Reklama
Reklama
Reklama

Polska kupi chińskie kamery? Ekspertka tłumaczy zagrożenie

lewa-red-6
Polska kupi chińskie kamery? Eksperta mówi o zagrożeniu (fot. KZ/PAP / Inne)

Kilka dni temu pisaliśmy, że Wojewoda podkarpacki, rozpisał przetarg na nowe kamery na przejściu granicznym polsko-ukraińskim w Medyce. Zdaniem firm, które chciały wziąć w nim udział, kryteria początkowo wprost wskazywały sprzęt konkretnej chińskiej firmy. Zapytaliśmy ekspertkę, czy i jakie zagrożenie może stanowić sprzęt od dostawców z Państwa Środka na polskiej granicy.

  • Wojewoda podkarpacki chce zbudować nowy monitoring na przejściu w Medyce, ale ogłoszony przez urząd przetarg wzbudził kontrowersje. Zdaniem firm, które chciały wziąć w nim udział, do specyfikacji zamówienia mogły zostać wprowadzone kryteria faworyzujące konkretną, chińską firmę. Ostatecznie, kryteria zmieniono na bardziej ogólne.
  • Wiele krajów NATO blokuje możliwość korzystania z kamer m.in. Hikvision. W Polsce używanie go nie jest zabronione. 
  • – Doskonale wiemy, że Chiny ściśle współpracują z Rosją. Jeśli w sposób tak lekkomyślny pozwalamy zbierać dane, to wystawiamy się na ogromne zagrożenie – ocenia potencjalne użycie chińskich kamer na granicy dr Beata Górka- Winter, analityk, uczestniczka Obserwatorium Europejskiego oraz Transatlantyckiego przy Centrum Stosunków Międzynarodowych. 
  • O kontrowersyjnym przetargu pisaliśmy więcej tutaj: Polska kupi chiński monitoring?

Problem okazuje się wyjątkowo istotny po ostatnich wypowiedziach premiera ws. bezpieczeństwa oraz doniesień ws. ataków w nocy z soboty na niedzielę przy polskiej granicy, o których piszemy TUTAJ. 

Maria Badzio, Zero.pl: Dlaczego użycie chińskiego sprzętu jest tak kontrowersyjne? 

Beata Górka-Winter, analityk: Niestety, cały czas pojawiają się informacje, że wiele chińskich urządzeń to tak naprawdę aparatura szpiegowska, która ogląda wnętrza, otoczenie i robi zdjęcia oraz filmy, a później przesyła je do określonych serwerów. Wskutek tego, ktoś po drugiej stronie zaczyna mieć bardzo dużo informacji na temat struktury pomieszczeń i tego, co się w nich znajduje.

Reklama
Reklama

Aby przeciwdziałać takim zagrożeniom, w lutym br. Sztab Generalny zakazał wjazdu na teren obiektów wojskowych pojazdów mechanicznych wyprodukowanych w Chinach. Jako podstawę wskazano analizę ryzyka związanego m.in. z możliwością gromadzenia i niekontrolowanego wykorzystania danych przez systemy cyfrowe samochodów. Zakazano również łączenia służbowych telefonów z systemami multimedialnymi w chińskich samochodach.

W 2022 roku, po wybuchu wojny na Ukrainie, Straż Graniczna, idąc w ślad za innymi państwami NATO, deklarowała, że nie będzie zamawiać chińskich urządzeń (ok. 2 tys. kamer oraz chiński podsystem informatycznego do zarządzania kamerami miały wówczas trafić na zaporę na granicy polsko-białoruskiej).

Wtedy w komunikacie Straży Granicznej zapisano, że elementy detekcyjne (czujniki, sensory, detektory), które kupujemy, mają pochodzić od sprawdzonych nie-chińskich  producentów. Postanowiono też, że te systemy mają mieć architekturę zamkniętą, czyli bez możliwości „dopinania” sprzętu, którego pochodzenie u nas jest uważane za źródło zagrożenia. Doskonale wiemy, że Chiny ściśle współpracują z Rosją. Jeśli w sposób tak lekkomyślny pozwolilibyśmy zbierać dane, to wystawilibyśmy się na ogromne zagrożenie.

Reklama
Reklama

Czytaj także: Polski dron pokonuje 1600 km. Rekordzista na targach w Kielcach

Jak mogło dojść do ewentualnych nieprawidłowości, o których alarmują firmy biorące udział w przetargu?

To może być tylko zwykłe niedopatrzenie, ale mogły to być też kwestie finansowe. Zamawiający kieruje się ceną. W tym momencie powinno rozpocząć się postępowanie sprawdzające, wtedy zobaczylibyśmy, w jaki sposób wytłumaczyłby się zamawiający ten sprzęt. Natomiast faktem jest, że tego typu zabezpieczenia trzeba badać nie tylko pod kątem kwestii efektywności czy atrakcyjnej ceny, ale także pod kątem kontrwywiadowczym. 

