Reklama
Reklama
Reklama

Zwolnił go Zełenski. Teraz były minister obrony Ukrainy chce wyborów

Ukraina musi wypracować bezpieczny mechanizm przeprowadzenia wyborów mimo trwającej wojny – ocenił były minister obrony Mychajło Fedorow. W nocnym oświadczeniu podkreślił, że demokracja nie może zależeć od decyzji Kremla, a Rosja dąży do udowodnienia, że ukraiński model wolności zawodzi.

videoframe_62725
Były minister obrony Ukrainy Mychajło Fedorow mówił o wyborach w Ukrainie. (fot. Youtube/@fedorovmykhailo)
  • Fedorow apeluje o znalezienie legalnego mechanizmu wyborów, gwarantującego prawo głosu żołnierzom, Ukraińcom za granicą i mieszkańcom regionów przyfrontowych.
  • Były minister ostrzega przed kryzysem zarządzania i korupcją, podkreślając, że władza musi oznaczać odpowiedzialność, a nie lojalność wobec systemu.
  • Fedorow, odwołany w lipcu 2026 r., domaga się przywrócenia na stanowisko szefa MON; Zełenski zaproponował na ten urząd Jewhenija Chmarę.

Były minister obrony Ukrainy Mychajło Fedorow ocenił, że kraj musi wypracować legalny, bezpieczny i realistyczny mechanizm przeprowadzenia wyborów, mimo że wciąż trwa wojna z Rosją. Jak zaznaczył w oświadczeniu opublikowanym we wtorek w nocy na YouTube, demokracja nie może być zakładnikiem agresora.

Fedorow podkreślił, że nawet długotrwały konflikt zbrojny nie powinien oznaczać zawieszenia procesów demokratycznych. Jego zdaniem to nie Rosja powinna decydować, kiedy Ukraińcy będą mogli wybrać swoje władze – a trudność organizacyjna nie oznacza, że zadanie jest niewykonalne.

Fedorow o wyborach w Ukrainie

Według byłego ministra kluczowe jest zagwarantowanie prawa do głosowania żołnierzom na froncie, milionom Ukraińców przebywających za granicą oraz mieszkańcom regionów przyfrontowych. Równie istotne – jak dodał – jest zapewnienie bezpieczeństwa całego procesu, niezależności instytucji wyborczych oraz społecznego zaufania do wyników głosowania.

Reklama
Reklama

Kto zarobi na niezwróconych kaucjach? Tu zacznie się afera

Trudność nie oznacza niemożliwości. Ukraina już wiele razy robiła to, co świat uważał za niemożliwe. Możemy znaleźć rozwiązanie również w tej sytuacji – powiedział Fedorow.

Ostrzeżenie przed kryzysem zarządzania

Były szef MON ostro skrytykował mechanizmy, w których o obsadzie stanowisk decyduje lojalność wobec systemu, a nie kompetencje i skuteczność. Jak zaznaczył, takie podejście jest szczególnie niebezpieczne w kraju prowadzącym wojnę o własne przetrwanie.

Odniósł się także do problemu korupcji, podkreślając, że w czasie wojny nabiera ona zupełnie innego wymiaru – każda hrywna przeznaczona na obronność powinna faktycznie trafiać na ten cel, a nie służyć prywatnym interesom czy politycznym układom. Zdaniem Fedorowa korupcja to jednak tylko objaw głębszego, systemowego kryzysu zarządzania państwem.

Parlament, władza i odpowiedzialność

Fedorow ocenił, że funkcjonowanie parlamentu powinno opierać się na programie ugrupowania większościowego oraz jasnych wartościach, a nie na prywatnych interesach w sektorach takich jak obronność, farmacja czy podatki. Jak podsumował, parlament jest sercem ukraińskiej demokracji, a nie jej portfelem – władza musi oznaczać odpowiedzialność.

Reklama
Reklama

Polacy oddają butelki, policja kupuje wodę bez kaucji. Ujawniamy absurd systemu

Wyraził też przekonanie, że w obliczu zmieniającej się taktyki Rosji i konieczności podejmowania codziennych decyzji strategicznych, Ukraina nie powinna pozostawać bez pełnoprawnego ministra obrony.

Kontekst dymisji Fedorowa

35-letni Fedorow był najmłodszym ministrem obrony w historii Ukrainy, funkcję tę pełnił od stycznia do lipca 2026 r. Jego dymisja nastąpiła niespodziewanie, wkrótce po decyzji prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o odwołaniu rządu premierki Julii Swyrydenko. Zełenski zaproponował mu inne stanowiska, w tym urząd wicepremiera ds. innowacji wojskowych, jednak Fedorow zadeklarował gotowość powrotu wyłącznie na fotel szefa MON. Od ponad miesiąca w Kijowie trwają protesty przeciwko jego odsunięciu, a Zełenski zawnioskował o powołanie na to stanowisko Jewhenija Chmary, byłego szefa SBU.

Reklama
Reklama