Naciski, psucie reputacji i fałszywe oskarżenia, izolacja, a wreszcie usunięcie ze stanowiska – o takich działaniach kluczowego urzędnika ministerstwa kultury mówią nam dyrektorzy muzeów. Schemat powtarza się tak często, że rozmówcy Zero.pl uważają, że trwa już niemal wojna rządu z muzealnikami. Kim jest Piotr Rypson i na czym polega jego rola?

- Wokół Piotra Rypsona, dyrektora departamentu dziedzictwa w MKiDN, narastają konflikty z częścią środowiska muzealnego, które zarzuca mu konfrontacyjny styl działania i nadmierną ingerencję w instytucje.
- Dyrektorka Narodowego Instytutu Muzeów, Paulina Florjanowicz, złożyła na niego skargę dotyczącą m.in. nękania i przekraczania kompetencji. Sprawa trafiła do ministerstwa.
- Pojawiają się relacje innych – byłych lub obecnych – dyrektorów muzeów i instytucji kultury opisujące napięte relacje z resortem i kulisy odejść ze stanowisk.
- Rozmówcy sugerują, że działania departamentu mają szerszy wpływ na funkcjonowanie muzeów i politykę kadrową w instytucjach kultury.
– Jest w nim ogrom złej woli. Nie spotkałem się z czymś takim – tak o Piotrze Rypsonie mówi Albert Stankowski, p.o. zastępcy dyrektora Muzeum w Treblince.
– Szuka pretekstów do odstrzału – to prof. Jacek Friedrich, który pełnił funkcję dyrektora Muzeum Narodowego w Gdańsku w latach 2020-2024.
– Czasami mam wrażenie, że pod pozorem dbałości o muzea prowadzi z nimi wojnę. Czuje się przy tym bezkarny, bo odpowiedzialność spada na polityków – a to Paulina Florjanowicz, dyrektorka Narodowego Instytutu Muzeów, instytucji wspierającej rozwój i bezpieczeństwo muzeów w Polsce.
Z dokumentów, do których dotarliśmy, i rozmów z przedstawicielami sektora kultury pracującymi w zawodzie od dawna, wyłania się powtarzalny schemat działania Piotra Rypsona.
Wraca do gry
Ważny etap kariery Rypsona to działalność w Muzeum Narodowym w Warszawie. W 2012 r. mężczyzna został tam zastępcą dyrektora. Był nim do 2018 r. Od 2 lipca do 30 listopada tego samego roku pełnił obowiązki dyrektora MN. Gdy ówczesny szef resortu kultury Piotr Gliński mianował nowego dyrektora placówki – Jerzego Miziołka – funkcja Rypsona jako p.o. wygasła. Muzeum rozwiązało z nim stosunek pracy.
Po epizodzie w MN zatrudnił się m.in. jako kurator w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie. Utrzymywał się na powierzchni, ale kariera przystopowała.
Styczeń 2024 r. – tuż po zmianie władzy – Rypson wrócił do gry. Został dyrektorem departamentu dziedzictwa kulturowego w resorcie kultury. Stał się kluczową postacią w polskim muzealnictwie. Odpowiada za muzea, politykę muzealną, miejsca pamięci i dziedzictwo.
Jak zatem wygląda jego modus operandi?
Krok 1. Rozpoznanie – rozmowy za plecami
– Piotr Rypson mówi: „Byliśmy w Gdańsku, rozmawialiśmy o tobie z wieloma ludźmi”. Chwilę później słyszę: „Opinia na twój temat jest bardzo negatywna. Dyrektor takiego muzeum musi mieć zdolność współpracy z całym środowiskiem” – tak prof. Jacek Friedrich dowiedział się, że dyrektor departamentu dziedzictwa prowadził o nim rozmowy w jego mieście – bez jego wiedzy. I bez wizyty w muzeum.
