Reklama
Reklama

Reklama

Karol Nawrocki: To rząd odpowiada za problemy wokół kryptowalut [WYWIAD]

Reklama
TYLKO NA

Czy PiS rzeczywiście traci spójność, czy tylko zmienia kurs? Karol Nawrocki studzi nastroje i przekonuje, że partia pozostanie silna. W wywiadzie dla Roberta Mazurka i Krzysztofa Stanowskiego odnosi się także do swojego weta, sprawy kryptowalut i napięć na linii rząd–prezydent.

Prezydent Karol Nawrocki jest gościem Krzysztofa Stanowskiego i Roberta Mazurka w Kanale Zero
(fot. Zero.pl)

Robert Mazurek: Czy PiS właśnie się rozpada?


Reklama

Karol Nawrocki: Z perspektywy prezydenta sprawy partyjne nie są najważniejsze. Moim zadaniem jest troska o państwo, naród i wspólnotę, dlatego zawsze trzymałem się z dala od bieżącej polityki partyjnej. Nigdy nie należałem do żadnej partii. Znam oczywiście dynamikę sceny politycznej, ale nie angażuję się w nią emocjonalnie, bo mam inne obowiązki.

Wielokrotnie już zapowiadano koniec PiS i te prognozy się nie sprawdzały. Gdybym miał się założyć, powiedziałbym, że partia się nie rozpada. Obecną sytuację odczytuję raczej jako próbę poszukiwania nowego, bardziej umiarkowanego elektoratu oraz element wewnętrznej dyskusji w partii.

Robert Mazurek: Postawiłby pan pieniądze na to, że Mateusz Morawiecki nie opuści Prawa i Sprawiedliwości?


Reklama

Karol Nawrocki: To są spekulacje, od których trzymam się z daleka. Mateusz Morawiecki, podobnie jak współpracujące z nim osoby - choćby Szymon Szynkowski vel Sęk czy Marcin Horała - to politycy o dużych kompetencjach i energii do działania w sprawach państwowych. Widać w nich znaczący potencjał.


Reklama

Natomiast to, co wydarzy się dalej, należy już do sfery czysto partyjnej. Ja nie postawiłbym pieniędzy na rozpad PiS. Uważam, że partia pozostanie silna.

Robert Mazurek: Przemysław Czarnek nie został szefem pańskiej kancelarii. Nie chciał go pan tam. Czy miałby pan problem z tym, gdyby został premierem?

Karol Nawrocki: Nie, nie miałbym z tym żadnego problemu. Uważam, że profesor Przemysław Czarnek - jako były minister edukacji, wojewoda, naukowiec i polityk  jest osobą bardzo zdolną. Jego ambicja i energia z jaką dąży do roli premiera, pozwalają sądzić, że może nim zostać. Ja nie widzę w tym problemu.


Reklama

Podtrzymuję natomiast opinię, którą wyrażałem wcześniej: każdy premier wyłoniony przez Prawo i Sprawiedliwość byłby lepszy od Donalda Tuska. W przypadku Przemysława Czarnka istnieje realna szansa na uporządkowanie spraw państwowych w dobrym kierunku.


Reklama

Kandydat na premiera Prawa i Sprawiedliwości Przesmysław Czarnek (fot. Piotr Polak / PAP)

Krzysztof Stanowski: Wspomniał pan o „środkach finansowych”, co dziś wielu osobom kojarzy się przede wszystkim z kryptowalutami. Wokół tej sprawy narosła narracja, która stawia pana w trudnej sytuacji - zwłaszcza w kontekście weta. Żałuje pan tej decyzji?

Karol Nawrocki: Ani przez chwilę nie żałowałem tego weta i nie żałuję go dziś. Odpowiedzialność za sytuację około 30 tys. osób, które znalazły się w trudnym położeniu, ponosi rząd Donalda Tuska. I premier dobrze o tym wie.


Reklama

Rząd miał 11 miesięcy na wdrożenie unijnego rozporządzenia MiCA, a zajął się tym dopiero na końcu. W tym czasie Krajowa Administracja Skarbowa, prokuratura i inne służby miały narzędzia, by reagować na problemy związane z działalnością takich podmiotów jak ZondaCrypto.


Reklama

Robert Mazurek: Mówi pan, że to problem rządu i premiera. Jak Donald Tusk powinien był go rozwiązać?

