Deficyt budżetu państwa po pierwszym kwartale 2026 r. przekroczył 69 mld zł. To ponad jedna czwarta kwoty zaplanowanej na cały rok. Ekonomiści uspokajają: nowelizacji budżetu raczej unikniemy. Ale to nie zmienia faktu, że ogólny obraz finansów publicznych jest kiepski. Niedawno dowiedzieliśmy się, że zadłużenie Skarbu Państwa przebiło historyczną barierę – na koniec lutego wyniosło ponad 2 bln zł.

- Ministerstwo Finansów podało najnowsze dane o wykonaniu budżetu państwa. Po marcu deficyt sięgnął 69,56 mld zł, co stanowi 25,6 proc. planu na cały rok.
- Tymczasem w budżecie pojawiły się nieprzewidziane wydatki w postaci pakietu CPN, który obniżył VAT i akcyzę na paliwo. Wyzwań związanych z wojną na Bliskim Wschodzie jest więcej. To rodzi pytania o możliwą nowelizację budżetu.
- Ekonomiści uspokajają, że raczej zmieścimy się w planie. Ale i tak stan finansów publicznych daleki jest od idealnego. Z końcem marca MF podało, że zadłużenie Skarbu Państwa przekroczyła historyczną barierę 2 bln zł.
Według danych przekazanych przez MF deficyt budżetu państwa wzrósł po marcu do 69,6 mld zł, co oznacza, że w ciągu miesiąca powiększył się o 21,1 mld zł. Przypomnijmy, że w budżecie na 2026 r. zapisano, że deficyt nie przekroczy 271,7 mld zł.
Wydatki państwa wzrosły do 194,7 mld zł (ponad 20 proc. całorocznego planu), a dochody sięgnęły 125,2 mld zł (to niecała jedna piąta tego, co MF zaplanowało na ten rok).
Chcą zmiany w podatkach. Pełczyńska-Nałęcz: Jest ogromna potrzeba
Czy Andrzej Domański zmieści się w planie?
Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda dobrze. Skoro minął kwartał, a więc jedna czwarta roku, a deficyt po marcu wyniósł niewiele ponad jednej czwartej zaplanowanej na 2026 r. kwoty, można powiedzieć, że wszystko jest pod kontrolą.
„Na obecnym etapie dane nie wskazują, by deficyt miał istotnie przekroczyć plan, jednak dochody z VAT pozostają relatywnie słabe, co stanowi główne źródło niepewności po stronie dochodowej” – piszą w komentarzu do danych MF ekonomiści Banku Millennium.
Suma wpływów do budżetu z tytułu VAT po pierwszym kwartale wyniosła ok. 87,6 mld zł, czyli o ok. 4 proc. więcej niż w pierwszym kwartale ub. r. W samym marcu wpływy z VAT sięgnęły ok. 21,5 mld zł – to też wzrost o ok. 4 proc. rok do roku.
Jak dodają ekonomiści Millenium, niepewność co do wpływów z VAT do budżetu w kolejnych miesiącach ma związek z tym, że w obliczu możliwej eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie konsumenci w Polsce mogą dojść do wniosku, że lepiej jest nie szaleć z wydatkami i podchodzić ostrożnie do mniejszych i większych zakupów. W takiej sytuacji wpływy do państwowej kasy z VAT, który jest przecież podatkiem płaconym od towarów i usług, byłyby mniejsze.
Pamiętajmy też, że w Polsce obowiązuje obecnie „tarcza paliwowa” – w ramach pakietu CPN obniżony został VAT i akcyza na paliwa, co również skutkuje zmniejszonym strumieniem środków z VAT do budżetu (według MF, skala tego ubytku to 1,6 mld zł miesięcznie).
Ale z drugiej strony eskalacja konfliktu – czego nikt by sobie, oczywiście, nie życzył – to dalsza presja na wzrost cen paliw, co przełożyłoby się na wyższą inflację ogółem.
Wyższa inflacja pomoże rządowi
– My podchodzimy do tego tak, że wyższa inflacja będzie dla budżetu korzystna – mówi nam Grzegorz Ogonek, ekonomista Santander Banku Polska. – Mówiąc kolokwialnie – trochę może on na tym zarobić, bo wzrost cen w kategoriach pozapaliwowych sprawi, że do budżetu zostanie odprowadzone więcej VAT.
– Oczywiście, wszystko to pod warunkiem, że konsumenci się nie „zablokują” i że konflikt nie eskaluje bardzo mocno, rozszerzając obawy natury geopolitycznej na nasz region – zastrzega.
