Polska 2050 złożyła projekt ustawy podwyższającej drugi próg podatkowy do 140 tys. zł z obecnych 120 tys. zł. Posłowie argumentują, że taka zmiana to elementarna sprawiedliwość. Zamrożenie progów podatkowych, w połączeniu z mocnym wzrostem zarobków w ostatnich latach, sprawiło, że coraz więcej osób płaci wyższe podatki. Czy jednak ustawa ta ma szanse wejść w życie? – Jesteśmy gotowi do rozmowy ze wszystkimi – mówi Zero.pl Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, szefowa Polski 2050.

- Polska 2050 chce podwyższenia drugiego progu podatkowego do 140 tys. zł ze 120 tys. zł. Projekt ustawy jest już w Sejmie, jednak partia Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz musi uzyskać dla niego uzyskać poparcie nie tylko ze strony opozycji, ale też koalicjantów.
- – Jesteśmy gotowi do rozmowy ze wszystkimi – mówi portalowi Zero.pl szefowa Polski 2050. Zapewnia, że jej ugrupowanie dobrze policzyło, jak sfinansować koszt podniesienia drugiego progu, oszacowany na ok. 9 mld zł.
- Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, są zgodni: drugi próg trzeba podnieść, bo coraz więcej Polaków płaci większe podatki, choć realnie się nie bogaci. Kiedy ustalano go w 2022 r., rzeczywistość była zupełnie inna. Polacy zarabiali o wiele mniej, a inflacja dopiero szykowała się do skoku.
We wtorek 14 kwietnia w Sejmie odbyła się konferencja prasowa, podczas której przedstawiciele Polski 2050 zaprezentowali projekt ustawy podwyższającej drugi próg podatkowy z 120 tys. zł do 140 tys. zł. Posłowie ugrupowania, które wchodzi w skład koalicji rządzącej, argumentowali, że taka zmiana ma odciążyć tzw. klasę średnią.
Między trzecią a piątą rano. Generał: wtedy najłatwiej zaskoczyć państwo
„To nie jest radykalne rozwiązanie, to jest potrzebne, racjonalne i sprawiedliwe” – mówiła podczas konferencji przewodnicząca Polski 2050, minister funduszy i polityki regionalnej, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, podkreślając, że obecny system podatkowy skutkuje sytuacją, w której osoby o średnich zarobkach płacą proporcjonalnie więcej fiskusowi niż część najlepiej zarabiających podatników.
Progi podatkowe w Polsce bez zmian od 2022 r.
Zamrożenie progów podatkowych „na własnej skórze” odczuwa coraz więcej Polaków. W 2026 r., podobnie jak w roku 2025, 2024 i 2023, nie zostały wprowadzone zmiany w zakresie ich wysokości – w związku z czym kształtują się one następująco:
- 12 proc. - pierwszy próg podatkowy dla dochodu rocznego do 120 000 zł,
- 32 proc. - drugi próg podatkowy dla dochodu rocznego powyżej 120 000 zł.
Co to oznacza w praktyce? Osoba, która w danym uzyskała dochód (przychody minus koszty) o wartości przekraczającej 120 tys. zł, będzie musiała zapłacić 32-proc. podatek od nadwyżki powyżej tej „granicznej” kwoty.
Pokażmy to na przykładzie podatnika opodatkowanego na zasadach ogólnych, rozliczającego się samodzielnie. Załóżmy, że osoba ta zarobiła w danym roku 140 tys. zł. Jej dochód do kwoty 120 tys. zł będzie opodatkowany stawką 12 proc., a więc podatnik zapłaci 120 000 x 12 proc. minus kwota zmniejszająca podatek w wysokości 3600 zł, czyli 10 800 zł. Podatek liczony od nadwyżki powyżej granicznej kwoty 120 tys. zł będzie wyglądał nieco inaczej. Ta nadwyżka to 20 tys. zł (140 000 minus 120 000), a danina dla fiskusa to 20 000 x 32 proc., czyli 6400 zł. Łącznie w danym roku podatkowym podatnik odprowadzi więc 17 200 zł podatku, przy czym widać wyraźnie, że duża część tego obciążenia powstanie po przekroczeniu 120 tys. zł dochodu.
Obecne progi podatkowe obowiązują od czasu wprowadzenia Polskiego Ładu – wielkiej reformy podatkowej rządu Mateusza Morawieckiego z 2022 r. Wtedy reforma ta znacząco podwyższyła drugi próg – jednak była to zupełnie inna rzeczywistość.
W 2022 r. średnie miesięczne wynagrodzenie w Polsce wyniosło 6346,15 zł brutto. W 2025 r. sięgnęło 8 903,56 zł brutto. To wzrost o 40,3 proc. Minimalna krajowa w 2022 r. wynosiła 3010 zł brutto. W 2025 r. była na poziomie 4666 zł brutto. To z kolei wzrost o 55 proc.
