Kolejnych dwóch funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu i obecnych funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa usłyszało zarzut składania fałszywych zeznań w sprawie wypadku premier Beaty Szydło. W zdarzeniu, które bada prokuratura, poszkodowana była ówczesna szefowa rządu, a także kierowca auta, które wjechało w rządową limuzynę.

- Śledztwo w sprawie wypadku Beaty Szydło, do którego doszło w Oświęcimiu 9 lat temu, ma trzy wątki. Jednym z nich jest zeznawanie nieprawdy oraz zatajanie prawdy podczas składania zeznań przez ówczesnych funkcjonariuszy BOR co do okoliczności wypadku.
- Wcześniej zarzuty usłyszało już czterech byłych funkcjonariuszy BOR, z czego jeden jest obecnym funkcjonariuszem SOP.
- Michał Woś, były wiceminister sprawiedliwości, nazywa śledztwo represją polityczną. Sławomir Ćwik z klubu parlamentarnego Centrum odpowiada: funkcjonariusze sami nie wymyśliliby sobie, by świadczyć nieprawdę.
Funkcjonariusz BOR, któremu w marcu Prokuratura Regionalna w Białymstoku postawiła zarzuty, obecnie jest członkiem Służby Ochrony Państwa, tj. jednostki kontynuującej zadania Biura Ochrony Rządu. Podejrzany odpowie za składanie fałszywych zeznań. Rzecznik białostockiej prokuratury regionalnej prok. Zbigniew Szpiczko przekazał, że grozi mu za to do ośmiu lat więzienia. Pod koniec lutego taki sam zarzut usłyszał inny były funkcjonariusz BOR.
Śledztwo, w trakcie którego postawiono zarzuty funkcjonariuszom, dotyczy wypadku z 10 lutego 2017 r. z udziałem aut z kolumny rządowej i Fiata Seicento. W wyniku zderzenia pasażerowie jednego z tych samochodów oraz ówczesna premier Beata Szydło doznali obrażeń. Jeden z wątków śledztwa, ważny dla sprawy dwóch funkcjonariuszy, dotyczy zeznawania nieprawdy oraz zatajania prawdy podczas składania zeznań. Mężczyźni należący do BOR byli wezwani jako świadkowie co do okoliczności wypadku.
Poseł PiS: To polityczna represja. Poseł klubu Centrum: Ubolewam, że trwa to tak długo
Michał Woś, poseł PiS i członek sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka zapytany o śledztwo ws. wypadku Beaty Szydło nazwał je polityczną represją.
– Gdyby tego rodzaju wypadek zdarzył się gdziekolwiek, gdyby inne osoby były zaangażowane, nie byłoby takich represji. W związku z tym, że w wypadku poszkodowaną była de facto premier Szydło, Donald Tusk zrobił z tego kampanię polityczną. Przecież wszyscy pamiętają, jak z kierowcy tego Seicento robiono bohatera. Auto zostało wystawione na WOŚP, kierowca fotografował się z Owsiakiem. Jest to jakaś emocja w środowisku Donalda Tuska, która powoduje, że koniecznie trzeba funkcjonariuszy pociągnąć do odpowiedzialności – mówił w rozmowie z portalem Zero.pl.
Woś uważa też, że śledztwo w sprawie trwa tak długo, bo jest wykorzystywane przez polityków do wzbudzania emocji u wyborców.
– Nie mam najmniejszych wątpliwości, że sprawa wypadku pani premier Szydło stała się przedmiotem walki politycznej, że środowisko Donalda Tuska wykorzystywało nawet pana Sebastiana, wykorzystywało Jerzego Owsiaka i Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy tylko po to, żeby tę sprawę politycznie rozgrywać. Nie mam dostępu do akt postępowania, nie wiem konkretnie, jak ta sprawa wyglądała, jakie decyzje podejmują śledczy, natomiast widząc, jak Donald Tusk wykorzystuje prokuraturę do celów politycznych, można mieć wątpliwości co do jakiejkolwiek rzetelności. Raczej przyjmowałbym tezę, że jest to polityczny atak, którego ofiarą de facto staje się funkcjonariusz wiernie służący Polsce tylko dlatego, że miał nieszczęście akurat być w ekipie chroniącej osoby, której Tusk nienawidzi. Podejrzewam, że gdyby taka sprawa wydarzyła się Tuskowi, nie ścigaliby funkcjonariusza po tylu latach – zaznacza były wiceminister sprawiedliwości w rządzie Zjednoczonej Prawicy.
Sławomir Ćwik, poseł klubu parlamentarnego Centrum, który także jest w sejmowej komisji sprawiedliwości, twierdzi, że jeśli zostanie udowodnione, iż funkcjonariusze poświadczali nieprawdę, śledztwem powinni zostać objęci ich przełożeni.
– Jeżeli to są liniowi funkcjonariusze i prokuratura ma podejrzenie o składaniu przez nich nieprawdziwych zeznań, ja bym wolał, żeby śledczy zajmowali się ich przełożonymi, bo nie sądzę, żeby oni sobie sami wymyślili, że będą poświadczać nieprawdę. Niezależnie od ich odpowiedzialności należy sprawdzić wątek, czy nie był wywierany wpływ na nich przez ich przełożonych. Wiemy, jak to wyglądało na początku za rządów PiS, że brakowało dowodów, bo się gdzieś „zagubiły” i nie było woli rzeczywistego wyjaśnienia tej sprawy. Ubolewam, że u nas postępowania w prokuraturze trwają tak długo. To jedna z większych bolączek państwa – przyznał poseł klubu Centrum.
Śledztwo ws. wypadku Beaty Szydło
Prokuratura w trakcie śledztwa ws. wypadku Szydło bada m.in. kwestię używania sygnałów dźwiękowych przez kierującego rządową limuzyną podczas przejazdu kolumny. Krakowska prokuratura oskarżyła kierowcę Seicento o nieumyślne spowodowanie wypadku, a zeznania funkcjonariuszy były dowodami w śledztwie oraz podczas dwóch procesów.
Prokuratura w 2018 r. wystąpiła do sądu, aby winnym uznać kierowcę Fiata i warunkowo umorzyć postępowanie na okres próby jednego roku. Takie orzeczenie wydał Sąd Rejonowy w Oświęcimiu w lipcu 2020 r. Trzy lata później, w lutym 2023 r. wyrok utrzymał Sąd Okręgowy w Krakowie.
