Prezydent Karol Nawrocki zadeklarował chęć patronowania prawicowemu paktowi senackiemu. Choć przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości, obu Konfederacji oraz Rozwoju Plus deklarują w rozmowach z Zero.pl gotowość do negocjacji, istnieje kilka potencjalnych „ale”. – Nasz Senat oparty jest na dziwacznej ordynacji wyborczej – mówi Zero.pl prof. Rafał Chwedoruk.

- Prezydent Karol Nawrocki zadeklarował chęć patronowania prawicowemu paktowi senackiemu. Inicjatywa ma połączyć prawicowe ugrupowania przed zbliżającymi się wyborami.
- Prawo i Sprawiedliwość, obie Konfederacje oraz Rozwój Plus deklarują wstępną gotowość do rozmów. Politycy podkreślają, że bez konsolidacji trudno wygrać w okręgach jednomandatowych.
- Głównym wyzwaniem pozostaje ewentualny udział formacji Grzegorza Brauna.
- Niewiadomą jest także kształt potencjalnego sojuszu. Jak wskazuje prof. Rafał Chwedoruk, jedyną szansą na porozumienie jest stworzenie komitetu ponadpartyjnego.
– Wierzę głęboko, że prezydencka strategia rozwoju, która formalnie zostanie przedstawiona w ciągu kilku miesięcy, stanie się w najbliższych wyborach parlamentarnych punktem odniesienia dla wszystkich tych, którzy aspirują do rządzenia w RP, żeby stworzyć realny plan na przyszłość dla Rzeczpospolitej – zapowiedział w czwartek Karol Nawrocki.
Na samej strategii prezydent nie zamierza się zatrzymywać. Jest gotów patronować paktowi senackiemu – porozumieniu, którego celem byłoby zdobycie większości w Senacie przy przyszłorocznych wyborach. Analogiczny sojusz od dwóch kadencji organizowany jest wokół Koalicji Obywatelskiej.
– To jest decyzja polityków, którzy stoją na czele różnych partii, czy taki pakt będzie czy nie, czy będą gotowi do tego – mówił w Kanale Zero tego samego dnia prezydencki minister Paweł Szefernaker.
Partiami, które mogłyby stać się częścią paktu, są Prawo i Sprawiedliwość, Konfederacja (Mentzena i Bosaka), Konfederacja Korony Polskiej (Brauna) oraz – jeszcze formalnie nieistniejący – Rozwój Plus.
Pakt to jedyna szansa dla prawicowych partii na zwycięstwo w Senacie
Politolog, prof. Rafał Chwedoruk, nie ma wątpliwości: cel paktu jest widoczny i oczywisty. – Jest to budowanie pomostów pomiędzy różnymi nurtami prawicy, szczególnie pomiędzy PiS a Konfederacją. Zwycięstwo Karolowi Nawrockiemu w drugiej turze wyborów prezydenckich przyniosła specyficzna społeczna koalicja łącząca wyborców PiS, Konfederacji i Grzegorza Brauna oraz różnych grup, które po prostu były przeciwko Donaldowi Tuskowi – mówi Zero.pl.
– Nasz Senat oparty jest na dziwacznej ordynacji wyborczej, bo trudno jednomandatowe okręgi wyborcze nazywać inaczej. Jej elementem jest m.in. to, że ugrupowania konkurujące ze sobą, często odległe od siebie, są zmuszone do współpracy w wyborach, do wyrzekania się własnej tożsamości i namawiania własnych wyborców, żeby poparli kogoś uzgodnionego z innymi konkurentami politycznymi. Inaczej się w tych wyborach nie wygra, o ile się nie ma samemu poparcia w danym okręgu wyborczym przekraczającego 50 proc. – tłumaczy.
I dodaje: – Okręgi wyborcze są jednym wielkim festiwalem gerrymanderingu. Kto ma władzę i może zmieniać okręgi, ten bez problemu może je zmienić na swoją korzyść i albo wygrywać wybory, albo ograniczać skalę własnej porażki. Pamiętajmy też o kontekście demograficznym, który powoduje, że prawicy trochę trudniej jest wykorzystać przewagę. To idealnie pokazuje kadencja 2019-2023, kiedy PiS miał spokojną większość w Sejmie, a w Senacie nie.
Politycy prawicy wiedzą, że muszą współpracować. Pytanie, czy potrafią
Doskonałą świadomość tego mają politycy wszystkich czterech ugrupowań, które miałyby tworzyć pakt. – W polityce nie ma nic pewnego, ale taki pakt daje dużą szansę na wygraną. A dobrze wiemy, że bez Senatu trudno się rządzi – słyszymy od Marka Suskiego z Prawa i Sprawiedliwości.
