Lata temu Donald Tusk – jak mówią nam jego współpracownicy – naśmiewał się z Romana Giertycha. Dziś blisko z nim współpracuje nie tylko na politycznym, lecz także na prywatnym polu. – Tusk jest w pewnym sensie uzależniony od Giertycha. Mecenas ma szeroką wiedzę o jego rodzinie i majątku. Premier musi sobie zdawać sprawę, że to nie jest człowiek kierujący się etyką i zasadami, dlatego niezwykle ryzykuje – mówi były bliski współpracownik szefa KO.

- Kiedyś Donald Tusk i jego otoczenie szydzili z lidera antyunijnej Ligi Polskich Rodzin. Dziś Roman Giertych to zaufany adwokat rodziny Tusków.
- Za sprawą dostępu do intymnej sfery majątkowej i prywatnej Tusków, Roman Giertych zbudował pozycję, o której inni w partii mogą tylko pomarzyć.
- Nasi rozmówcy opisują tę relację jako uzależnienie Tuska od Giertycha. Ale zarazem nie mają złudzeń: to sojusz oparty na chłodnej kalkulacji. Kiedy lider KO uzna, że mecenas bardziej szkodzi niż pomaga, nie będzie miał sentymentów.
Ćwierć wieku temu wprowadzili swoje partie do Sejmu. I chociaż zarówno Donald Tusk z Platformą, jak i Roman Giertych z Ligą Polskich Rodzin zasilili szeregi opozycji wobec rządu Leszka Millera, to zupełnie inaczej postrzegali polityczną rzeczywistość.
– Tusk naśmiewał się z Giertycha. Jego powierzchowność, sposób mówienia, ale też fakt, że był symbolem antyunijnej prawicy, sprawiały, że często był przedmiotem naszych żartów, także samego Donalda – mówi nam jeden z ówczesnych liderów PO.
Relacje obu polityków zaczęły się zmieniać dopiero kilka lat później. Od jednego ze współpracowników Giertycha słyszymy z kolei, że w momencie, kiedy PiS zaczął rozbijać Ligę, to Roman Giertych nawiązał bliższe polityczne, ale też te mniej formalne kontakty z Donaldem Tuskiem.
Potwierdza to także Bartosz Arłukowicz. – Zarówno premier Tusk jak i wicepremier Giertych w latach 2005–2007 przeszli wspólnie trudny bój z Kaczyńskim. To wtedy już połączyły ich pierwsze wspólne nitki – mówi nam eurodeputowany KO.
Wkrótce z tych nitek powstała cała sieć zależności.
Wpływowe małżeństwo polityków KO pomagało Dawidowi Kacprzykowi
Mecenas rodziny Tusków
W tym kontekście warto wspomnieć o Radosławie Sikorskim. To on miał zarekomendować premierowi prawnicze usługi Giertycha. Stało się to wówczas, gdy wybuchła afera Amber Gold i jednym z jej drugoplanowych bohaterów stał się Michał Tusk.
– W pewnym momencie było wokół niego naprawdę gorąco i fakt, że Giertych pomógł opanować tę trudną sytuację, zbliżył go już na zawsze do premiera – mówi nasz rozmówca. – To była relacja oparta na kompetencjach prawniczych. Tak znanych adwokatów jest w Polsce zaledwie kilku, to naprawdę krótka lista – słyszymy.
Wydłużała się za to lista członków rodziny premiera reprezentowanych przez kontrowersyjnego mecenasa. Giertych reprezentował Katarzynę Tusk, kiedy pozywała kolejne tabloidy w procesach o ochronę dóbr osobistych.
– Wszyscy znamy, z mojego punktu widzenia, kontrowersyjną przeszłość polityczną Romana Giertycha i w ocenie naszych politycznych postaw i różnic u mnie się nic nie zmieniło, tak że proszę się nie lękać. Natomiast moja rodzina zdecydowała się na to i ja akceptuję absolutnie tę decyzję, i rozumiem tę decyzję na wybór kancelarii, która prowadziła sprawy o zniesławienie i narażenie wizerunku osób i prowadziła je z sukcesem – mówił szef rządu na jednej z konferencji prasowych w 2012 r.
