Władze Sejmu, kierownictwo resortu pracy i członkowie Rady Ochrony Pracy nie są zadowoleni z działalności głównego inspektora pracy Marcina Staneckiego – wynika z nieoficjalnych ustaleń Zero.pl. Jak słyszymy, choć ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła, wkrótce może dojść do zmiany na tym stanowisku.

- Marcin Stanecki, główny inspektor pracy, nie cieszy się zaufaniem polityków Nowej Lewicy. O zarzutach kierowanych w jego stronę słyszymy zarówno w Sejmie, jak i Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.
- Trudnym relacjom nie pomogły prace nad kluczową reformą o Państwowej Inspekcji Pracy. Na posiedzeniu sejmowej komisji Stanecki – w kontrze do resortu rodziny – ostentacyjnie wspierał poprawki zgłaszane przez opozycyjne koło Razem.
- – Wierzę w to, że Stanecki chce dobrze. Problem w tym, że kompletnie nie potrafi tego osiągnąć. Często stawia na złego konia. Na dodatek kompromituje się na Instagramie – słyszymy w resorcie.
Główny inspektor pracy będzie niebawem jednym z najważniejszych urzędników w Polsce. Jeśli tylko prezydent podpisze nowelizację ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, jeden człowiek zyska moc ułożenia polskiego rynku pracy. Wraz z podlegającymi mu ludźmi zdecyduje, czy biznes zatrudnia we właściwy sposób, a jeśli nie – będzie mógł przekształcić tzw. umowy śmieciowe w etaty. To wielka moc. A – jak się dowiadujemy, trwa spór, kto konkretnie powinien tę moc posiadać.
Od czerwca 2024 r. głównym inspektorem pracy jest Marcin Stanecki, prawnik pochodzący ze Skierniewic, przez wiele lat związany z PIP, następnie w latach 2021-2024 dyrektor departamentu prawa pracy w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.
– Stanecki dostał tę funkcję trochę z braku laku. Oficjalnie wskazał go Szymon Hołownia (ówczesny marszałek Sejmu, który zgodnie z prawem powołuje głównego inspektora – red.). Spory wpływ na ten wybór miała jednak Agnieszka Dziemianowicz-Bąk (minister rodziny, pracy i polityki społecznej – red.). Padło na Staneckiego, bo nie był kontrowersyjny ani kojarzony z żadną opcją – słyszymy.
Trudne relacje Staneckiego z resortem. Poszło o poprawki do kluczowej ustawy
Oficjalnie o planowanych roszadach na stanowisku głównego inspektora pracy nikt nie mówi. – Nie posiadam informacji o jakichkolwiek planowanych zmianach kadrowych w PIP. Jesteśmy skupieni na zupełnie innych sprawach. Wspólnym priorytetem partii, ministerstwa i głównego inspektora jest walka o ustawę o PIP, która czeka na podpis prezydenta – deklaruje w rozmowie z Zero.pl Łukasz Michnik, rzecznik Nowej Lewicy.
Jak jednak nieoficjalnie słyszymy, relacje Marcina Staneckiego z resortem i władzami Sejmu są dość chłodne od wielu miesięcy. W ostatnim czasie nie pomógł mu konflikt dotyczący poprawek do projektu ustawy o PIP.
Chodzi o posiedzenie sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny z 26 lutego 2026 r. To na nim posłowie rozpatrywali propozycje zmian do projektu. Podczas wielogodzinnych obrad szereg poprawek zgłosiło koło Razem. Poseł Maciej Konieczny proponował m.in., aby ułatwić przeprowadzanie kontroli „na legitymację”, umożliwić przeprowadzanie kontroli podinspektorom pracy, uszczegółowić zakres asysty policji czy dopuścić osoby z tytułem inżyniera do pracy jako inspektorzy pracy.
Wymienione poprawki łączył jeden element wspólny: każdorazowo za ich przyjęciem opowiadał się główny inspektor pracy, przeciw – przedstawiciele MRPiPS.
