Przyjęcie projektu ustawy medialnej przez rząd może się znacznie opóźnić – wynika z nieoficjalnych ustaleń Zero.pl. Zadeklarowane przez minister kultury Martę Cienkowską terminy nie zostały dotrzymane. Ponadto, wbrew twierdzeniom szefowej resortu, nadal nie ma zgody w koalicji rządzącej co do ostatecznego kształtu projektu. – Zastanawiamy się, czy w ogóle uda się go przyjąć – słyszymy.

- Minister kultury i dziedzictwa narodowego Marta Cienkowska zapowiadała, że jeszcze w maju 2026 r. projekt ustawy medialnej trafi na Komitet Stały Rady Ministrów. Tak się nie stało. Projekt nie zostanie rozpatrzony także w czerwcu.
- Według informacji Zero.pl reforma mediów publicznych wciąż jest kością niezgody w koalicji. W rządzie pojawia się obawa, czy projekt w ogóle uda się przegłosować do końca obecnej kadencji parlamentu.
- Wbrew twierdzeniom minister Cienkowskiej, postulat likwidacji abonamentu radiowo-telewizyjnego nadal nie uzyskał akceptacji Ministerstwa Finansów. Resort Andrzeja Domańskiego postawił zaporowe warunki. Ich przyjęcie – jak słyszymy – opóźniłoby wejście w życie ustawy o lata.
- – Ta ustawa to jeden wielki worek z problemami – słyszymy w Sejmie.
- Zagrożony jest również plan B koalicji rządzącej. Wkrótce może ona stracić większość w Radzie Mediów Narodowych.
– Na początku maja wysyłamy ustawę już z gotowym tekstem, gotowym uzasadnieniem, z gotową oceną skutków regulacji na Komitet Stały Rady Ministrów – zapewniała jeszcze w kwietniu 2026 r. minister Marta Cienkowska na antenie Radia Katowice.
Tak się nie wydarzyło. Jak słyszymy, procedowanie projektu ustawy medialnej idzie „jak krew z nosa”. – Wewnętrzny plan był taki, aby do 30 czerwca projekt został przyjęty przez rząd. Wiemy już, że nie ma na to najmniejszych szans. Półrocze kończy się we wtorek, a projektu nie ma nawet w porządku obrad Komitetu Stałego Rady Ministrów, nie mówiąc już o posiedzeniu rządu – mówi jeden z naszych informatorów.
Powód? Brak zgody w koalicji. – Podziały są tak duże, że zastanawiamy się, czy w ogóle uda się przyjąć ten projekt – mówi nam osoba znająca kulisy sprawy.
Jeszcze w lutym Marta Cienkowska zapewniała w rozmowie z Zero.pl, że uzyskała zgodę Ministerstwa Finansów na likwidację abonamentu radiowo-telewizyjnego i wprowadzenie stałego finansowania mediów publicznych z budżetu państwa. – Minister finansów Andrzej Domański uważa, że 2,5 mld zł rocznie to dobry budżet dla mediów publicznych – zapewniała szefowa MKiDN.
Od początku nie było jednak śladu w oficjalnej korespondencji rzekomych uzgodnień pomiędzy Cienkowską a Domańskim. Od wielu miesięcy nic się w tej kwestii nie zmieniło. Co więcej – kolejne miesiące rysują w sprawie wyraźną linię podziału.
Sprawa ustawy medialnej była przedmiotem czerwcowych obrad rządowego komitetu ds. europejskich. Po posiedzeniu sporządzono protokół rozbieżności. Na liście widnieje 12 punktów, co do których nadal nie ma zgody. Jeden z nich dotyczy ściśle finansowania mediów publicznych.
Projektowane rozwiązania będą generować bardzo duże skutki finansowe – o charakterze sztywnym – zwiększając wydatki budżetu państwa w ciągu 10 lat o kwotę ok. 25 mld zł, w tym w roku 2027 r. o kwotę 2,5 mld zł. Przedstawiona kwota jest niemożliwa do poniesienia przez budżet i będzie miała negatywny wpływ na sektor instytucji rządowych i samorządowych.
Ministerstwo Finansów
w uwagach do projektu nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji
Zdaniem resortu zarządzanego przez Andrzeja Domańskiego nie ma więc mowy o likwidacji abonamentu. Urzędnicy MF poszli wręcz o krok dalej. Na stole położyli rozwiązane legislacyjne, które uzależniałoby wejście ustawy w życie od „osiągnięcia wyniku sektora instytucji rządowych i samorządowych w wysokości -4 proc. PKB (minus 4 proc.) lub więcej”.
