W ponad połowie polskich placówek – w tym w Londynie – brakuje mianowanego ambasadora. To efekt politycznego sporu między rządem a Prezydentem RP. O konsekwencjach tego paraliżu, obniżeniu rangi naszych relacji z sojusznikami z UE i NATO oraz lekcjach z czasów Brexitu rozmawiamy z Arkadym Rzegockim, byłym ambasadorem RP w Wielkiej Brytanii.

Wojciech Parol, Zero.pl: Dlaczego w Londynie nie ma obecnie polskiego ambasadora?
Arkady Rzegocki, były ambasador RP w Wielkiej Brytanii: Problem ten nie dotyczy wyłącznie Londynu, ale bardzo wielu polskich placówek dyplomatycznych na całym świecie. Sytuacja ta jest bezpośrednim wynikiem braku porozumienia w kraju pomiędzy kluczowymi ośrodkami władzy. Zgodnie z polską Konstytucją i ustawą kandydatów na ambasadorów przedstawia Ministerstwo Spraw Zagranicznych za zgodą premiera. Natomiast samych ambasadorów powołuje i odwołuje Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Rząd zdecydował się na działanie polegające na wycofaniu do kraju bardzo wielu ambasadorów wbrew stanowisku prezydenta. W konsekwencji mamy obecnie do czynienia ze stanem, w którym w ponad połowie polskich placówek od dwóch lat brakuje mianowanego ambasadora.
Jakie realne koszty niesie ten brak dla relacji polsko-brytyjskich oraz naszej dyplomacji w ogóle?
Warto spojrzeć na tę sprawę szerzej. Tego rodzaju sytuacja jest niezrozumiała dla naszych zagranicznych partnerów. Polska na własne życzenie obniżyła rangę stosunków dyplomatycznych z wieloma państwami. W dyplomacji brak lub wycofanie ambasadora jest niemal zawsze czytelnym i istotnym sygnałem politycznym. Taki właśnie sygnał wysłał chociażby minister Radosław Sikorski wobec Węgier, gdy wezwał do kraju na konsultacje ambasadora Sebastiana Kęcieka, aby wyrazić niezadowolenie z faktu przyznania azylu politycznego byłemu wiceministrowi Marcinowi Romanowskiemu przez władze w Budapeszcie.
Niestety obecnie podobne obniżenie rangi relacji dyplomatycznych objęło wielu naszych partnerów, w tym bardzo bliskich sojuszników z Unii Europejskiej oraz NATO.
Drugim niezwykle istotnym aspektem jest funkcja dyplomatyczna. Kierownik placówki, który nie posiada tytułu ambasadora nadzwyczajnego i pełnomocnego, znajduje się w trudniejszej pozycji. Siłą rzeczy ma mniejsze możliwości aktywnego działania, także protokolarnie jego ranga jest niższa, niż wszystkich akredytowanych ambasadorów. W wielu państwach przyjmuje się wręcz zasadę, że dyplomata przed oficjalnym złożeniem listów uwierzytelniających nie powinien podejmować szerokiej aktywności publicznej.
Przykładowo w Irlandii ambasador przed złożeniem listów uwierzytelniających nie powinien udzielać wywiadów, otwierać wystaw czy nawet formalnie spotykać się z lokalnymi politykami. My sami ograniczyliśmy pole i możliwości działania naszych dyplomatów.
Czy ten stan to wyłącznie efekt bieżącego sporu politycznego o nominacje, czy głębszego problemu?
Warto przypomnieć rok 2022, kiedy po rosyjskiej agresji na Ukrainę znaleźliśmy się w samej awangardzie dyplomatycznej. Nasza dyplomacja imponowała aktywnością i skutecznością. Organizowaliśmy wsparcie międzynarodowe, przekonywaliśmy partnerów na Zachodzie i współtworzyliśmy strategiczne decyzje.
W działania te angażował się Prezydent RP, premier, minister spraw zagranicznych, wszyscy polscy dyplomaci, ale także Polonia oraz przyjaciele Polski. Tymczasem obecnie nasza służba zagraniczna została w dużej mierze pozbawiona kluczowych instrumentów, a działanie polskiej dyplomacji uległo poważnemu utrudnieniu – właśnie poprzez pozbawienie wielu placówek szefów w randze ambasadorów.
Czytaj także: Bilans Brexitu po 10 latach. Dlaczego projekt okazał się porażką?
Gdyby miał pan porównać obecną sytuację relacji dyplomatycznych z tą z czasów Brexitu w 2016 r. – jak wypada to zestawienie?
Od 2016 roku relacje polsko-brytyjskie charakteryzują się szczególną dynamiką. Brexit bez wątpienia był czynnikiem utrudniającym chociażby wymianę handlową. Jednak kluczowym zadaniem polskich dyplomatów w trudnych negocjacjach było wówczas zabezpieczenie praw obywateli polskich i europejskich zamieszkujących w Wielkiej Brytanii. To zadanie zakończyło się sukcesem. Pomimo trudnych negocjacji wyjścia UK z UE, relacje polsko-brytyjskie były wówczas i są nadal niezwykle intensywne. Zarówno ambasador Polski w Londynie, jak i ambasador brytyjski w Warszawie odgrywali kluczową rolę, często inicjując i inspirując wspólne projekty.
Relacje między Polską a Wielką Brytanią pokazały wówczas, jak bardzo stosunki dwustronne mogą ulec wzmocnieniu w sprawach bezpieczeństwa, polityki czy współpracy militarnej – nawet w momencie próby, jakim był Brexit. Zostały one ugruntowane na fundamencie przełomu w postrzeganiu Polski przez brytyjskie społeczeństwo. Relacje te są dobre, ale gdyby na miejscu był obecny ambasador, mógłby działać o wiele bardziej aktywnie i skutecznie na rzecz polskich interesów.
Jakie jest według pana najlepsze wyjście z tej sytuacji?
Musimy uświadomić sobie, że polska Konstytucja została skonstruowana w sposób wymuszający współpracę pomiędzy kluczowymi organami państwa – w szczególności pomiędzy premierem, Ministerstwem Spraw Zagranicznych a Prezydentem RP w sprawach nominacji ambasadorskich. Nie jest to zresztą specyficzny przypadek – w wielu krajach na świecie obowiązują podobne rozwiązania prawne. Nawet gdy urząd prezydencki i rząd sprawują osoby wywodzące się z odmiennych obozów politycznych, politycy potrafią wypracować kompromis. Opinia publiczna w Polsce powinna wywierać presję na politykach, by doszli do porozumienia, ponieważ w uzgadnianiu spraw personalnych nie ma nic nadzwyczajnego.
W ciągu ostatnich 30 lat miewaliśmy już trudne momenty w uzgodnieniach kadrowych, ale mieściły się one w ramach rzeczywistości prawnej. Obecny stan paraliżu szkodzi nam wszystkim i sprawia, że polska dyplomacja stała się znacznie mniej skuteczna, niż mogłaby być. Efektem tego jest powtarzające się zdziwienie, że Polski brakuje w kluczowych formatach międzynarodowych lub że polska agenda nie jest realizowana. Od 2022 roku dostrzegalny jest wyraźny spadek polskiej aktywności i pomysłowości w polityce europejskiej i zachodniej. Jedną z ważnych przyczyn tego stanu rzeczy jest obniżenie rangi większości polskich ambasad oraz ograniczenie możliwości działania polskiej służby zagranicznej.
