Reklama
Reklama
Reklama

400 tysięcy za milczenie. Kulczyk, Nisztor i „taśmy Giertycha”

TYLKO NA

Roman Giertych był przed laty bohaterem jednego z najgłośniejszych skandali w historii polskich mediów. Przypominamy kulisy spotkania mecenasa z Piotrem Nisztorem. W tle duże pieniądze, nazwiska najbogatszych Polaków i cyniczna propozycja blokowania niewygodnych publikacji, którą znany adwokat tłumaczył jako... „legendę operacyjną” stworzoną na potrzeby rozmowy z „bandytą”.

Roman Giertych, Piotr Nisztor, Jan Kulczyk
Roman Giertych, Piotr Nisztor, Jan Kulczyk. (fot. Tomasz Gzell, MARIUSZ GRZELAK/REPORTER, STEFAN MASZEWSKI/REPORTER / PAP, East News)
  • W sierpniu 2011 r. w swojej kancelarii Roman Giertych zaproponował dziennikarzowi Piotrowi Nisztorowi 400 tys. zł (oraz procent od zysków) za odsprzedanie praw do książki o Janie Kulczyku, aby ta nigdy nie trafiła do druku.
  • Adwokat miał roztaczać plany rozszerzenia tego procederu na innych miliarderów. Sugerował pisanie kolejnych tekstów, m.in. o Zygmuncie Solorzu, Leszku Czarneckim czy Michale Sołowowie, w celu wymuszania lukratywnych ugód, radząc przy tym zadawanie pytań np. o przewożenie biżuterii w odbycie.
  • Po ujawnieniu nagrań przez tygodnik „Wprost” w 2014 r. Giertych przekonywał, że jego słowa były jedynie „blefem” i sondowaniem dziennikarza. Warszawska prokuratura ostatecznie umorzyła śledztwo w sprawie podżegania do szantażu, opierając się na zeznaniach Jana Kulczyka.
  • – Giertych powinien wylecieć z adwokatury – skomentował po latach Piotr Nisztor.

Roman Giertych po porażce wyborczej w 2007 r. został zmuszony do zrobienia sobie przerwy od działalności politycznej. Skupił się na praktyce adwokackiej i działalności biznesowej. W głośnych sprawach reprezentował m.in. Ryszarda Krauzego, Radosława Sikorskiego, Annę Przybylską, Donalda Tuska i jego rodzinę.

W 2014 r. Roman Giertych stał się bohaterem publikacji „Wprost” pt. „Taśma Giertycha”. Tygodnik ujawnił zapis spotkania adwokata z dziennikarzami Piotrem Nisztorem i Janem Pińskim – znajomym Giertycha. Po publikacji treści rozmowy prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie ewentualnego podżegania do szantażu

Wpływowe małżeństwo polityków KO pomagało Dawidowi Kacprzykowi

Reklama
Reklama

Nagrana rozmowa w kancelarii

Latem 2011 r. Piotr Nisztor, ówczesny dziennikarz „Rzeczpospolitej”, pracował nad książką o miliarderze Janie Kulczyku. Jak poinformował później tygodnik „Wprost”, skontaktował się z nim wówczas Jan Piński, proponując odkupienie praw autorskich do publikacji za 300 tys. zł. Gdy Nisztor odmówił, Piński zaaranżował spotkanie z adwokatem Romanem Giertychem.

Do rozmowy doszło 18 sierpnia 2011 r. wieczorem w kancelarii Giertycha. Nisztor zdecydował się nagrać spotkanie, spodziewając się kolejnych nietypowych propozycji ze strony rozmówców. I – jak twierdzi – jego przewidywania się sprawdziły.

Wątki homofobiczne

Na nagraniach ukazano homofobiczne poglądy Romana Giertycha. Adwokat opisał pomysł stworzenia listy „stu pedałów” oraz rankingu „stu najbardziej wpływowych homoseksualistów”. Poza homoseksualistami znaleźć się w nim mieli także niewygodni politycy.

Giertych żalił się, że nie wiedział wcześniej o homoseksualizmie jednego z polityków, który zginął w Smoleńsku – nie mógł go skompromitować.

Propozycja adwokata

Z opisu tygodnika wynika, że w trakcie spotkania Giertych miał przedstawiać koncepcję sfinansowania zakupu praw do książki przez podstawioną spółkę, tak by ostatecznie nie trafiła ona do druku. Adwokat miał sugerować, że za rezygnację z publikacji można uzyskać od Kulczyka znacznie więcej niż z ewentualnej sprzedaży książki. Swoje zaangażowanie w całą sprawę otwarcie tłumaczył chęcią zarobku.

Reklama
Reklama

– Wyjdzie książka, oni cię pozwą za chwilę. I tyle, tak? (...) Ty nie wyrwiesz kasy, ja nie zarobię kasy. Faktem jest, że jak sprzedamy mu [Kulczykowi – red.] tę książkę, to książka nie wyjdzie. To jest prawda. Ale ty musisz, słuchaj, za tyle kasy to ty napiszesz następną książkę. No, o kimś innym – tłumaczył Giertych podczas spotkania.

Padła też propozycja konkretnej kwoty – 400 tys. zł, plus dodatkowy procent od sumy, jaką udałoby się ostatecznie wynegocjować z miliarderem.