Wzrost wynagrodzeń w Polsce na przestrzeni tych kilku lat, które dzielą przytoczone powyżej kwoty, był napędzany przez galopującą inflację. Wysoki wzrost cen był z kolei wynikiem popandemicznego ożywienia gospodarczego (bardzo silnego popytu), a także szoku energetycznego po agresji Rosji na Ukrainę. Tak dynamiczne zmiany nie pociągnęły jednak za sobą dostosowania progów podatkowych.
W rezultacie w drugi próg wpada coraz więcej osób – według dostępnych danych Ministerstwa Finansów, w 2024 r. było to blisko 1,94 mln osób, wobec 1,32 mln w 2023 r. i 738,4 tys. w 2022 r.
„Sam kierunek postulowanych zmian jest właściwy”
– Sam projekt podniesienia drugiego progu podatkowego to na pewno ulga adresowana do tzw. klasy średniej – mówi portalowi Zero.pl Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy inFaktu.
– Maksymalna korzyść to będzie 4000 zł – tyle wyniesie ona w przypadku osób otrzymujących wynagrodzenie w wysokości nieco ponad 13 800 zł brutto. Średnio daje to 333 zł na miesiąc – wylicza.
– Nie jest to jakaś rewolucja, ale na pewno pozytywnie odczują to np. menedżerowie średniego szczebla przekraczający drugi próg podatkowy – dodaje ekspert. – Czy zmieni to ich życie? Niekoniecznie, jednak sam kierunek postulowanych zmian jest właściwy. Progi podatkowe są niedostosowane do inflacji, która w ostatnich latach rosła w bardzo szybkim tempie, pociągając za sobą wzrost płac. W efekcie coraz więcej podatników wpada w drugi próg podatkowy – nie dlatego, że stali się zamożniejsi w sensie realnym, ale dlatego, że ich nominalne zarobki rosną. Tymczasem inflacja powoduje, że na dobra i usługi też muszą wydawać więcej, więc de facto się nie bogacą. Ten projekt to na pewno krok ku uczciwej indeksacji systemu, a nie przywilej dla bogatych.
Podobnie patrzy na tę kwestię Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Z punktu widzenia podatników, waloryzacja drugiego progu jest zasadna, ponieważ utrzymanie go na tym samym poziomie powoduje, że efektywnie rośnie poziom opodatkowania dochodów – wskazuje w rozmowie z Zero.pl.
Czy jednak projekt Polski 2050 znajdzie poparcie w Sejmie? Musi ona przekonać do niego przede wszystkim większościowego koalicjanta, a więc KO, i wywodzącego się z niej ministra finansów i gospodarki Andrzeja Domańskiego, który musi utrzymać budżet w ryzach.
– Ostatnie dane wskazują, że nasz deficyt sektora finansów publicznych przekroczył 7 proc. PKB – zauważa Łukasz Kozłowski z FPP. – W tej sytuacji jakiekolwiek propozycje, które prowadzą do zwiększenia tego deficytu (przez zmniejszenie wpływów z podatków do państwowej kasy), są trudne do zaakceptowania z punktu widzenia ministerstwa finansów.
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz dla Zero.pl: Jest ogromna potrzeba takiej zmiany
Ale Polska 2050 jest zdeterminowana, by walczyć – przekonuje Zero.pl minister funduszy i polityki regionalnej, przewodnicząca Polski 2050, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, którą pytamy o to, czy reszta koalicji rządzącej jest przychylna projektowi ustawy podwyższającej drugi próg podatkowy i jaki „klimat” panuje w ławach poselskich, jeśli chodzi o ewentualne poparcie dla niego.
– Jesteśmy gotowi do rozmowy ze wszystkimi. Wydaje nam się, że jest ogromna potrzeba takiej zmiany i poparcie społeczne dla niej, i ciężko mi wyobrazić sobie, by ktoś był temu przeciwny.
Katarzyna Pełczynska-Nałęcz
– Kluczową sprawą jest tutaj troska o budżet, dlatego wskazujemy, skąd można wziąć te środki (na sfinansowanie zmian w systemie podatkowym – red.) – dodaje szefowa Polski 2050. – Ja ze swej strony deklaruję pełną gotowość do szerszej rozmowy o systemie podatkowym i jego modyfikacjach, ze wskazaniem źródeł finansowania tych zmian. Popieramy modyfikację ryczałtu – tu będziemy w pełni współpracować z ministrem Domańskim. Kolejne źródło to podatek cyfrowy – popieramy Lewicę, jeśli chodzi o jego wprowadzenie. Wreszcie, zmiany można by sfinansować dzięki zwiększeniu wpływów z akcyzy na alkohol, w tej sprawie jest już ustawa Polski 2050 w Sejmie. Jesteśmy gotowi o tym rozmawiać z Prezydentem.
