
Premier Donald Tusk poinformował, że zgodnie z rekomendacją ministra finansów Andrzeja Domańskiego podpisał wnioski o nominacje czterech osób do zarządu NBP. Tym samym znika ryzyko, że od 5 listopada zarząd NBP będzie funkcjonował w niepełnym składzie. – Groził nam klincz, brak zarządu i brak możliwości prowadzenia prac przez NBP i dlatego zdecydowałem się na ten krok – powiedział premier.
- Kryzys wokół obsady wakatów w zarządzie NBP został zażegnany.
- Premier Donald Tusk poinformował, że podpisał wnioski o nominacje do zarządu banku centralnego, które otrzymał z kancelarii Prezydenta RP.
- W efekcie znika ryzyko, że od 5 listopada zarząd NBP będzie działał w niepełnym – z punktu widzenia ustawy – składzie.
Jest przełom w sprawie obsady wakatów w zarządzie NBP. Premier Donald Tusk poinformował, że złożył kontrasygnatę na wnioskach o nominowanie czterech nowych członków zarządu banku centralnego, które otrzymał z Kancelarii Prezydenta Karola Nawrockiego.
Zwrot ws. NBP. Donald Tusk poinformował o kontrasygnacie
Szef rządu przekazał tę wiadomość w części otwartej wtorkowego posiedzenia Rady Ministrów.
– Zgodnie z rekomendacją pana ministra Domańskiego złożyłem podpis, kontrasygnatę, pod propozycjami nowych członków zarządu Narodowego Banku Polskiego – powiedział premier.
Czytaj także: Domański spróbuje przerwać impas w NBP. „Będę rozmawiał z premierem”
Jak dodał, dokumenty zostały już odesłane do prezydenta.
Prezydent RP Karol Nawrocki przekazał w październiku do kontrasygnaty premiera wnioski o powołanie do zarządu NBP trzech obecnych członków Rady Polityki Pieniężnej: Ludwika Koteckiego, Przemysława Litwiniuka, Marcina Zarzeckiego oraz byłej wiceprezes NBP w latach 2020-26 Marty Kightley. Dotychczas czekały one na podpis szefa rządu.
NBP groził pat prawny
Bez tego podpisu bank centralny znalazłby się w bezprecedensowej sytuacji: po tym, jak 4 listopada o północy wygaśnie kadencja II wiceprezesa NBP, Adama Lipińskiego, zarząd funkcjonowałby w niepełnym – z punktu widzenia ustawy o NBP – składzie. Utrudniałoby to prowadzenie polityki pieniężnej.
Ustawa o NBP głosi bowiem, że zarząd polskiego banku centralnego składa się z prezesa i od sześciu do ośmiu członków, w tym dwóch wiceprezesów. Po zakończeniu kadencji Lipińskiego w zarządzie byłoby pięć osób (łącznie z prezesem Adamem Glapińskim) i żadnego wiceprezesa.
Tymczasem to właśnie zarząd NBP realizuje uchwały Rady Polityki Pieniężnej, a decyzje o poziomie stóp procentowych podejmowane są właśnie w formie uchwał. Brak wymaganej ustawowo minimalnej liczby członków zarządu NBP rodził więc ryzyko prawne, że ewentualne uchwały RPP o zmianie poziomu stóp nie będą wprowadzane w życie.
Członek RPP Ireneusz Dąbrowski, a także doradca prezesa Adama Glapińskiego, Grażyna Ancyparowicz, w rozmowie z Zero.pl przekonywali, że takiego ryzyka nie ma. Prof. Dąbrowski podkreślał w swojej wypowiedzi, że uchwały Rady są skierowane bezpośrednio do banków komercyjnych; z kolei prof. Ancyparowicz podnosiła, że Zarząd wykonuje decyzje Rady i „jest to normalna procedura, niezależna od tego, czy organ ten pracuje w pełnym, czy niepełnym składzie”.
Znika niepewność prawna dotycząca NBP
Niepewność jednak pozostawała, a niepewności bardzo nie lubią rynki finansowe – tym bardziej, że to zarząd NBP dokonuje też interwencji na rynku walutowym, np. w sytuacji, kiedy złoty zagrożony jest nadmiernym osłabieniem. Wreszcie, to zarząd NBP prowadzi operacje otwartego rynku, które są istotą polityki pieniężnej. Decyzja premiera Donalda Tuska sprawia, że znika ryzyko osłabienia złotego i wzrostu rentowności obligacji na skutek utraty wiary inwestorów w stabilność banku centralnego i jego zdolność do działania.
– Ktoś w naszym kraju musi myśleć o tym, jak stabilizować sytuację, jak stabilizować polską złotówkę – tak skomentował to sam premier.
Jak dodał, odnosząc się do postępowania ws. postawienia prezesa NBP przed Trybunałem Stanu, „niezależnie od tego, jak wyglądają sprawy prezesa Adama Glapińskiego (...) to sam Narodowy Bank Polski musi być chroniony przede wszystkim przed jakimiś niepotrzebnymi wstrząsami”.
Czytaj także: Potężny sygnał o niedojrzałości Polski. Spór o TK może mieć wysoką rynkową cenę
– Groził nam klincz, brak zarządu i brak możliwości prowadzenia prac przez NBP i dlatego zdecydowałem się na ten krok i na ten gest, i zaakceptowałem proponowane zmiany – stwierdził Donald Tusk.
Może zainteresuje Cię także:

