Reklama
Reklama
Reklama

Profesor Cambridge oskarżony o plagiat nie żyje. „To jest po prostu szaleństwo”

TYLKO NA

Wielka Brytania podzielona po śmierci Jasona Ardaya. Profesor z Cambridge został znaleziony martwy w swoim domu po rezygnacji ze stanowiska w wyniku oskarżeń o plagiat pracy doktorskiej. Zwolennicy akademika wyszli na ulicę i mówią o rasizmie, druga strona przekonuje, że plagiat to efekt polityk DEI i promowania nie-białych naukowców. – Wielka Brytania kompletnie zwariowała – mówi Zero.pl dr Wioletta Wilk-Turska.

Temporary
Zdjęcie zmarłego profesora z Cambridge, Jasona Ardaya, widoczne obok kwiatów pozostawionych przez sympatyków na ogrodzeniu wokół budynku Senate House na Uniwersytecie w Cambridge. (fot. CHRIS RADBURN / East News)
  • Jason Arday, 41-letni socjolog i były profesor Uniwersytetu Cambridge, zmarł kilka dni po rezygnacji ze stanowiska w związku z narastającymi zarzutami dotyczącymi jego dorobku naukowego.
  • Najpoważniejsze zarzuty dotyczyły jego doktoratu z 2015 r. – wskazano ponad 100 fragmentów podobnych do wcześniejszej pracy innej badaczki. Arday zaprzeczał plagiatowi, a wcześniejsze postępowanie uczelni, która przyznała mu doktorat, nie wykazało naruszenia zasad.
  • Sprawa szybko wykroczyła poza sam doktorat. Media zaczęły analizować także inne publikacje Ardaya oraz jego deklaracje dotyczące kariery, działalności charytatywnej i osiągnięć sportowych.
  • Sprawa Ardaya wyszła na ulice. W poniedziałek w londyńskim Trafalgar Square odbyło się czuwanie z udziałem tysięcy osób, a organizatorzy i uczestnicy oskarżali media o rasistowską nagonkę na zmarłego profesora. Równolegle ruszyła zbiórka dla jego rodziny – według brytyjskich mediów zebrano już ponad 160 tys. funtów.
  • – Nie można z każdym razem, kiedy się kogoś krytykuje, albo zadaje trudne pytania, od razu mówić, że to jest hejt, jakaś nagonka, bo niestety, jeżeli człowiek predestynuje do tego, żeby być profesorem Cambridge, to musi być jak żona Cezara – mówi Zero.pl ekspertka ds. Wysp Brytyjskich, dr Wioletta Wilk-Turska.

Jason Arday był jeszcze niedawno przedstawiany jako jeden z symboli zmian zachodzących na brytyjskich uniwersytetach. W 2023 r. został profesorem Uniwersytetu Cambridge, stając się najmłodszym czarnoskórym profesorem w historii tej uczelni. Specjalizował się w socjologii edukacji, nierównościach i problematyce rasowej.

Śmierć Henry'ego Nowaka w Wielkiej Brytanii. Rusza nowe śledztwo

„On niósł ogień olimpijski”

Jego biografia była szczególnie nietypowa – według informacji publikowanych przez jego macierzystą uczelnię, Uniwersytet w Liverpoolu, jako dziecko zmagał się z poważnymi trudnościami rozwojowymi, a czytać i pisać nauczył się dopiero jako nastolatek. – Pamiętam, że w 2012 r. miałem akurat okazję być w Londynie. On niósł wówczas ogień olimpijski, bo wtedy w Londynie była olimpiada. Także to była osoba rozpoznawalna, lubiana, traktowana również jako dowód na to, że społeczeństwo brytyjskie nie jest rasistowskie, bo celebruje zróżnicowanie, i tak dalej – mówi Zero.pl socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego, dr Marcin Galent.

Reklama
Reklama

W ostatnich tygodniach kariera Ardaya znalazła się pod lupą. Punktem zapalnym były zarzuty dotyczące doktoratu naukowca, obronionego w 2015 r. na Uniwersytecie w Liverpoolu. Nathan Cofnas, akademik i jeden z krytyków Ardaya, wskazał fragmenty jego pracy, które miały być bardzo podobne do wcześniejszego doktoratu Pauli Zwozdiak-Myers z Uniwersytetu w Brunel. Według analizy opisanej przez „The Guardian” chodziło o ponad 100 podobnych fragmentów, a część z nich miała być niemal dosłownym powtórzeniem wcześniejszego tekstu.

Uniwersytet w Liverpoolu prowadził postępowanie dotyczące zarzutów i nie stwierdził plagiatu. Sam Arday podkreślał, że jego sprawę analizowały wcześniej różne instytucje i że panel zajmujący się zarzutami o nieuczciwość akademicką nie znalazł podstaw do uznania, że dopuścił się plagiatu.

