Reklama
Reklama

Reklama

Andrzej Śliwka: Chciałbym, aby klucze do sejfu miał polski prezydent i rząd, a nie Ursula von der Leyen

Reklama
TYLKO NA

Mimo prezydenckiego weta, rządzący zamierzają wykorzystać środki pozyskane w ramach unijnego mechanizmu dłużnego SAFE. O zagrożeniach związanych z SAFE Zero.pl rozmawiało z posłem PiS Andrzejem Śliwką, który pomysł ten aktywnie krytykuje. Poseł zwraca uwagę na kilka aspektów, w tym prawny, suwerennościowy i finansowy.

artykul_glowne-foto-3
Poseł Andrzej Śliwka: Chciałbym, aby klucze do sejfu miał polski prezydent i rząd, a nie Ursula von der Leyen (fot. freepik.com, Zero.pl)

Radosław Ditrich, Zero.pl: Rząd planuje skorzystać z SAFE, więc pytanie aktualne: czy to dobre rozwiązanie dla Polski?


Reklama

Andrzej Śliwka, poseł Prawa i Sprawiedliwości, były wiceminister aktywów państwowych: Chciałbym, aby klucze do sejfu miał polski prezydent i polski rząd, a nie Ursula von der Leyen. Z tego względu pozytywnie odbieram decyzję prezydenta Karola Nawrockiego, który zawetował ustawę o SAFE. Musimy patrzeć na tę kwestię wielowymiarowo: przez pryzmat zgodności z konstytucją, naszej suwerenności oraz realnych skutków finansowych. Kluczowe są zadania, czyli to, co wpisano lub nie wpisano na listę potrzeb i priorytetów we wniosku do Komisji Europejskiej.

Unijny SAFE niezgodny z polskim prawem?

Sugeruje pan, że SAFE jest niezgodny z Konstytucją RP?

Nawet nie sugeruję. To fakt, który rzadko wybrzmiewa w debacie publicznej. Instrument SAFE, w powiązaniu z unijnym mechanizmem warunkowości, stoi w sprzeczności zarówno z polską ustawą zasadniczą, jak i traktatem o UE. Dlaczego? Ponieważ w ten sposób de facto przenosimy kompetencje dotyczące obronności i bezpieczeństwa na poziom Komisji Europejskiej. Polska konstytucja na to nie pozwala – nie wolno nam przekazywać kompetencji decyzyjnych w odniesieniu do Sił Zbrojnych organom zewnętrznym. To nie jest mój wymysł, wprost o tym mówi głośny wyrok z 2010 r. (sygn. K 32/09) Trybunału Konstytucyjnego z czasów Bohdana Zdziennickiego.


Reklama

Co z niego wynika?


Reklama

TK jasno wskazał w nim, że w procesie integracji europejskiej obowiązuje nas zasada suwerenności. Nie można przekazać kompetencji, które stanowią o samej istocie suwerenności, a do nich bez wątpienia należy władza nad armią. To kwestia fundamentalna i oczywista.

Zwolennicy SAFE twierdzą, że mechanizm ten działa identycznie jak pożyczki z USA czy Korei Południowej. Tam też dostajemy środki celowe na konkretny sprzęt. Dlaczego więc SAFE miałby być niekonstytucyjny, a tamte umowy nie?

Znam ten argument, ale on kompletnie nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością. Porównywanie SAFE do pożyczek amerykańskich czy koreańskich to klasyczne porównywanie gruszek ze śliwkami.


Reklama

Proszę zwrócić uwagę na fundamenty: art. 26 konstytucji jasno mówi, że Siły Zbrojne RP podlegają cywilnej i demokratycznej kontroli. W relacjach z USA czy Koreą to rząd polski – a konkretnie Agencja Uzbrojenia – suwerennie decyduje o zakupach u konkretnego producenta i modelu finansowania.


Reklama

Bojowy wóz piechoty Borsuk w trakcie pierwszego bojowego strzelania w Wojsku Polskim. (fot. szer. Mateusz Mierzejewski / 15 Giżycka Brygada Zmechanizowana im. Zawiszy Czarnego)

W przypadku SAFE mamy do czynienia z groźnym mechanizmem uzależnienia finansowego i politycznego. Rozporządzenie o warunkowości oznacza, że o sprawach naszej armii decydowałyby instytucje UE. To Komisja Europejska będzie decydować czy wypłacić nam środki, czy nie, podczas gdy obowiązek spłaty kredytu i tak spadnie na polskiego podatnika. SAFE nie jest również programem polskim, wbrew narracji koalicji rządzącej.


