Reklama
Reklama
Reklama

Sebuś, „goryl”, wierny człowiek Giertycha. Tak działał „Foka”

TYLKO NA

Miał zakładać szemrane spółki, zlecać przelewy z rajów podatkowych, przejmować działki, a gdy trzeba było stworzyć medialną zasłonę dymną, zawiadamiać o rzekomych przestępstwach posłów PiS. Sebastian J., znany jako „Foka”, jest nieodłącznym elementem układanki wokół Romana Giertycha. Pojawia się wszędzie tam, gdzie podejrzane interesy.

Roman Giertych i "Foka"
(fot. TEDI/NEWSPIX.PL)
  • Drogi Sebastiana J., szerzej znanego jako „Foka”, i Romana Giertycha, po raz pierwszy przecięły się w Młodzieży Wszechpolskiej. Giertych reaktywował tę organizację w 1989 r. i formalnie stał na jej czele do 1994 r. 
  • „Foka” miał być aktywnym działaczem, który szybko zdobył zaufanie kluczowych osób w MW. Pracował w biurze porad prawnych Giertycha, a gdy Liga Polskich Rodzin weszła do Sejmu, dostał pracę w partii.
  • Z biegiem lat pojawiał się w kolejnych podmiotach związanych z Ligą Polskich Rodzin, Młodzieżą Wszechpolską i Romanem Giertychem. Dziennikarze opisywali go jako „nieformalnego ochroniarza” Giertycha. 
  • "Foka" stał się też człowiekiem od spółek. Zakładał te, które były kluczowym elementem w aferze Polnordu. Miał odegrać kluczową rolę przy tworzeniu spółki w Liechtensteinie, z której pieniądze płynęły do kancelarii Giertycha. 
  • Sebastian J. nigdy nie zabrał głosu publicznie, a Roman Giertych odcinał się od jego działalności.

– Bystry i zabawny gość. Szybko wszystko łapał – mówi jeden z dawnych działaczy Młodzieży Wszechpolskiej. – Bardzo miły i sympatyczny facet – stwierdza kolejny. 

Dawni „Wszechpolacy” niechętnie mówią o działaczu z Nowego Sącza, którego lata później cała Polska poznała pod pseudonimem „Foka”. Kończy się na półsłówkach, tłumaczeniach, że Sebastiana J. tak naprawdę nie znali. Niektórzy wolą się nie wychylać, bo do polityki czy ultraprawicowych organizacji jest im dziś daleko, są odnoszącymi sukcesy przedsiębiorcami lub prawnikami, którzy prowadzą własne kancelarie. – Pod koniec 2009 r. to już każdy swój biznes robił. Nasze drogi mocno się porozchodziły – stwierdza jeden z naszych rozmówców. 

„Foka” jednak przy Romanie Giertychu pozostał. 

Reklama
Reklama

Sebuś, „goryl”, wierny człowiek

Sebastian J. pochodzi z Nowego Sącza. Karierę zawodową zaczynał jako ochroniarz, a jego ojciec był kolejarzem. W działalność Młodzieży Wszechpolskiej – reaktywowanej w 1989 r. przez Romana Giertycha, który był jej prezesem do 1994 r. – zaangażował się w pierwszych latach funkcjonowania tej organizacji. Do Warszawy „Foka” przyjechał w połowie lat 90. Jak opisywał w 2009 r. „Dziennik”, szybko zdobył uznanie Wojciecha Wierzejskiego, ówczesnego sekretarza, a później prezesa rady naczelnej MW. Jeden z rozmówców gazety wspominał, że J. „kursował tam i z powrotem rozwożąc pisemka narodowe”. „Foka” miał być do bólu lojalny, przez co wpadł w oko Romanowi Giertychowi. Początkowo pracował w jego biurze porad prawnych. Gdy biuro zostało zamknięte, miał wrócić do pracy jako ochroniarz, zaczepił się jako bramkarz w kilku lokalach. 

Punktem zwrotnym w karierze „Foki” był rok 2001, gdy kierowana przez Giertycha Liga Polskich Rodzin weszła do Sejmu. Dostał wtedy pracę w partii. Jeden z ówczesnych posłów LPR przyznawał, że Giertych darzył „Fokę” sympatią, ale Wierzejski miał go „używać jako straszaka na tych, którzy zaleźli mu za skórę”. Dziennikarze opisywali „Fokę” jako „najwierniejszego człowieka Romana Giertycha”, który od lat był jego „nieformalnym ochroniarzem”. Twierdzili, że miał mówić o nim czule „Sebuś”. Niektórzy nazywali go „gorylem Giertycha”. 

