Koniec 60-dniowego rozejmu między Waszyngtonem a Teheranem nie przyniósł powrotu do rozmów pokojowych. – W tej chwili żadnej ze stron nie zależy na szybkim kompromisie, ponieważ zarówno USA, jak i Iran są przekonane, że mogą rozstrzygnąć ten konflikt na własnych warunkach – ocenia w rozmowie z Zero.pl amerykanista, prof. Michał Urbańczyk. Wskazuje też na nieoczywistą korzyść, jaka płynie dla Stanów Zjednoczonych z wojny z Iranem.

- Pat w relacjach USA-Iran. Żadna ze stron konfliktu nie dąży do szybkiego kompromisu, ponieważ – jak ocenia w rozmowie z Zero.pl prof. Michał Urbańczyk – obie są przekonane o możliwości wygranej na własnych warunkach.
- Ekspert tłumaczy, że Teheran liczy na polityczne osłabienie Donalda Trumpa i brak gotowości USA do inwazji lądowej, natomiast Waszyngton stawia na gospodarczą blokadę oraz wyczerpanie potencjału rywala.
- Amerykanista dodaje, że wojna w Iranie dała Stanom Zjednoczonym kluczową lekcję przed ewentualnym konfliktem z Chinami.
Trump zaprezentował „nowe terytorium USA”. „Mamy całkowitą kontrolę”
W poniedziałek zakończył się 60-dniowy rozejm między Iranem i Stanami Zjednoczonymi. Obie strony nie kwapią się, by przedłużać porozumienie. Nie ma także mowy o negocjacjach na temat ostatecznego zakończenia wojny. Nie spieszy się ani Waszyngtonowi, ani Teheranowi. Tylko my niecierpliwie patrzymy na znów rosnące ceny paliw na stacjach.
Dlaczego USA i Iranowi się nie spieszy?
– W tej chwili żadnej ze stron nie zależy na szybkim kompromisie, ponieważ zarówno USA, jak i Iran są przekonane, że mogą rozstrzygnąć ten konflikt na własnych warunkach – tłumaczy w rozmowie z Zero.pl prof. Michał Urbańczyk z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Paraliż w cieśninie Ormuz. Nieznany pocisk trafił w cywilny statek
Skąd ten brak pośpiechu?
– Teheran ma pełną świadomość ograniczeń Amerykanów – wie, że nie zdecydują się na inwazję lądową. Dostrzega też ich ograniczenia militarne, na przykład w postaci wyczerpujących się zapasów amunicji, co dla nas, jako sojusznika USA, też powinno być cenną lekcją. Ponadto po stronie irańskiej istnieje nadzieja, że ewentualny fatalny wynik Republikanów w wyborach połówkowych wygeneruje większą presję na prezydenta USA – tłumaczy ekspert.
Wszystko to sprawia, że „z perspektywy twardogłowych polityków w Teheranie nie ma obecnie powodów do ustępstw”.
A co ze Stanami Zjednoczonymi? – Trump gra w swoim stylu – o pełną stawkę. Choćby dlatego, że nie ma obecnie fizycznej możliwości rozwiązania kwestii irańskiej na warunkach satysfakcjonujących dla USA – ocenia prof. Urbańczyk.
I dodaje, że wybory połówkowe nie zmienią podejścia prezydenta. – Sam Trump nie bierze w nich udziału. Postawiłbym wręcz hipotezę, że niespecjalnie się nimi przejmuje – choćby dlatego, że historycznie partia urzędującego prezydenta niemal zawsze je przegrywa. Dodatkowo – Trump rządzi właściwie bez Kongresu, więc to, kto zdobędzie w nim większość, ma dla niego drugorzędne znaczenie – podkreśla amerykanista.
Jego zdaniem „sytuacja będzie najpewniej trwać w obecnym kształcie”, a Stany Zjednoczone mogą sobie pozwolić na czekanie.
– W Iranie panuje trudna sytuacja. Blokada cieśniny Ormuz w praktyce oznacza także blokadę portów irańskich, a sytuacja wewnętrzna i międzynarodowa Teheranu znacząco się pogarsza. Doszło do dużej zmiany geopolitycznej – porozumienie militarne Pakistanu, Turcji i Arabii Saudyjskiej oznacza, że Iran znalazł się w okrążeniu – przypomina ekspert.
Trump stosuje „doktrynę szaleńca”
– Obecnie Amerykanie uznali, że Iran trzeba – mówiąc kolokwialnie – zadusić. Nie ma szans na szybkie zakończenie konfliktu, ale jego przedłużanie uderza głównie w Iran, a także w państwa trzecie, takie jak Chiny, które korzystały z irańskiej ropy. A to kolejna korzyść dla USA – zaznacza analityk.
A co z najnowszymi groźbami Trumpa? Prezydent USA zapowiedział m.in. że zbombarduje Oman – sojusznika Stanów Zjednoczonych – za rzekome utrudnianie porozumienia z Iranem w sprawie swobody żeglugi przez cieśninę Ormuz. Zasugerował również, że ogłosi ten ważny szlak morski częścią terytorium amerykańskiego.
Prof. Urbańczyk nie przykłada do tych oświadczeń wielkiej wagi. – To element taktyki Trumpa, który stosuje znaną z czasów zimnej wojny „doktrynę szaleńca”. Chodzi o to, by – pozując na nieobliczalnego – sprawić, że przeciwnik będzie się bał podnosić stawkę – ocenia.
– Warto też dodać, że doniesienia o pełnej kontroli Iranu nad cieśniną Ormuz są przesadzone – jak donosi CNN, ponad 80 proc. ruchu odbywa się wodami terytorialnymi Omanu kontrolowanymi przez US Navy. Z tego powodu ewentualne porozumienie Iranu z Omanem byłoby dla Trumpa niekorzystne, gdyż dałoby Teheranowi oddech. Być może zatem stąd wzięły się jego groźby wobec tego kraju – zaznacza amerykanista.
Jeszcze jedna korzyść dla USA
Prof. Urbańczyk wskazuje także na jeszcze jedną – mniej oczywistą – korzyść, którą USA wynoszą z wojny z Iranem.
– Konflikt ujawnił trudności logistyczne USA. Lepiej, że te problemy wojskowe, np. z zapasami amunicji, wyszły na jaw teraz, przy konflikcie o niższej intensywności, niż za kilka lat w przypadku ewentualnej eskalacji z Chinami wokół Tajwanu. Dla USA to przecież Chiny są głównym rywalem – komentuje analityk.
I podkreśla: – Amerykanie już wyciągają wnioski. Świadczy o tym chociażby podpisanie rekordowego kontraktu na zakup tysiąca pocisków Tomahawk rocznie.