Friedrich nie kryje, jak odebrał tę sytuację. – Są w Gdańsku, rozmawiają o mnie z wieloma ludźmi, ale nie przychodzą ani do muzeum, ani do mnie. Jestem do odstrzału, nie do współpracy. Z kilku źródeł słyszałem, że Piotr spotykał się za moimi plecami z pracownikami, prawdopodobnie ze związkami zawodowymi. To modus operandi tego człowieka. Wiem, że przy szukaniu pretekstów do odstrzału innych dyrektorów działał podobnie – relacjonuje.
Tu dodajmy zastrzeżenie, które może być dla części osób istotne: prof. Friedrich to człowiek powołany na stanowisko przez działacza Koalicji Obywatelskiej, nie Prawa i Sprawiedliwości. Nie chodziło więc o walkę z nominatami poprzedniej władzy.
Podobny mechanizm ilustruje sprawa Moniki Krawczyk, odwołanej dyrektorki Żydowskiego Instytutu Historycznego. Do MKiDN trafił anonimowy donos. Na jego podstawie ówczesny szef resortu kultury – Bartłomiej Sienkiewicz – zdecydował o skróceniu jej kadencji. Sęk w tym, że dyrektorki broniły nawet związki zawodowe. 11 marca 2024 r. NSZZ „Solidarność” w ŻIH negatywnie zaopiniował zamiar skrócenia jej kadencji, podważając jednocześnie wspomniany donos wysłany do ministerstwa i uznając go za „selektywny i tendencyjny”. W uchwale z 14 lutego 2024 r. Rada Programowa ŻIH stwierdza, że „nie znajduje podstaw do krytycznej oceny pracy dyrekcji”.
13 marca 2024 r. w obronie Krawczyk – w piśmie skierowanym do ministra kultury – występuje także historyk prof. August Grabski. „U źródeł publikacji leży anonimowe pismo zawierające półprawdy, manipulacje i insynuacje. Autor (lub autorzy) wiedzieli, że nie uda się zebrać w ŻIH więcej niż kilku podpisów” – czytamy.
Dla resortu nie ma to większego znaczenia.
Krok 2. Sygnały i naciski. „Krzyczał na mnie”
Gdy rozpoznanie jest gotowe, pojawiają się sygnały. Rzadko oficjalne, rzadko konkretne. Najczęściej w formie nieformalnych rozmów, sugestii, presji.
Prof. Łukasz Gaweł – w latach 2020-2024 dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie – został zaproszony na kawę przy resorcie kultury w połowie stycznia 2024 r. Myślał, że chodzi o gruzińską wystawę w MNW, której Rypson miał być kuratorem. – Tymczasem w kawiarni próbował ze mną załatwić moje odejście. Słyszę krótką deklarację: „Nie ma woli i chęci dalszej współpracy z tobą”.
Paulina Florjanowicz z Narodowego Instytutu Muzeów opisuje rozmowy w cztery oczy o innym charakterze. W skardze złożonej do resortu 23 grudnia 2024 r. przytoczyła konkretne słowa Rypsona: „Dyrektor Rypson w kilku rozmowach w cztery oczy powiedział mi, że oczekuje mniejszej aktywności w NIM, ponieważ »jestem zbyt widoczna«, a on oczekuje »działania w jego cieniu«, względnie w »cieniu DDK«”.
Florjanowicz cytuje też: „to ci może zaszkodzić”, „to nie wróży dla ciebie dobrze”. Opisuje moment eskalacji: „Dyrektor Rypson krzyczał na mnie, oskarżając o »szantaż i stawianie pod ścianą«, a gdy powiedziałam, że wobec jego zachowania to ja czuję się stawiana pod ścianą, odparł: »i bardzo dobrze, tak masz się czuć«”.
Krok 3. Delegitymizacja – zarzuty bez konkretów
Każdy, z kim rozmawiamy na potrzeby tego artykułu, obserwuje powtarzalny mechanizm w działaniu Rypsona. Najpierw pojawiają się sygnały, potem publiczne sugestie, a dopiero później – jeśli w ogóle – próba ich udowodnienia.