Reklama
Reklama

– Najwierniejszy z wiernych? – uśmiecha się jeden z naszych rozmówców. – Nie sądzę, było wielu innych równie wiernych. Z ochroniarzem to też jest naciągane. Jak Roman nie miał już ochrony BOR-u, czyli po 2007 r., to przez bardzo długi czas miał byłego funkcjonariusza, który dla niego pracował – zauważa. 

Giertych znika, ale „Foka” zostaje

„Foka” formalnie za to pojawiał się w kolejnych podmiotach związanych z Ligą Polskich Rodzin, Młodzieżą Wszechpolską i Romanem Giertychem. W roku 2004 Sebastian J. zasiadł w radzie nowo utworzonej Fundacji Inicjatyw Polskich, razem z Adamem Bonisławskim, późniejszym prezesem MW, czy Danielem Pawłowcem, później posłem LPR. Oficjalnie nie wiadomo, co fundacja robiła, bo konsekwentnie nie składała sprawozdań. Wiadomo jednak, że w 2005 r. przejęła całość udziałów w spółce Ars Politica, która wcześniej należała do założonego w 2001 r. przez rodzinę Giertychów stowarzyszenia Liga Rodzin. Ars Politica zajmowała się działalnością wydawniczą, publikowała m.in. pisane przez narodowców książki. 

Kolejny przełom to rok 2007, gdy Giertych znika z polityki. Najpierw rozpadła się koalicja rządowa, Giertych stracił urząd wicepremiera i ministra edukacji, a dwa miesiące później Liga Polskich Rodzin znalazła się pod progiem w przedterminowych wyborach. Lider LPR wrócił do praktyki adwokackiej. 

Reklama
Reklama

Czytaj też: „Szaman KO”. Były działacz Młodzieży Wszechpolskiej o Romanie Giertychu

Nie oznacza to jednak, że porzucił wówczas polityczne ambicje. W mediach spekulowano, że miał powrócić dzięki współpracy z Declanem Ganleyem, irlandzkim biznesmenem i założycielem stowarzyszenia Libertas. Ta prawicowa i eurosceptyczna organizacja powstała w 2008 r., a jej celem była budowa paneuropejskiej partii, która weszłaby do Parlamentu Europejskiego. Ganley na początku 2009 r. odwiedził Polskę, w Warszawie powstało biuro organizacji, ale też partia – Libertas Polska. I tu znów pojawia się Sebastian J., który został pełnomocnikiem finansowym komitetu wyborczego tego ugrupowania. Oficjalnie Giertych nie był członkiem Libertas Polska, początkowo ukrywał nawet swoje związki z organizacją. Partię budowali jego bliscy współpracownicy, a on sam przyznał, że jedynie doradza politykom Libertasu i „kilka razy” rozmawiał z Ganleyem. Z podboju Brukseli nic jednak nie wyszło, bo Libertas zdobył w Polsce ledwie 1 proc. głosów. 

Jednym z ostatnich bastionów Ligi Polskich Rodzin była w tamtym okresie Telewizja Polska, w której „Foki” co prawda nie było, ale „Rzeczpospolita” odnalazła tam jego żonę – Monikę. Dziennikarze w 2009 r. ustalili, że pracowała w sekretariacie Piotra Farfała. Trafiła do Telewizji Polskiej w 2006 r., czyli w momencie, gdy Farfał, wcześniej redaktor „Wszechpolaka”, kandydat LPR w wyborach i prezes Ars Politica, objął posadę wiceprezesa. W 2008 r. dostał awans, zaczął pełnić obowiązki prezesa TVP. Z tej funkcji został odwołany we wrześniu 2009 r. Monika J. przekonywała, że o pracy „dowiedziała się od koleżanki”, a jej zatrudnienie „nie miało nic wspólnego z zajęciami męża”. 

