Reklama

Polski SAFE 0 proc. Co może, a czego nie może bank centralny?

Reklama
TYLKO NA

Prezydent Karol Nawrocki i prezes NBP Adam Glapiński mają alternatywę dla unijnego programu pożyczek na obronność SAFE. To projekt SAFE 0 proc., z udziałem banku centralnego. Szczegóły są póki co owiane tajemnicą, ale eksperci podkreślają, że gdyby NBP chciał wykorzystać do tego celu złoto, wkroczyłby na grząski grunt. Mógłby za to wypłacić do budżetu państwa niezrealizowane zyski z wyceny walut.

Jakie prawne opcje ma NBP, jeśli chodzi o udział w zaproponowanym przez prezydenta projekcie "SAFE 0 proc."?
Jakie prawne opcje ma NBP, jeśli chodzi o udział w zaproponowanym przez prezydenta projekcie "SAFE 0 proc."? (fot. Leszek Szymański, Radek Pietruszka / PAP)
  • Prezydent Karol Nawrocki i prezes NBP Adam Glapiński przedstawili alternatywę dla unijnego programu SAFE – krajowy „program SAFE 0 proc.”. Na ten moment szczegóły proponowanego mechanizmu finansowania obronności przez NBP jeszcze nie są znane.
  • Jakie opcje ma NBP? W rozmowie z Zero.pl ekonomiści zwracają uwagę na pewne zagrożenia związane z wykorzystaniem złota.
  • W grę nie wchodzi także ewentualna emisja obligacji na rzecz funduszu obsługującego wydatki zbrojeniowe - to powielenie ryzykowanych rozwiązań z czasów pandemii.

Reklama

Wokół unijnego programu pożyczek SAFE (Security Action for Europe), z którego Polska miałaby pozyskać 43,7 mld euro na wydatki związane z obronnością, od kilku tygodni trwa polityczny taniec. Pałac Prezydencki i jego otoczenie wskazują na elementy, które uważają za ryzykowne: bardzo długi horyzont spłaty pożyczek (to zobowiązanie na 45 lat) i mechanizm warunkowości.

Rząd przekonuje, że warunkowość ta ma charakter antykorupcyjny i kontrolny, w związku z czym nie zagraża suwerenności państwa polskiego. Podnosi też kwestię korzystnego oprocentowania pożyczek. Jak wspominała na naszych łamach pełnomocniczka rządu ds. SAFE Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, byłoby to na poziomie 3 proc.

Dług byłby zaciągany przez KE, która może liczyć na lepsze niż Polska warunki na międzynarodowym rynku obligacji.


Reklama

Prezydent wychodzi z kontrpropozycją

Jednak Karol Nawrocki i jego otoczenie sceptycznie podchodzą do unijnego SAFE, a podpis prezydenta pod ustawą implementującą ten program od początku nie był kwestią przesądzoną. W środę 4 marca doszło do prawdziwego zwrotu w sprawie – Karol Nawrocki i prezes NBP Adam Glapiński przedstawili alternatywę dla unijnego programu SAFE – krajowy program SAFE 0 proc. zakładający udział polskiego banku centralnego w finansowaniu polskiej obronności.


Reklama

Szczegóły są, póki co, owiane tajemnicą. To stwarza szerokie pole do rozważań, o czym dokładnie rozmawiali prezydent i prezes NBP i jakie opcje są na stole. Nie mniej ważna jest wykonalność tych opcji z punktu widzenia możliwości prawnych, ustawy o NBP i Konstytucji RP.

Jakie opcje ma NBP? Kluczowe rezerwy FX

– Za sprawą NBP Polacy zarobili znacznie więcej niż 185 mld zł potrzebnych do sfinansowania polskiego bezpieczeństwa w następnych pięciu latach – mówił Karol Nawrocki na konferencji prasowej. Następnie dodał, że ma na myśli inwestycje NBP i zakupy oraz kumulowanie złota.

 


Reklama

– Wydaje mi się, że w głowach spin doktorów – może w mniejszym stopniu księgowych i ekonomistów – mógł powstać pomysł, że NBP wypłaca do budżetu państwa niezrealizowany zysk z wyceny złota, tak, jak to zrobił w przeszłości w przypadku walut.

Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego


Reklama

– Problem w tym, że według dzisiejszych zasad księgowych złoto w NBP nie generuje niezrealizowanych zysków możliwych do wypłaty do budżetu, jak ma to miejsce w przypadku walut. Aby „uwolnić” środki, trzeba byłoby zmienić zasady księgowe albo realnie sprzedać część kruszcu — co byłoby sprzeczne z dotychczasowymi deklaracjami NBP o dalszej akumulacji złota – zauważa Rafał Benecki.

– Obrazowo mówiąc, wygląda to w ten sposób, że jeśli waluty drożeją – np. bank centralny kupił dolara po 4 zł, a dziś kosztuje on 5 zł – to mamy zysk z wyceny. Uwaga: jest to zysk niezrealizowany, bo NBP tych walut nie sprzedaje, ale obowiązujące zasady księgowości pozwalają mu „przepuścić” ten zysk przez rachunek wyników i wypłacić następnie jako zysk do budżetu państwa – tłumaczy ekonomista.

Ale są też obawy, że w „polskim SAFE 0 proc.” chodzi o polskie złoto – złoto, którego zasobami NBP się chlubi (na koniec stycznia przekraczały 550 ton, a ich wartość wynosiła 74,46 mld euro) i które chce wciąż powiększać. W styczniu br. Adam Glapiński poinformował, że polski bank centralny podjął decyzję o dalszym zwiększeniu rezerw złota do poziomu 700 ton. „Dzięki temu Polska znajdzie się w elitarnej dziesiątce państw o największych zasobach złota na świecie” – stwierdził szef NBP.


Reklama

„Polski SAFE 0 proc.” a złoto NBP

– Można odnieść wrażenie, że prezydent odnosił się w czasie konferencji do niezrealizowanego zysku, ale nie na walutach, a na rezerwach złota – mówi Rafał Benecki. – Jednak należy tu wyraźnie podkreślić, że nie ma podobieństwa między księgowym ujęciem walut i złota.


Reklama

Stopy procentowe w Polsce w dół. Mamy wyliczenia, o ile spadnie rata kredytu

Niezrealizowany zysk z wyceny złota nie przechodzi przez rachunek wyników, ale jest przekazywany jako rezerwa, która ma za zadanie skompensować straty banku centralnego (takie straty bank centralny może wygenerować w dobie wysokich stóp procentowych i jest to zupełnie normalne) – wyjaśnia.

Dodajmy w tym miejscu, że Narodowy Bank Polski pozostaje na minusie od kilku lat. Po raz ostatni wypracował zysk w 2021 r. (było to blisko 11 mld zł), jednak od tego czasu notuje straty: kolejno ponad 16,9 mld zł w 2022 r., rekordowe 20,8 mld zł w 2023 r. oraz ponad 13,3 mld zł w roku 2024. Za 2025 r. danych jeszcze nie ma, ale w grudniu Adam Glapiński pisał do sekretarza Komitetu Stałego Rady Ministrów Mariusza Skowrońskiego, że „wysoce prawdopodobny jest ujemny wynik finansowy NBP w 2025 r.”. 


Reklama

– Powtórzmy: księgowe ujęcie złota jest inne i aby ten zysk wygenerować, trzeba by je fizycznie sprzedać, a tego nie chcemy – albo zmienić zasady księgowe, ale wtedy odbyłoby się to wbrew zasadom obowiązującym w Europejskim Banku Centralnym – kwituje Rafał Benecki.


Reklama

Podobną optykę ma prof. Witold Orłowski. – Bezpośrednie upłynnienie złota NBP nie jest możliwe – wskazuje ekonomista w rozmowie z Zero.pl. – Prezes Glapiński zresztą cały czas o tym wczoraj mówił (podczas konferencji prasowej z Karolem Nawrockim - red.). Taki zabieg z prawnego punktu widzenia nie jest możliwy. Należałoby zmienić naszą konstytucję.

Rafał Benecki podkreśla ryzykowną naturę jakichkolwiek operacji związanych z wykorzystywaniem rezerw w złocie do finansowania obronności.

Kwestia wiarygodności

– Jakie widzimy zagrożenia z tym związane? To po pierwsze kwestia wiarygodności. Wypłata do budżetu państwa z niezrealizowanego zysku z walut jest standardem, ale ze złotem już się tak nie postępuje. To byłoby naciągane. Poza tym sprzedaż złota stałaby w sprzeczności z tym, o czym jeszcze niedawno mówił prezes NBP, że są fundamentalne strategiczne argumenty za tym, żeby ten kruszec dalej gromadzić.


Reklama

Generalnie o skalę posiadanych przez NBP rezerw trzeba dbać – zauważa główny ekonomista ING BSK. Te są niebagatelne: na koniec stycznia oficjalne aktywa rezerwowe NBP miały wartość 1,04 bln zł (246,8 mld euro). NBP informuje na swojej stronie internetowej, że dominujący udział w strukturze walutowej rezerw NBP mają dolar amerykański i euro (stanowią 61 proc. rezerw); podkreśla przy tym, że „istotny element rezerw dewizowych stanowi złoto”.