Karol Nawrocki: Przede wszystkim poprzez ostrzeganie obywateli inwestujących w tego typu przedsięwzięcia. Jeśli służby dysponowały odpowiednimi informacjami, należało je przekazać wcześniej. Ja sam otrzymałem takie materiały dopiero po pierwszym wecie, więc wcześniej nie miałem pełnego obrazu sytuacji.

 


Reklama

Krzysztof Stanowski: Czy chodzi o te same informacje, o których mówił dziś Donald Tusk - że to biznes powiązany z rosyjską mafią?


Reklama

Karol Nawrocki: To zbyt daleko idące uproszczenie. Dokumenty pochodzące od służb mają charakter niejawny, więc nie mogę za dużo o nich powiedzieć. Faktem jest jednak, że trafiły do mnie już po podjęciu pierwszej decyzji, co pokazuje pewien sposób działania rządu.

Projekt ustawy był przy tym nadmierną regulacją względem unijnego rozporządzenia MiCA. Zamiast realnie chronić obywateli, prowadziłby do wypchnięcia z Polski całego rynku kryptowalut - także tych podmiotów, które działają uczciwie. To nie jest rozwiązanie problemu. Jako prezydent, wspólnie z kancelarią i częścią koalicji rządzącej, wskazywaliśmy konkretne poprawki i proponowaliśmy alternatywne rozwiązania. W mojej ocenie nie chodziło tu o skuteczną regulację rynku, lecz o wywołanie politycznego sporu.


Reklama

Krzysztof Stanowski: Dziś mamy sytuację, w której politycy próbują przypisywać sobie nawzajem różne etykiety. W Pana przypadku ustawa i weto są wykorzystywane do budowania wizerunku osoby odpowiedzialnej za problemy części Polaków z wypłatą środków z ZondaCrypto, a nawet kogoś, kto sprzyja rosyjskim interesom. Czy to weto było warte takich konsekwencji?


Reklama

Karol Nawrocki: To nie pierwsza taka etykieta, z jaką się spotykam. Obejmując urząd prezydenta, miałem świadomość, że będę podejmował decyzje trudne, narażone na krytykę i uproszczone interpretacje. Tak jest i w tym przypadku.

Sugestie, że wspieram Federację Rosyjską czy Władimira Putina, są całkowicie bezpodstawne.

Krzysztof Stanowski: Włodzimierz Czarzasty powiedział wprost, że jest pan „przyjacielem Putina”.


Reklama

Karol Nawrocki: To zarzut oderwany od faktów. W czasie, gdy część dzisiejszych polityków mówiła o „resecie” z Rosją, ja - jeszcze jako szeregowy pracownik IPN - wielokrotnie publicznie krytykowałem rosyjską politykę.


Reklama

Robert Mazurek: Był pan jednak kiedyś w Moskwie.

Karol Nawrocki: Raz - w związku z organizacją międzynarodowego forum muzeów pól bitewnych. Celem było m.in. przedstawienie stanowiska, że II wojna światowa rozpoczęła się w 1939 r., a nie w 1941 r. Rosja nie była zainteresowana taką narracją.

Nie chodzi więc o sam fakt wizyty, lecz o całą moją działalność publiczną. Wielokrotnie wypowiadałem się krytycznie o Rosji - zarówno jako historyk, jak i urzędnik państwowy. Władimir Putin jest zbrodniarzem.


Reklama

Krzysztof Stanowski: Jak pan reaguje na słowa marszałka Czarzastego?


Reklama

Karol Nawrocki: Staram się zachować powściągliwość, ale trudno traktować takie wypowiedzi poważnie. Mówimy o polityku wywodzącym się ze środowiska postkomunistycznego, który prezentuje określoną wizję historii. W tym kontekście zarzuty wobec mnie są po prostu niewiarygodne. Wydaje mi się, że już nikt nie jest w stanie w to chyba uwierzyć. To jest i smutne i tragiczne. To jest tragikomedia.

Krzysztof Stanowski: Wróćmy jeszcze do ZondaCrypto - to wciąż gorący temat, w którym wielu Polaków mogło stracić pieniądze.

Karol Nawrocki: Kluczowe jest przygotowanie prawa, które realnie rozwiązuje problemy. Ustawa, o której mówimy, nie miałaby takiego efektu - nawet ze względów formalnych nie weszłaby w życie na czas. Sytuację można było opanować poprzez skuteczne działania rządu w ciągu ostatnich 11 miesięcy.


