
Michał Domaradzki podczas rządów Prawa i Sprawiedliwości miał orzeczoną grupę inwalidzką, a po zmianie władzy w 2023 r. ministerialna komisja uznała go za zdrowego. W tym samym czasie wymieniano go wśród kandydatów na szefa policji. Żarty z „cudownego ozdrowienia” skończyły się aktem oskarżenia przeciwko jednemu z internautów. Sąd go uniewinnił: nie udowodniono nawet, że to on opublikował wpis.
- Wiosną 2024 r. media opisywały ustanie zdrowotnej przeszkody w powrocie Domaradzkiego do służby i jego możliwą nominację na komendanta głównego policji.
- Za jeden z wpisów prokuratura postanowiła oskarżyć internautę o znieważenie funkcjonariusza publicznego.
- Sąd uznał, że policjanci i prokuratorzy nie wykazali nawet, że oskarżony internauta był autorem wpisu.
- – W dzisiejszej polskiej rzeczywistości coraz mniej rzeczy człowieka dziwi. Gdyby jednak przyłożyć do tej sytuacji zasady funkcjonowania normalnego państwa, sprawa jest po prostu kuriozalna – mówi Zero.pl uniewinniony mężczyzna.
18 września 2026 r. Sąd Rejonowy w Otwocku uniewinnił mężczyznę, któremu prokuratura zarzuciła zamieszczanie na platformie X wpisów znieważających Michała Domaradzkiego.
Domaradzki to były szef stołecznej policji. Odszedł ze służby w kwietniu 2016 r. W czasie, którego dotyczy sprawa, kierował Stołecznym Centrum Bezpieczeństwa w warszawskim ratuszu. Prokuratura uznała, że prześmiewcze publikacje stanowiły znieważenie funkcjonariusza publicznego i mogły narazić go na utratę zaufania. Zarzut oparto na art. 226 par. 1 w związku z art. 231a kodeksu karnego.
„Ręce, które leczą” i kandydat na komendanta
W marcu 2024 r. „Rzeczpospolita” informowała, że były szef stołecznego garnizonu Michał Domaradzki jest szykowany na komendanta głównego. Przeszkodą było jednak jego inwalidztwo. Domaradzki bowiem po przejęciu władzy w kraju przez Prawo i Sprawiedliwość zachorował.
Według ustaleń gazety w lutym 2024 r., już po zmianie rządu, komisja lekarska MSWiA uznała, że Domaradzki jest zdrowy.
Sam zainteresowany w rozmowie z Onetem podkreślał, że orzeczenia dotyczące ograniczeń zdrowotnych w zakresie zdolności do służby miały charakter czasowy.
Zestawienie wieloletniej grupy inwalidzkiej z odzyskaniem zdrowia po zmianie władzy i perspektywą policyjnego awansu wywołało falę żartów o „rękach, które leczą” ówczesnego szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Marcina Kierwińskiego.
Zainteresowanie medialne Domaradzkiemu nie pomogło. Ostatecznie komendantem głównym został Marek Boroń, a Domaradzki pozostał w stołecznym magistracie.
Przeczytaj też: Tajemniczy kod. Co zeznał kluczowy świadek w sprawie Sławomira Nowaka
Grafika o emeryturze i powrocie do pracy
Wśród krążących po internecie żartów z Domaradzkiego była też grafika, na której policjant jest w mundurze. Autor grafiki nazwał go „pierwszym milicjantem reżimu Donalda Tuska”, pisał o „50-letnim emerycie inwalidzie” oraz twierdził, że przez osiem lat pobierał on ok. 20 tys. zł emerytury miesięcznie. W publikacji znalazło się również stwierdzenie, że Domaradzkiego ściga prokuratura, i sugestia, iż po zmianie władzy „cudownie ozdrowiał”.
Grafika trafiła do publicznych instytucji. Rozsyłała ją kobieta, która znalazła ją w internecie i nie była jej autorką. Wysłała ją między innymi na skrzynkę Komendy Stołecznej Policji.
Policjanci postanowili, że sprawy nie można tak zostawić. Zostało wszczęte postępowanie karne. Wytypowano sprawcę.
Sam Domaradzki zeznawał, że wpisy przedstawiały go jako osobę nieuczciwą, bezpodstawnie pobierającą świadczenia i okradającą państwo. Przekonywał, że naruszały jego wiarygodność jako urzędnika odpowiedzialnego za bezpieczeństwo mieszkańców Warszawy i kierującego kilkusetosobowym zespołem.
Policjant powołuje się na tajemnicę
Organy ścigania wskazały mężczyznę, który rzekomo odpowiadał za zamieszczenie wpisu.
Z uzasadnienia wyroku otwockiego sądu wynika, że konto na platformie X powiązano z adresem e-mail, a adres IP z przedsiębiorstwem. W aktach wskazano, że ze skrzynki „najprawdopodobniej” korzysta oskarżony. Sąd podkreślił jednak, że nie przedstawiono bezpośredniego dowodu potwierdzającego to powiązanie.
O ustalenie autora publikacji obrona pytała przed sądem policjanta wydziału kryminalnego, który wykonywał w tej sprawie czynności operacyjne.
