Według Najwyższej Izby Kontroli Ministerstwo Spraw Zagranicznych wysłało pracowniczkę na drogie szkolenie, nie dopełniając procedury przetargowej. Resort zapewnia, że nieprawidłowości nie było, bo miało chodzić o konkretny kurs, który odpowiadał specyficznym potrzebom MSZ.

- MSZ wysłało pracowniczkę na prestiżowy kurs zarządzania we Francji warty blisko 190 tys. zł.
- Według Najwyższej Izby Kontroli przy wyborze szkolenia nie dopełniono obowiązku przeprowadzenia procedury przetargowej.
- Resort podkreśla, że chodziło o zakup konkretnego kursu, odpowiadającego potrzebom jego kadry kierowniczej.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych wysłało jedną ze swoich dyrektorek na drogie szkolenie we Francji. Kurs w INSEAD Europe Campus, prestiżowej szkole zarządzania i biznesu, kosztował 52 788 euro – informuje „Rzeczpospolita”.
„Wysłanie tam pracownika MSZ gwarantuje dostęp do najwyższego poziomu wiedzy o zarządzaniu, co bezpośrednio przekłada się na prestiż oraz skuteczność polskiej administracji” – wyjaśniał resort w stanowisku przesłanym gazecie.
Lobbing w Sejmie. Poseł KO „przygotował” projekt ustawy. Napisał go wielki biznes
Zgłosiła się tylko jedna osoba
MSZ zapewnia, że wszystko odbyło się transparentnie. Zaproszenie do naboru na szkolenie wysłano do wszystkich dyrektorów i zastępców dyrektora komórek z pionu Dyrektora Generalnego Służby Zagranicznej. Zgłosiła się tylko jedna osoba – zastępca dyrektora jednego z departamentów z 15-letnim stażem pracy w resorcie.
Według nieoficjalnych ustaleń „Rzeczpospolitej” chodzi o Magdalenę Czubalę, wicedyrektor Biura Organizacji i Rozwoju.
W przeliczeniu na złotówki szkolenie kosztowało blisko 190 tys. zł. MSZ zapłaciło również prawie 40 tys. zł za delegację. Ostatecznie, według gazety, wyszkolenie pracowniczki kosztowało resort prawie 230 tys. zł.
NIK pyta o procedury
Na pierwszą z wymienionych liczb zwróciła uwagę Najwyższa Izba Kontroli. Wytknęła pracownikom MSZ, że znali szacunkowe koszty szkolenia na podstawie ulotki, ale zakupili je na podstawie błędnej procedury. Resort miał skorzystać z wewnętrznej procedury regulującej zamówienia publiczne o wartości poniżej 130 tys. zł netto, a powinien był przeprowadzić pełną procedurę zamówieniową.
Zastępczyni dyrektora Akademii Dyplomatycznej tłumaczyła kontrolerom, że tylko ta konkretna szkoła organizowała kurs, który swoją tematyką i zakresem odpowiadał specyficznym potrzebom MSZ. Dlatego zdecydowano o zakupie z wolnej ręki.
Co z setkami tysięcy mieszkań? Wiceminister Lewandowski: oczekiwania musimy zderzyć z możliwościami
Resort wyjaśniał dalej, że szkolenie składało się z czterech modułów stacjonarnych realizowanych na przestrzeni 2025 r. Było to 20 dni szkoleń i dodatkowe spotkania online pomiędzy sesjami. MSZ podkreśla, że uczestnicy uczyli się diagnozować problemy w organizacji, optymalizować jej funkcjonowanie, używać zaawansowanych narzędzi diagnostycznych, zarządzać konfliktem oraz budować zespół w warunkach kryzysu.
Kolejna kontrola w MSZ
To nie pierwszy raz, gdy NIK zarzuca resortowi nieprawidłowości proceduralne. Kontrolerzy wytknęli wcześniej resortowi błędy związane z zakupem siedmiu specjalistycznych urządzeń mających zabezpieczyć spotkania przed oprogramowaniem szpiegowskim – w sierpniu 2025 r. o sprawie również informowała „Rzeczpospolita”.
MSZ miało wydać 135,6 tys. zł brutto i nie udokumentować czynności zmierzających do ustalenia szacunkowej wartości tego zamówienia czy rozeznania rynku. NIK wytykał również brak wniosku i protokołu opisującego kryteria, według których dokonano wyboru oferty.
Biuro Administracji MSZ tłumaczyło wówczas, że zebrało niezbędne informacje, korzystając z eksperckiej wiedzy Biura Bezpieczeństwa Dyplomatycznego oraz doświadczeń innych zamawiających, w tym m.in. Służby Ochrony Państwa.