W przypadku Moniki Krawczyk z ŻIH minister Bartłomiej Sienkiewicz w piśmie odwołującym ją ze stanowiska wskazuje, że otrzymał „szereg sygnałów” o obniżeniu poziomu działalności naukowej i nieprawidłowościach w zarządzaniu. W mediach pojawiają się też zarzuty o mobbing.
– Od razu wniosłam, w porozumieniu z Radą Programową ŻIH, do ministerstwa o przeprowadzenie kontroli, żeby wyjaśnić sytuację. Zanim cokolwiek nastąpiło, już tam nie pracowałam – mówi Zero.pl była dyrektorka ŻIH. Formalne odwołanie wręczył jej Rypson.
– Nie mogłam się z tym zgodzić. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie 28 sierpnia 2024 r. – w nieprawomocnym wyroku – stwierdził, że ministerstwo nie przedstawiło żadnych konkretów uzasadniających odwołanie, które nastąpiło niezgodnie z ustawą.
Resort kultury złożył skargę kasacyjną do NSA. W odpowiedzi na zapytanie Zero.pl przekazał, że podniósł w niej zarzuty procesowe oraz merytoryczne uzasadnienie odwołania dyrektor Krawczyk, m.in. sygnały od pracowników ŻIH i środowisk naukowych. Termin rozprawy nie został wyznaczony.
Z kolei Friedrich dostał z ministerstwa serię skarg i przygotował obszerne wyjaśnienia. Nie otrzymał na nie odpowiedzi.
Krok 4. Izolacja – odsunięcie od projektów i środowiska
Delegitymizacja ma swoje praktyczne konsekwencje. Zanim dojdzie do formalnego odwołania, pojawiają się działania marginalizujące dyrektora – odcinające go od sieci kontaktów, projektów, środowiska.
„Dyrektor Rypson odsunął mnie i kierowany przeze mnie instytucję od prac nad projektem nowelizacji ustawy o muzeach, mimo że monitorowanie stanu prawnego i proponowanie koncepcji zmian legislacyjnych w obszarze muzealnictwa jest jednym z zadań statutowych NIM” – wskazuje w swojej skardze Florjanowicz.
Albert Stankowski wspomina spór dotyczący rekonstrukcji tramwaju – elementu edukacyjnego projektu przy Muzeum Getta Warszawskiego (był jego dyrektorem w latach 2018-2025), realizowanego we współpracy z miastem i samorządem województwa. Podczas spotkania z udziałem władz miasta Rypson oznajmia, że „ministerstwo tego nie chce”.
– Przez lata mieliśmy dużą swobodę merytoryczną. Tym bardziej zaskoczyło mnie takie podejście. Odbierałem to jako ryzyko naruszenia niezależności projektu tworzonego przez międzynarodowy zespół.
Wskazuje też na zakończenie współpracy z prof. Danielem Blatmanem, współtwórcą koncepcji wystawy stałej Muzeum Getta Warszawskiego. W jego ocenie w środowisku odebrano to jako sygnał możliwych zmian w narracji muzeum.
Twierdzi również, że po sprzeciwie wobec działań Rypsona został odwołany z rad związanych z pamięcią o Holokauście. Wspomina o cofnięciu zaproszenia na ubiegłoroczne obchody Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu w Auschwitz. – Dopiero po interwencji mogłem wziąć w nich udział – mówi.
Friedrich z kolei przez miesiące po zmianie rządu nie mógł doprowadzić do spotkania z Rypsonem. – Mam wrażenie, że Piotrek unikał kontaktu.
Krok 5. Egzekucja – każdy odchodzi inaczej
Ostatni krok wygląda za każdym razem nieco inaczej – ale efekt jest ten sam. Kiedy Friedrich dowiedział się o wizycie Rypsona w Gdańsku i usłyszał, że opinia na jego temat jest „bardzo negatywna”, sam wyszedł z inicjatywą. – Mówię: „Rozumiem, że nie będziemy dalej współpracować. Uzgodnijmy warunki odejścia”.
Reakcja Rypsona go zaskoczyła. – Słyszę: „O, tak na luzie do tego podchodzisz? Miałem już wiele takich rozmów i były bardzo nieprzyjemne”.