Reklama

SAFE nie jest polską inicjatywą

Dlaczego?


Reklama

To inicjatywa Komisji Europejskiej, której zalążki pojawiły się w czasie prezydencji belgijskiej i która stanowi odpowiedź na potrzeby zachodniego przemysłu. I to zdanie to nie żadna germanofobia czy frankofobia. Ale oczywistość, przedstawiciele KE i nasi partnerzy w UE wprost to przyznają. W szerszej perspektywie SAFE wpisuje się w proces postępującej centralizacji i federalizacji, także w tak newralgicznym obszarze jak bezpieczeństwo.

Doskonale pamiętam moją wymianę zdań z ministrem Adamem Szłapką na mównicy sejmowej. Pytałem go o te plany, a on – otwierając szeroko oczy – zapewniał, że nie będzie żadnych projektów centralizujących UE w oparciu o kwestie bezpieczeństwa. Nie minęła chwila i mamy dokładnie to na stole: realizację mapy drogowej z unijnej Białej Księgi, która zakłada przeniesienie kompetencji zakupowych do KE i powołanie unijnej rady ministrów obrony.

Rządzący zapewniają, że lista sprzętu została opracowana przez Sztab Generalny Wojska Polskiego i Agencję Uzbrojenia. Jak zatem to narusza naszą suwerenność?


Reklama

To nie do końca prawda. Gdyby spytał pan generała Kukułę lub generała Kuptela, czy chcieliby wpisać na tę listę kolejne dwie eskadry myśliwców wielozadaniowych, system artylerii rakietowej wysokiej mobilności lub kolejne baterie rakietowego systemu ziemia-powietrze do programu Wisła, to na pewno powiedzieliby, że tak. Brakuje dyskusji o priorytetach i gradacji potrzeb. A jak ma ona się odbyć, skoro wszystkie dokumenty są co najmniej zastrzeżone.


Reklama

Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz mija się z prawdą, mówiąc, że w programie SAFE nie ma mechanizmu warunkowości. Proszę zajrzeć do rozporządzenia Rady w sprawie SAFE, które wprost odsyła do rozporządzenie 2020/2092 w sprawie ogólnego systemu warunkowości służącego ochronie budżetu Unii Europejskiej.

Co z niego wynika?


Reklama

To rozporządzenie daje Komisji Europejskiej prawo do podejmowania arbitralnych decyzji. Jeśli KE uzna, że państwo członkowskie nie spełnia jakiegoś standardu – np. słynnej „praworządności”, definiowanej przez Brukselę w sposób całkowicie uznaniowy – to może zakręcić kurek z pieniędzmi. To samo dotyczy niewykonania dowolnego wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.


Reklama

Rządzący twierdzą, że dzięki SAFE, w budżecie ma zostać więcej pieniędzy na m.in. zakup kolejnych samolotów F-35. Polska zakupiła dotychczas 32 sztuki. Pierwsze myśliwce dotrą do nas w tym roku. (fot. MON / MON)

Przerabialiśmy ten czarny scenariusz przy Krajowym Planie Odbudowy i teraz rząd funduje nam powtórkę, tyle że w obszarze bezpieczeństwa państwa. Na żadnym etapie prac nad projektem SAFE rządzący nie potrafili merytorycznie odeprzeć tych zarzutów. To jest realne ryzyko, że nasze bezpieczeństwo stanie się zakładnikiem politycznych targów z komisją. Jak KE nie spodoba się polski rząd lub jakiekolwiek działanie rządu, arbitralnie wstrzyma środki.

Czy unijny SAFE jednak posiada kamienie milowe?

No dobrze, ale czy sytuacja z KPO nie jest jednak inna? Tam mieliśmy konkretne „kamienie milowe”, a tutaj Komisja Europejska nie może samodzielnie wstrzymać wypłat – wymagana jest przecież zgoda Rady UE.


Reklama

Niestety rzeczywistość wygląda inaczej. Zasadniczy problem polega na tym, że to Komisja Europejska jest realnym decydentem w procesie wypłaty środków. Oczywiście, państwo członkowskie ma ścieżkę odwoławczą, ale to nie zmienia faktu, że to KE „trzyma rękę na kurku”. To wynika wprost z unijnych rozporządzeń finansowych.


Reklama

Przedstawiciele rządu, w tym minister Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, zapewniają jednak, że w SAFE nie ma takich „kamieni milowych”, jakie znamy z KPO.

