
Polska 2050 oficjalnie nie ma przewodniczącego. Po odejściu Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz pełnienie jej obowiązków przejęła Ewa Schädler, jednak jest to rozwiązanie tymczasowe. Nowego lidera wyłonią wybory, ale to, kiedy się odbędą i kto w nich wystartuje, nie jest takie oczywiste. Na ten moment na czoło kuluarowych rozmów wcale nie wysuwa się Szymon Hołownia.
- Polska 2050 pozostaje bez oficjalnego przewodniczącego po odejściu Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Funkcję p.o. szefa partii sprawuje obecnie Ewa Schädler, a zarząd deklaruje stabilizację.
- Choć posłowie doszli do porozumienia, problemem pozostaje odpływ ludzi w terenie. Po lutowym odejściu połowy posłów aktualna liczba członków formacji nie jest oficjalnie znana.
- Nowe władze mają zostać wyłonione w wyborach bezpośrednich. Kluczowe pytania dotyczą terminu i kandydatów. W kuluarach najczęściej padają nazwiska wspomnianej Schädler, Pawła Śliza oraz Szymona Hołowni.
– Zarząd funkcjonuje prawidłowo. Podjął natychmiast wszystkie konieczne decyzje, żeby ustabilizować sytuację – mówi nam poseł Paweł Śliz, wiceprzewodniczący klubu Polski 2050.
I faktycznie na górze partii widoczna jest przynajmniej tymczasowa stabilizacja. Problem ma leżeć jednak gdzie indziej. – Posłowie są dogadani, bo mieli wspólnego wroga. Hołownia załatwi kilka stołków wiceministrów i będzie dobrze. Ale sypią się struktury – słyszymy nieoficjalnie od osoby znającej dobrze sytuację w formacji.
W styczniowym wyborze przewodniczącego partii uczestniczyło 659 osób, a łącznie uprawnionych było ponad 800 osób. Jest to o tyle kluczowe, że zgodnie ze statutem Polski 2050 w głosowaniu udział mogą wziąć wszyscy członkowie ugrupowania.
Tyle że to było jeszcze przed pierwszym, lutowym rozpadem, w wyniku którego odeszła połowa posłów z ministrą klimatu Pauliną Hennig-Kloską na czele. Pewne jest, że zeszłotygodniowe odejście dotychczasowej przewodniczącej Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz także nie poprawiło sytuacji kadrowej.
Aktualna liczba członków partii jest wielką niewiadomą. A przynajmniej dla dziennikarzy. – Nie chciałbym skłamać – odpowiada pytany o nią Śliz.
– Z doświadczenia wiemy, że istnieje grupa działaczy, która potrzebuje trochę czasu na zastanowienie. My ten czas ludziom dajemy, bo każdy członek jest dla nas ważny. Choć niekoniecznie wychodziło to na naszą korzyść, to od początku byliśmy w partii ostrożni z pochopnymi decyzjami – wskazuje posłanka Ewa Schädler.
To właśnie Schädler tymczasowo przejęła władzę w partii po rezygnacji Pełczyńskiej-Nałęcz. – Ja nie jestem przewodniczącą, jestem pełniącą obowiązki. To nie jest kompetencja, która przechodzi z jednej osoby na drugą – zaznacza.
Rada Krajowa w połowie listopada. Wybory możliwe jeszcze w tym roku
Aby wybrać nowego przewodniczącego, najpierw konieczne jest zwołanie Rady Krajowej partii. Ta, jak nieoficjalnie słyszymy, odbyć ma się w połowie listopada. Właśnie podczas niej zatwierdzony zostanie harmonogram i zasady przeprowadzenia wyborów.
– Chcemy zachować stabilność organizacji, więc będziemy próbować doprowadzić do wyborów jak najszybciej. Mam nadzieję, że uda się jeszcze w tym roku, ale może to być trudne – mówi nam jedna z osób będących we władzach partii.
Podobne zapewnienia słyszymy od Schädler: – Organizacja musi być stabilna. Działamy wspólnie z zarządem partii i prezydium klubu parlamentarnego, aby ustabilizować sytuację.
Wokół wyborów są dwa główne pytania – o kandydatów, co oczywiste, oraz o sposób ich przeprowadzenia. Ze względu na ich bezpośrednią formułę najwygodniejszym rozwiązaniem jest organizacja głosowania w formie zdalnej. Ta jednak już w przeszłości przyniosła Polsce 2050 sporo problemów.
Przypomnijmy: kiedy w styczniu partia wybierała swojego przewodniczącego, a o fotel walczyły Pełczyńska-Nałęcz i Hennig-Kloska, doszło do ingerencji. Przy ponad 800 uprawnionych do głosowania, oddano łącznie 26 483 głosy. Choć Polska 2050 zgłosiła sprawę do prokuratury, ta nie dopatrzyła się danych uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa. Najprawdopodobniej powodem zdarzenia było udostępnienie linku do głosowania osobom spoza partii i niewystarczające ograniczenie systemu.
Teraz ma być inaczej. – Niektórzy sieją defetyzm, że będą mogły pojawić się jakieś nieuczciwe praktyki. A wystarczy nie zachowywać się nieroztropnie i nie udostępniać w sieci linków, to nie będzie problemu – żartuje jeden z naszych rozmówców.
Kuluary szukają nowego przewodniczącego. Na ten moment wygrywa Śliz
Bardziej skomplikowanym pytaniem jest to dotyczące kandydatów. Najpopularniejszym scenariuszem jest wariant, w którym po przywództwo w ugrupowaniu ponownie sięga Szymon Hołownia. Wicemarszałek Sejmu już w ostatnich tygodniach przejął kierownictwo w klubie parlamentarnym od Śliza, więc partia wydaje się naturalnym krokiem.
Co więcej, Hołownię odchodząc „namaściła” Pełczyńska-Nałęcz. „Partię zostawiam w rękach jej założyciela, który odszedł, ale jednak wrócił. Życzę mu, by przypomniał sobie, w imię jakich wartości szedł do władzy” – napisała wówczas.
Problem w tym, że swojej kandydaturze zaprzecza sam zainteresowany. Nie wystartował on także w poprzednich wyborach – tych, które doprowadziły do rozłamu w partii.
Zamiast niego o najwyższe stanowisko w partii powalczyć ma Śliz. – Stąd była ta zmiana w klubie – słyszymy. O tym, że to właśnie były szef klubu ma wystartować w wyborach, usłyszało także RMF24.
– Jest mi niezwykle miło, że koledzy i koleżanki widzą mnie w takiej roli. Ja decyzję podejmę dopiero wtedy, kiedy zostaną ogłoszone wybory – mówi nam aktualny wiceprzewodniczący klubu.
Rozważana ma być również kandydatura Schädler. Członkowie partii mają jednak świadomość, że przewodnictwo partii będącej na rok przed wyborami w tak ciężkiej sytuacji nie jest najprostsze. – Powiem więcej: jest niewątpliwie trudne, ale zarazem bardzo atrakcyjne – podsumowuje jeden z naszych rozmówców.