– Nie mogę ujawniać czynności operacyjno-śledczych – odpowiedział funkcjonariusz. Zapewniał, że podczas tych czynności ustalono autora wpisu. – Jestem zobowiązany utrzymać tajemnicę i nie mogę o tym mówić – dodał.
Pytany o dowody inne niż notatka służbowa, które mogłyby zostać wykorzystane w procesie, powiedział, że nie jest w stanie odpowiedzieć, ponieważ nie prowadził postępowania. Stwierdził również, że ustaleń dokonywali inni funkcjonariusze KSP, których nie może wskazać.
W protokole zapisano też, że policjant nie wiedział, czy informacje zawarte w grafice były prawdziwe. Nie znał historii Domaradzkiego.
Przeczytaj też: Poseł KO miał załatwiać kontrakty z SAFE. Sam pytał w Sejmie o pieniądze dla służb
Sąd wytyka błędy
Sąd uznał, że w sprawie istnieją tylko policyjne ustalenia, których pochodzenie i ciąg myślowy są nie do końca jasne. W efekcie stwierdził, że nie ma jednoznacznych dowodów, iż to oskarżony zamieścił kwestionowany wpis. Wskazał, że prokuratura oparła oskarżenie na ustaleniach policjantów, które „nie zostały potwierdzone dowodami w ujęciu karnym”.
W uzasadnieniu sąd wyjaśnił, że notatki urzędowe, na których oskarżyciel oparł swoje stanowisko, służyły celom informacyjnym i organizacyjnym organów ścigania i nie stanowiły dowodu pozwalającego przypisać mężczyźnie sprawstwo.
Sąd przypomniał, że to oskarżyciel ma udowodnić winę. Oskarżony nie musi dowodzić swojej niewinności. Możliwe jest skazanie na podstawie poszlak, ale muszą one tworzyć taki ciąg, który wyklucza inne wersje zdarzenia. W tej sprawie tego zabrakło.
Wprost wskazano, że domniemanie niewinności nie zostało obalone „na skutek błędów poczynionych przez organy ścigania na samym początku postępowania karnego”. Postępowanie dowodowe nie pozwoliło jednoznacznie odpowiedzieć na podstawowe pytanie: czy to oskarżony opublikował wpisy będące podstawą zarzutu.
Mężczyzna musiał zatem bronić się przed sądem, choć śledczy nie wykazali, że ścigają autora wpisu.
Ile prawdy, a ile kłamstwa w grafice
Sąd odniósł się również do treści publikacji. Przywołał pogląd, zgodnie z którym stawianie prawdziwych zarzutów w obronie społecznie uzasadnionego interesu nie ma cech poniżania. Następnie wskazał ustalenia dotyczące sytuacji Domaradzkiego.
Były komendant zeznał, że od 2016 r. do końca 2023 r. lub początku 2024 r. miał grupę inwalidzką. Jednocześnie podkreślił, że nie pobierał renty. Był na emeryturze, która wynosiła około 10 tys. zł.
Domaradzki potwierdził też, że prowadzono przeciwko niemu postępowanie przygotowawcze i że został zatrzymany. Śledztwo dotyczyło podejrzenia nakłaniania prokurator Ewy Wrzosek do przekazywania informacji z postępowania w sprawie wypadku autobusu miejskiego w Warszawie w czerwcu 2020 r., który spowodował kierowca pod wpływem narkotyków.
Sprawa zyskała wymiar polityczny, bo według śledczych informacje miały następnie trafiać do prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, kandydującego wówczas na prezydenta Polski. Postępowanie zostało prawomocnie umorzone w maju 2024 r., a zatrzymanie uznano za niezasadne. W czasie publikacji wpisu nie było jednak jeszcze prawomocnego umorzenia.
Część informacji z grafiki była więc przedstawiona w sposób złośliwy, ale mający związek z rzeczywistością. Najdalej od prawdy było twierdzenie, że Domaradzki pobierał 20 tys. zł miesięcznie. Tak czy inaczej, głównym powodem uniewinnienia było nieudowodnienie oskarżonemu autorstwa wpisu.
Uniewinniony mówi o uldze
Mężczyzna, który został uniewinniony przez sąd od zarzutu zniesławienia byłego komendanta, zgodził się porozmawiać z Zero.pl pod warunkiem zachowania anonimowości. Podkreśla, że nie był w stanie uczestniczyć w rozprawach, bo sam podupadł na zdrowiu.
Pytany o reakcję na wyrok, odpowiada: – Na pewno poczułem ulgę.
– W tej sprawie nie mogłem jednak mieć pewności, jak się zakończy, ponieważ w ogóle nie rozumiałem, dlaczego organy ścigania się nią zajęły – dodaje. – To była bardzo dęta sprawa.
Zdaniem uniewinnionego mężczyzny, gdyby chodziło o kogokolwiek innego niż znanego policjanta, nie byłoby żadnej sprawy ani usilnego szukania winnego.
– Wydaje mi się, że decydujące było właśnie zaangażowanie Komendy Stołecznej Policji, która – współpracując z prokuraturą – doprowadziła do sporządzenia tego, co uważam za śmieszny akt oskarżenia – wskazuje nasz rozmówca.
Wyrok jest nieprawomocny. Sąd obciążył kosztami postępowania Skarb Państwa.