Reklama

NBP sam wskazuje, że złoto oferuje „wyjątkowe walory inwestycyjne” – przywołuje w tym kontekście jego status „safe haven” (ang. bezpieczna przystań), dzięki któremu jego wartość na ogół wzrasta w takich okolicznościach, jak kryzys finansowy czy geopolityczny (a taki kryzys przez wydarzenia na Bliskim Wschodzie puka właśnie do naszych bram). Chociaż Polska ma tego złota sporo, jakiekolwiek uszczuplanie tego wolumenu wydaje się ryzykownym zabiegiem.

– Pojawia się argument, że NBP ma dużo rezerw walutowych w stosunku do rozmiarów naszej gospodarki i standardów międzynarodowych, jednak pamiętajmy, że jesteśmy krajem przyfrontowym; mamy duży dług publiczny, który szybko rośnie, więc utrzymanie ponadprzeciętnych rezerw banku centralnego, w tym złota, ma sens – mówi Rafał Benecki.

„Grzebanie” dziś przy tym, wprowadzanie skomplikowanych zasad inżynierii finansowej z wykorzystaniem tego złota, jest wyjątkowo nieroztropne – tym bardziej że mamy w zasięgu stabilne i tanie finansowanie z UE, poza rynkiem długu rządowego – dodaje. –Walor SAFE to bowiem nie tylko cena: chodzi o to, że Polska już teraz emituje i sprzedaje dużo obligacji, mocno zapożycza się na rynku i musi szukać inwestorów. W przypadku SAFE nie musi tego robić.


Reklama


Reklama

Prof. Witold Orłowski jest przeciwny temu, by projekt „polskiego SAFE 0 proc.” wyrzucić od razu do kosza, bez dyskusji. – Co do zasady uważam, że prezydencki pomysł wart jest rozważenia. Natomiast to wymaga wdrożenia całego szeregu nowych rozwiązań prawnych. To nie jest proste ani pod względem prawnym, ani ekonomicznym. Proszę pamiętać, że złoto to tylko część naszych rezerw. Warto rozważyć inne rozwiązania. Aby sfinansować wojsko, możemy przecież użyć obligacji amerykańskich.

– Tak czy inaczej, korzystanie z naszych rezerw wymaga konsultacji z większością parlamentarną – podsumowuje.

Obligacje raczej nie wchodzą w grę

Niewykluczone, że na stole jest jeszcze jedna opcja – wyemitowanie obligacji na rzecz Finansowego Instrumentu Zwiększenia Bezpieczeństwa SAFE (instrumentu gromadzącego unijne pożyczki, powołanego do życia rządową ustawą). Powołując się na własne informacje, Wirtualna Polska pisała, że na rzecz FIZB emitowane byłyby obligacje, które następnie za pośrednictwem rynku (zwłaszcza sektora bankowego) skupowałby NBP.


Reklama

Prezent Glapińskiego dla prezydenta może nas wszystkich wiele kosztować


Reklama

Rafał Benecki jest zdania, że to mało prawdopodobne. – W domenie publicznej padają także pomysły, aby zrobić emisję obligacji na rzecz FIZB, które skupi NBP. Byłoby to bliźniaczo podobne do nadzwyczajnych interwencji w czasie COVID-u. Do tamtych praktyk nie wracają żadne banki centralne, bo miały one duże efekty uboczne: wygenerowano bardzo dużo nowego długu, stymulowanie gospodarek było nadmierne i to w efekcie doprowadziło do skoku inflacji.

 

Znowu – byłoby to pójście pod prąd w kraju przyfrontowym, który ma w dodatku dość duży dług i deficyt sektora finansów publicznych i bardzo potrzebuje budować swoją wiarygodność – po to, żeby rynkowi inwestorzy kupowali dzisiaj emitowane obligacje rządowe. Jakakolwiek forma powrotu do instrumentów z czasów pandemii tę wiarygodność by obniżała – wskazuje.


Reklama

Wiarygodność ta jest obecnie dosłownie na wagę złota. Polski rząd już zobaczył „żółtą kartkę” –  dwie wiodące agencje ratingowe, Fitch i Moody's, zmieniły w ubiegłym roku perspektywę ratingu Polski ze stabilnej na negatywną, uzasadniając ten krok obawą o kondycję polskich finansów publicznych.


Reklama

Współpraca: Marcin Darmas

 

 


Reklama