Reklama
Biznes

Panie Krzysztofie, jest temat. Kto zyska na Lex Smród, a kto za to zapłaci?

Krzysztofie Stanowski, jest temat dla Pana. Chodzi o Lex Smród. Czyli o wolność. Bo czy wolność w Polsce kończy się tam, gdzie zaczyna się biznes jednej – od lat uprzywilejowanej – branży?

Sylwia Spurek
Opinia autorstwa: Sylwia Spurek
Dzisiaj 12:28
9 min
Krzysztof Stanowski i Lex Smród. Apel o prześwietlenie ustawy o immisjach na wsi (fot. Getty Images)
TYLKO NA

Piszę do Pana, bo w Sejmie ruszyły właśnie prace nad ustawą, którą od miesięcy w Green REV Institute nazywamy „Lex Smród”. Oficjalnie ma chronić produkcyjne funkcje wsi. W praktyce rządowy projekt wzmacnia pozycję jednej działalności gospodarczej wobec ludzi, którzy obok niej mieszkają, prowadzą firmy, wychowują dzieci, chcą normalnie żyć.

I właśnie dlatego piszę do Pana. Nie dlatego, że we wszystkim się zgadzamy. Najczęściej się nie zgadzamy. Piszę do Pana, bo wiele razy deklarował Pan, że chce rozliczać polityków. Że będzie Pan pytał, kto na danym rozwiązaniu prawnym skorzysta. Kto za to płaci. I dlaczego obywatel lub obywatelka po prostu ma uwierzyć, że tak musi być.

Lex Smród. Czy naprawdę musimy wybierać między wsią a rolnictwem?

Panie Stanowski, Lex Smród to nie nowy temat

5 maja pisałam już o Lex Smród właśnie na łamach Zero.pl. Wtedy projekt ustawy był jeszcze na ścieżce rządowej. Pisałam o ludziach, którzy nie mogą otworzyć okien, bo tak bardzo śmierdzi, o dzieciach, z którymi rodzice nie mogą wychodzić na spacer, o agroturystyce tracącej klientów, o domach, które przestają być miejscem odpoczynku, tracą na wartości i stają się niesprzedawalne. Pisałam też, że ta historia nie jest sporem o pianie koguta i o zapach obornika, jak próbują nam wmówić politycy PSL. Jest pytaniem o to, czy wieś ma być miejscem do życia, czy strefą przemysłową – zapleczem działania jednej branży.

Reklama
Reklama

Zakończyłam tamten tekst deklaracją, że dalej będę pisała, gdy państwo przestaje chronić ludzi albo zapomina o swoich obowiązkach. I piszę. Bo projekt nie zniknął. Został przyjęty przez rząd. Jest już w Sejmie. Dotyczy branży od lat korzystającej z rozbudowanych mechanizmów publicznego wsparcia, której przedstawiciele jednocześnie często odwołują się do argumentu wolności gospodarczej. Ale co to za wolność gospodarcza, kiedy do jednej branży pompujemy ogrom publicznych środków (to zresztą też temat dla Pana, Panie Krzysztofie).

Pokaz mody w Ministerstwie Rolnictwa. „Godna odpowiedź na potrzeby rolników”

Ale wróćmy do Lex Smrodu. Mówię: sprawdzam, Panie Krzysztofie. Bo dysponuje Pan niezależnym i coraz silniejszym medium. Bo mówi Pan, że jest za wolnością gospodarczą i jednocześnie – że państwo powinno wspierać najsłabszych. Mówi Pan, że wolność słowa i otwarta debata są wartościami fundamentalnymi.

Mówi Pan też o wrażliwości na cudzą krzywdę. #DobroWraca nie było chyba jedynie teorią o empatii. Było dobrą praktyką, prawdziwym działaniem dla prawdziwych, potrzebujących wsparcia ludzi. Są zbiórki, konkretne osoby i konkretne pieniądze. To ważne, bo wolność bez dostrzegania ludzi, którzy mają mniej siły, pieniędzy i wpływu, bardzo szybko staje się po prostu wolnością silniejszych.

