Sytuacja w cieśninie Ormuz znów się zaogniła, a druga fala kryzysu naftowego może być gorsza w skutkach od pierwszej – ostrzegają eksperci. O ile wiosną światowa gospodarka mogła polegać na rezerwach, teraz jedzie na pustym baku. Globalna podaż ropy spada nie tylko przez napięcie na Bliskim Wschodzie, ale także na skutek problemów sektora rafineryjnego Rosji, który obrali za cel Ukraińcy.

- Tankowce nie chcą pływać przez cieśninę Ormuz ze względów bezpieczeństwa – informują firmy zarządzające ryzykiem żeglugowym. Strategiczny szlak znów stanął w ogniu, co oznacza nowe ryzyko dla dostaw ropy na światowe rynki.
- Według ekspertów, kolejna fala kryzysu naftowego może być gorsza od pierwszej, bo wiosną światowa gospodarka miała do dyspozycji rezerwy ropy. Teraz te rezerwy są na wyczerpaniu.
- Globalnie podaż ropy spada także z powodu problemów rosyjskich rafinerii, skutecznie atakowanych przez Ukraińców za pomocą dronów.
- Ceny ropy znów wykazują tendencje do zwyżek. Rosną też ceny na stacjach, ale kierowcy na razie nie mają co liczyć na powrót rządowej tarczy.
Sytuacja w zakresie bezpieczeństwa tankowców przepływających przez cieśninę Ormuz powróciła do „najgorszego scenariusza” – tak uważa szef greckiej firmy Marisks specjalizującej się w zarządzaniu ryzykiem żeglugowym, Dimitris Maniatis, cytowany przez CNBC.
Cieśnina Ormuz znów w ogniu, armatorami „rządzi strach”
– Nikt nie ma ochoty tamtędy pływać – powiedział Maniatis, odnosząc się do ostatnich wydarzeń w obrębie kluczowego szlaku dla transportu ropy. Według danych Międzynarodowej Organizacji Morskiej (IMO), agencji ONZ, od 6 lipca co najmniej dziewięć statków padło ofiarą ataków, ponieważ Iran próbuje zmusić jednostki, aby poruszały się po jego wodach terytorialnych, a nie szlakiem wzdłuż wybrzeża Omanu, który jest chroniony przez armię amerykańską.
IMO podała, że w ostatni wtorek w ataku na tankowiec u wybrzeży Omanu zginął jeden marynarz, a trzech zostało rannych. Tego samego dnia w ataku na inny tankowiec obrażenia odniosło jedenastu marynarzy.
Niemcy ostrzą sobie zęby na Solino. Czy stracimy strategiczne rezerwy ropy?
Jakob Larsen, dyrektor ds. bezpieczeństwa w BIMCO, jednym z największych stowarzyszeń żeglugowych na świecie, przekazał z kolei, że Irańczycy zaatakowali tankowce przy użyciu pocisków przeciwokrętowych. – Wszystkie te informacje mocno odbijają się na członkach załóg. Można im obiecać, co tylko się chce, a i tak nie będą mieli ochoty tamtędy pływać – podsumowuje Dimitris Maniatis z Marisks. – To już nie jest kwestia pieniędzy ani żadnego wyższego powołania. Chodzi wyłącznie o strach, bo to on zarządza teraz procesem decyzyjnym.
Obecnie, według armatorów, tradycyjny szlak biegnący środkiem cieśniny Ormuz, obierany wcześniej przez tankowce, stał się zbyt niebezpieczny ze względu na zagrożenie minami.
Wprawdzie prezydent USA Donald Trump stwierdził w mediach, że cieśnina Ormuz jest otwarta dla ruchu komercyjnego, a Amerykanie blokują ją tylko dla Irańczyków, ale eskalacja napięcia na linii Waszyngton-Teheran skutecznie paraliżuje ruch tankowców w newralgicznym rejonie. Według firmy wywiadowczej Kpler ruch w cieśninie spadł do najniższego poziomu od trzech tygodni. W czwartek 16 lipca liczba statków tranzytowych spadła do ośmiu z 15 dzień wcześniej.
Przed atakiem USA i Izraela na Iran cieśninę Ormuz pokonywało dziennie ponad 100 statków. Eksportowano tamtędy ok. 20 mln baryłek ropy naftowej i produktów ropopochodnych dziennie.