– Wyglądało to komicznie. Główny inspektor pracy nie ma inicjatywy ustawodawczej. Wyglądało to więc, jakby Stanecki suflował, jakie poprawki ma złożyć partia Razem. Szczególnie, że większość z nich była bardzo specjalistyczna – słyszymy w resorcie.
Ostatecznie komisja rekomendowała ich odrzucenie. Proponowane przepisy nie znalazły się w uchwalonym projekcie, który trafił na biurko prezydenta.
Maciej Konieczny potwierdza w rozmowie z Zero.pl, że treść zgłoszonych przez niego zmian została uzgodniona z szefem PIP. – Tak, poprawki złożyliśmy w porozumieniu z głównym inspektorem pracy – mówi nam wiceszef koła Razem.
To nie jedyna rzecz, która miała nie przypaść do gustu politykom Nowej Lewicy. Jak słyszymy, podczas posiedzenia komisji Stanecki miał dać „pretekst”, który Karol Nawrocki mógłby wykorzystać przy uzasadnieniu ewentualnego weta do ustawy.
Chodzi o kwestię wydawania interpretacji indywidualnych. W myśl przyjętej ustawy główny inspektor pracy na wniosek przedsiębiorcy będzie wydawał wiążące stanowiska, czy w konkretnej sytuacji należy zastosowywać umowę o pracę, czy można dopuścić inną formę umowy. Szef PIP będzie miał na to 30 dni. Stanecki podczas obrad komisji apelował o wydłużenie tego terminu do trzech miesięcy.
– Ja nie chcę podpisywać się pod interpretacjami, których będziemy się wstydzić i które masowo zaleją sądy. Więc naprawdę to leży w interesie pracodawców, żeby główny inspektor rzetelnie zweryfikował stan faktyczny. Ja popieram ustawę, uważam, że nowe obowiązki dla inspekcji są okej, ale nakładajmy realne obowiązki, które jesteśmy w stanie wykonać – tłumaczył Stanecki.
– My dzisiaj się już uginamy, w zeszłym roku mieliśmy blisko 52 tys. skarg, 90 tys. zagadnień skargowych i nie możemy przyjmować zadań, które są nierealne do wykonania – dodawał główny inspektor pracy.
I to właśnie słowa o „nierealnych zadaniach” miały stanowić problem. – Stanecki chodzi po mediach i opowiada, że jest zwolennikiem reformy. Potem idzie na komisję i mówi coś takiego. Przecież to idealny cytat do wykorzystania przez Karola Nawrockiego przy uzasadnianiu weta do tej ustawy – mówi jeden z naszych rozmówców z Nowej Lewicy.
Wierzę w to, że Stanecki chce dobrze. Problem w tym, że kompletnie nie potrafi tego osiągnąć. Często stawia na złego konia. Na dodatek kompromituje się na Instagramie.
Przedstawiciel Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej
Na niecodzienną aktywność głównego inspektora w mediach społecznościowych zwracają uwagę także członkowie Rady Ochrony Pracy. To organ doradczy, działający przy Sejmie RP, nadzorujący działalność PIP.
– Nigdy bym nie przypuszczała, że główny inspektor będzie nagrywał filmiki w swoim łóżku, udając chorego. W środowisku – powiem szczerze – te rolki stały się już memem – mówi nam jedna z członkiń Rady Ochrony Pracy.
– Główny inspektor nagrywa dziesiątki filmików o tym, czy np. pracodawca może kazać pracownicy chodzić w szpilkach. Przepraszam, ale jest sto ważniejszych rzeczy, którymi Marcin Stanecki powinien zająć się w godzinach pracy – dodaje inna z naszych rozmówczyń.
Likwidacja oddziału w Grudziądzu. Stanecki musiał zrobić krok do tyłu
Członkowie ROP, z którymi rozmawialiśmy, zgodnie zwracają uwagę na sprawę niedoszłej likwidacji oddziału PIP w Grudziądzu. Placówka została otwarta w 2020 r. W zeszłym roku główny inspektor pracy podjął decyzję o jej likwidacji ze względów ekonomicznych. Sprawa wywołała sporo kontrowersji. Przeciwko tej decyzji m.in. wiceminister spraw wewnętrznych Tomasz Szymański z Koalicji Obywatelskiej, jak również poseł Prawa i Sprawiedliwości Krzysztof Szczucki.