Reklama

Zaproponowaliśmy konkretne poprawki legislacyjne - część z nich zyskała poparcie także wśród innych ugrupowań. Chodzi o rozwiązania, które z jednej strony eliminują nadużycia, a z drugiej nie uderzają w cały rynek. Nie zgadzam się na to, by z powodu jednego nieuczciwego podmiotu eliminować cały sektor gospodarki.


Reklama

Robert Mazurek: Spotkał się pan z Przemysławem Kralem?

Karol Nawrocki: Nie. Nie znam go osobiście i nigdy się z nim ani z jego przedstawicielami nie spotkałem. Ta sprawa nie ma dla mnie wymiaru osobistego.

Robert Mazurek: A czy jego firma wspierała pana kampanię?


Reklama

Karol Nawrocki: Nie mam takich informacji i nie sądzę, by tak było.


Reklama

Krzysztof Stanowski: Czy ten ewentualny związek prawicy z ZondaCrypto jest dziś problemem?

Karol Nawrocki: To pytanie należałoby skierować do konkretnych środowisk politycznych. Z raportów, które otrzymałem, zresztą z opóźnieniem, wynika, że chodziło o pojedyncze osoby, a nie zjawisko o szerokiej skali. Nie mogę ujawniać szczegółów.

Warto też zauważyć, że informacje od służb trafiły do mnie dopiero po podjęciu decyzji, podczas gdy premier dysponował nimi wcześniej. To pokazuje problem w modelu współpracy między rządem a prezydentem. Nie po raz pierwszy spotykam się z sytuacją, w której dostęp do kluczowych danych jest ograniczany.


Reklama

Krzysztof Stanowski: W kontekście zarzutów o „prorosyjskość” pojawia się też temat pana wizyty na Węgrzech i reakcji wobec dziennikarza TVN24. Czy nie żałuje Pan tamtego zachowania - zwłaszcza gestu i sposobu odpowiedzi? To nie jest standard relacji prezydent–dziennikarz, do którego jesteśmy przyzwyczajeni.


Reklama

Karol Nawrocki: Wielu dziennikarzy miało okazję mnie poznać i wie, że na co dzień traktuję ich z szacunkiem. Natomiast w tamtej sytuacji uznałem, że zostały przekroczone pewne granice - zarówno w sensie merytorycznym, jak i warsztatowym. Przez dłuższy czas odpowiadałem na pytania, a cała sytuacja miała, w mojej ocenie, charakter prowokacyjny, obliczony na stworzenie określonego przekazu medialnego. Dlatego zareagowałem w taki sposób.

Karol Nawrocki oraz Wiktor Orban w Budapeszcie. (fot. Grzegorz Jakubowski / KPRP)

Krzysztof Stanowski: Rozumiem więc, że możemy zadać to pytanie bez obaw o podobną reakcję?


Reklama

Karol Nawrocki: Proszę pytać.


Reklama

Krzysztof Stanowski: Czy nie żałuje pan popierania Viktora Orbána, który jest postrzegany jako polityk sprzyjający Władimirowi Putinowi?

Karol Nawrocki: Żeby mówić o „popieraniu” kogokolwiek, trzeba najpierw precyzyjnie zdefiniować, co to znaczy w dyplomacji. W polityce liczy się rzeczywistość - spotkania i rozmowy odbywają się w określonych ramach.

Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej, organizowany od 2007 r., jest wydarzeniem stałym. W 2026 r. jego termin przypadł w okolicach kampanii wyborczej na Węgrzech, co samo w sobie tworzy określony kontekst. Wyobraźmy sobie sytuację: spotykam się z prezydentem Węgier, ale nie z premierem. Czy wtedy oznaczałoby to „poparcie” dla jednego z kandydatów? Logika takiego zarzutu jest w mojej ocenie wątpliwa.


Reklama

Robert Mazurek: Ale partnerem w takich relacjach jest prezydent. Nie minister spraw zagranicznych Węgier, nie szef kolei węgierskich, nie premier. Jednak Pan spotkał się również z Orbanem - i to można odebrać jako gest wsparcia.


Reklama

Karol Nawrocki: W takiej ocenie brakuje konsekwencji. Spotykam się również z premierami innych państw, jak Holandia czy Wielka Brytania. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego.

Na Węgry pojechałem w ramach oficjalnych obchodów Dnia Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. Rozmowa z Viktorem Orbánem była naturalnym elementem wizyty i nie widzę w tym niczego niestosownego. Sugestie, że był to gest politycznego poparcia, są nadinterpretacją - zwłaszcza jeśli zestawia się je z kontaktami innych polskich polityków, którzy w przeszłości rozmawiali z Władimirem Putinem.

Krzysztof Stanowski: Ale wiedział pan, jak to zostanie odebrane. Czy z dzisiejszej perspektywy nie uważa pan, że był to błąd?


Reklama

Karol Nawrocki: Nie postrzegam tak tego. Uznaję, że wizyta w ramach oficjalnych obchodów i rozmowa z premierem Węgier była działaniem naturalnym i zgodnym z protokołem. Węgierski system polityczny ma swoją specyfikę, a ja nie mogłem ignorować zaproszenia ani kontekstu wydarzenia tylko dlatego, że trwała kampania wyborcza.


Reklama

Robert Mazurek: Ale jeśli kieruje się pan interesem Polski, to co Polska zyskała na tej wizycie, zwłaszcza że Orbán przegrał wybory?

Karol Nawrocki: Trudno mierzyć efekty takich rozmów wprost. Poruszyliśmy kwestie istotne z punktu widzenia Polski - m.in. blokady środków europejskich i polityki energetycznej. Zwróciłem uwagę na znaczenie Polski w regionie oraz na kwestie bezpieczeństwa energetycznego i współpracy w ramach Trójmorza. To była rozmowa w interesie państwa, nie kampanii wyborczej.

Krzysztof Stanowski: Czy próbuje pan siłą wprowadzić w Polsce system prezydencki?


Reklama

Karol Nawrocki: Nie.


Reklama

Robert Mazurek: Przejdźmy do konkretów - do ślubowania sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych przez Sejm. Początkowo mieliście zastrzeżenia do procedury ich wyboru, ale później przyjął pan ślubowanie dwojga z nich. Czy w takim razie nadal podtrzymujecie te zastrzeżenia? I czy rozważa Pan zaprzysiężenie pozostałej czwórki?

Karol Nawrocki: Zastrzeżenia nie zostały wycofane. Problem dotyczył procedury wyboru sędziów i był przedmiotem oficjalnej korespondencji między ministrem Boguckim a marszałkiem Czarzastym.

Od początku wskazywałem na wątpliwości proceduralne, które nie zostały wyjaśnione. Dotyczyły one całej szóstki sędziów. Musiałem jednak uwzględnić potrzebę zapewnienia funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego - pełnego składu jedenastu sędziów. W tej sytuacji zdecydowałem się na zaprzysiężenie dwóch osób, aby instytucja mogła działać.


Reklama

Robert Mazurek: czy ma pan uprawnienia, które pozwalają panu decydować, których sędziów zaprzysięgać, a których nie?


Reklama

Karol Nawrocki: Nie miałem takiej intencji ani pełnej informacji, której oczekiwałem od Sejmu. Zakładałem, że otrzymam jasne wskazanie, który sędzia odpowiada któremu wakatowi - który mandat jest czyj. Takiej informacji nie dostałem, mimo że powinna ona wynikać z dokumentacji.

W tej sytuacji próbowałem wyjaśnić sprawę w rozmowach między kancelarią prezydenta a marszałkiem Sejmu, ale nie uzyskałem odpowiedzi. Zostałem więc postawiony przed koniecznością podjęcia decyzji bez pełnych danych.

Robert Mazurek: Przed chwilą powiedział pan, że nie ma takich uprawnień, a jednak podjął pan decyzję w sprawie sędziów.


Reklama

Karol Nawrocki: Nie powiedziałem, że nie mam uprawnień, tylko że Sejm nie wykonał właściwie swojego zadania. Nie wiem, czy zrobił to świadomie, czy nie, ale brakowało kluczowych informacji. Mam prawo oczekiwać pełnej wiedzy o procedurze przed zaprzysiężeniem. Istnieją też orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, które wskazują, że prezydent powinien uwzględniać okoliczności związane z funkcjonowaniem wymiaru sprawiedliwości.


Reklama

Robert Mazurek: Ale te same orzeczenia wskazują na obowiązek przyjęcia ślubowania.

Karol Nawrocki: Tak, wskazują na obowiązek przyjęcia ślubowania, ale jednocześnie podkreślają konieczność uwzględniania całego kontekstu instytucjonalnego. Nigdy nie powiedziałem, że odmówię zaprzysiężenia pozostałych sędziów.

Sędziowie TK, od lewej: Maciej Taborowski, Dariusz Szostek, Krystian Markiewicz, Anna Korwin-Piotrowska, Marcin Dziurda i Magdalena Bentkowska podczas ślubowania w Sejmie. Czworo z nich złożyło w czwartek ślubowania (fot. Paweł Supernak / PAP)


Reklama

Krzysztof Stanowski: Tyle że oni już złożyli ślubowanie bez pana udziału.


Reklama

Karol Nawrocki: Wtedy doszło do sytuacji, którą można określić jako cyrk. Mimo problemów proceduralnych uznałem, że dla zapewnienia działania Trybunału konieczne było jego uzupełnienie. Sejm nie dostarczył mi jednak pełnych wyjaśnień, które pozwoliłyby jednoznacznie rozstrzygnąć wszystkie wątpliwości.

Robert Mazurek: Panie prezydencie, krótka piłka: co z pozostałą czwórką sędziów?

Karol Nawrocki: Trzeba tu opisać, co wydarzyło się później. W Sejmie rozpoczął się swoisty chaos i medialne widowisko. To pokazuje też pewną dynamikę i emocjonalność środowiska sędziowskiego w tej konkretnej sprawie.


Reklama

Warto pamiętać, że w wielu obszarach państwa decyzje prezydenta są oczekiwane - dotyczy to choćby nominacji oficerskich, profesorów czy generałów. Cała administracja państwowa funkcjonuje w oparciu o takie rozstrzygnięcia.


Reklama

W tym przypadku mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której - przy mojej deklaracji gotowości do działania - część osób nie mogła poczekać na normalny tryb postępowania. Nikt z kancelarii prezydenta nie odmówił zaprzysiężenia kolejnych sędziów.

Robert Mazurek: Wrócę do pytania. Czy rozważa pan jeszcze przyjęcie ślubowania od pozostałej czwórki sędziów? Mówił pan, że zrobiłby to, gdyby nie to, co nazywa Pan „cyrkiem”. Ale sytuacja już się wydarzyła - czy temat jest zamknięty?

Karol Nawrocki: W mojej ocenie obecna sytuacja pokazuje pewną lukę i niejasność w systemie prawnym. Nie jest jasne, jak prezydent ma postąpić, gdy dochodzi do takich zdarzeń proceduralnych. Sędziowie złożyli ślubowanie w niestandardowej formie, co komplikuje sprawę.


Reklama

Dlatego uznałem, że decyzja powinna zostać oparta o rozstrzygnięcie Trybunału Konstytucyjnego. Zapewniłem jego funkcjonowanie, więc instytucja może się wypowiedzieć w tej sprawie.


Reklama

Jeśli Trybunał uzna, że konieczne jest ponowne zaprzysiężenie - wykonam to. Jeśli stwierdzi, że procedura w Sejmie była wystarczająca, sprawa będzie zamknięta. W tej chwili oczekuję na tę wykładnię.

Robert Mazurek: Ambasadorowie. To kolejny przykład, który pokazuje próbę przesuwania Polski w stronę systemu prezydenckiego.

Karol Nawrocki: Ta dyskusja często wykracza poza bieżące spory partyjne. W różnych środowiskach są odmienne oceny moich działań - jedni je popierają, inni krytykują. Natomiast nie ma tu mowy o próbie siłowej zmiany ustroju.


Reklama

Moim zadaniem jest dbanie o urząd Prezydenta Rzeczypospolitej, który, zgodnie z konstytucją, stoi na straży ciągłości państwa i został wybrany w wyborach powszechnych.


Reklama

Robert Mazurek: Pan, podobnie jak w dużej mierze Andrzej Duda, choć pan to jeszcze rozszerzył, w praktyce nie podpisuje w ogóle nominacji ambasadorskich.

Karol Nawrocki: Jestem gotowy do podpisywania nominacji ambasadorskich i pan minister Radosław Sikorski o tym wie. Prowadzimy rozmowy od kilku miesięcy i odbyło się już kilka spotkań. Jesteśmy bliżej porozumienia niż dalej.

Ustaliliśmy też zakres kompetencji między prezydentem a ministrem spraw zagranicznych - zarówno w kwestiach, na które się zgadzamy, jak i tych, które wymagają doprecyzowania. Wierzę, że uda się dojść do rozwiązania, które odblokuje cały proces.


Reklama

Krzysztof Stanowski: Ale nadal są osoby, które nie mają szans na pana podpis.


Reklama

Karol Nawrocki: Tak, są takie przypadki i to się nie zmieniło od kampanii wyborczej.

Robert Mazurek: Kto konkretnie nie może liczyć na podpis?

Karol Nawrocki: Mowa o dwóch nazwiskach: Ryszard Schnepf oraz Bogdan Klich. W mojej ocenie Polska powinna być reprezentowana przez osoby odpowiadające kierunkowi naszej polityki zagranicznej, zwłaszcza w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi i NATO. To stanowisko pozostaje niezmienne i jest przedmiotem rozmów z ministrem Sikorskim.


Reklama

Robert Mazurek: Czyli chce pan mieć „swoich” ambasadorów w kluczowych stolicach?


Reklama

Karol Nawrocki: Każda nominacja ambasadorska wymaga podpisu prezydenta. To naturalny element systemu. Dlatego ostateczna decyzja zawsze musi być podejmowana w porozumieniu z głową państwa.

23.09.2025. Wizyta Prezydenta RP w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Prezydent RP Karol Nawrocki (P), wicepremier, minister spraw zagranicznych RP Radosław Sikorski (C) i ambasador RP przy ONZ Krzysztof Szczerski (L) podczas debaty generalnej 80. Sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku. (fot. Leszek Szymański / PAP)

Robert Mazurek: Dotychczas te nominacje były w dużej mierze formalnością, poza końcówką kadencji Andrzeja Dudy.


Reklama

Karol Nawrocki: Podobne sytuacje miały już miejsce wcześniej - zarówno za prezydentury Andrzeja Dudy, przy tym samym ministrze spraw zagranicznych, którym był Radosław Sikorski. W mojej ocenie wskazuje to raczej na problemy po stronie resortu spraw zagranicznych niż na działania kolejnych prezydentów.


Reklama

Krzysztof Stanowski: Mówi pan o Radosławie Sikorskim i o rozmowach z nim tak, jakbyście byli coraz bliżej porozumienia. Tymczasem w mediach społecznościowych minister Sikorski często pana krytykuje, a nawet się z pana naigrywa. Gdy jednak spotykacie się twarzą w twarz, atmosfera wygląda na poprawną. Skąd ta rozbieżność? Czy te uśmiechy są szczere, czy to tylko gra?

Karol Nawrocki: Każdy zna takie sytuacje, kiedy ktoś w przestrzeni publicznej pozwala sobie na żart czy krytykę, a w bezpośrednim kontakcie zachowuje się inaczej. To nie jest nic nadzwyczajnego.

Robert Mazurek: A pan też tak ma?


Reklama

Karol Nawrocki: Nie, nie identyfikuję się z takim podejściem.


Reklama

Robert Mazurek: Czyli wszyscy inni tak, ale nie pan.

Karol Nawrocki: Nie mnie oceniać innych. Natomiast w relacji z ministrem Sikorskim nie chodzi o sympatię. Nie jesteśmy szczególnie blisko. Raczej mamy odmienne spojrzenia i to jest oczywiste.

Łączy nas natomiast konieczność rozwiązania konkretnych spraw państwowych, jak choćby kwestia ambasadorów. W takich rozmowach nie chodzi o osobiste relacje, tylko o odpowiedzialność za funkcjonowanie państwa. I w tym sensie staramy się dojść do porozumienia, mimo różnic.


Reklama

Robert Mazurek: Co się stało, że podpisał pan nominacje oficerskie? Przez długi czas blisko 100 osób ich nie otrzymywało, pojawiały się też sugestie, że badano ich przeszłość pod kątem zaangażowania w kampanię wyborczą i krytykę wobec pana. Nagle jednak wszystkie nominacje zostały podpisane.


Reklama

Karol Nawrocki: Odbyło się spotkanie z szefami służb, które wcześniej zapowiadaliśmy publicznie. Podczas rozmów przedstawiono argumenty z obu stron, a ja wskazałem również swoje wątpliwości dotyczące kwestii bezpieczeństwa i kontekstu międzynarodowego. Te sprawy zostały przekazane do wyjaśnienia.