Człowiek od spółek 

Ledwie rok później, w 2010 r., „Foka” zakłada spółki, które staną się kluczowym elementem w aferze Polnordu. Afera polegać miała na wyprowadzeniu z tej deweloperskiej spółki w latach 2010-2014 ponad 90 mln zł. To zawiła sprawa, w której śledztwo prokuratura wszczęła w 2017 r., a w październiku 2020 r. zatrzymano kilkanaście osób, w tym Ryszarda K., Romana Giertycha i „Fokę”. Wszyscy usłyszeli zarzuty przywłaszczenia i wyprowadzenia pieniędzy z Polnordu, z których jednak Giertych został w 2025 r. oczyszczony. Prokuratura uznała, że jako pełnomocnik prawny pełnił wyłącznie rolę usługową i nie musiał wiedzieć o ewentualnych nieprawidłowościach finansowych po stronie klientów. Na „Foce” zarzuty nadal ciążą. 

Reklama
Reklama

Wróćmy jednak do początku. 

Polnord na początku XXI wieku był jednym z największych deweloperów w Polsce i budował prestiżowe Miasteczko Wilanów w Warszawie. Prace ruszyły w 2002 r. na gruntach, które pod koniec lat 90. kupiła należąca do Ryszarda Krauzego spółka Prokom. W umowie zawarto wówczas zapis o infrastrukturze wodno-kanalizacyjnej, którą deweloper miał zbudować. Przez wiele kolejnych lat toczył się spór między miastem a Prokomem i Polnordem o kwestię odpłatności za infrastrukturę. W 2010 r. do gry wkroczył Roman Giertych, w roli reprezentanta Polnordu i Prokomu. Jego kancelaria podpisała umowy opiewające na milionowe wynagrodzenia. Część zapłaty kancelaria otrzymała w formie mieszkań w Warszawie i Sopocie. W jednej z umów wskazano, że Giertych miał otrzymać 2 proc. kwoty uzyskanej przez Polnord od MPWiK lub Miasta Stołecznego Warszawy.

Tu znów pojawia się „Foka”. W listopadzie 2010 r. założył spółkę New Industry, która siedzibę miała w domu w podwarszawskim Błoniu. Jeden pokój o powierzchni 13 m. kw. wynajęła spółce żona Sebastiana J. W styczniu 2011 r. w tym samym pokoju „Foka” zakłada spółkę TG. Następnie obie spółki zawierają umowy na obsługę prawną w zakresie obrotu wierzytelnościami z kancelarią Romana Giertycha. Wiemy to z ujawnionego na łamach Wirtualnej Polski przez Szymona Jadczaka, Patryka Słowika i Pawła Figurskiego uzasadnienia umorzenia śledztwa w sprawie Polnordu w części dotyczącej Romana Giertycha. 

Reklama
Reklama

W postanowieniu prokuratura zauważała, że spółki „Foki” nie miały środków, by za taką obsługę zapłacić. Mimo to podpisały opiewające na 51 mln zł umowy na zakup od spółki K. Prokom Investments wierzytelności wycenianych na niemal 73 mln zł. Były to… roszczenia Prokomu wobec Warszawy o infrastrukturę wybudowaną w Miasteczku Wilanów. Dwa miesiące później za 58 mln zł odkupił je Polnord. Według prokuratury narażono w ten sposób Polnord na stratę znacznej wartości i wyprowadzono kilkadziesiąt milionów złotych. Jak jednak zauważała WP, wątku nie wyjaśniono do końca. Nie wiadomo, dlaczego Prokom zawarł umowę ze spółkami „Foki”, które nie miały ani majątku, ani doświadczenia. Nie wiadomo, dlaczego wierzytelności kupił Polnord. Nie wiadomo również, jaką konkretnie rolę w tej transakcji odegrał „Foka”. 

Czytaj też: Giertych, „Foka” i Polnord. Czyli jak znany mecenas o niczym nie wiedział

Śledczy ustalili jednak, że obie spółki – New Industry i TG – zapłaciły kancelarii Romana Giertycha grubo ponad milion zł. W toku śledztwa sprawdzili również skrzynkę mailową Sebastiana J. i uznali, że między nim a Giertychem „istniał stosunek podległości”. Na skrzynce znaleźli m.in. umowę spółki Polnord o obsługę prawną z kancelarią Giertycha zawartą 14 września 2011 r. Nie zbadali jednak, dlaczego umowa znajdowała się w mailach „Foki”.

