Reklama

Iran zmienia strategię. Nie oszczędza nawet partnerów

Reklama
TYLKO NA

"Wciągając w konflikt kolejne państwa Bliskiego Wschodu, Teheran chce zmusić USA do jego zakończenia" – pisze dla Zero.pl Karolina Wójcicka z "Dziennika Gazety Prawnej".

'Stop the War on Iran' protest in Los Angeles
epa12791137 A demonstrator waves the Islamic Republic of Iran flag during the 'Stop the War on Iran' protest outside of City Hall in Los Angeles, California, USA, 02 March 2026. Protesters are demonstrating against the joint Israeli and US strikes across Iran that began in the early hours of 28 February 2026. EPA/CHRIS TORRES Dostawca: PAP/EPA. (fot. CHRIS TORRES / PAP)

Ajatollahowie przyzwyczaili świat do tego, że na ciosy ze strony przeciwników odpowiadają zazwyczaj działaniami obliczonymi na deeskalację. Tak było choćby w czerwcu 2025 r. podczas wojny dwunastodniowej – po amerykańskim uderzeniu w ośrodki nuklearne Teheran przeprowadził ograniczony atak rakietowy na obsługiwaną przez USA bazę lotniczą Al Udeid w Katarze, wcześniej jednak uprzedzając Amerykanów o swoich planach.


Reklama

W atakach Iranu oberwał nawet Oman

Prezydent USA Donald Trump zapewne zakładał, że tym razem reakcja Teheranu również będzie ograniczona. Po sobotnich bombardowaniach przeprowadzonych przez koalicję amerykańsko-izraelską, która otwarcie deklaruje dążenie do zmiany reżimu, republika islamska odpowiedziała jednak szeroko zakrojonymi atakami na cele w całym regionie – nie tylko w Izraelu, lecz także m.in. w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Kuwejcie, Katarze i Arabii Saudyjskiej. Oberwało się nawet Omanowi, który w poprzednich tygodniach pełnił rolę mediatora w rozmowach nuklearnych między Iranem a USA.

Seyed Hossein Mousavian, który pracował jako negocjator nuklearny w zespole Hasana Ruhaniego, przekonuje nas, że irański odwet był wymierzony wyłącznie w amerykańskie bazy wojskowe w regionie, a nie w konkretne państwa. – Bazy te są traktowane jak terytorium Stanów Zjednoczonych, podobnie jak ambasady. Iran poinformował te kraje z wyprzedzeniem – podkreśla.

W rzeczywistości irańskie pociski i drony trafiły także w cele cywilne. Uszkodzone zostały m.in. luksusowe hotele czy lotnisko w Dubaju, będące jednym z najważniejszych międzynarodowych hubów przesiadkowych.


Reklama


Reklama

Strategia przetrwania – koszty dla sąsiadów

Już w niedzielę – drugiego dnia konfliktu – tamtejsze ministerstwo obrony poinformowało, że w ZEA wycelowano ponad 540 dronów, 165 pocisków balistycznych oraz dwa pociski manewrujące. "Większość z nich została przechwycona, jednak 21 dronów trafiło w cele cywilne" – podano w komunikacie.

Według Juliena Barnes-Daceya z European Council on Foreign Relations (ECFR) Teheran postępuje w ten sposób, bo uważa, że jedynym sposobem na utrzymanie swojej pozycji jest znaczące podniesienie kosztów dla wszystkich stron. – Iran liczy, że dzięki temu państwa Zatoki wywrą silną presję na Waszyngton, zmuszając go do zakończenia konfliktu – wyjaśnia. W końcu bogate kraje Bliskiego Wschodu mają wiele do stracenia: wielka wojna może nie tylko wywołać gwałtowne wstrząsy na rynkach energetycznych, lecz także pozbawić je statusu bezpiecznych przystani, które oferują życie w luksusie ekspatom z całego świata.

Tyle że każdy kij ma dwa końce – ataki na Zatokę mogą równie dobrze pogłębić izolację Iranu. Państwa, w które dziś uderza, przed wybuchem wojny dążyły do odbudowy relacji z Teheranem. W 2023 r. Arabia Saudyjska podpisała z Iranem porozumienie o wznowieniu stosunków dyplomatycznych, zerwanych w 2016 r., a ZEA stawiały na rozwój kontaktów handlowych.


Reklama

Również sami ajatollahowie w ciągu ostatnich dwóch lat włożyli ogromny wysiłek dyplomatyczny, próbując przekonać państwa Zatoki, że to Izrael, a nie Iran, jest główną siłą destabilizującą region. "Irańskie ataki podważają te osiągnięcia. Konfrontacja zbrojna zmusza ZEA do przyjęcia stanowiska znacznie bliższego USA i Izraelowi, niż same by chciały" - ocenia think tank Atlantic Council.


Reklama

Inna sprawa, że władze w Teheranie doszły do wniosku, iż ich wysiłki na rzecz deeskalacji jedynie zachęcają Waszyngton i Tel Awiw do sięgania po więcej. – Teheran odrzucił propozycje kontaktów ze strony Trumpa. Powodem jest przekonanie, że popełnił błąd, zgadzając się na zawieszenie broni w czerwcu, bo pozwoliło to USA i Izraelowi uzupełnić zapasy i ponownie przygotować się do wojny – wskazuje Trita Parsi, wiceprzewodniczący Quincy Institute for Responsible Statecraft. I dodaje: "Gdyby Irańczycy zgodzili się teraz na zawieszenie broni, prawdopodobnie zostaliby ponownie zaatakowani za kilka miesięcy".

Trump nie wyklucza wysłania amerykańskich żołnierzy

Jeśli dodać do tego przygotowania ajatollahów na scenariusz, w którym Izraelczycy i Amerykanie zabiją ich kluczowych przywódców, okazuje się, że obalenie reżimu nie będzie prostym zadaniem. Już latem zeszłego roku, podczas wojny dwunastodniowej, najwyższy przywódca Iranu Ali Chamenei (który zginął w ubiegłą sobotę w izraelskim nalocie przeprowadzonym przy wsparciu USA) wyznaczył trzech potencjalnych następców na wypadek swojej śmierci. Według doniesień amerykańskich mediów niedawno ustalił także cztery poziomy sukcesji dla kluczowych stanowisk rządowych i wojskowych, starając się w ten sposób zapewnić przetrwanie reżimu w obliczu ataku USA i Izraela.


Reklama

Być może dlatego Trump, który jeszcze niedawno zapewniał, że chce przeprowadzić wyłącznie krótką i sprawną operację powietrzną, powoli sygnalizuje, że sytuacja może potoczyć się zupełnie inaczej. W poniedziałek stwierdził, że wojna może potrwać nawet cztery tygodnie, a w wywiadzie dla "New York Post" nie wykluczył wysłania do Iranu amerykańskich żołnierzy. – Nie mam oporów, jeśli chodzi o wysłanie wojsk. Każdy prezydent mówi: "nie będzie żołnierzy na miejscu". Ja tego nie mówię – powiedział.


Reklama

Obejrzyj też materiał Arlety Bojke w Kanale Zero: 


Reklama

Źródło: Zero.pl
Karolina Wójcicka
Karolina WójcickaDziennikarka "Dziennika Gazety Prawnej", autorka książki "Z nakazu Boga. Izraelczycy i wojna w Strefie Gazy"

Reklama