Co to w praktyce oznacza? Paraliż. MF proponuje, by wejście ustawy w życie ściśle powiązać z deficytem. A ten od lat rośnie. Według aktualnych danych Głównego Urzędu Statystycznego deficyt sektora publicznego w relacji do PKB w 2025 r. wynosił 7,3 proc. To trend wyraźnie pogarszający się rok do roku. W 2024 r. było to 6,4 proc., w 2023 r. – 5,2 proc.
Przestrzeń na powrót do deficytu na poziomie 4 proc. jest więc niewielka. – Jasnym jest, że w kolejnych latach deficyt urośnie, a nie skurczy się, również w relacji do PKB. Przyjęcie takiego rozwiązania de facto odsunęłoby wejście w życie ustawy o lata lub nawet dekady – mówi nam jeden z posłów zajmujących się tematem mediów publicznych.
Wyśrubowane oczekiwania resortu finansów to niejedyny problem Marty Cienkowskiej. Wciąż nie jest bowiem pewne, czy posłowie z koalicji rządzącej zaakceptują proponowany model funkcjonowania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (zmiana liczby członków, ich sposobu wybierania i kompetencji), likwidację Rady Mediów Narodowych czy brak ograniczenia funkcjonowania samorządowych propagandówek.
– Ta ustawa to jeden wielki worek z problemami – mówi nam jeden z polityków Nowej Lewicy. – Jeśli trafi w końcu do Sejmu, zacznie się festiwal zgłaszanych poprawek. Otworzymy puszkę Pandory. Nikt nie wie, jak to się skończy. Wynika to z prostego faktu: żadna partia w koalicji nie jest usatysfakcjonowana z tego, jak wygląda dziś Telewizja Polska. A każdy z koalicjantów chciałby mieć na nią jakiś wpływ – tłumaczy nasz rozmówca.
Czasu pozostało jednak niewiele. Obecnie projekt przewiduje, że ustawa miałaby zacząć obowiązywać w pełni 1 stycznia 2027 r. Termin ten – jak słyszymy – jest coraz mniej realny. – A jesienią przyszłego roku są wybory. Jeśli nie zamkniemy tematu ustawy medialnej po wakacjach, musimy brać się za plan B – mówi nam rozmówca z MKiDN.
Rada Mediów Narodowych planem B? Na horyzoncie kolejne problemy
Plan B zakłada powrót do zarządzania mediami publicznymi za pomocą Rady Mediów Narodowych. To twór stworzony w 2016 r. przez Prawo i Sprawiedliwość. Od paru lat – ze względu na trwający proces likwidacji spółek medialnych – jego rola jest mocno ograniczona.
Zgodnie z ustawą do RMN należy prawo powoływania i odwoływania zarządów oraz rad nadzorczych, a także rad programowych Telewizji Polskiej, Polskiego Radia oraz Polskiej Agencji Prasowej.
Dziś w radzie większość ma koalicja rządząca. W RMN zasiadają: Wojciech Król (przewodniczący, poseł Koalicji Obywatelskiej), Marek Rutka (były poseł Nowej Lewicy, dziś związany z KO), Robert Kwiatkowski (były poseł Nowej Lewicy) oraz Joanna Lichocka i Piotr Babinetz (oboje związani z Prawem i Sprawiedliwością).
Wkrótce układ sił w RMN może się jednak zmienić. Kadencja Roberta Kwiatkowskiego wygasa w grudniu 2026 r. Jego następcę powoła prezydent spośród kandydatów z opozycji parlamentarnej. Pod postanowieniem głowy państwa konieczna jest kontrasygnata premiera.
Niejasna jest również przyszłość przewodniczącego Wojciecha Króla. W Sejmie na rozpatrzenie czeka wniosek Prokuratury Europejskiej (EPPO) o uchylenie immunitetu i wydanie zgody na tymczasowe aresztowanie posła KO. Prokuratura Europejska podejrzewa parlamentarzystę o udzielenie płatnej protekcji przy modernizacji infrastruktury tramwajowej w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii.
Śledztwo EPPO dotyczy podejrzeń o oszustwa i korupcję w ramach zamówień w sprawie modernizacji infrastruktury tramwajowej na terenie GZM. Przewidziane na to unijne wsparcie na lata 2021-2027 wyniosło 1,9 mld zł.
Po wygaśnięciu kadencji i ewentualnym aresztowaniu Króla w RMN zmieniłaby się większość. W trzyosobowej radzie dwa głosy należałyby do przedstawicieli PiS (Lichocka i Babinetz), jeden – do przedstawiciela KO (Rutka). Zgodnie z regulaminem RMN – dla odbycia posiedzenia rady wymagana jest obecność co najmniej trzech członków.