Reklama
Reklama

A Lex Smród jest dla mnie dokładnie historią o wolności jednych i o sile, dominacji, przywilejach innych. Wyobraźmy sobie dom. Zwykły dom. Ktoś mieszka tam od dwudziestu, trzydziestu, pięćdziesięciu lat. Potem obok rozwija się intensywna hodowla zwierząt. Pojawiają się odory, insekty, hałas, zanieczyszczenie wody, ciężki transport. Spada jakość życia. Może spaść wartość nieruchomości. Trudniej prowadzić agroturystykę. Wnuczki nie chcą przyjeżdżać na wakacje. Nie da się żyć. To tylko przykłady. O uciążliwościach działalności rolniczej, w tym sektora hodowlanego, napisano już wiele, może Pan to łatwo znaleźć, poczytać, dowiedzieć się.

I wtedy wchodzi państwo. Ale niestety, Panie Krzysztofie, nie po to, żeby stać na straży konstytucyjnej ochrony zdrowia, własności, rodziny czy środowiska. Nie po to, aby przygotować porządną ustawę antyodorową albo odległościową, ograniczającą tworzenie ferm w sąsiedztwie domów, szkół, miejsc życia i pracy ludzi. Rządowy projekt – Lex Smród – przewiduje szczególne rozwiązania dotyczące immisji pochodzących z działalności rolniczej.

Jeżeli działalność jest prowadzona zgodnie z przepisami i zasadami prawidłowej gospodarki rolnej, projekt wprowadza domniemanie, że związane z nią immisje nie przekraczają przeciętnej miary. To sąsiad dochodzący swoich praw będzie musiał wykazać, że działalność nie spełnia tych warunków. Z kolei nabywca nieruchomości ma w akcie notarialnym oświadczyć, że jest świadomy możliwych uciążliwości związanych z działalnością rolniczą w sąsiedztwie. Takie oświadczenie może później zostać wykorzystane przed sądem.

Reklama
Reklama

Ukraina ma problem i zwraca się ku Polsce. „Zagrożeń może być z tego powodu wiele”

Jedni kosztem drugich

Zasadnicze pytanie jest takie: w jaki sposób państwo ustawia wagę praw i obowiązków? Na jednej szali mamy interes podmiotów prowadzących działalność rolniczą, w tym także wielkich ferm. Na drugiej – prawa osób mieszkających obok, ich domy, często dziedziczone od pokoleń, zdrowie, spokój i możliwość prowadzenia innej działalności gospodarczej.

Jeżeli dwie osoby prowadzą biznes, jedna – fermę, druga – agroturystykę, to dlaczego prawo ma szczególnie wzmacniać pozycję jednej z nich? Jeżeli działalność jednego przedsiębiorcy powoduje koszty po stronie sąsiadów, to kto powinien te koszty ponosić? Jeżeli przedsiębiorstwo generuje uciążliwości, gdzie kończy się wolność prowadzenia działalności, a zaczyna wolność człowieka? Mam nadzieję, Panie Krzysztofie, że Pan też uważa te pytania za zasadne.

Porażka Polski w TSUE. Chodzi o Mercosur

Bo to są pytania o wolność gospodarczą w XXI wieku, gdy praworządność i prawa człowieka są fundamentem liberalnych demokracji. Ale też o własność. W Polsce lubimy mówić o niej podniośle. Dopóki nie chodzi o czyjś dom na wsi i prawa zwykłych ludzi. Wtedy okazuje się, że możesz płacić podatki, remontować, inwestować oszczędności całego życia, ale działalność prowadzona obok może radykalnie zmienić warunki korzystania z twojego domu. A ty masz nie protestować.

Reklama
Reklama

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi (a może: wsi dla wybranych?) mówi o ochronie rolników i konfliktach wynikających z urbanizacji wsi. Ten argument trzeba uczciwie położyć na stole. Rolnictwo, szczególnie sektor hodowlany, wiąże się z uciążliwym smrodem, głośnymi maszynami, zanieczyszczeniami wody i powietrza. Ale przecież nikt nie buduje domu obok wielkiego gospodarstwa, fermy, rzeźni i po miesiącu domaga się np. zakazu prowadzenia działalności, bo mu kombajn hałasuje albo pieje kogut (argument o pianiu koguta nie jest mój – przytacza go ministerstwo).

W resorcie go „wyniszczali”. Tak teraz korzysta z życia Kołodziejczak

Proponowane przepisy, wprowadzając szczególną ochronę przed roszczeniami z tytułu immisji, nie rozróżniają małych gospodarstw i tzw. ferm przemysłowych. Dlaczego rozwiązania tworzone pod hasłem ochrony wsi w takim samym stopniu mają chronić rodzinne gospodarstwo i tzw. fermę przemysłową?

