Reklama

W sprawie Mirelli doszło do nieprawidłowości? "Służby miały prawo interweniować"

Reklama
TYLKO NA

Czy koszmar 42-letniej Mirelli można było przerwać wcześniej? Co do tego nie ma wątpliwości Marcin Wolny, ekspert ds. prawa karnego z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – Policjanci mają przede wszystkim możliwość zatrzymania sprawcy przemocy domowej i nakazania mu opuszczenia lokalu zajmowanego z pokrzywdzonym. To funkcjonariusze mogli zrobić już na miejscu – wskazuje adwokat w rozmowie z Zero.pl.

artykul_glowne-foto
Na zdjęciu adwokat Marcin Wolny, ekspert z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka (fot. Aliaksandr Valodzin / East News)

Marek Mikołajczyk, Zero.pl: Dziennikarze Kanału Zero i Zero.pl Monika Krześniak i Patryk Słowik w środę przed południem ujawnili, że 42-letnia pani Mirella ze Świętochłowic, która przez 27 lat żyła w odseparowaniu, wróciła do domowego aresztu. Jak wynika z naszych ustaleń, kobieta nadal ma doświadczać przemocy. Jak patrzy pan na tę sprawę?


Reklama

Marcin Wolny, adwokat, ekspert ds. prawa karnego i praw człowieka, skarbnik zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka: Przede wszystkim nie widzę kompleksowej odpowiedzi ze strony organów państwa na problem, który jest ewidentny. Wszystko się ślimaczy. To sytuacja bardzo niebezpieczna z punktu widzenia osoby, która doświadczyła takich zdarzeń.

Oczekiwałbym, że wszyscy "aktorzy" zostaną postawieni na nogi i zweryfikują, jak to się stało, że dopuściliśmy do tego, że przez 27 lat ktoś był izolowany w domu i żadne służby tego nie zauważyły.

Kogo ma pan na myśli, mówiąc o "aktorach"?


Reklama

W pierwszej kolejności oczekiwałbym szybkich decyzji ze strony prokuratury. Jak najszybciej powinny zapaść konkretne decyzje procesowe, szczególnie gdy mamy realnie duże prawdopodobieństwo popełnienia czynu zabronionego.


Reklama

Co więcej, standard wyznaczony przez Europejski Trybunał Praw Człowieka wskazuje, że sytuacje takie jak ta należy oceniać kompleksowo i nie można skupiać się tylko na twierdzeniach osoby pokrzywdzonych, bo – jak wiemy – kobieta deklarowała, że nic jej się nie dzieje. Trzeba jednak brać wszystkie okoliczności pod uwagę, zwłaszcza, że 27 lat izolacji także może zaburzyć prawidłowy osąd sytuacji, w której się znalazła.

Oprócz tego, należy przeanalizować, jak to się stało, że kobieta nagle wypadła z systemu edukacji i nikt nie zwrócił na to uwagi w odpowiednim czasie. Inną sprawą jest również stan wiedzy ośrodka pomocy społecznej i podjęte przez nich działania. Te wszystkie okoliczności należy zweryfikować w toku postępowania.

W reportażu widać też bezradność policji, która – pomimo krzyków i wyzwisk – nic nie jest w stanie zrobić. Matka Mirelli nie wpuściła funkcjonariuszy do mieszkania. Czy tak to powinno wyglądać?


Reklama

Zdecydowanie nie. Policja w tej chwili dysponuje dość dużym zasobem możliwości. Jeśli jest podejrzenie, że dochodzi do przestępstwa, policja ma prawo wejść do takiego lokalu, w razie potrzeby z pomocą straży pożarnej. Policja w uzasadnionych przypadkach ma prawo zweryfikować, czy wszyscy w lokalu są bezpieczni, czy nie doszło do przestępstwa.


Reklama

Na tym nie kończą się policyjne uprawnienia. Policjanci mają przede wszystkim możliwość zatrzymania sprawcy przemocy domowej i nakazania mu opuszczenia lokalu zajmowanego z pokrzywdzonym. To funkcjonariusze mogli zrobić już na miejscu, biorąc pod uwagę kryteria wskazane w ustawie o policji. Do tych czynności obecnie nie potrzebna jest nawet zgoda sądu.

W żadnym razie nie jest więc tak, że polskie państwo jest pozbawione narzędzi reagowania na przypadki przemocy domowej. Przeciwnie, te narzędzia zostały ustanowione właśnie po to, aby mogły być stosowane w takich sytuacjach, jak ta.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Marek Mikołajczyk
Marek MikołajczykDziennikarz

Reklama