Reklama
Reklama
Reklama

Senator ostro o lekarzu-milionerze: groszorób, patrzył jak zarobić

Zarobek nie powinien być celem funkcjonowania w systemie. Tworzenie tego saloniku VIP jest tak nienaturalne, niemedyczne, że nie jestem w stanie myśleć w takich kategoriach. Wiele widziałem, ale nie coś takiego – mówił w Porannych Rozmowach Zero Wojciech Konieczny. Senator Lewicy radnego-milionera Dawida Kacprzyka nazwał „groszorobem”, dla którego liczył się wyłącznie zarobek.

decklink-duo-3-3-19-czerwca-2026-09-13-28
Wojciech Konieczny w Kanale Zero. (fot. Kanał Zero)
  • Wojciech Konieczny stwierdził w Kanale Zero, że wcześniej nie słyszał nigdy o takim „wynaturzeniu”, jak tworzenie osobnego pokoju na SOR-ze, przeznaczonego wyłącznie dla polityków.
  • – Wiele widziałem, więcej słyszałem i wielu lekarzy ma wiele do powiedzenia na temat systemu, ale saloniki dla VIP-ów? To wydaje mi się nieprawdopodobne. To wynaturzenie wykracza poza normę wynaturzeń w Polsce –  mówił Konieczny w „Porannych Rozmowach Zero”.
  • Senator Lewicy stwierdził też, że według niego zarobek nie powinien być celem funkcjonowania w służbie zdrowia. – Może obrażę tego lekarza, ale to taki groszorób, jeżeli patrzył skąd wyciągnąć pieniądze, a nie leczyć ludzi – mówił wprost polityk.

Prowadzący rozmowę Grzegorz Sroczyński zapytał Wojciecha Koniecznego, jak zareagował na doniesienia Zero.pl na temat Szpitala Południowego i funkcjonującym w placówce saloników dla VIP-ów, głównie polityków. 

Wiele widziałem, więcej słyszałem i wielu lekarzy ma wiele do powiedzenia na temat systemu, ale saloniki dla VIP-ów? To wydaje mi się nieprawdopodobne. Pielęgniarkę wysłać do osobnego pomieszczenia? Podjechać tam wózkiem i wyjechać z politykiem? Przy SOR-ze „zawalonym” ludźmi? Nie widziałem takiego pokoiku, nie słyszałem o niczym takim. Żeby instytucjonalnie stworzyć taki pokój na SOR-ze, to jest nie do uwierzenia – przyznał wprost lekarz.

Reklama
Reklama

„Tworzenie saloniku VIP dla polityków jest nienaturalne i niemedyczne”

Dodał też, że zachowanie Dawida Kacprzyka, młodego lekarza-milionera i byłego już radnego Koalicji Obywatelskiej, świadczy o jego bucie.

– To taki, za przeproszeniem, groszorób. Nie chcę go obrażać, on pewnie też leczył, ale dla zawodu powinno się iść z innych pobudek. Zarobek nie powinien być celem funkcjonowania w systemie. Tworzenie tego pokoiku jest tak nienaturalne, niemedyczne, że nie jestem w stanie myśleć w takich kategoriach. Wiele widziałem, ale nie coś takiego – stwierdził Konieczny.

Senator Lewicy dodał też, że gdyby był ministrem zdrowia, mógłby podjąć decyzję o odtajnieniu listy osób, które korzystały z saloniku VIP w Szpitalu Południowym. 

Reklama
Reklama

– Myślę, że tak bym zarządził. Kazałbym to sprawdzić w ten sposób, by dojść, czy było naruszenie zasady konstytucyjnej w dostępie do świadczeń finansowanych ze środków publicznych. SOR jest przykładem takich świadczeń. Trzeba ustalić, jakie okoliczności za tym stały – podsumował polityk. 

Lekarz-polityk ujawnia: Często dzwonili działacze różnych partii

Grzegorz Sroczyński zapytał też senatora Lewicy o to, czy widzi się w roli ministra zdrowia.

– Druga informacja, dosyć wiarygodna, jest taka, że nowym szefem resortu ma być Wojciech Konieczny – zagaił prowadzący rozmowę, a polityk odparł: To duży komplement, ale nie dostałem takiej propozycji. Byłem tam jako wiceminister. Porównując do trudności wyścigu, Ministerstwo Zdrowia to jest Formuła 1. Nie uchylam się od odpowiedzialności, ale to przedwczesne pytanie. Wszystko zależy od koncepcji premiera – stwierdził.

Konieczny opowiedział też, czy w trakcie pracy w szpitalu w Częstochowie dostawał prośby o przyspieszenie leczenia u znajomych pacjentów.

Reklama
Reklama

– Był pan dyrektorem miejskiego szpitala w Częstochowie, radnym wojewódzkim w tym mieście. Przećwiczmy scenkę. Jestem przewodniczącym rady miasta, moja mama jedzie na SOR. On prosi, by przyspieszyć, żeby nie czekała długo w kolejce – mówił Sroczyński.

– W moim przypadku to nie scenka, tylko rzeczywistość – odparł senator Lewicy i dodał:

Gdy byłem lekarzem i dyrektorem, dzwonili do mnie ludzie. Nie odczuwam, że politycy robili to częściej. Do mnie dzwonili często działacze różnych partii. Wynikało to z niewiary w system. Najbardziej załamywało mnie to, gdy ktoś do mnie dzwonił i mówił, żebym coś zrobił, bo wiedziałem, jak działa SOR i neurologiczny SOR. One w większości przypadków są dobrze zorganizowane. Uważałem, żeby nie wywierać presji na lekarzach. Jeżeli chodzi o SOR, zawsze mówiłem, by pacjenci przechodzili standardową ścieżkę – zapewnił. 

Reklama
Reklama