Reklama
Reklama

Nie wiedzieli, skąd mieli miliony 

Nazwisko Sebastiana J. pojawia się również przy aferze wokół działki w Dopiewcu pod Poznaniem. Polnord planował tam budowę prestiżowego „megamiasteczka”, o którym lokalne media pisały już w 2007 r. Zamieszkać miało w nim blisko 15 tys. osób, miał powstać kościół, szkoła, przedszkola, a nawet wewnętrzna komunikacja dla mieszkańców. Miasteczko miało zająć powierzchnię ok. 100 hektarów. Jednak ziemię kupiła wcześniej od należącego do K. Prokomu spółka PROPERIS 33, którą zarządzała wtedy Monika J., żona „Foki”. Do transakcji doszło we wrześniu 2010 r., a kilka dni później spółka odsprzedała nieruchomości Polnordowi za ponad 27 mln zł. To czterokrotnie więcej, niż wynosiła cena rynkowa. Przypomnijmy, że od 2010 r. kancelaria adwokacka Romana Giertycha obsługiwała Prokom i Polnord. 

W komunikacie z października 2020 r. Prokuratura Regionalna w Poznaniu potwierdziła, że z ustaleń śledztwa wynikało, iż członkowie zarządu Polnordu i Ryszard K. mieli pełną wiedzę o ofercie sprzedaży nieruchomości. „Mogli zatem kupić tę działkę bezpośrednio od sprzedającego, za kwotę nieco ponad 7,3 mln z. Podejrzani nie wykorzystali jednak tej możliwości i za pośrednictwem fasadowej spółki doprowadzili do zakupu działki po zawyżonej czterokrotnie cenie wynoszącej ponad 27 mln zł” – stwierdzili śledczy. „Spółka ta powstała wyłącznie po to, by zawyżyć wartość nieruchomości” – dodawała prokuratura. 

Reklama
Reklama

Śledczy stwierdzili również, że spółkę założył „bliski współpracownik Romana G.”, czyli właśnie „Foka”. „W podobny sposób powołał spółkę wykorzystaną do popełnienia przestępstwa przy sprzedaży wierzytelności” – dodawała prokuratura, choć mijając się z faktami. Spółkę założyła bowiem Monika J., żona Sebastiana J., która właścicielką wszystkich udziałów była do października 2014 r. Dopiero wtedy zastąpił ją mąż, który w zarządzie spółki jest do dzisiaj. 

Czytaj też: Zakaz rozwodów i publiczna chłosta. Polska marzeń Romana Giertycha

Podczas przesłuchania Monika J. twierdziła, że nie wie nic o zakupie działki, tłumaczyła, że nie widziała również pieniędzy, które miały być przeznaczone na jej kupno. Monika J. wyjaśniała, że jej podpis widnieje na dokumentach, bo „mąż kazał jej coś podpisać, a że mąż pracuje dla Giertycha, a ona Giertychowi ufa, więc się podpisała”. Wezwany jako świadek Sebastian J. twierdził z kolei, że nie pamiętał, jak dowiedział się o działce, skąd wziął pieniądze na zakup, dlaczego sprzedał ją po kilku dniach o 20 mln zł drożej i co zrobił z zarobionymi pieniędzmi. 

Kluczowa rola „Foki” 

To wciąż nie wszystkie głośne sprawy, w których „Foka” pojawia się obok interesów Romana Giertycha. W kwietniu 2012 r. – jak opisywał portal money.pl – Sebastian J. odegrał kluczową rolę przy zakładaniu spółki w Liechtensteinie, z której następnie pieniądze płynęły do kancelarii Giertycha. „Foka” miał posiadać pełnomocnictwo do polskiego konta tej spółki, z którego w 2013 r. trafiło na konto kancelarii ok. 900 tys. zł. Niedługo po ostatnim przelewie spółka została postawiona w stan likwidacji. Jak ujawnili dziennikarze, większość przelewów zlecał Sebastian J.

Reklama
Reklama

„Foka” pojawia się również w kolejnych powiązanych z Giertychem spółkach. We wrześniu 2013 r., po ostatnim przelewie z Liechtensteinu, wszedł do rady nadzorczej gdańskiej spółki Hatrol. Tej samej, w której trzynaście lat wcześniej zasiadali Witold Hatka i Roman Giertych. W tym samym roku powstaje spółka Giertych-Kancelarie, zarejestrowana pod adresem, pod którym kancelaria Giertycha działa do dzisiaj. Prezesem spółki od początku jest „Foka”, a przez nieco ponad rok, do września 2014 r., wspólnikiem był Roman Giertych. Wtedy jego udziały przejmuje spółka New Industry, kolejna ze spółek „Foki”. W 2019 r. spółka Giertych-Kancelarie zmienia nazwę na Klim-Seal, a adres na ulicę Chocimską. We wskazanym w rejestrze lokalu odnajdujemy jednak zupełnie inną firmą, w której nikt o Klim-Seal nie słyszał. Oficjalnie spółka zajmuje się doradztwem, administracją biurową oraz budownictwem. 

