Sprawa odwołania zastępczyni dyrektora Departamentu ds. Równego Traktowania w Kancelarii Premiera nabiera nowego wymiaru. Po publikacjach medialnych i komentarzach ze strony rządu, po raz pierwszy publicznie wypowiedziała się sama zainteresowana – adwokatka Milena Adamczewska-Stachura. Jej relacja rzuca nowe światło na okoliczności zwolnienia urzędniczki.

- Po raz pierwszy publicznie głos zabiera była wicedyrektorka – jej relacja różni się od stanowiska rządu.
- Spór dotyczy nie tylko formalności, ale rzeczywistych powodów odwołania.
- Sprawa stawia pytania o ochronę pracowników na urlopach rodzicielskich.
Milena Adamczewska-Stachura została odwołana ze stanowiska w październiku, zaledwie sześć tygodni po urodzeniu dziecka. Wcześniej, od czerwca, przebywała na zwolnieniu lekarskim. Jak podkreśla, decyzja była dla niej zaskoczeniem i przyszła, jak można się łatwo domyślać, w szczególnie trudnym momencie życia.
– W okresie połogu człowiek skupia się na zupełnie innych sprawach niż sytuacja zawodowa. Informacja o odwołaniu była dla mnie ogromnym stresem – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską.
Z dokumentu, który otrzymała, wynikało jasno, że po zakończeniu urlopu rodzicielskiego rozpocznie się jej okres wypowiedzenia, a następnie stosunek pracy zostanie rozwiązany. Jak zaznacza, pismo nie przewidywało rozwiązań alternatywnych: ani powrotu na stanowisko, ani propozycji innej funkcji w urzędzie.
Gra w szachy czy w pokera? Andrzejczak i Dębski o wojnie w Iranie
Urlop macierzyński a wypowiedzenie – co mówią przepisy?
Zgodnie z obowiązującymi przepisami, osoba zatrudniona na podstawie powołania może zostać odwołana w dowolnym momencie. Eksperci prawa pracy zwracają jednak uwagę, że w takich przypadkach kluczowe są rzeczywiste motywy decyzji.
Po publikacjach medialnych głos zabrała pełnomocniczka rządu ds. równości, Katarzyna Kotula. W mediach społecznościowych podkreśliła, że urzędniczka nie została zwolniona, a jej stosunek pracy formalnie trwa, dzięki czemu nadal korzysta z uprawnień pracowniczych, w tym z urlopu macierzyńskiego.
Dodała również, że istnieje możliwość powrotu do pracy, jednak, jak wskazała, zainteresowana nie podjęła w tej sprawie kontaktu z urzędem.
Adamczewska-Stachura nie zgadza się z taką interpretacją. Jej zdaniem przedstawione publicznie wyjaśnienia nie oddają rzeczywistej sytuacji.
– Pismo, które otrzymałam, jednoznacznie wskazuje, że po zakończeniu urlopu rodzicielskiego mój stosunek pracy zostanie rozwiązany. Nie ma w nim żadnej informacji o możliwości powrotu czy dalszych rozmów – podkreśla.
Tajemniczy eksperyment, krakowski szpital i śledztwo prokuratury
Urzędniczka przerywa milczenie
Jak dodaje, nie otrzymała też żadnej oficjalnej propozycji ponownego zatrudnienia ani sygnału, że stanowisko mogłoby na nią czekać.
Była wicedyrektorka twierdzi, że nie przedstawiono jej powodów odwołania, a jej dotychczasowa praca nie była kwestionowana przez przełożonych. W jej ocenie jedynym czynnikiem, który mógł wpłynąć na decyzję, była nieobecność związana z macierzyństwem.
– Zostałam odwołana, bo urodziłam dziecko. To brak poszanowania praw pracowniczych, który nosi znamiona dyskryminacji ze względu na płeć – mówi Adamczewska-Stachura.
Podkreśla również, że szczególnie dotkliwy jest dla niej kontekst sprawy. Przecież decyzja zapadła w instytucji odpowiedzialnej za promowanie równego traktowania.
Sprawa wywołuje pytania o realną ochronę pracowników korzystających z urlopów rodzicielskich. Choć polskie prawo gwarantuje szerokie uprawnienia w tym zakresie, praktyka, jak wskazuje rozmówczyni, może wyglądać diametralnie inaczej.
– Możemy korzystać z długich urlopów rodzicielskich, ale po ich zakończeniu okazuje się, że nie zawsze mamy do czego wracać – zauważa urzędniczka.
Adamczewska-Stachura przyznaje, że zdecydowała się zabrać głos dopiero wtedy, gdy, jej zdaniem, w przestrzeni publicznej zaczęły pojawiać się nieścisłe informacje. Liczy, że nagłośnienie sprawy pomoże zapobiec podobnym sytuacjom w przyszłości.
Choć w międzyczasie stanowisko, które zajmowała, ponownie się zwolniło, była wicedyrektorka nie planuje powrotu do KPRM.
– W obecnych okolicznościach nie widzę tej instytucji jako miejsca, w którym chciałabym ponownie podjąć pracę – podsumowuje w rozmowie z Wirtualną Polską.