Ugrupowanie prorosyjskiego byłego prezydenta Rumena Radewa wygrało przedterminowe wybory parlamentarne w Bułgarii – wynika z sondaży exit poll. Mimo zdecydowanej przewagi, do utworzenia rządu konieczna będzie koalicja.

- Wyniki exit poll wskazują na wyraźną przewagę obozu Rumena Radewa nad pozostałymi ugrupowaniami.
- Ostateczny kształt przyszłego rządu będzie jednak zależał od powyborczych negocjacji i zdolności do zbudowania większości parlamentarnej.
- Głosowanie było kolejnym w serii przedterminowych wyborów, które od lat pokazują głęboki kryzys polityczny w Bułgarii.
Według ośrodka Myara, koalicja Postępowa Bułgaria Rumena Radewa uzyskała 38,7 proc. głosów. Podobne wyniki wskazuje także badanie Alpha Research, w którym ugrupowanie Radewa zdobyło 37,5 proc. poparcia.
Na drugim miejscu znalazła się partia Bojko Borisowa – GERB – z wynikiem około 14–16 proc. Trzecią pozycję zajęła koalicja Kontynuujemy Zmiany–Demokratyczna Bułgaria z poparciem na poziomie ok. 13 proc.
„Marionetka Brukseli”. Bułgarzy wybierają nowy rząd
Do parlamentu mogą wejść także DPS–Nowy Początek, powiązany z oligarchą Delianem Peewskim, nacjonalistyczne Odrodzenie oraz Bułgarska Partia Socjalistyczna, która balansuje na progu wyborczym.
Frekwencja według danych na godz. 19 czasu lokalnego wyniosła 46,7 proc. Lokale wyborcze były otwarte od godz. 7 do 20.
Mimo wyraźnego zwycięstwa, ugrupowanie Radewa nie uzyskało większości w 240-osobowym parlamencie, co oznacza konieczność budowy koalicji.
– Zrobimy wszystko, aby nie dopuścić do kolejnych przedterminowych wyborów. To byłoby dla Bułgarii wyniszczające – powiedział Radew po ogłoszeniu wyników exit poll. Dodał, że możliwe są różne scenariusze, w tym także powołanie rządu mniejszościowego.
Kluczowym pytaniem pozostaje kierunek polityczny przyszłego rządu – czy powstanie on we współpracy z ugrupowaniami proeuropejskimi, czy też z socjalistami i nacjonalistami, co mogłoby oznaczać bardziej prorosyjski kurs.
Radew, były dowódca sił powietrznych i prezydent Bułgarii, zrezygnował z urzędu w styczniu, aby wystartować w wyborach. W kampanii przedstawiał się jako przeciwnik korupcji i „oligarchicznego państwa”, zapowiadając próbę przełamania politycznego impasu.
Jednocześnie jego przeciwnicy zarzucają mu stanowiska zbieżne z polityką Kremla, zwłaszcza w kontekście wojny na Ukrainie. Radew sprzeciwia się wysyłaniu broni do Kijowa i opowiada się za zakończeniem konfliktu drogą negocjacji. Krytykował także plany przyjęcia euro przez Bułgarię, wskazując na rosnącą inflację.
W odpowiedzi na zarzuty o prorosyjskie sympatie polityk podkreśla, że jego stanowisko jest „probułgarskie i proeuropejskie”. Jednocześnie wyklucza współpracę z Borisowem i Peewskim, których oskarża o współtworzenie „oligarchicznego systemu”.
Niedzielne wybory były już ósmymi w ciągu pięciu lat w kraju liczącym około 6,5 mln mieszkańców. Wieloletni kryzys polityczny i częste zmiany rządów sprawiły, że wyborcy są zmęczeni niestabilnością i powtarzającymi się przedterminowymi głosowaniami.
Bułgaria, członek Unii Europejskiej od 2007 r. i strefy euro od stycznia, od lat zmaga się z problemami korupcji i niestabilnych rządów. Mimo postępów gospodarczych, kraj pozostaje w tyle za innymi państwami UE pod względem wielu wskaźników, a kwestie kosztów życia i polityki fiskalnej były jednymi z głównych tematów kampanii.
Kryzys w Sofii, problem w Warszawie? Bułgaria znów wybiera, a Polska patrzy z niepokojem