
– Chcemy oczywiście więcej, planujemy więcej, ale nie mamy też czego się wstydzić – tak rzecznik Nowej Lewicy Łukasz Michnik komentuje w rozmowie Zero.pl proponowany przez rząd wzrost płacy minimalnej na 2027 r. – To jest absolutne minimum – stwierdza z kolei Maciej Konieczny z Razem. Paulina Matysiak, lewicowa niezrzeszona posłanka, ocenia w rozmowie z nami, że taką podwyżkę „trudno przedstawiać jako sukces”.
- Rząd pokazał projekt rozporządzenia dotyczący wzrostu minimalnej płacy i minimalnej stawki godzinowej w 2027 r.
- Najniższa krajowa od 1 stycznia następnego roku ma wynosić 4950 zł, a minimalna stawka godzinowa 32,30 zł. Stanowi to wzrost o 3 proc. w ujęciu rok do roku.
- O komentarze poprosiliśmy przedstawicieli lewicy, która zabiega o wzrost płacy minimalnej – tej z rządu, jak i zasiadającej w ławach opozycji.
– To będzie wzrost o 3 proc. To jest wzrost, który był dla nas minimum do osiągnięcia. Przypomnijmy, że Ministerstwo Finansów chciało, by płaca minimalna wzrosła jedynie o 2,5 proc. – komentuje dla Zero.pl rzecznik Nowej Lewicy Łukasz Michnik.
– Za naszych rządów płaca minimalna wzrosła już o ponad 700 zł. W roku 2024 r. wynosiła 4242 zł. Więc w ogólnym rozrachunku czujemy, że idziemy w dobrą stronę, choć zawsze chciałoby się szybciej i lepiej i na tym się nie zatrzymujemy – zaznacza.
Czytaj więcej: Płaca minimalna w górę. Jedni się cieszą, drudzy liczą koszty
Ocenił, że Polska „nie ma już czego się wstydzić, szczególnie na tle całej Unii Europejskiej”. – Polska jest państwem Unii Europejskiej o jednym z najwyższych poziomów płacy minimalnej po uwzględnieniu różnic w kosztach życia – dodaje.
– Chcemy oczywiście więcej, planujemy więcej, ale nie mamy też czego się wstydzić – dopowiada Łukasz Michnik z Nowej Lewicy.
Konieczny: to jest absolutne minimum
– To jest absolutne minimum – ocenia dla Zero.pl Maciej Konieczny z Razem.
– My popieramy stanowisko związków zawodowych w tej kwestii. To znaczy wzrost płacy minimalnej do wysokości 5200 zł. To jest płaca minimalna, która o ile będzie zgodna z przewidywaniem rządu – nie mamy żadnej gwarancji, że tak będzie – to ledwie pokryje inflację – dodaje.
– Myślę, że przydałaby się większa podwyżka – mówi.
Jak jednak zauważa, „szczęśliwie płaca minimalna nie jest tak głodowa w Polsce jak była i ten wzrost jest istotny w ciągu ostatniej dekady z hakiem”. – Miał miejsce i przedsiębiorcy przeżyli – dopowiada.
Z Oceny Skutków Regulacji dołączonej do rozporządzenia wynika, że koszt w 2027 r. dla małych i średnich firm jest szacowany na 2 mld 912,2 mln zł, a dla dużych przedsiębiorstw na 321,2 mln zł.
– Płaca minimalna w Polsce wzrosła radykalnie i przedsiębiorcy mają się nieźle. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że wielu z nich ma się dużo lepiej, ponieważ ludzie mają pieniądze, żeby kupować ich towary i usługi – odpowiada na ten argument Maciej Konieczny z Razem.
Matysiak: trudno to przedstawiać jako sukces
Paulina Matysiak, lewicowa niezrzeszona posłanka, ocenia w rozmowie z nami, że „144 zł brutto podwyżki płacy minimalnej trudno przedstawiać jako „sukces polityki pracowniczej”.
– Zwłaszcza że związki zawodowe wspólnie wskazują, że płaca minimalna powinna wzrosnąć do 5200 zł, a rząd nawet nie dobije symbolicznie do pełnej kwoty 5000 zł, do której naprawdę niewiele brakuje – dodaje.
Wielki Brat przy bankomatach. Nowy postulat budzi emocje, MF uspokaja
– Lewica w rządzie ma przecież różne narzędzia, żeby walczyć o swoje postulaty. Tymczasem mam niekiedy wrażenie, że mentalnie sama wyemigrowała do opozycji: dużo komentuje, znacznie mniej wymusza – kontynuuje.
– Ile też można chwalić się drobnymi osiągnięciami, często przypiłowanymi przez neoliberalnych koalicjantów? Na końcu i tak wyborcy ocenią, ile zostało z deklaracji o silnej reprezentacji interesu pracowników i czy ta wiarygodność wytrzyma próbę rządzenia – konkluduje posłanka z Kutna.
Związki zawodowe chciały 5200 zł, ale rząd był nieugięty
Kwoty na 2027 r. przedstawione w rozporządzeniu są tożsame z tymi, które gabinet Donalda Tuska przyjął w czerwcu, a następnie zaprezentował Radzie Dialogu Społecznego. Na tym trójstronnym forum, skupiającym przedstawicieli rządu, pracodawców i pracowników, nie osiągnięto jednak porozumienia.
Pomiędzy stronami były istotne rozbieżności. Związki zawodowe, wskazując na rosnące koszty życia, domagały się podwyżki najniższej krajowej do 5200 zł brutto. Z kolei pracodawcy podnosili, że firmy w Polsce już i tak są mocno obciążone kosztami pracy, które też nie stoją w miejscu. Organizacje pracodawców opowiadały się więc za tym, by wzrost płacy minimalnej był jak najmniejszy i bazował na ustawowym algorytmie, opartym na wskaźnikach makroekonomicznych (takich jak inflacja).
Wobec braku konsensusu w RDS, rząd – zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa – samodzielnie określił w rozporządzeniu stawki płacy minimalnej i minimalnej stawki godzinowej. Nie mogły być one niższe niż wstępna propozycja strony rządowej – ale też nic nie stało na przeszkodzie, by rząd zdecydował się na większe podwyżki. Tak się jednak nie stało.

