniknęło ponad 300 tys. mieszkań. Niektóre sprzedano z nawet 98-procentową zniżką
- „Państwo ma szczelnie zamknięte oczy”. Co wiemy, a czego nie wiemy o polskiej mieszkaniówce
- Mieszkania są w centrum uwagi. Czy politycy tego chcą, czy nie
- Wszystkie teksty w ramach cyklu „patonieruchomości” dostępne są tutaj.