Skąd wziąć pieniądze na podwyżkę drugiego progu?
Koszt reformy proponowanej przez Polskę 2050 został oszacowany na maksymalnie ok. 9 mld zł rocznie. „Sfinansujemy go podatkiem od banków, big techów i podwyżką akcyzy” – pisała na platformie X Katarzyna Pełczyńska–Nałęcz. Jeśli chodzi o podatek od banków, to Łukasz Kozłowski jest sceptyczny.
– CIT dla sektora bankowego został już podniesiony od 2026 r. (stawka podatku dochodowego dla banków w tym roku wzrosła do 30 proc. z 19 proc.; MF szacuje, że budżet w 2026 r. zyska z tego tytułu 6,6 mld zł – red.) i te pieniądze poszły na inne cele – mówi główny ekonomista FPP. – Moim zdaniem ta propozycja jedynie sygnalizuje hasłowo, gdzie szukać środków na sfinansowanie podwyższenia drugiego progu.
Jeśli chodzi o podwyżkę akcyzy na alkohol, to Polska 2050 złożyła stosowny projekt ustawy w lutym – jest on analogiczny do rządowego projektu ustawy zawetowanej w grudniu 2025 r. przez Karola Nawrockiego. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz wskazuje, że projekt jej partii uwzględnia prezydenckie uwagi, w związku z czym proponuje, by nadwyżka środków wynikająca z podniesienia akcyzy na alkohol trafiła do NFZ na profilaktykę i leczenie uzależnień od alkoholu. Wcześniej MF prognozowało, że zwiększenie skali podwyżek akcyzy na alkohol spowoduje wzrost wpływów do budżetu o 4,6 mld zł w latach 2026-2027.
Podatek od big-techów to temat na agendzie Lewicy. Jak przekazał pod koniec marca wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski, projekt ustawy o tzw. podatku cyfrowym został już wpisany do wykazu prac rządu. Zakłada on do 3 proc. podatku od przychodów wielkich firm świadczących wybrane usługi cyfrowe w Polsce. Według założeń resortu cyfryzacji, podatek miałby objąć podmioty lub skonsolidowane grupy działające w Polsce, których globalne przychody przekraczają 1 mld euro, a opodatkowane przychody w Polsce wynoszą ponad 25 mln zł (bez względu na rezydencję podatkową podmiotów lub ich siedzibę). Przedstawiając wstępne założenia projektu w sierpniu 2025 r., MC wskazywało, że podatek na poziomie 3 proc. dałby 1,7 mld zł wpływów do budżetu w 2027 r., a w 2030 r. – ponad 3 mld zł.
Z kolei modyfikacja ryczałtu, o której Katarzyna Pełczyńska–Nałęcz chce rozmawiać z ministrem finansów, to już propozycja samego MF, które tłumaczy ją potrzebą uszczelnienia systemu podatkowego. Zgodnie z tą propozycją, przedsiębiorcy korzystający z 8,5-proc. ryczałtu i osiągający roczne przychody powyżej 100 tys. zł mieliby płacić wyższą, 15-proc. stawkę od nadwyżki. O paradoksach planowanych zmian pisaliśmy na łamach Zero.pl.
Nadciągają zmiany dla ryczałtowców. Resort finansów dokręci śrubę
Projekt ustawy podwyższającej drugi próg to kolejny rozdział debaty o systemie podatkowym, która z pewnością będzie nabierać rumieńców w miarę zbliżania się wyborów parlamentarnych w 2027 r.
– Dobrze by było zindeksować stawki progów podatkowych i kwotę wolną od podatku, bo system się nam rozjechał – podsumowuje Łukasz Kozłowski. Jak wskazuje, „osoby, których roczny dochód mieści się pomiędzy 120 tys. zł a ok. 260 tys. zł, płacą większą stawkę podatku niż osoby zarabiające w ciągu roku powyżej 30-krotności średniego wynagrodzenia, a nie takie było założenie”.
Nasz rozmówca ma na myśli 30-krotność prognozowanego średniego wynagrodzenia – po zarobieniu tej kwoty pracownik i pracodawca nie odprowadzają składek na ubezpieczenie emerytalne i rentowe, co podnosi pensję „na rękę”. W 2025 r. limit składek ZUS na ubezpieczenie emerytalne i rentowe, czyli limit tzw. 30-krotności ZUS, był określony na poziomie 260 190 zł
– Limit 30-krotności jest waloryzowany automatycznie, bo to się państwu opłaca (wtedy składki są odprowadzane od większej podstawy), a drugi próg już nie – wskazuje Łukasz Kozłowski. – To jest pewna niespójność.
