Reklama
Reklama

Katastrofalne prognozy na lato. „Prawdziwe wyzwania przychodzą w lipcu i sierpniu”

TYLKO NA

Pożar Puszczy Solskiej ponownie skierował oczy Polaków na problem suszy. Choć ostatnie ulewy przyniosły chwilową ulgę na południu kraju, Emilia Szewczak, synoptyk IMGW w rozmowie z Zero.pl ostrzega: sytuacja hydrologiczna pozostaje skomplikowana. Gdzie obecnie sytuacja jest najtrudniejsza, czy grożą nam ograniczenia w zużyciu wody i jaka pogoda czeka nas w wakacje?

Wisła, rzeka
Niski poziom na Wiśle w 2022 r. (fot. Shutterstock / Shutterstock)
  • Jak ocenia w rozmowie z Zero.pl Emilia Szewczak, sytuacja hydrologiczna w Polsce uległa poprawie dzięki ostatnim opadom. Obecnie suszę notuje się na 54 stacjach, co stanowi ok. 6 proc. wszystkich punktów pomiarowych w kraju.
  • Ekspertka z IMGW przypomina, że wciąż aktywnych pozostaje 13 ostrzeżeń przed suszą hydrologiczną. Najtrudniejsza sytuacja panuje w Polsce centralnej oraz w dorzeczu Warty i Noteci.
  • Polska od 2015 r. znajduje się w stałym cyklu suszy. Eksperci przewidują, że nadchodzące lato będzie cieplejsze niż norma wieloletnia z ostatnich lat.

Zapytaliśmy Polaków, gdzie spędzą urlop. Zagranica nie taka popularna

Agnieszka Waś-Turecka, Zero.pl: W ostatnim czasie z powodu pożaru Puszczy Solskiej wrócił temat suszy w Polsce. Czy w ciągu ostatnich dwóch tygodni warunki się zmieniły?

Emilia Szewczak, dyżurna synoptyk hydrolog IMGW-PIB: Sytuacja jest dość skomplikowana i wynika z wielu czynników. Przede wszystkim opady w kraju są rozłożone bardzo nierównomiernie. W okresie wiosenno-letnim mają najczęściej charakter burzowy – są intensywne, ale punktowe. Oznacza to, że w jednym miejscu występuje silna ulewa, a zaledwie kilka kilometrów dalej wciąż panuje dotkliwa susza. Choć sumarycznie deszczu może nie być mało, to jego duże natężenie i lokalny zasięg nie poprawiają sytuacji w skali kraju.

Reklama
Reklama

Dodatkowo w ciepłych miesiącach wzrasta parowanie i temperatura powietrza, a roślinność wchodzi w fazę intensywnej wegetacji, co zwiększa zapotrzebowanie na wodę.

W ostatnich dniach obserwowaliśmy jednak długotrwałe opady. Czy przyniosły one realną ulgę?

Rzeczywiście, w ostatni weekend popadało, szczególnie na południu Polski – w obszarach górskich, na Śląsku, w Małopolsce i na Opolszczyźnie. Woda zasiliła rzeki, co przełożyło się na wzrost stanów wody i przepływów. Obecnie obserwujemy przemieszczanie się fal wezbraniowych głównymi arteriami kraju, czyli Wisłą i Odrą. Przykładowo, w Sandomierzu na górnym odcinku Wisły odnotowaliśmy w ostatniej dobie wzrost stanu wody o około 50 cm.

Czyli sytuacja hydrologiczna w kraju uległa poprawie?

Reklama
Reklama

Ogólnie tak. W tym roku sytuacja była najtrudniejsza 7 maja. Na 91 stacjach, czyli na ok. 10 proc. wszystkich w kraju, notowaliśmy przepływy poniżej średniego niskiego przepływu, co definiujemy jako suszę hydrologiczną. Obecnie, dzięki opadom i chwilowemu ochłodzeniu, liczba ta spadła do 54 stacji, czyli ok. 6 proc. To poprawa, ale należy pamiętać, że prognozowane są kolejne opady o charakterze burzowym, które nie dają gwarancji trwałej zmiany trendu.

Gdzie obecnie sytuacja jest najtrudniejsza? Gdzie obowiązują ostrzeżenia?

Aktualnie mamy 13 aktywnych ostrzeżeń przed suszą hydrologiczną i nie przewidujemy ich odwołania w najbliższym czasie. Obejmują one głównie: Polskę centralną, całe dorzecze Warty i Noteci, zlewnię Sanu, okolice Poznania przy Kanale Mosińskim i zlewnie Iny i Płoni w okolicach Zalewu Szczecińskiego.

Reklama
Reklama

Choć na północy Mazowsza jedno ostrzeżenie wygasło, planujemy wydanie nowego dla Górnego Wieprza w okolicach Zamościa. To pokazuje, jak dynamiczna i niejednorodna jest sytuacja w poszczególnych zlewniach.

Jak wygląda sytuacja z punktu widzenia rolników?

Dane satelitarne wskazują na trudną sytuację w wierzchniej warstwie gleby, do 7 cm. Na zachodzie kraju, m.in. na Ziemi Lubuskiej, wilgotność gleby punktowo spada do poziomu 30-40 proc., co drastycznie utrudnia roślinom pobieranie wody. Widoczne jest to szczególnie w uprawach rzepaku i jęczmienia ozimego, które są rzadsze i gorzej wyrośnięte. Nieco lepiej jest na południu i na Mazowszu, ale przy nadchodzących upałach te zasoby mogą zostać błyskawicznie wyczerpane.

Pojawiają się doniesienia o niskim stanie wód podziemnych. Jakie ma to konsekwencje dla mieszkańców miast i gospodarki?

Reklama
Reklama

Wody podziemne również zależą od zasilania z opadów. Ich niski stan bezpośrednio wpływa na rzeki – gdy brakuje deszczu, rzeki są zasilane wyłącznie z zasobów podziemnych. Jeśli te są niskie, poziom wody w korytach drastycznie opada.

Skutki odczuwa wiele sektorów. Głównie rolnictwo z uwagi na mniejsze plony i gorszą jakość produktów. Ale i my – klienci, ponieważ przekłada się to na wyższe ceny w sklepach. Cierpią też żegluga śródlądowa czy energetyka. Ta ostatnia z powodu trudności z chłodzeniem systemów w elektrowniach. I w końcu sieci wodociągowe. Choć bezpośrednie zagrożenie ciągłości dostaw zależy od lokalnych ujęć, niskie stany mogą wymuszać apele o ograniczenie zużycia wody.

Czy w związku z tym powinniśmy spodziewać się oficjalnych zakazów podlewania trawników czy napełniania basenów?

Wiele gmin już teraz apeluje o rozwagę. Jako instytut, promujemy „dekalog oszczędzania wody”. Zachęcamy do rezygnacji z mycia samochodów czy intensywnego podlewania trawników na rzecz np. zakładania łąk kwietnych, które lepiej zatrzymują wilgoć. Warto wdrażać te małe praktyki, zanim sytuacja zmusi samorządy do wprowadzania restrykcyjnych zakazów.

Reklama
Reklama

Jak obecna sytuacja wygląda na tle ostatniej dekady? Czy jest gorzej niż w ubiegłych latach?

Od 2015 roku Polska znajduje się w permanentnym cyklu suszy hydrologicznej, co wymaga od nas stałego monitoringu. Obecny maj mieści się w normach z ostatnich 10 lat – sytuacja jest zbliżona do tej z lat poprzednich, choć np. w 2020 roku o tej porze było trudniej, niżówkę notowało wówczas ponad 100 stacji. Prawdziwe wyzwania przychodzą zazwyczaj w lipcu i sierpniu. W ekstremalnym 2015 roku aż 30 proc. stacji w kraju notowało suszę.

Czego możemy się spodziewać w nadchodzących miesiącach letnich?

Reklama
Reklama

Prognozy długoterminowe wskazują na lato cieplejsze niż norma wieloletnia. Spodziewamy się, że liczba stacji z niskim przepływem będzie wzrastać. Susza może dotknąć także największe miasta, w tym Warszawę – analogicznie do poprzednich lat, w lipcu lub sierpniu może pojawić się tu ostrzeżenie hydrologiczne.

Będziemy obserwować „sinusoidę” – gwałtowne skoki stanów wody po burzach, a następnie szybkie spadki. Aby realnie poprawić sytuację, potrzebujemy opadów jednostajnych, długotrwałych i wielkoskalowych, które zdołają wsiąknąć w głębsze warstwy ziemi. Niestety, w miesiącach letnich dominować będą gwałtowne zjawiska konwekcyjne, które zamiast zasilać zasoby, częściej prowadzą do tzw. powodzi błyskawicznych.

Czyli w okresie wakacyjnym czekają nas fale upałów?

Prognozy wskazują, że jeśli będą, to raczej krótkotrwałe. Mało prawdopodobny jest scenariusz, w którym ekstremalnie wysokie temperatury utrzymywałyby się bez przerwy np. przez dwa tygodnie. Spodziewamy się raczej cykli trwających maksymalnie do tygodnia. Po takim czasie zazwyczaj nadchodzi front atmosferyczny, który przynosi ochłodzenie, opady oraz burze.

Pamiętajmy jednak, że najbardziej wiarygodne prognozy to te na 2-3 dni do przodu.

Źródło: Zero.pl
Agnieszka Waś-Turecka
Agnieszka Waś-TureckaDziennikarka
Reklama
Reklama