Reklama
Reklama
Reklama

Pożar niedaleko Morskiego Oka. Strażacy desantowali się ze śmigłowca TOPR

Około 1,5 kilometra od Morskiego Oka wybuchł pożar, zapalił się las. Część strażaków udała się na miejsce samochodami, pozostali desantowali się ze śmigłowca. – Na takich wysokościach w polskiej części Tatr wcześniej nie dochodziło do tego typu pożarów – mówią. We wtorkowe popołudnie ogień został ugaszony.

Śmigłowiec w Tatrach
Śmigłowiec w Tatrach. (fot. Shutterstock / Shutterstock)
  • W rejonie Włosienicy przed Morskim Okiem we wtorek wybuchł pożar w trudno dostępnym terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego.
  • Strażacy na miejsce dotarli na pokładzie śmigłowca TOPR.
  • Przyczyną pożaru mogło być uderzenie pioruna.

– Ratownicy TOPR najpierw dostrzegli zadymienie i powiadomili zakopiańską straż pożarną. Na miejsce śmigłowcem ratowniczym TOPR poleciało dwóch strażaków, a drogą prowadzącą do Morskiego Oka dojechały w ten rejon dwa samochody ratowniczo-gaśnicze – relacjonował PAP brygadier Krzysztof Leja, rzecznik zakopiańskiej straży pożarnej.

Jak wyjaśnił, do samego zarzewia ognia nie można było dotrzeć drogą lądową, dlatego strażacy zostali opuszczeni ze śmigłowca w rejonie zadymienia.

Przy użyciu piły elektrycznej przecięli oni palące się drzewo, a następnie ręcznymi narzędziami obkopali teren pogorzeliska i dokładnie przelali go wodą.

Reklama
Reklama

Jednoczesny atak Chin i Rosji. Media o koszmarnym scenariuszu dla NATO

– Metr po metrze zalewaliśmy pogorzelisko wodą, którą dostarczał dron TOPR z podwieszonym 30-litrowym zbiornikiem – powiedział PAP brygadier Krzysztof Leja, rzecznik zakopiańskiej straży pożarnej.

Wodę do gaszenia dostarczyły dwa wozy ratowniczo-gaśnicze, które drogą prowadzącą do Morskiego Oka dotarły w rejon Polany Włosienicy. Tam napełniano zbiornik podwieszony pod dronem, który następnie transportował wodę na pogorzelisko.

Groźny pożar w sanockim skansenie. Spłonął cenny zabytkowy kościół

Strażacy podejrzewają, że przyczyną pożaru mogło być uderzenie pioruna.

Zapalił się niewielki obszar. Pali się ściółka leśna i wnętrze jednego drzewa. Przyczyna pożaru nie jest znana, ale jest to miejsce odległe od szlaku i trudno dostępne. W ostatniej dobie występowały tam wyładowania atmosferyczne, dlatego niewykluczone, że pożar mógł powstać w wyniku uderzenia pioruna – powiedział Leja.

„Wcześniej nie dochodziło do tego typu pożarów”

Strażak podkreślił, że zadymienie w rejonie Włosienicy tuż przy granicy ze Słowacją, zostało zauważone bardzo szybko przez ratowników TOPR, dzięki czemu pożar nie zdążył się rozprzestrzenić.

– Na takich wysokościach w polskiej części Tatr wcześniej nie dochodziło do tego typu pożarów. Mamy tutaj wilgotne tereny leśne, ale gdyby ogień nie został szybko zauważony, mógłby się rozprzestrzenić. Szybka reakcja TOPR pozwoliła na sprawne podjęcie działań – zaznaczył rzecznik.

Reklama
Reklama

Potoki na ulicach i powalone drzewa. Krajobraz po ulewie w Głuchołazach

W słowackiej części Tatr pożary ściółki leśnej zdarzały się już wielokrotnie. Południowe stoki Tatr są bardziej nasłonecznione i narażone na przesuszanie. Do ostatniego pożaru doszło przed kilkoma dniami w rejonie Popradzkiego Stawu, gdzie ogień objął około 1,2 hektara lasu. W akcji gaśniczej wykorzystywano wówczas m.in. śmigłowiec Black Hawk.

Źródła: Zero.pl, PAP
Reklama
Reklama