Mężczyzna kierował muzeum jeszcze kilka miesięcy, chcąc dać resortowi czas na ogłoszenie konkursu. MKiDN w oświadczeniu dla Zero.pl podkreśliło, że z prośbą o zaopiniowanie jego rezygnacji wystąpiono do Stowarzyszenia Muzealników Polskich, Towarzystwa Historyków Sztuki, związków zawodowych Muzeum Narodowego w Gdańsku oraz ICOM (International Council of Museums). „Wszystkie te podmioty przyjęły rezygnację do wiadomości” – czytamy.
Rypson pojawia się też w wątku berlińskiego oddziału Instytutu Pileckiego i jego kierowniczki Hanny Radziejowskiej. To on – według doniesień Patryka Słowika i Pawła Figurskiego z Zero.pl (wcześniej Wirtualnej Polski) – przekazał list historyczki informujący o szkodliwych jej zdaniem działaniach Krzysztofa Ruchniewicza (obecnie już byłego szefa „Pileckiego”) samemu zainteresowanemu. W wyniku czego Radziejowską odwołano z funkcji (finalnie, po zamieszaniu medialnym, została przywrócona na stanowisko).
Gaweł złożył rezygnację po uzgodnieniu warunków z wiceministrem i Rypsonem. I tak w ministerstwie uruchomiono procedurę jego odwołania.
Pismo do związkowców i sprawa Florjanowicz
Florjanowicz jest zaś szczególnym przypadkiem – jako dyrektorka NIM formalnie nie podlega Rypsonowi. Mimo to nawet w jej przypadku mechanizm zadziałał.
11 grudnia 2024 r. Rypson wysłał do Komisji Zakładowej OZZ „Inicjatywa Pracownicza” NIM pismo z zaproszeniem na spotkanie. „Proszę o informację, czy według państwa wiedzy w Instytucie miały miejsce zachowania niepożądane noszące znamiona mobbingu lub dyskryminacji” – czytamy.
O szczegółach spotkania – odbywającego się dwa dni po nadaniu pisma – Florjanowicz dowiedziała się przed samym Bożym Narodzeniem, gdy od życzliwej duszy z NIM otrzymała materiały przygotowywane przeciwko niej.
– Wtedy zrozumiałam, że dyrektorowi Rypsonowi wcale nie chodzi o prawdę.
MKiDN, w oświadczeniu dla Zero.pl, podkreśliło, że kontakty związków zawodowych z przedstawicielami ministerstwa bez udziału dyrekcji instytucji są dopuszczalne i wynikają z roli związków, które muszą mieć możliwość zgłaszania organizatorowi potencjalnych nieprawidłowości.
Przez święta Florjanowicz sformułowała obszerną odpowiedź odpierającą – jak zaznacza – niepoparte konkretami oskarżenia. 27 grudnia 2024 r. wysłała ją do dyrektora. Po nowym roku relacje muzealniczki z Rypsonem zamieniły się wyłącznie w korespondencję.
Pięć dni wcześniej, 23 grudnia, kobieta złożyła do resortu skargę na Rypsona. Zarzuciła mu m.in. nękanie, zastraszanie i działania o charakterze dyskryminacyjnym trwające od wielu miesięcy. Wskazała też na przekroczenie kompetencji, ingerowanie w sprawy kadrowe oraz naruszenie zasad służby cywilnej.
31 stycznia 2025 r. dostała oficjalną odpowiedź od resortu podpisaną przez Dorotę Żebrowską – dyrektor generalną w MKiDN. Wszczęto postępowanie dyscyplinarne.
Gdy pytamy resort kultury o aktualny stan sprawy, rzecznik najpierw zasłania się tym, że nie stanowi to informacji publicznej. Gdy drążymy, słyszymy, że „zostało wszczęte postępowanie wyjaśniające z zakresu odpowiedzialności dyscyplinarnej za naruszenie obowiązków członka korpusu służby cywilnej”. W oświadczeniu resort dodał, że – ostatecznie – postępowania dyscyplinarnego nie wszczęto z powodu „nieustalenia wystarczających podstaw”.