Nowa fala kryzysu i pusty bak światowej gospodarki
Sytuacja, w której żegluga przez cieśninę Ormuz znów jest mocno utrudniona, grozi wywołaniem kolejnego kryzysu paliwowego, chociaż w zasadzie świat nie otrząsnął się jeszcze ze skutków pierwszego, wiosennego kryzysu spowodowanego wojną na Bliskim Wschodzie. Obecny może być jednak bardziej bolesny, a powodem jest sytuacja wyjściowa, jeśli chodzi o zapasy ropy.
Dziennik „Financial Times” zauważa, że podczas czteromiesięcznej blokady cieśniny zachodnie i azjatyckie gospodarki zaangażowały niemal wszystkie zasoby, aby uchronić się przed skutkami deficytu dostaw ropy naftowej.
Międzynarodowa Agencja Energetyczna poinformowała w piątek 10 lipca, że jej państwa członkowskie uwolniły już prawie trzy czwarte zapasów awaryjnych w wysokości 400 mln baryłek, które postanowiono stopniowo przekierowywać na rynki w marcu. Oznacza to, że do wyczerpania zapasów pozostało zaledwie kilka tygodni. Chińczycy z kolei ograniczyli import ropy, a tamtejsze państwowe spółki zostały wezwane do korzystania z rezerw. W tej sytuacji – i wobec coraz bardziej realnej groźby kontynuacji obecnej napiętej sytuacji w cieśninie Ormuz – nie wiadomo, skąd miałaby pochodzić ropa na pokrycie światowych niedoborów.
„Wykorzystaliśmy wszystkie dostępne bufory. Wszystkie. Nie ma już nic” – mówi anonimowy trader, cytowany przez „Financial Times”.
Dodatkowo na globalny rynek paliw negatywnie wpływają zakłócenia podaży ze strony Rosji (mimo zachodnich sankcji, z jej ropy wciąż korzysta sporo państw) – to efekt zmasowanych i celnych ukraińskich ataków dronowych na rafineryjne aktywa Kremla.
W ubiegłym tygodniu we wtorek cena ropy Brent wzrosła we wtorek powyżej 87 dol. za baryłkę, osiągając najwyższy poziom od ponad miesiąca. W środę cena surowca spadła do poziomu ok. 85 dol. za baryłkę, ale w piątek wieczorem przekroczyła 88 dol.
Złe wieści dla kierowców – ceny rosną, tarcza już nie chroni
Wszystko to oznacza złe wieści dla kierowców. Jak pisaliśmy w Zero.pl, analitycy firmy Reflex prognozują, że benzyna 95 może niebawem podrożeć do 7,30 zł za litr, a diesel do 7,90 zł za litr (mowa o średnich cenach w skali kraju). To efekt eskalacji napięć na Bliskim Wschodzie, ale też wycofania rządowego pakietu CPN (Ceny Paliwa Niżej).
Zatankuj, zanim zdrożeje. Ceny paliw pójdą w górę
Premier Donald Tusk, pytany w ostatni piątek przez dziennikarzy w Sejmie o możliwość powrotu tarczy paliwowej, dał do zrozumienia, że budżet państwa nie jest z gumy. – Z budżetu państwa nie możemy bez końca łożyć na to pieniędzy. I tak długo wytrzymaliśmy, utrzymując najniższe ceny paliw w Europie, ale ta wytrzymałość budżetu też ma swoje granice – stwierdził szef rządu.
Także Ministerstwo Energii w odpowiedzi na pytania Zero.pl potwierdziło, że na razie nie trwają prace nad przywróceniem mechanizmu CPN. – Od początku deklarowaliśmy, że osłony mają charakter chwilowy. Zostały wprowadzone na czas największego w historii globalnego kryzysu cen paliw – usłyszeliśmy w resorcie.
Zarazem z ME płynie przekaz, że sytuacja jest na bieżąco monitorowana. To samo mówi minister finansów Andrzej Domański, dodając, że decyzja o powrocie do pakietu CPN zależeć będzie od rozwoju wypadków na Bliskim Wschodzie, cen ropy i sytuacji budżetowej Polski.