Nie ma takich „kamieni milowych”, ale w uzasadnieniu do zawetowanej ustawy o SAFE, którą firmowała pani minister, wprost wskazano, że będą. Mimo to rządzący nadal zamierzają skorzystać z unijnych pożyczek. Dlatego warto to jasno zaznaczyć – moim zdaniem sytuacja jest o wiele gorsza niż przy KPO, bo tam przynajmniej znaliśmy listę wymagań od początku. Tutaj mamy do czynienia z „kamieniami milowymi”, których treści jeszcze nikt nie widział. W KPO były one ustalane bilateralnie, a w przypadku SAFE umowy pożyczkowe i porozumienia operacyjne to wciąż wielka niewiadoma. Nie wiemy, czego zażąda komisja i jakie dodatkowe wymagania postawi przed Polską.

Rządzący nie wiedzą, czego zażąda od nas Komisja Europejska?


Reklama

Pytałem wprost przedstawicieli rządu: czy widzieliście drafty tych umów? Czy wiecie, co dokładnie chce od nas Bruksela? Odpowiedź brzmiała: „nie mamy tej wiedzy”. Tymczasem wicepremier w wywiadach twierdzi, że wszystkie warunki są opisane w rozporządzeniu europejskim. To kolejne mijanie się z prawdą.


Reklama

Kluczowe szczegóły finansowe i warunki znajdą się dopiero w umowach pożyczki oraz w porozumieniach operacyjnych zawieranych na poszczególne transze i kontrakty. Rząd podpisuje weksel in blanco, nie wiedząc, jaką cenę finansową i polityczną przyjdzie nam za to zapłacić.

Mówi pan o ryzyku warunkowości i władzy Brukseli, ale czy nie powinniśmy patrzeć na SAFE po prostu jako na dodatkową opcję?


Reklama

Grzechem pierworodnym tego rządowego wniosku do UE jest fakt, że został on wysłany bez jakiejkolwiek próby zbudowania kompromisu politycznego, bez porozumienia z Prezydentem RP i bez konsultacji z sejmową oraz senacką komisją obrony narodowej. Tutaj postawiono wszystko na głowie. Wniosek do Komisji Europejskiej wysłano przed przyjęciem kluczowego Programu Rozwoju Sił Zbrojnych na lata 2025–2039. Nie mamy zaktualizowanej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego ani nowej Polityczno-Strategicznej Dyrektywy Obronnej. Najpierw definiuje się potrzeby armii i kierunki modernizacji, a dopiero potem szuka się pod to finansowania – nie odwrotnie.


Reklama

Rządzący nie znają prawdziwych kosztów unijnego SAFE

Niskie oprocentowanie unijnego SAFE ma być zasługą doskonałego ratingu Unii Europejskiej. Dzięki ocenie „AAA”, UE może pożyczać taniej niż przytłaczająca większość państw świata, ponieważ jest bardziej wiarygodnym dłużnikiem. Jeśli Bruksela powie „nie”, zawsze możemy wrócić do finansowania na własną rękę. Gdzie tu ryzyko?

Oczywiście, KE ma wysoki rating, ale spójrzmy na liczby: w grudniu 2025 r. nasze zadłużenie sięgało ponad 1,9 bln zł, podczas gdy pod koniec 2023 r. było to 1,3 bln zł. Średnia zapadalność to mniej niż sześć lat. Skoro w ciągu ostatnich dwóch lat pożyczyliśmy na rynkach 600 mld zł i robimy to w sposób niezwykle konkurencyjny – nasze 5-letnie obligacje w euro mają koszt poniżej 3 proc. – to twierdzenie, że nie poradzimy sobie z kwotą 187 mld zł w perspektywie czterech lat, jest po prostu niepoważne. Zapytałem ministra Domańskiego o szczegółowe wyliczenia i analizy porównawcze.

I co z nich wynika?


Reklama

Rządzący ogłosili, że zysk dla państwa wynikający z wyboru SAFE wyniesie 36 mld zł. Gdy poprosiłem o twarde dane, usłyszałem, że... „policzyli to sobie na brudno w Excelu”, ale oficjalnych dokumentów nie mają. To jest skrajna nieodpowiedzialność. Decydujemy o bezpieczeństwie państwa i zaciągamy zobowiązanie na 40 lat ze zmienną stopą procentową, a rząd opiera się na brudnopisach.


Reklama

Rząd chwali się, że te pieniądze w 89 proc. trafią do polskiego przemysłu obronnego. To chyba dobra wiadomość?