Do tej pory Donald był bardzo czujny
Po zmianie władzy adwokata można było zobaczyć na antyrządowych protestach. Jego udział w nich był elementem towarzyskiej i biznesowej zmiany frontu. Nagranie, na którym Roman Giertych podskakuje, wykrzykując słowa „kto nie skacze, ten jest z PiS-em, hop, hop, hop!", stało się internetowym hitem i doczekało się setek przeróbek. Z jednej strony krótka scenka ośmieszała byłego lidera LPR, z drugiej – cała Polska dowiedziała się wówczas, że jest już po drugiej stronie barykady.
Lista klientów powiększyła się m.in. o byłego ministra finansów Jacka Rostowskiego, Sławomira Nowaka czy Jana Krzysztofa Bieleckiego. Giertych zacieśniał też więzy z politykami opozycji, korzystając z prawniczego zaplecza podczas bardziej przelotnych kontaktów.
Czytaj także: Trump: Stany Zjednoczone zaangażowane w rozmowy o pokoju w Ukrainie
– Kiedyś zaproponował mi pomoc prawną, powiedziałem, że mnie na niego nie stać i wtedy zapewnił, że zrobi to gratis – mówi nam Jan Filip Libicki z PSL.
Bartosz Arłukowicz twierdzi, że podobne sytuacje wciąż nie są rzadkością. – Zdarza się, że pomaga posłom. Udziela szybkich porad prawnych, bo to przecież świetny fachowiec – słyszymy od wiceprzewodniczącego KO.
Czym innym jest jednak szybka porada, a czym innym nieoficjalna rola prawnika rodziny Tusków. A w dodatku w 2017 r. Roman Giertych został pełnomocnikiem szefa Rady Europejskiej w prokuratorskim śledztwie dotyczącym rzekomej współpracy polskich służb z rosyjskim FSB. Reprezentował go także przed komisjami śledczymi ds. Amber Gold i VAT.
– Donald w takich sprawach był zawsze bardzo czujny. Niezwykle uważnie selekcjonował, kto ma dostęp do jego prywatności i tak intymnej sfery jak majątek. Znam zaledwie parę osób, które były w tym najbliższym kręgu. Nie wiem, co się wydarzyło, że znalazł się w nim Giertych. Szalenie mnie to dziwi. Donald, zanim ktoś odegra większą rolę w jego najbliższym otoczeniu, sprawdza ludzi, robi taki swego rodzaju wywiad środowiskowy. Zastanawia mnie, że tę wirówkę przeszedł Giertych ze swoimi podejrzanymi interesami i kontrowersyjnymi metodami, używanymi w polityce – twierdzi nasz rozmówca z PO.
Endek mecenasem liberalnego premiera
Prawnicza relacja ewoluowała w polityczną. Po powrocie Tuska do krajowej polityki Giertych otwarcie wspierał jego partię, a w 2023 r. wystartował z list Koalicji Obywatelskiej i został posłem. Dziś jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy obozu władzy, choć jego obecność w KO budzi ciągłe kontrowersje.
Stanął na czele parlamentarnego zespołu do spraw rozliczeń i recenzował działania pierwszego ministra sprawiedliwości po zmianie władzy, czyli Adama Bodnara. Zdecydowanie lepiej wyglądają jego relacje z Waldemarem Żurkiem, ale cały czas to Giertych jest głosem i nadzieją tych, którzy chcieliby zaostrzenia kursu w sprawie rozliczeń.
Bogusław Sonik, który trzy lata temu zrezygnował z członkostwa w tej partii, relację Tusk–Giertych nazywa uzależnieniem.