Czytaj też: Od wszechpolaka do platformersa. Kalendarium kariery Romana Giertycha

Również od 2013 r. „Foka” jest jedynym udziałowcem założonej wtedy spółki KAZ-POL Consulting. Jej pierwszym prezesem był Piotr Ślusarczyk, dawny prezes Młodzieży Wszechpolskiej oraz poseł LPR, następnie stanowisko to przejął Piotr Farfał, wspominany już wcześniej były p.o. prezesa TVP, a od 2019 r. prezesem spółki jest „Foka”. W sprawozdaniu za 2024 r. czytamy, że spółka zajmuje się „pozostałymi badaniami i analizami technicznymi” oraz budownictwem, jednak działalności gospodarczej nie prowadziła. Podobnie jak we wcześniejszych latach. Pod adresem, który wskazano jako siedzibę KAZ-POL Consulting, nie odnajdujemy tej firmy. To jedna z wyremontowanych kamienic w centrum Warszawy. Domofon milczy, a sąsiedzi o takiej spółce nie słyszeli. 

Na pomoc Sikorskiemu

W polityce „Sebuś” pojawia się także w roku 2014, gdy Radosław Sikorski, jeden z klientów kancelarii Romana Giertycha, jest bohaterem afery z kilometrówkami. „Foka” miał wtedy ręczyć za Sikorskiego i tworzyć medialną „zasłonę dymną”, składając zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez posłów PiS. – Akcja ze złożeniem rzekomo przez osobę prywatną zawiadomienia o posłach PiS to jest akcja polityczna Sikorskiego, Giertycha i Kamińskiego, która ma wybielić marszałka Sikorskiego – grzmiał ówczesny rzecznik PiS Marcin Mastalerek. – Pan Sebastian J. jest bliskim współpracownikiem Romana Giertycha, a przecież on blisko współpracuje z marszałkiem Sikorskim – oburzał się. 

Reklama
Reklama

Dwa lata później „Foka” pojawia się też w innej głośnej sprawie: w procesie grupy frankowiczów, którzy walczyli o unieważnienie niekorzystnych umów z Getin Noble Bankiem. W czerwcu 2016 r. dołącza do procesu jako interwenient uboczny, czyli osoba trzecia, która wstępuje do toczącego się procesu cywilnego, by wesprzeć jedną ze stron. A konkretnie stronę powodową, czyli frankowiczów. Szybko jednak okazało się, że „Foka” miał opóźniać postępowanie, składając pisma, które zawierały braki formalne. Przez cały ten czas na konta kancelarii Giertycha, pracującej dla Getin Noble Banku, wpływały pieniądze. Giertych odcinał się jednak od „Foki”, twierdził, że nie wiedział o jego udziale w postępowaniu grupowym i przekonywał, że jego działania nie opóźniły sprawy. Przyczyn opóźnienia upatrywał w opieszałości sądu i brakach formalnych pozwu. 

Tajemnicza znajomość

Swojej wieloletniej znajomości z Romanem Giertychem „Foka” nie ukrywał w licznych zeznaniach. Na przykład tych, które składał w śledztwie dotyczącym profilu „Sok z Buraka”. J. stwierdził wówczas, że Giertycha zna od 25 lat, zajmował się obsługą techniczną kancelarii, a następnie pracował dla jego żony, Barbary. „Foka” wyjaśniał również, że jego firma zajmowała się organizacją pracy biurowej, m.in. dostarczała papier. W śledztwie dotyczącym gróźb wobec Jana Kulczyka, które toczyło się na przełomie 2014 r. i 2015 r. „Foka” wyjaśniał, że z Giertychem współpracował już od ok. 20 lat, a od 2011 r. był na „swojej działalności”. 

Reklama
Reklama

Sebastian J. nigdy nie zabrał głosu publicznie, a Roman Giertych odcinał się od jego działalności. Mecenas z Platformy przez lata konsekwentnie odpierał wszystkie pojawiające się w mediach zarzuty. Przyznawał tylko, że „Fokę” zna.

Reklama
Reklama