– W tym scenariuszu wygasania konfliktu ceny ropy może nie wrócą do poziomu 60-70 mld dol. za baryłkę, ale powinny się powoli cofać – dodaje ekonomista Santandera. – To też powinno zapobiegać negatywnej reakcji konsumentów. To prawda, że do budżetu wpłynie mniej z akcyzy i VAT w związku z pakietem CPN, ale nie wiem, czy martwiłbym się o to w kontekście całego budżetu.
„Działania osłonowe w zakresie cen paliw mają ograniczony koszt fiskalny i, o ile nie będą przedłużane (obowiązują do końca czerwca), nie stanowią istotnego zagrożenia dla wyniku budżetu” – zgadzają się ekonomiści Banku Millennium.
Zauważają oni także, że obecnie wykonanie budżetu stabilizują wyższe wpływy z CIT. Przypomnijmy, że z początkiem 2026 r. wzrosła stawka tego podatku dla sektora bankowego – do 30 proc. z 19 proc. Według szacunków resortu finansów, budżet państwa w 2026 r. zyska z tego tytułu 6,6 mld zł.
Orlen zasili budżet państwa?
Grzegorz Ogonek zwraca uwagę na jeszcze jedną kwestię, która może wspierać realizację dochodów budżetowych. – Przygotowywany przez rząd windfall tax, czyli podatek od nadmiarowych zysków koncernów paliwowych, może zostać skonstruowany tak, by ten ubytek w podatkach (w VAT i akcyzie – red.) skompensować. Rząd czuje przecież, że nasze poziomy deficytu są wysokie, odstajemy pod tym względem w UE – i w obliczu nieplanowanych wydatków trzeba wykonać chirurgiczną pracę, żeby ten deficyt utrzymać w ryzach.
Andrzej Domański ogłosił już, że projekt ustawy dotyczącej nadzwyczajnych zysków koncernów naftowych zostanie opublikowany jeszcze w kwietniu.
Niewielkie ryzyko nowelizacji budżetu na 2026 r. nie powinno jednak przysłaniać faktu, że ogólny obraz finansów publicznych jest niewesoły. Na początku kwietnia Główny Urząd Statystyczny (GUS) podał wstępne dane, z których wynika, że wskaźniki długu i deficytu pogorszyły się w 2025 r.
Puchnie deficyt i zadłużenie
Deficyt sektora finansów publicznych w stosunku do PKB wyniósł według tych danych 7,2 proc. w ubiegłym roku. To pogorszenie wobec 2024 r., kiedy wskaźnik ten wyniósł (po korekcie) 6,4 proc. PKB. Dodajmy, że w 2023 r. deficyt sektora w relacji do PKB ukształtował się na poziomie 5,2 proc., a w 2022 r. było to 3,4 proc.
Nie lepiej przedstawiają się dane dotyczące wskaźnika długu sektora finansów publicznych do PKB (wskaźnik ten odnosi się do sumy wszystkich niespłaconych zobowiązań rządu i samorządów w odniesieniu do wielkości gospodarki). W 2025 r. ukształtował się on na poziomie 59,7 proc. wobec 54,8 proc. w 2024 r. (po korekcie), 49,5 proc. w 2023 r. i 48,8 proc. w 2022 r.
By zdać sobie sprawę ze skali zadłużenia Polski, lepiej jednak odwołać się do liczby podanej z końcem marca przez Ministerstwo Finansów. Dowiedzieliśmy się wówczas, że sforsowana została historyczna bariera zadłużenia Skarbu Państwa. To ostatnie stanowi wprawdzie ok. 90 proc. państwowego długu publicznego, a nie całość – ale jego wielkość działa na wyobraźnię i pozwala uzmysłowić sobie, na jakich poziomach operujemy.
Według MF zadłużenie Skarbu Państwa na koniec lutego 2026 r. wyniosło ok. 2 bln 37,5 mld zł, co oznaczało wzrost o 2 proc. (czyli o 39,2 mld zł) w porównaniu z końcem stycznia.
Podczas najnowszego, czwartego odcinka Ligi Debat w Kanale Zero poseł Łukasz Kmita z PiS mówił: – O miliard zł dziennie zadłuża rząd Donalda Tuska wszystkich nas obecnych.
„Który Czarnek jest prawdziwy”? Kłótnia o KSeF, fact-checkujemy Ligę Debat
Matematyka pokazuje, że jest jeszcze gorzej. Przyrost długu w ciągu lutego o 39,2 mld zł oznacza, że średnio każdego dnia w lutym zadłużenie rosło o 1,4 mld zł.