– Bo przecież uzależnienie polega na korzystaniu z różnych substancji, a tu mamy substancję intelektualną czy bardziej precyzyjnie: informacyjną. Donald Tusk zawsze miał jakąś forpocztę, ludzi, którzy w jego interesie mówili i robili to, czego jemu nie wypadało robić. Taką rolę pełnił kiedyś Palikot, a teraz pełni ją Giertych. To konsekwencja partii wodzowskiej. Kto przynosi większe dary, oczywiście nie w materialnym sensie, ten ma większe wpływy. Nie bez znaczenia jest też fakt, że mecenas musi mieć ogromną wiedzę o rodzinie Donalda Tuska. Z pewnością nie użyje jej nigdy przeciwko swojemu pryncypałowi, ale sama świadomość tej wiedzy pewnie tylko pogłębia uzależnienie – analizuje sytuację Sonik.
Dzisiaj ich relacja wykracza poza zwykłą politykę. To symbioza, w której prawnicze zaufanie przeplata się z kalkulacją władzy. Giertych zna sekrety, Tusk daje ochronę i platformę do politycznego działania. Na razie ten układ i specyficzny mariaż interesów działają – dawny endek występuje w roli zaufanego mecenasa liberalnego premiera.
Wielu polityków KO zazdrości Romanowi specjalnej relacji z Donaldem
Można odnieść wrażenie, że szef rządu ma słabość do swojego adwokata, bo Giertychowi wolno więcej niż innym. Waldemar Sługocki, wiceminister rozwoju i technologii, został odwołany ze stanowiska za nieobecność podczas głosowania w Sejmie nad depenalizacją aborcji w lipcu 2024 r. Nie pomogły tłumaczenia, że był w podróży służbowej w Stanach Zjednoczonych. Giertych przebywał na sali sejmowej, ale wyciągnął kartę do głosowania. Obaj zostali zawieszeni w prawach członka klubu KO, ale Sługocki dodatkowo stracił też rządową posadę.
Czytaj także: Boli mnie nagonka na hulajnogi elektryczne. Nie każdy kierujący jest idiotą
Tymczasem Giertych nie tylko odzyskał pełnię praw w klubie, ale też został jego wiceprzewodniczącym, potwierdzając swój szczególny status.
– Dokonał takiego wyboru, za to są konsekwencje. Nie dam sobie wmówić, że to postawa Romana Giertycha zdecydowała o przegraniu tego głosowania, bo to jest nieprawda. Chcę wykorzystać jego wiedzę i doświadczenie w sprawach, które nas łączą. W sprawie aborcji mamy inne zdanie – mówił wtedy Donald Tusk.
Premiera nie interesują też powracające wątpliwości dotyczące Polnordu. Widać, podobnie jak prokuratura, uważa, że w tej sprawie nie ma mowy o praniu brudnych pieniędzy i przywłaszczeniu kilkudziesięciu milionów złotych. Szef rządu stwierdził nawet, że nie interesują go działania politycznego kompana w roli adwokata, zajmuje się wyłącznie jego parlamentarną aktywnością.
Może Cię zainteresować: Między podatkowymi obietnicami a okiem Brukseli. Gra o budżet ruszyła
– Różnie moglibyśmy to nazwać: zazdrością, żalem, ale w Koalicji Obywatelskiej jest sporo takich emocji. Wielu posłów jest zwyczajnie zazdrosnych o to, jak blisko Roman Giertych jest z liderem naszego obozu i jak wyjątkowa już od lat jest ta relacja – mówi nam jeden z polityków KO.
Patrząc jednak na polityczną biografię Donalda Tuska można być pewnym jednego – wyjątkowa relacja bierze się z wyjątkowej użyteczności twórcy Ligi Polskich Rodzin. Jeżeli premier uzna, że Giertych szkodzi jego formacji, albo tym bardziej szkodzi osobiście jemu czy też zagraża jego przywództwu, schowa mecenasa głęboko do szafy, a oddany szefowi polityk pozostanie w niej tak długo, jak długo Donald Tusk uzna za stosowne. Działacze KO mniej życzliwi postawnemu adwokatowi twierdzą, że to może się stać już w przyszłorocznej kampanii wyborczej.

