Rok po ataku na lekarza Tomasza Soleckiego, którego śmiertelnie ranił jego były pacjent, wdowa po zmarłym wróciła do tragicznych zdarzeń ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. – Wiedziałam, że na ratunek nie ma szans. Każdej nocy jestem w myślach na tamtym bloku operacyjnym – wyznała Iwona Solecka w rozmowie z reporterem WP.

- Lekarz Tomasz Solecki, ortopeda krakowskiego Szpitala Uniwersyteckiego, zginął po tym, jak jego były pacjent, 35-letni funkcjonariusz Służby Więziennej, ugodził go nożem w klatkę piersiową.
- Mimo wysiłków personelu medycznego, który natychmiast po ataku zabrał lekarza na salę operacyjną, Solecki zmarł.
- Mam przed oczami ciało Tomka. Gdy było mi źle, zawsze mnie przytulał. Na bloku powiedziałam mu: weź mnie przytul ten ostatni raz. Nie zostawiaj mnie. Ja bez ciebie nie dam rady – mówi Iwona Solecka w poruszającej rozmowie z WP.
Agresorem, który zaatakował lekarza był 35-letni pacjent niezadowolony z przebiegu leczenia. Mężczyzna pracował w Służbie Więziennej. Prokuratura przedstawiła mu zarzuty zabójstwa lekarza i usiłowania naruszenia czynności narządów ciała pielęgniarki nożem, a sąd aresztował go na trzy miesiące. W grudniu 2025 r. Prokuratura Okręgowa w Krakowie poinformowała, że według biegłych, którzy badali Jarosława W., w momencie ataku był on niepoczytalny, w związku z tym nie odpowie karnie za zabójstwo.
– Spodziewałam się, że biegli mogą stwierdzić niepoczytalność. Wystosowaliśmy wniosek o powołanie innych biegłych i sporządzenie drugiej opinii. Umotywowaliśmy to, mówiąc ogólnie, nieuwzględnieniem wszystkich faktów i materiałów ze śledztwa. W opinii są pewne braki i nieścisłości. Nie mogę opisać szczegółów, ale argumenty biegłych po prostu mnie nie przekonują. Zaskoczyło mnie, że o odniesienie się do naszych uwag zostali poproszeni ci sami specjaliści. Trudno, by w opinii uzupełniającej sami sobie przeczyli. Zgodnie z przewidywaniami, jest ona zgodna z pierwszą i mówi o niepoczytalności Jarosława W. Będziemy składać jeszcze jeden wniosek o powołanie innych biegłych – przyznała Iwona Solecka w rozmowie z WP.
"Zawsze będzie mi go brakować"
Wdowa po zmarłym lekarzu opowiedziała też, jak przeżywała żałobę po ukochanym mężu. – Byliśmy razem przez 24 lata. Zawsze będzie mi go brakować. Minął prawie rok, a ja ciągle nie umiem wejść wieczorem do naszej sypialni.
Jak relacjonuje Iwona Solecka, w 2024 roku lekarz operował łokieć 35-letniemu mężczyźnie. Chory był niezadowolony z rezultatu zabiegu, ale nie przyszedł na wizytę kontrolną. Złożył jeszcze skargę na doktora, która została w całości oddalona. – Tomek i tak był wstrząśnięty. Powikłania po zabiegach się zdarzają, ale nigdy nie zostawiał pacjentów - pomagał załatwić rehabilitację, rozmawiał z farmakologiem, żeby dobrać odpowiednie antybiotyki. Nie uciekał od odpowiedzialności. Mówił: przecież gdyby ten człowiek wrócił i powiedział, że coś jest nie tak, to bym się nim zajął – relacjonuje Solecka.
Dodaje też, że agresor już wcześniej groził jej mężowi. Lekarz zgłosił sprawę na policję.
Jarosław W. był funkcjonariuszem Służby Więziennej. Jak przyznał były już szef tej jednostki, mężczyzna wiele razy zachowywał się nieprzewidywalnie, m.in. w niestosownych momentach odbezpieczał broń. Po tym jak w mediach poinformowano o morderstwie, a prokuratura wszczęła śledztwo, na wniosek ówczesnego ministra Adama Bodnara, premier Donald Tusk odwołał szefa Służby Więziennej płk. Andrzeja Pecka ze stanowiska dyrektora generalnego SW.