To nie zgadza się z treścią pisma, które otrzymała Florjanowicz. Żebrowska wyraźnie używa tam zwrotu: „wszczęcie postępowania dyscyplinarnego”.

Pismo, które otrzymała od resortu kultury Paulina Florjanowicz. (fot. Zero.pl)
Mamy marzec 2026 r. Florjanowicz wciąż nie dostała informacji o zakończeniu postępowania, które – według komunikatu resortu – wszczęto.
– Nie rozumiem, dlaczego muszę tak długo czekać. Przesłuchano mnie w lipcu ubiegłego roku. Co jakiś czas piszę z prośbą o informację, co dalej, wierząc w uczciwość ministerstwa i zatrudnionych tam urzędników. W końcu przepracowałam tam tyle lat.
Resort odmówił nam podania szczegółów, powołując się na poufność postępowania i ochronę osób zaangażowanych. Dodał, że przepisy nie zobowiązują go do informowania o wynikach osób, których postępowanie nie dotyczyło.
Mobbing odwrócony – cztery razy to samo
Temat mobbingu powraca. W pewnym momencie jedna ze współpracownic oskarżyła o to Florjanowicz. 7 lutego 2025 r. – gdy skarga dyrektorki NIM na Rypsona jest już w MKiDN – rusza formalna procedura wewnątrz Instytutu. Florjanowicz wyłącza się z niej jako organ decyzyjny i deklaruje pełną gotowość do współpracy.
– Po siedmiu miesiącach pracy i przesłuchaniu kilkunastu świadków komisja antymobbingowa uznała zgłoszenie za bezzasadne. Postępowanie zakończyło się 10 września 2025 r. W październik Biuro Audytu i Kontroli Ministerstwa skontrolowało procedurę – bez zastrzeżeń. W tym samym czasie kontrolę w NIM przeprowadziła też Państwowa Inspekcja Pracy – również nie stwierdziła zastrzeżeń. O wynikach wszystkich kontroli dyrektor Rypson był informowany na bieżąco, a mimo to sprawę przekazał jeszcze do rzecznika ministra ds. przeciwdziałania mobbingowi. Ostatecznie, w grudniu 2025 r., rzecznik sformułował ten sam wniosek – procedurę wyjaśniającą przeprowadzono prawidłowo – wylicza Florjanowicz.
– Cztery razy byłam sprawdzana w tej samej sprawie. Cztery razy wyszło, że mobbingu nie było.
Scenariusz „Gangu Olsena”
Albert Stankowski, były dyrektor Muzeum Getta Warszawskiego, wraca do jednego: poczucia, że działania Rypsona mają charakter systemowy, a nie incydentalny.
– Czasami mam poczucie, że on to wszystko niszczy, tylko nie wiem dlaczego. Przecież powinien działać na rzecz rozwoju instytucji jemu podległych – mówi z kolei Florjanowicz.
Gaweł słyszy opinie o „twardych metodach Rypsona”, ale odnosi wrażenie, że sytuacja ta przypomina scenariusz „Gangu Olsena”.
Florjanowicz wspomina, że działania Rypsona świadczą o zupełnym nierozumieniu roli urzędnika. – W przepisach nie ma czegoś takiego jak nadzór w znaczeniu „wtrącania się” w codzienne funkcjonowanie instytucji. Organizator – minister – ma zapewnić prawne i finansowe warunki działania. Cała reszta – w tym odpowiedzialność – należy do dyrektora. W ostatnich miesiącach znaczenie słowa „nadzór” zaczyna się jednak rozszerzać.
Piotrowi Rypsonowi wysłaliśmy fragmenty skargi Pauliny Florjanowicz z prośbą o odniesienie się do nich. Do momentu publikacji artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Urzędnik nie chciał też z nami porozmawiać.
Resort kultury przesłał natomiast stanowisko w sprawie zadanych przez nas pytań, które publikujemy poniżej. Niektóre z cytatów zamieściliśmy wcześniej w treści.