Żeby zobrazować ten problem, trzeba zaznaczyć, że nie chodzi o zwykły monitoring; te kamery naprawdę rejestrują bardzo wrażliwe dane: ruch ludzi i pojazdów, patrole graniczne, rozmieszczenie posterunków, procedury działania Straży Granicznej. Pomagają wykryć próby nielegalnego przekroczenia granicy, z czym przecież od wielu lat mamy regularnie do czynienia. Dlatego pojawienie się chińskich urządzeń w tym środowisku – jeżeli rzeczywiście okaże się, że miałyby do nas trafić – rodzi wiele pytań.

Dobrze się stało, że ktoś w porę zauważył i nagłośnił tę sprawę *podobnie jak w 2022 roku, kiedy dzięki mediom udało się uniknąć zainstalowania ok. 2 tys. chińskich kamer na granicy z Białorusią).

Właściciele firm, które chciały wziąć udział w przetargu, zwracają uwagę, że w pierwszej wersji ogłoszenia zostały zaczerpnięte parametry bezpośrednio z kart katalogowych firmy Hikvision. Czy możliwe, że został on rozpisany w taki sposób, żeby wygrała firma chińska?

Reklama
Reklama

Nie chciałabym tutaj stawiać takich mocnych tez, że jest to świadomy sabotaż czy presja chińskiego lobbingu, która, oczywiście, wiemy, że jest ogromna. Trudno mi uwierzyć, że któryś z urzędników mógł zostać do tego namówiony. To trzeba po prostu wyjaśnić. Wydaje mi się, że ktoś zwyczajnie poszedł na łatwiznę. W pośpiechu przekleił parametry, które mu się mniej więcej zgadzały z tymi wymaganiami, które stawiamy takiemu sprzętowi, i niestety skończyło się to kolejnym blamażem. 

Duże jest ryzyko, że Rosjanie tylko czekają na takie sytuacje, takie niedopatrzenia, że jest im to bardzo potrzebne?

Oczywiście, Rosja od wieków stosowała różnego rodzaju praktyki mające na celu destabilizację w państwie, które uważa za wrogie. Takie działania nie skończyły się wraz z Zimną Wojną. Po rozpoczęciu wojny na Ukrainie jeszcze bardziej przybrały na sile. Obecnie bardzo dużo sprzętu jest przekazywane przez państwa zachodnie Ukrainie. Rosjanie chcą wiedzieć wszystko na temat tych transferów.

Kryteria, wg których  państwo rozpisuje przetargi na sprzęt, uzbrojenie czy systemy monitorujące, jest dla nich bardzo ważne. W ten sposób dowiadują się, w którą stronę idzie budowanie odporności państwa, co zamierzamy, w jaki sposób zabezpieczamy nasze granice przed nielegalnymi imigrantami itp.

Reklama
Reklama

Informacje, w jaki sposób forsować granice, są im niezwykle potrzebne, a wiemy, że – szczególnie te zabezpieczenia na granicy polsko-białoruskiej – do wybuchu kryzysu migracyjnego – nie były dobre. Były takie miejsca, gdzie – właściwie bez żadnego problemu – można było przejść na drugą stronę. Dopiero od kryzysu migracyjnego zwracamy większą uwagę na te zabezpieczenia. 

Dzisiaj to są nielegalni imigranci, jutro mogą to być uzbrojone grupy żołnierzy przebrane za nielegalnych migrantów. Rosjanie posługują się  nieoznakowanymi grupami ludzi w różnych miejscach, żeby później budować bazę do dalszych działań. Tak się przecież stało na Krymie. 

Tak ważne przejście graniczne powinno być wyjątkowo dobrze pilnowane?

Oczywiście. Dodatkowo należy pamiętać o tym, że w takich państwach jak Rosja czy Białoruś, w których panuje zaawansowana korupcja, sprzedawanie danych grupom  przestępczym jest czymś powszechnym i oczywistym. W związku z czym jesteśmy narażeni nie tylko na zagrożenia ze strony samego aparatu państwa.

Tam, gdzie jest wojna, zawsze jest przestępczość zorganizowana, przemyt różnego rodzaju dóbr, również ludzi. Dlatego to, co dzieje się na granicy polsko-białoruskiej – przerzuty migrantów – jest ogromną korzyścią dla grup przestępczych. Jeżeli zauważą, że jakiś odcinek granicy nie jest dobrze chroniony, to właśnie tam będą chcieli w przyszłości uderzyć.

Reklama
Reklama