– Od zawsze deklarowaliśmy gotowość. Nie trzeba mieć jakiegoś politycznego zmysłu, żeby zobaczyć, że żeby skutecznie wygrać z paktem po drugiej tronie, trzeba dokonać konsolidacji – wtóruje mu Jacek Sasin, także poseł PiS.
Analogiczne opinie słyszymy ze strony Rozwoju Plus i obu Konfederacji. – Już ponad rok temu Konfederacja Korony Polskiej ustami pana prezesa Grzegorza Brauna podczas konferencji prasowej w Kielcach zadeklarowała, że jest otwarta na udział w takim pakcie – tym, którego celem byłoby odebranie Senatu tej złej formacji, która rządzi – podkreśla Sławomir Zawiślak z Konfederacji Korony Polskiej.
Dodaje jednak: – Wtedy pan prezes Jarosław Kaczyński zareagował odrzuceniem naszej propozycji, powtarzał to wielokrotnie, a prezydent nie zabrał stanowiska.
Niechęć ze strony pozostałych partii do ugrupowania Grzegorza Brauna może być jedną z głównych linii podziału przy rozmowach. – To jest dalece wątpliwy skład ludzi, o których się dowiadujemy, jaki on zaprasza do współpracy. Raczej nie zachęca on do tego, żeby prowadzić z nimi jakiekolwiek rozmowy – mówi Suski.
Mimo tego politycy podkreślają: pakt senacki nie musi się wiązać ze współpracą na pozostałych płaszczyznach. – Taka jest ordynacja do Senatu, to ma sens tylko w przypadku takiego szybszego porozumienia, natomiast to nie oznacza współpracy na poziomie sejmowym, gdzie rzeczywiście tworzy się rząd. Tylko gospodarzem takiego paktu musi być ktoś ponad ten partyjny podział. Jedyną osobą, która może to zrobić, jest dziś prezydent – komentuje Wojciech Machulski z Konfederacji.
– Lewica i Koalicja Obywatelska też się spierają programowo i startują osobno w wyborach do Sejmu, a do Senatu zwyczajnie nie robią sobie konkurencji w jednym okręgu – wskazuje Janusz Cieszyński z Rozwoju Plus.
Pakt senacki nie musi oznaczać koalicji w Sejmie
Stworzenie przez cztery prawicowe partie koalicji na poziomie sejmowym byłoby, jak zauważa prof. Chwedoruk, skomplikowane. – Łatwiej wyobrazić sobie scenariusz zwycięstwa prawicy w wyborach sejmowych i porażki w senackich niż na odwrót – słyszymy.
– Te partie miałyby za sobą ciężką walkę w wyborach. Chcąc zneutralizować ból związany z powstaniem prawicowej koalicji, byłaby ona zapewne przedstawiana jako ta, do której politycy są zapraszani przez prezydenta, a nie jako prosty sojusz międzypartyjny – wskazuje politolog.
Taki właśnie kształt paktu – porozumienie, przedstawiane jako oddolny sojusz, który jest jedynie popierany przez prawicowe partie – na ten moment wydaje się najprawdopodobniejszym rozwiązaniem.
– Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, żeby było to zwykłe porozumienie partii. Raczej widziałbym to jako komitet ponadpartyjny, społeczny, który uzgodniłby kandydatów niebudzących wątpliwości żadnej ze stron – mówi nam Sasin.
Analogiczna narracja pojawiła się ze strony PiS podczas prezentowania kandydatury Karola Nawrockiego. Tym razem jednak na czele stanąć miałby właśnie prezydent, co budzi wątpliwości o bezstronność głowy państwa.
– Każdy prezydent ma za sobą piekło, walkę w kampanii wyborczej i poparcie którejś z dużych formacji politycznych. Nie sądzę, żeby z tego należało Karolowi Nawrockiemu czy któremukolwiek z jego poprzedników czynić zarzuty, bo nie ma takiej możliwości, by prezydent nie uczestniczył w codziennych sporach, konfliktach. Nie angażował się w takiej czy innej formie. Zwłaszcza jeśli będzie walczył o reelekcję – komentuje prof. Chwedoruk.
I dodaje: – Nasza konstytucja ma wiele zalet, ale ma też wady. Jedną z nich są powszechne wybory prezydenckie, albowiem prezydent ma silną społeczną legitymację i niewielkie możliwości. Z jednej strony oczekujemy, by prezydent był kimś na kształt monarchy i był ponad bieżącymi sporami, a jednocześnie jest to niemożliwe – sami chodzimy na wybory prezydenckie, ekscytujemy się nimi, głosujemy.