W październiku 2025 r. Rada Ochrony Pracy negatywnie zaopiniowała ten pomysł. – To był absurdalny pomysł. Z jednej strony Stanecki mówił, że trzeba zwiększyć zatrudnienie w PIP, dać więcej środków, zwiększyć liczbę inspektorów. Z drugiej – stwierdził, że dobrym pomysłem jest zlikwidowanie oddziału PIP w niemal 100-tysięcznym mieście, w którym nadal funkcjonuje wiele zakładów przemysłowych. Stanecki wycofał się, ale zjednoczył wszystkich przeciwko sobie: posłów lewicy i prawicy, związki zawodowe, prezydenta Grudziądza i członków rady – mówi nam jeden z przedstawicieli ROP.
Nasi rozmówcy przyznają zgodnie, że wkrótce Marcin Stanecki może zostać odwołany ze stanowiska, choć ostatecznej decyzji w tej sprawie jeszcze nie ma. – Na jego korzyść działał na pewno fakt, że MRPiPS przez ostatnie miesiące dowoził bardzo trudną reformę PIP. Resort nie potrzebował kolejnego problemu w postaci szukania nowego głównego inspektora – słyszymy.
Chodzi o kwestię ustawowych wymagań wobec kandydata na szefa PIP. Dziś musi mieć on m.in. zdany egzamin państwowy na inspektora pracy. A to – jak mówią nasi rozmówcy – zdecydowanie ogranicza liczbę potencjalnych następców Staneckiego.
– Jeszcze na etapie prac rządowych nad ustawą o PIP były pomysły, aby trochę w tym pogmerać. Cofnąć wymóg zdanego egzaminu na inspektora pracy, a dołożyć na przykład obowiązek posiadania doktoratu, co proponował minister nauki Marcin Kulasek. Ostatecznie uznaliśmy, że nie warto teraz przy tym gmerać – słyszymy od osoby znającej kulisy sprawy.
Zero.pl skierowało do głównego inspektora pracy szereg pytań. Pytaliśmy m.in. o to, czy władze Sejmu, resortu pracy czy Rady Ochrony Pracy kierowały w ostatnim czasie jakiekolwiek zastrzeżenia do działalności szefa PIP. Nie otrzymaliśmy jasnej odpowiedzi.
– Zgodnie z ustawą o PIP, Rada Ochrony Pracy pełni funkcję nadzorczą nad Państwową Inspekcją Pracy, w związku z czym główny inspektor pracy cyklicznie, co miesiąc, szczegółowo referuje radzie najważniejsze wydarzenia w funkcjonowaniu Głównego Inspektoratu Pracy, jak i 16 Okręgowych Inspektoratów Pracy. Na posiedzeniach Rady prezentowane są także raporty problemowe, zawierające dane z działalności kontrolnej PIP – tłumaczy rzecznik prasowy Mateusz Rzemek.
Jak dodaje, PIP „stale współpracuje także z Ministerstwem Rodziny Pracy i Polityki społecznej, odpowiada na pytania napływające z resortu, jak też kieruje do ministerstwa pytania o interpretację przepisów”.
– Państwowa Inspekcja Pracy współpracuje także z Marszałkiem Sejmu, który jest jej ustawowym zwierzchnikiem – podkreśla Rzemek. Jak zapewnia, PIP jest urzędem „apolitycznym” i „nie ma inicjatywy ustawodawczej”.
W kontekście filmików w mediach społecznościowych rzecznik tłumaczy, że „celem bieżącej komunikacji urzędu jest realizacja podstawowych zadań Państwowej Inspekcji Pracy”.
Do nich – zdaniem rzecznika – należy m.in. „podejmowanie działań prewencyjnych i promocyjnych zmierzających do zapewnienia przestrzegania prawa pracy”. – Środkiem realizacji tego celu jest podnoszenie znajomości prawa pracy – konkluduje Rzemek.
