
Tuż przed wyborami w Krakowie aktywistyczne strony SmogLab i Frank Bold „dotarły” do tajemniczych danych Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska, które są alarmujące – niemal wszyscy mieszkańcy Krakowa literalnie oddychają spalinami. Przynajmniej według normy, która nie obowiązuje w Polsce.
- Nie ma dyskusji, co do tego, że w Krakowie przez lata był wielki problem ze słabą jakością powietrza. Jednak od czasu eliminacji pieców typu „kopciuch” sytuacja znacznie się polepszyła.
- Nie da się jeszcze stwierdzić, czy wprowadzona w tym mieście strefa czystego transportu coś dała – ale na pewno jej kształt i warunki przyczyniły się do odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego.
- Tuż przed nowymi wyborami w Krakowie nagle dowiadujemy się, że jakość powietrza jest katastrofalna. Wygląda to na tzw. fearmongering, czyli sianie paniki, żeby osiągnąć określony cel. Aktywiści powołują się na dane GIOŚ, których GIOŚ sam nie publikuje.
Już w niedzielę wybory na urząd prezydenta Krakowa. Kampania ma się ku końcowi, a niemal wszyscy kandydaci deklarują, że zrobią coś z SCT – zawieszą, okroją, urealnią, ulepszą, przemyślą. Najmniej o poluzowaniu zasad SCT mówią kandydatki Lewicy i Razem – Daria Gosek-Popiołek i Aleksandra Owca. O Aleksandrze Owcy będzie na końcu, a teraz trochę o Frank Bold i SmogLab, czyli moich ulubionych aktywistyczno-ekologicznych fundacjach, troszczących się o zdrowie mieszkańców Krakowa.
Czy politycy partii lewicowych mogą mieć samochody? Oczywiście, jeśli chcą przegrać wybory
Frank Bold dotarł do badań GIOŚ, które nie zostały przez GIOŚ opublikowane
Oczywiście to, że badań nie ma na stronie Inspektoratu, nie znaczy że nie istnieją. Po prostu może ktoś kto je zrobił, postanowił ich nie publikować w państwowej witrynie, a przekazać na rzecz Frank Bold, by polsko-czescy aktywiści mogli z nich zrobić dobry użytek. To zupełnie możliwe, ale zapoznajmy się z tymi danymi, o co w nich chodzi?
Chodzi o to, że 700 tys. mieszkańców Krakowa oddycha fatalnym powietrzem
To znaczy, tak twierdzi Frank Bold, powołując się na bliżej nieokreślone co do metodologii badania pomocnicze GIOŚ. Wynika z nich, że 85 proc. mieszkańców Krakowa mieszka na obszarze, gdzie przekroczone są stężenia i pyłów zawieszonych (których samochody nie emitują z rur wydechowych, ale ze ścierania opon i hamulców), benzoapirenu i tlenków azotu.
Można by zapytać: ale jak to możliwe? Na oficjalnej stronie krakow.pl znajdujemy wszak zupełnie inne dane. Średnioroczna norma w Polsce wynosi 40 mikrogramów na metr sześcienny i z czterech stanowisk pomiarowych zlokalizowanych w Krakowie, żadne nie wykazało przekroczenia. Przy alei Krasińskiego wartość wyniosła 40 mikrogramów (w normie), przy ulicy Bujaka, Kamieńskiego i Bulwarowej – między 22 a 26 mikrogramów, czyli właściwie połowę obowiązującej normy. Skąd więc przerażające dane przedstawiane przez Frank Bold?
Stąd, że przedstawiono je w stosunku do normy, która nie obowiązuje w Polsce
Zacznie obowiązywać dopiero w roku 2030. Wtedy dopuszczalny poziom tlenków azotu spadnie do 20 mikrogramów na metr sześcienny. Jeśli więc dziś przyłożymy wyniki do znacznie zaostrzonej normy, to oczywiście, że wyjdą nam przekroczenia. Tyle że nie wiemy co może się stać do roku 2030. Może zaostrzenie zostanie cofnięte, może stężenia samoistnie spadną do poniżej 20 mikrogramów, a może bomba atomowa zakończy istnienie Krakowa. Na ten moment przedstawianie norm jako znacznie przekroczonych jest typową aktywistyczną manipulacją. Czyli dzień jak co dzień.
Nie do końca jak co dzień, bo zaraz wybory
W sondażach na prezydenta Krakowa prowadzi Łukasz Gibała, który nie ma zamiaru likwidować SCT, ale znacznie ograniczyć jej obszar – do ścisłego centrum. Planuje również referendum w tej sprawie. Nic dziwnego, że ekolobbyści się uaktywnili.
Treść wpisu zamieszczonego na stronie Frank Bold wygląda na pisaną w panice. „Chodzi o zdrowie i życie ludzi”, „poważne konsekwencje dla Polski”, „rażące pogwałcenie prawa unijnego” i inne alarmująco brzmiące wyrażenia pojawiają się w każdym zdaniu. Wygląda na to, że Frank Bold, SmogLab i inne organizacje tego rodzaju czują zbliżającą się przegraną. Napisano też, że „GIOŚ opracował tzw. dodatkowe roczne oceny jakości powietrza dla wszystkich polskich województw”, przy czym kluczowe jest słowo „dodatkowe”. To są prawdopodobnie oceny w odniesieniu do nieobowiązujących norm, więc nie warto się nimi przejmować.
Prawda o tlenkach azotu
Tlenki azotu mogą zadecydować o wyniku wyborów w Krakowie. Czy mieszkańcy Krakowa naprawdę chcą być truci tymi szkodliwymi substancjami? Odpowiem: w pewnym sensie tak, ponieważ rzeczywiście, przy dużym ruchu samochodowym przekroczenia tlenków azotu są nieuniknione. Tyle że tlenki azotu mają mały zasięg.
Jeśli stoimy przy samej jezdni, gdzie ślimaczy się ruch w korku, to niewątpliwie wdychamy trujące NOx-y. Jeśli odejdziemy kilka kroków, ich stężenie znacząco spadnie. Dlatego najlepszym sposobem na eliminację tlenków azotu jest przechodzenie na transport bezemisyjny. Gdyby elektryczne były autobusy, taksówki i samochody dostawcze, to zapewne stężenia NOx spadłyby nawet poniżej nowych norm. Nie mam na to badań, ale spokojnie, Frank Bold też nie ma, a mnie nie finansują międzynarodowe korporacje.
Nie będę już protestował. Przez krakowską strefę czystego transportu zrobiono ze mnie szura
Najlepszą strefą czystego transportu jest więc wdrożenie przepisów, które sprawią, że firmom obsługującym floty samochodów będzie się opłacać, by ich następne auta były elektryczne. Natomiast użytkownicy prywatni wymienią swoje auta na nowsze w sposób naturalny. Dobrze tylko, żeby nie wjeżdżali nimi w strefy zakazu ruchu, tak jak zdarzyło się to busowi partii Razem w kampanii Aleksandry Owcy. Na szczęście straż miejska była nadzwyczaj pobłażliwa.