Ustaliliśmy następnie procedurę, w której kluczową rolę odgrywało Biuro Bezpieczeństwa Narodowego. Wnioski były analizowane przez kilka miesięcy, a po otrzymaniu pozytywnej opinii BBN zdecydowałem o podpisaniu nominacji. To była normalna, instytucjonalna procedura.

Robert Mazurek: Ale zwlekał pan z tym bardzo długo, stąd pytanie o powody tej zwłoki.


Reklama

Karol Nawrocki: Nie miało to charakteru politycznego.


Reklama

Robert Mazurek: A czy w zamian coś pan otrzymał?

Karol Nawrocki: Nie. Działałem w interesie państwa. Jeśli BBN nie zgłasza zastrzeżeń, to nie widzę powodu, by blokować nominacje. Prezydent realizuje swoje konstytucyjne obowiązki.

Dla porządku: podpisałem już 193 ustawy, zbliżamy się do 200, a zawetowałem 29. To pokazuje skalę normalnej pracy.


Reklama

Krzysztof Stanowski: Możliwe, że trzydzieste weto będzie dotyczyć zakazu snusów.


Reklama

Karol Nawrocki: To rzeczywiście trudna decyzja, bo dotyczy również mnie osobiście. Niezależnie jednak od ostatecznego rozstrzygnięcia, wiem, że każda decyzja w tej sprawie zostałaby natychmiast oceniona politycznie i przypisana mojemu interesowi.

Krzysztof Stanowski: W sprawie SAFE nie jest już tak jednoznacznie. Mam wrażenie, że po raz pierwszy trafił pan w opinii publicznej na silny opór. Rząd uruchomił nawet hasztag „zdrada narodowa”. Dlaczego zawetował Pan tę ustawę i czy decyzja była poprzedzona rzetelną analizą?


Reklama

Karol Nawrocki: Analiza była bardzo szczegółowa. W Biurze Bezpieczeństwa Narodowego przygotowano ją jeszcze na kilka miesięcy przed procedowaniem ustawy. Brałem udział w rozmowach eksperckich dotyczących mechanizmu SAFE, które trwały kilka godzin.


Reklama

Od początku próbowaliśmy podejść do sprawy konstruktywnie i wypracować rozwiązania korygujące projekt ustawy. Toczył się stały kontakt między stroną rządową a Biurem Bezpieczeństwa Narodowego, odbyła się również Rada Bezpieczeństwa Narodowego.

Kluczowym problemem była dla mnie kwestia suwerenności decyzyjnej Polski. Miałem też poważne obawy wynikające z doświadczeń związanych z KPO - dotyczące wpływu mechanizmów unijnych na decyzje krajowe.

Dodatkowo pojawiały się sygnały o potencjalnych ryzykach korupcyjnych wokół projektu SAFE oraz o jego niedostatecznym zabezpieczeniu. Na mój wniosek w proces miał być włączony CBA, jednak w krótkim czasie rozpoczęto prace nad jego likwidacją, co dodatkowo komplikowało sytuację.


Reklama

Wszystkie te czynniki doprowadziły mnie do decyzji o wecie.


Reklama

Robert Mazurek: Czy nie pokazało to jednak pana bezradności? Jan Rokita mówił, że wszedł pan w spór, którego nie dało się wygrać.

Karol Nawrocki: Prezydentura czasem wymaga podejmowania decyzji niepopularnych. Zgadzam się, że z perspektywy politycznej mogło się wydawać, iż ta decyzja nie zostanie dobrze przyjęta. Jednak analiza dokumentów i rozmów, które prowadziłem, nie dawała mi przekonania, że projekt w tej formie gwarantuje bezpieczeństwo i suwerenność Polski.

Ostatecznie uznałem, że nie mogę zaakceptować rozwiązania, które budzi tak poważne wątpliwości.


Reklama

Krzysztof Stanowski: Pojawia się jednak scenariusz, że rząd ominie prezydenta i ustawa i tak zostanie wdrożona. Wtedy Pana decyzja nic nie zmieni.

Karol Nawrocki: Moja decyzja była podjęta w interesie państwa i jego suwerenności. Jeśli pojawią się inne rozwiązania legislacyjne, będziemy je analizować na bieżąco. Jednocześnie zaproponowałem alternatywny mechanizm finansowania, który - mam nadzieję - zostanie wykorzystany w praktyce.


Reklama

Źródła: Zero.pl, Kanał Zero

Reklama