Spółka kupuje anonimowo. Oczywiście przez mojego człowieka, mojego nazwiska nie będzie. Kupuje, płaci podatki, wszystko. Za robotę masz zapłacone pięć razy tyle, co dostaniesz w najlepszym wariancie megabestsellerów

Roman Giertych

Giertych miał ponadto mówić o możliwości stałej współpracy przy podobnych projektach dotyczących innych zamożnych Polaków, wymieniając nazwiska Zygmunta Solorza, Michała Sołowowa i Leszka Czarneckiego.

Mecenas rodziny i polityczny cyngiel. „Tusk jest uzależniony od Giertycha”

– Słuchaj, powiem ci poważnie: gdyby nam się razem udało zdobyć te pieniądze, to ja bym wszedł z następną, naprawdę. Jeżeli dziennikarsko, wiesz, masz hobby pisać źle o ludziach, to robisz, tak? A jeżeli korzystasz ze sławy, że robisz książki, które wydajesz albo nie wydajesz. (...) Bo możemy taki »way of life« zrobić. Ty będziesz pisał, a ja będę, słuchaj, sprzedawał to. Dawał ci support prawny. (...) Bierzemy sobie następnego. (...) Czy nie możemy napisać książki o Sołowowie? (...) O Czarneckim można napisać trzecią książkę. (...) No to słuchaj. Ja mam kogoś, kto do nich pójdzie. Rzucisz im pytania? Czy już rzuciłeś? (...) Zadasz mu pytanie, czy w 1982 r. przewoził biżuterię w odbycie. Delikatnie. Dziewięć takich pytań – tak Roman Giertych tłumaczył pomysł na biznes.

Wersja Giertycha i śledztwo

Nisztor nie przyjął propozycji, a treść rozmowy opisał trzy lata później na łamach „Wprost”. Giertych, komentując sprawę po publikacji, przekonywał, że całość była jedynie blefem – twierdził, że działał w imieniu anonimowego klienta i chciał jedynie „wysondować” cenę, za jaką dziennikarz byłby skłonny sprzedać prawa do książki.

Reklama
Reklama

– Po pierwsze, w nagraniach nie można usłyszeć tego, co mówił pan Nisztor. Po drugie, przypisuje mi się jego słowa. Nie można mi niczego zarzucić, zwyczajnie wykonywałem swoją pracę. To, co mówię w nagraniu, to legenda, przygotowana przeze mnie na użytek rozmowy z bandytą, czyli panem Nisztorem. Moja praca jest taka, a nie inna. Cały problem polega na niezrozumieniu sytuacji. Istota zawodu adwokata polega na tym, że spotykamy się z bandytami, złodziejami i z Nisztorem także – tłumaczył adwokat.

Publikacja doprowadziła do wszczęcia przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie śledztwa w sprawie ewentualnego podżegania do szantażu wobec Jana Kulczyka. Postępowanie zostało jednak umorzone po przesłuchaniu miliardera, który zeznał, że nie był szantażowany, nie znał osobiście Nisztora i nie rozmawiał z Giertychem o powstającej książce.

Decyzję prokuratury skrytykował zastępca redaktora naczelnego „Wprost” Marcin Dzierżanowski, podkreślając, że tygodnik nigdy nie pisał o dokonanym szantażu, lecz o nakłanianiu do niego, co – jego zdaniem – również stanowi naruszenie prawa.

Piotr Nisztor skomentował aferę po latach

Autor publikacji w rozmowie z Zero.pl skomentował po latach aferę z „taśmą Giertycha”.

Po ujawnieniu tego nagrania Giertych powinien wylecieć z adwokatury. Nie
mówiąc o działaniach organów ścigania wobec niego. Niestety sprawa
został całkowicie skręcona, koncertowo zamieciona pod dywan. Gdybym nie
nagrania to czy ktokolwiek uwierzyłby mi, że wpływowy adwokat, były
wicepremier chciał stworzyć grupe de facto łupiącą najbogatszych
Polaków? – powiedział Piotr Nisztor.

Reklama
Reklama

Dodał, że Roman Giertych „do dziś nie może mu wybaczyć, że nie zgodził się na wejście w ten brudny układ”. Piotr Nisztor uważa, że Giertych i „jego medialni kasteciarze jak Jan Piński” od lat próbują zniszczyć go i jego bliskich.

Jedną z metod jest prowadzona przeciwko mnie od lat kampania kłamstw i pomówień – powiedział. Jako przykład podał kolportowanie informacji, że jest agentem CBA.

Giertych jako pełnomocnik Sikorskiego i Rostowskiego, którzy zostali nagrani przez kelnerów, domagał się ukarania mnie za ujawnienie afery taśmowej. Jako jedynego spośród wszystkich autorów tekstów o aferze taśmowej we „Wprost”. Niedawno sąd prawomocnie umorzył postępowanie, argumentując, że ujawnienie afery taśmowej leżało w pełni w interesie społecznym – podsumował Nisztor.

Sprawa taśmy Giertycha pozostaje jednym z najgłośniejszych wątków dziennikarstwa śledczego ostatnich lat w Polsce.

Reklama
Reklama