Wojna USA i Izraela z Iranem wkracza w drugą fazę, w ramach której izraelskie siły powietrzne zaatakują ukryte głęboko pod ziemią irańskie bazy rakietowe. W rozmowie z Zero.pl ekspert ds. bezpieczeństwa dr Jacek Raubo ocenia, jak teraz będą wyglądały operacje militarne przeciwko Teheranowi.

- Wojna Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem ma wkraczać w drugą fazę, która zakłada ataki na ukryte głęboko pod ziemią irańskie bazy rakietowe.
- Celem operacji jest dalsze osłabienie zdolności militarnych Iranu, w tym jego programu rakietowego, obrony powietrznej i przemysłu zbrojeniowego.
- Ekspert ds. bezpieczeństwa Jacek Raubo ocenia, że działania te są elementem wcześniej przygotowanego scenariusza militarnego i politycznej presji na Teheran.
Wojna na Bliskim Wschodzie. Śledź naszą RELACJĘ NA ŻYWO
W sobotę rozpoczęła się wspólna operacja sił USA i Izraela przeciwko Iranowi. Wskutek ataku zginęli najwyżsi irańscy przywódcy, a Teheran rozpoczął akcję odwetową przeciwko państwom Zatoki Perskiej, na terytorium których znajdują się amerykańskie bazy wojskowe.
Według izraelskich sił zbrojnych w ostatnich dniach zniszczone zostało setki naziemnych systemów rakietowych, które mogłyby zostać użyte do ataku na cele w Izraelu.
Druga faza wojny
Według rozmówców Agencji Reutera niebawem ma rozpocząć się druga faza wojny przeciwko państwu ajatollahów. Zniszczone mają zostać znajdujące się pod ziemią bunkry rakietowe z rakietami balistycznymi i innym sprzętem.
Armia izraelska chce zneutralizować zdolność Iranu do przeprowadzenia ataków powietrznych na Izrael. Ponadto celem pozostaje eliminacja kolejnych przywódców Republiki Islamskiej.
O tym, w jakim kierunku będzie teraz zmierzała amerykańsko-izraelska operacja, mówi w rozmowie z portalem Zero.pl specjalista w zakresie bezpieczeństwa i obronności dr Jacek Raubo.
W jego ocenie na dziś „niewątpliwie mamy realizację konkretnych założeń operacyjnych, które Amerykanie i Izraelczycy opracowali w ramach ćwiczeń dowódczo-sztabowych i w relacji z własnymi służbami specjalnymi”.
Ekspert: USA i Izrael mają swobodę działania
Ekspert przekonuje, że jest to jednocześnie wpięte w kwestię presji politycznej wywieranej na Iran. – Zauważmy, że w momencie, kiedy pierwsza fala uderzeń, na przykład dekapitacja tych najważniejszych celów związanych z reżimem, przyniosłaby skuteczność, jeżeli chodzi o zmianę władzy czy też polityki w Iranie (bo to nie musiałoby oznaczać zmianę w całości władzy, ale przede wszystkim tego kierunku politycznego), to kolejne fazy wojskowe byłyby zbędne. I zapewne zatrzymane zostałyby dalsze uderzenia – wskazuje nasz rozmówca.
Dalej dodaje, że z racji postawy Iranu wojskowi mają teraz swobodę działania nad Iranem. Mówi, że przede wszystkim wywalczyli sobie „przewagę albo nawet dominację” powietrzną. To daje im również swobodę wybierania celów i środków ich porażenia, przez co schodzą coraz niżej, jeśli chodzi o wymiar taktyczny.
Miszalski spleen. Prezydent bez planu, Kraków bez pomysłu
– Dotyczy to zarówno celów wojskowych, jak i celów okołowojskowych, wynikających chociażby z przestrzeni przemysłu zbrojeniowego. Tym samym powiem wprost: jest zero zaskoczenia, bo to jest jedna z kolejnych faz rozpisanych najprawdopodobniej wcześniej w ramach różnych scenariuszy. Oczywiście realizacja zawsze musi podlegać w trakcie konfliktu zbrojnego modyfikacjom wynikłym z dynamiki wydarzeń – dodaje Raubo.
Co wydarzy się z Iranie?
Wyjaśnia, że będzie ona obejmować m.in. dalsze porażenie poszczególnych rodzajów sił zbrojnych, ze szczególnym uwzględnieniem sił powietrznych, a także obrony powietrznej, ale też całości marynarki wojennej.
– Naturalną koleją rzeczy jest sparaliżowanie irańskiego przemysłu zbrojeniowego i odcięcie go od zaplecza materiałowo-sprzętowego. Dzisiaj część baz materiałowych i sprzętowych jest prawdopodobnie niewykorzystywana przez Irańczyków, bo oni obawiają się dekonspiracji i ataku na nie – zwraca uwagę nasz rozmówca.
Media: Iran potajemnie kontaktował się z CIA. By szybko zakończyć „Epicką furię”
Ekspert zauważa, że sama propaganda irańska wskazywała, że skomasowali znaczne zasoby, np. bezzałogowych statków powietrznych, w podziemnych składach.
– Gdyby rozpoczęło się jakieś przerzucanie, które byłoby anomalią obserwowaną przez siły powietrzne atakujących państw, no to można by było zaatakować tę bazę. A USA potrafi atakować podziemne instalacje. Więc mnie to zupełnie nie zaskakuje. Jest to po prostu rozpisany scenariusz operacji wojskowej – podkreśla.
Mówi, że „symultanicznie są osiągane cele kluczowe dla wymiaru politycznego, czyli cele osobowe wśród wojskowych, Strażników Rewolucji i sfery polityczno-religijnej”.
Coraz więcej środków militarnych
Oprócz tego – dodaje – koalicyjni dowódcy mają komfort (traktowany w wymiarze militarnym), że mogą niszczyć też nowe obiekty, które są już niżej pozycjonowane.
– Bowiem dotychczas mieli w sposób klarowny przekazane, że mają na przykład uderzyć w irański program zbrojeń jądrowych albo w elementy związane z programem rakietowym. Teraz zaczynamy widzieć skupianie się bardziej na całościowym potencjale obronnym – mówi w rozmowie z Zero.pl
Na koniec zaznacza, że dzisiaj może być to większa systematyczność, dlatego że posiadają więcej środków; „używane są nie tylko te najdroższe elementy wyposażenia, ale startują już samoloty niższej generacji, używa się tańszej amunicji, jest większa zdolność do rozpoznawania tych celów, więc to żadne zaskoczenie”. Mówi, że jest to „jeden z elementów sprzężenia planów politycznych i wojskowych”.
„Nie mają takich sił w regionie”. Wojciech Szewko o rzekomej inwazji Kurdów
