Reklama
REKLAMA
Reklama

Mirella przez 27 lat żyła w izolacji. Wiadomo, co grozi rodzicom

W sprawę Mirelli, która przebywała 27 lat w izolacji, opisywał także Kanał Zero. Kilka miesięcy temu dziennikarza Kanału Zero Monika Krześniak zaangażowała się w interwencję
W sprawę Mirelli, która przebywała 27 lat w izolacji, opisywał także Kanał Zero. Kilka miesięcy temu dziennikarza Kanału Zero Monika Krześniak zaangażowała się w interwencję (fot. Zero.pl)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

Rodzice 43-letniej Mirelli ze Świętochłowic usłyszeli zarzuty m.in. narażenia córki na ciężki uszczerbek na zdrowiu. W sprawie kobiety, która przez 27 lat nie opuszczała rodzinnego mieszkania, kilka miesięcy temu interweniowała dziennikarka Kanału Zero.

  • Polska usłyszała o Mirelli w lipcu 2025 r. Wówczas 42-letnia mieszkanka Świętochłowic przez niemal trzy dekady nie opuszczała swojego pokoju. Kilka miesięcy temu po emisji materiału Kanału Zero sprawą zainteresował się wiceprezydent Świętochłowic, który zgłosił podejrzenie przemocy domowej na policję 
  • Rodzice Mirelli zgłosili się do Prokuratury Rejonowej w Chorzowie, w której usłyszeli zarzuty. Mowa m.in. o spowodowaniu długotrwałej choroby i nieudzielenia pomocy.
  • Matka Mirelli nie przyznała się do winy. Ojciec formalnie przyznał się do zarzutu, ale w trakcie wyjaśnień zaczął kwestionować własne słowa. 

Będzie nowe rozdanie w TK? Gorący czwartek w Sejmie [RELACJA LIVE]

Rodzice kobiety zgłosili się do Prokuratury Rejonowej w Chorzowie na przesłuchanie. Usłyszeli zarzuty psychicznego znęcania się na córką, narażenia jej na ciężki uszczerbek na zdrowiu oraz spowodowania długotrwałej choroby i nieudzielenia pomocy. Jak powiedziała prokurator Sabina Kuśmierska, szefowa jednostki w Chorzowie, jest to jeden zarzut, na który składają się cztery artykuły Kodeksu karnego.

Matka Mirelli nie przyznała się do winy. Ojciec formalnie przyznał się do zarzutu, ale w trakcie wyjaśnień kwestionował, by dopuścił się opisanych czynów. Rodzicom 43-latki grozi od 3 do 20 lat więzienia. Wobec podejrzanych nie zastosowano żadnych środków zapobiegawczych. Śledczy przewidują, że akt oskarżenia trafi do sądu pod koniec listopada albo na początku grudnia.

REKLAMA
Reklama

Postępowanie ws. DPS-u

Warto wspomnieć, że od marca przed Sądem Rejonowym trwa sprawa związana z przymusowym umieszczeniem Mirelli w domu pomocy społecznej. Wniosek w tej sprawie złożyły prokuratura oraz Ośrodek Pomocy Społecznej w Świętochłowicach. Wskazują, że taki ruch może zagrażać życiu kobiety.

Czytaj także: 27 lat w jednym pokoju. Mirella wróciła do domowego aresztu. Jest bita i wyzywana

Prokuratura potwierdza, że Mirella już nie mieszka z rodzicami. Podczas pierwszego terminu postępowania kobieta przyszła do sądu wraz z ojcem i pełnomocniczką.  W trakcie rozmowy z dziennikarzami przyznała, że czuje się dobrze i chce pozostać w domu, ponieważ nie spotyka ją tam żadna krzywda.

Sprawa Mirelli. Interwencja dziennikarki Kanału Zero

Przypomnijmy, że 43-letnia mieszkanka Świętochłowic przez niemal trzy dekady nie opuszczała swojego pokoju. Sąsiadom i bliskim jej rodzice wmówili, że dziewczyna opuściła wcześnie dom i nie mają z nią kontaktu. Polska usłyszała o Mirelli w lipcu 2025 r. Sąsiadka zaalarmowała policję, bo w mieszkaniu była awantura. Na miejsce przyjechał dzielnicowy, którego matka kobiety najpierw próbowała nie wpuścić do środka, twierdziła też, że w domu są tylko ona i mąż.

Funkcjonariusz nie odpuścił. To wtedy w drzwiach pokoju stanęła 42-letnia wówczas Mirella – kobieta, która zniknęła w wieku 15 lat i od tego czasu nikt jej nie szukał. Policjant zauważył obrzęki na jej nogach i wezwał pogotowie. Kobieta była „skrajnie zaniedbana”, a badanie na miejscu skończyło się decyzją o przewiezieniu jej do szpitala.

Mirella trafiła na izbę przyjęć wychudzona, ze zniszczonym uzębieniem i ranami na nogach. Kobieta nie umiała korzystać nawet z toalety. W szpitalu spędziła blisko dwa miesiące. Nie wdrożono procedury niebieskiej karty i nie przesłuchano rodziców, do których Mirella wróciła po pobycie w szpitalu.

REKLAMA
Reklama

Monika Krześniak, dziennikarka Kanału Zero, wróciła we wrześniu do mieszkania Mirelli, realizując kolejny odcinek reportażu. Nagrała odgłosy krzyków i uderzeń dobiegające z mieszkania kobiety. Interweniująca na miejscu policja przyjęła jednak wersję rodziny, że doszło jedynie do „incydentu”, a samą Mirellę – jak twierdzi autorka – mieli utwierdzać w przekonaniu, że to dziennikarze chcą jej zaszkodzić.

Czytaj także: Wyrwana z domowego piekła. Mirella uczy się żyć od nowa

Po emisji materiału z nagraniem sprawą zainteresował się wiceprezydent Świętochłowic, który zgłosił podejrzenie przemocy domowej na policję. Dopiero wtedy, jak przekazała prokurator, wdrożono procedurę niebieskiej karty i wystąpiono do sądu o wyznaczenie kuratora dla kobiety, u której orzeczono znaczny stopień niepełnosprawności.

Punktem zwrotnym w życiu Mirelli okazało się przydzielenie jej w kwietniu nowej, opłacanej przez ośrodek pomocy społecznej asystentki. Jak relacjonują wolontariuszki zaangażowane w pomoc kobiecie, to właśnie ta opiekunka jako pierwsza realnie zmieniła codzienność Mirelli. Kobieta powiedziała potem, że wyprowadzka od rodziców to „najlepsza decyzja” w jej życiu. Miała też mówić, że po powrocie do domu rodziców czuła się „jakby wchodziła do piwnicy”, a wychodząc z niego – „zaczerpnęła pięknego życia”.

REKLAMA
Reklama

Może cię także zainteresować: 

REKLAMA
Reklama