Arday ma „sprawę do wyjaśnienia”

– Tak samo w Wielkiej Brytanii, jak i w Polsce, jeśli osoba nie została skazana, to jest niewinna. Uniwersytet w Cambridge po tym, jak postawiono zarzuty temu profesorowi, poprosił uczelnię, która przyznała doktorat Ardayowi, żeby przeprowadził skrupulatną weryfikację, czy te zarzuty są uzasadnione.  I Uniwersytet w Liverpoolu przeprowadził tę weryfikację uznając, że nie ma podstaw, żeby uznać, że prace są plagiatem – mówi dr Galent. 

Reklama
Reklama

Musk o śmierci Polaka. Brytyjski premier próbuje się bronić

Jednocześnie sprawa nie okazała się tak prosta, jak sugerowało samo stanowisko uczelni. „The Guardian” rozmawiał z akademikami, którzy zapoznali się z materiałami i oceniali, że istnieje realna podstawa do dalszego badania zarzutów. Prof. John Preston z Uniwersytetu w Essex mówił, że po zapoznaniu się z dowodami uważał, iż Arday ma „sprawę do wyjaśnienia”.

Sytuacja zmieniła się na początku sierpnia. Cambridge ogłosiło wszczęcie własnego postępowania dotyczącego okoliczności powołania Ardaya na stanowisko oraz jego działalności na uczelni. Kilka dni wcześniej profesor zrezygnował ze stanowiska. W swoim oświadczeniu pisał o ogromnym ciężarze kolejnych zarzutów, spekulacji i publicznych komentarzy.

30 maratonów w 35 dni i inne pytania

Na tym etapie zarzuty dotyczące doktoratu przestały być jedynym problemem. Media zaczęły analizować inne publikacje Ardaya, a także elementy jego biografii. Pojawiły się pytania dotyczące m.in. jego deklarowanych osiągnięć sportowych (naukowiec twierdził m.in, że przebiegł 30 maratonów w 35 dni), działalności charytatywnej oraz informacji zawartych w opowieściach o jego życiu. „The Guardian” opisywał także korekty wprowadzane wcześniej do części jego publikacji.

14 sierpnia Jason Arday został znaleziony martwy w swoim domu w południowym Londynie. Miał 41 lat.  Po jego śmierci sprawa przestała być wyłącznie przedmiotem debaty akademickiej i medialnej. 17 sierpnia w londyńskim Trafalgar Square odbyło się czuwanie zorganizowane przez Stand Up to Racism, w którym – według brytyjskich mediów – uczestniczyły tysiące osób. Uczestnicy przynosili kwiaty i transparenty, a część przemawiających oskarżała media o rasistowską i bezwzględną kampanię przeciwko profesorowi. Pojawiły się także apele o niezależne zbadanie sposobu, w jaki Arday był traktowany przez media

Reklama
Reklama

„To jest po prostu szaleństwo..”

– Pomówienie o plagiat dla naukowca to jest bardzo poważna rzecz. Tu się pojawia taki element, który mnie bardzo irytuje, jeśli mam być szczera, to zarzuty o rasizm. Wielka Brytania kompletnie zwariowała już od jakiegoś czasu i cokolwiek, jeżeli ktoś jest koloru innego niż biały, to bardzo często zasłania się w różnych sprawach, będąc krytykowanym zarzutami o rasizm – mówi dr Wilk-Turska.

– Naprawdę, Wielka Brytania nie jest rasistowska. To jest po prostu szaleństwo twierdzić, że Wielka Brytania jest rasistowska. Wręcz powiedziałabym, że jeżeli ktoś jest w tej chwili, bywa dyskryminowany, albo traktowany gorzej, to są ludzie koloru białego, a najbardziej jeszcze heteroseksualni mężczyźni – dodaje ekspertka.

Przypadek Ardaya niemal natychmiast stał się elementem brytyjskiej wojny kulturowej. Konserwatywne media i komentatorzy zaczęli przedstawiać go jako przykład problemów związanych z polityką różnorodności, równości i inkluzywności (DEI). Pojawiło się pytanie, czy jego droga do profesury była związana z naciskiem na zwiększanie różnorodności na brytyjskich uniwersytetach i czy standardy akademickie były właściwie stosowane.

Z drugiej strony jego obrońcy argumentowali, że Arday został potraktowany wyjątkowo surowo właśnie dlatego, że był czarnoskórym profesorem zajmującym się rasą i nierównościami. Ich zdaniem sprawa szybko przestała dotyczyć wyłącznie akademickich standardów, a zaczęła być wykorzystywana do atakowania całej polityki DEI.

Reklama
Reklama

 

Źródło: Zero.pl
Przemysław Staciwa
Przemysław StaciwaDziennikarz
Reklama
Reklama