Sprawdzam

Tutaj zaczyna się moje „sprawdzam”. Sprawdzam publicystów i polityków, którzy tyle mówią o prawie własności i o wolności gospodarczej. Sprawdzam obie konfederacje, które tak często odwołują się do wolności człowieka od nadmiernej ingerencji państwa. Sprawdzam liberałów, którzy wierzą, że państwo nie powinno arbitralnie uprzywilejowywać jednego uczestnika rynku, bo to szkodzi gospodarce wolnorynkowej. Sprawdzam media, które chętnie debatują o podatkach i potrzebie deregulacji, ale znacznie rzadziej pytają, co dzieje się z prawami ludzi, gdy po drugiej stronie stoi silna branża i rządowi politycy proponujący rozwiązania wzmacniające jej pozycję.

Reklama
Reklama

I sprawdzam też Pana, Panie Krzysztofie. Nie proszę, żeby przyjął Pan moją ocenę tej ustawy. Proszę, żeby zrobił Pan to, co robi Pan całkiem dobrze. Niech Pan i Pana zespół prześwietlą tę regulację z każdej strony.

Niech Pan zaprosi do studia ministra rolnictwa i zwykłych ludzi, którzy mieszkają obok wielkich ferm. Niech Pan zaprosi naukowców, którzy od lat badają zanieczyszczenie wody w sąsiedztwie ferm. Niech Pan zaprosi ekspertki, które analizują, jak spada jakość życia ludzi, gdy kilometr dalej ktoś wybuduje fermę. Niech Pan zapyta ministra, jakie konkretnie problemy uzasadniają tę zmianę prawa. Wszystkich nas ciekawi: z kim pisał projekt tej ustawy? Kogo realnie wysłuchano przy opracowywaniu projektu? Jak reprezentowani byli w tych pracach mieszkańcy i mieszkanki wsi, którzy nie prowadzą działalności rolniczej, oraz osoby prowadzące na wsi inną działalność? Ile było „sporów sąsiedzkich”, którym specjalna ustawa ma zapobiegać? Kto na tych przepisach skorzysta? Kto poniesie koszty? Jak ten projekt wpłynie na prawo własności i na inne biznesy działające na wsi?

Bo problemem nie jest jeden traktor, jakiś kogut i zbiór upraw po godzinie 22.00. Problemem są wielkie fermy, tysiące tzw. zwierząt hodowlanych trzymanych masowo w klatkach. Problemem są masowe uciążliwości trwające latami.

Reklama
Reklama

Prezydent na dożynkach: Będę strażnikiem i rzecznikiem polskiej wsi

Sejm właśnie zajmuje się tą sprawą. Rządowy projekt 3029 oraz projekt prezydencki dotyczący – jak to ładnie nazywają i Pan Minister, i Pan Prezydent – ochrony rolniczych funkcji produkcyjnych wsi są już po pierwszym czytaniu.

To jest więc ten moment. Nie po uchwaleniu ustawy. Nie wtedy, gdy ludzie zaczną pytać, kto właściwie pozwolił na takie prawo. Teraz, zanim polityczna ochrona jednej branży stanie się jeszcze większym problemem tysięcy ludzi.

Panie Krzysztofie, prawdziwy test przywiązania do wolności zaczyna się wtedy, gdy jej obrona przestaje być wygodna. Znacznie bardziej ambitnie jest sprawdzić, co się dzieje z wolnością, kiedy po dwóch stronach stoją ludzie o zupełnie różnej sile.

Dlatego mówię: sprawdzam.

Może Cię zainteresować: Śruby i pręty w... kukurydzy. Policja patroluje pola i używa drona

Źródło: Zero.pl
Sylwia Spurek
Sylwia SpurekPrawniczka i obrończyni praw człowieka. Była posłanka do Parlamentu Europejskiego i zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich. Dziś wspiera działania Green REV Institute i kieruje European Fem Institute, łącząc prawo, dane i aktywizm. Feministka i weganka. W centrum jej działań są prawa zwierząt – szczególnie tzw. hodowlanych - autor zewnętrzny
Reklama
Reklama