Tu mamy do czynienia z kolejną manipulacją. Po pierwsze, bierzemy pożyczkę w euro, co przy zmiennym kursie i 40-letnim horyzoncie spłaty jest ryzykowne. Po drugie, gdy w imieniu PiS złożyłem poprawkę, aby zapisać te „89 proc. dla polskiego przemysłu” w ustawie jako twardy wymóg, koalicja odrzuciła naszą poprawkę. Dlaczego, skoro tak deklarują?

Mało tego, definicja „polskiego przemysłu”, którą się posługują, jest co najmniej dyskusyjna. Zaliczają do niego każdy podmiot produkujący w Polsce, bez względu na kapitał. Szanuję zakłady w Mielcu czy Świdniku, cieszę się, że produkują znakomity sprzęt i dobrze, że trafiają tam nasze kontrakty, ale nazywanie spółek z całkowicie obcym kapitałem „polskimi spółkami zbrojeniowymi” to nadużycie.


Reklama

UE proponuje wielki kredyt i jednocześnie karci za zbyt wysokie zadłużenie

Skoro zaciąganie kolejnych pożyczek na spłacanie długu nie jest problemem, to czy straszenie „obciążeniem pokoleń” przez SAFE nie jest tylko grą na emocjach?


Reklama

Jestem otwarty na merytoryczną dyskusję o wadach i zaletach każdego instrumentu, ale trzymajmy się faktów. Kluczowe jest to, że na wolnym rynku możemy pożyczyć środki na podobnych, konkurencyjnych warunkach, ale bez bata warunkowości, w pełnej zgodzie z polską konstytucją i z wolną ręką w wydatkowaniu ich na realne priorytety Wojska Polskiego. Proszę pamiętać, że na stole także leży, praktycznie bezkosztowy prezydencki projekt polskiego SAFE 0 proc.

Fundamentalnie nie zgadzam się z tymi, którzy chcą oszczędzać na armii – tu nie ma sporu „czy kupować”, tylko „jak”. Problem w tym, że rządzący nie potrafią odpowiedzieć na proste pytania o koszty pożyczki SAFE, a już dziś niezależne instytucje informują, że same odsetki mogą wynieść drugie tyle, co pożyczony kapitał. Muszę też zwrócić uwagę na hipokryzję Brukseli.

Hipokryzję?


Reklama

Przez lata Zjednoczoną Prawicę wyzywano nas od „rusofobów”, gdy blokowaliśmy Nord Stream 1 i 2. Gdy przestrzegaliśmy przed imperialną polityką Putina. Dziś UE nagle widzi zagrożenie, ale zamiast realnej pomocy w formie grantów dla państw frontowych proponuje nam kolejną pożyczkę, która wywinduje nasz dług. Z jednej strony KE karci nas za stan finansów, a z drugiej namawia na kredyt z dziesiątkami politycznych sznurków. Gdzie tu logika? Wkrótce czekają nas negocjacje wieloletnich ram finansowych. Dlaczego w tej sprawie panuje cisza? To właściwy moment, aby zawalczyć o bezzwrotne środki na zbrojenia właśnie w ramach tych negocjacji.


Reklama

Jeśli premier Tusk gwarantuje, że nikt go nie ogra w UE, to dlaczego nie słyszymy o twardych negocjacjach w sprawie wyłączenia całych wydatków obronnych z unijnych reguł budżetowych? Jeśli chcemy poważnie zbroić Europę, to wydatki na armię nie powinny być liczone do deficytu. Tymczasem polski rząd jest tu bierny.

Na koniec, panie pośle – czy widzi pan w ogóle pole do porozumienia w tej sprawie? Czy modernizacja armii nie powinna być wyłączona z bieżącego sporu partyjnego?


Reklama

Powinna, ale to wymaga woli obu stron. Rządzący muszą zacząć szanować uprawnienia i mandat Prezydenta RP, szczególnie jako zwierzchnika Sił Zbrojnych. Nie powinni dyskredytować i atakować szefa BBN. Powinni się wsłuchiwać w merytoryczne uwagi opozycji.

Uważam, że w Polsce niezbędna jest stała, ekspercka, politycznie ekumeniczna Rada Modernizacji Technicznej. Takie ciało dawałoby gwarancję, że bez względu na to, kto sprawuje władzę, kierunek rozwoju armii pozostaje stabilny, a kontrakty są bezpieczne. Jeżeli chcemy budować realną siłę odstraszania, nie możemy fundować polskiej armii politycznej huśtawki. Modernizacja wojska to proces na dekady, a nie na jedną kadencję parlamentu.


Reklama