W nocy z soboty na niedzielę w miejscowości Groń na Podhalu spłonął samochód należący do Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt. Policja wskazuje, że z dotychczasowych ustaleń wynika możliwość podpalenia, ale nie wyklucza żadnej wersji. DIOZ twierdzi, że pożar może być odwetem za protest przeciwko transportowi konnemu do Morskiego Oka.

- Pożar samochodu DIOZ stał się kolejnym punktem zapalnym w sporze o sposób organizacji transportu turystów do Morskiego Oka.
- Organizacja wiąże zdarzenie z wcześniejszym protestem i wskazuje na kierowane wobec niej groźby, jednak policja podkreśla, że sprawca nie został ustalony i analizowane są różne scenariusze.
- W tle konfliktu trwają przygotowania do zmian w transporcie na trasie, które od września mają ograniczyć udział konnych zaprzęgów.
Do pożaru doszło w niedzielę ok. godz. 2:00 w miejscowości Groń w gminie Bukowina Tatrzańska. Ogień objął samochód należący do Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt. Pojazd, który – według przedstawicieli organizacji – służył m.in. do transportu zwierząt, został całkowicie zniszczony. DIOZ wstępnie oszacował straty na ok. 500 tys. zł.
Na miejscu pojawiła się straż pożarna, a następnie policjanci. Funkcjonariusze przeprowadzili oględziny pojazdu i zabezpieczyli materiał dowodowy, który ma pomóc w ustaleniu przyczyn pożaru.
DIOZ pożyczył pół miliona od fermy drobiu. Starał się to ukryć
– Z tych naszych wstępnych czynności wynika, że mogło dojść do podpalenia tego pojazdu – przekazał st. asp. Maciej Kasprzycki z zakopiańskiej policji.
Funkcjonariusz podkreślił jednocześnie, że śledczy nie wykluczają żadnej wersji wydarzeń. W dalszej kolejności mają przesłuchać potencjalnych świadków oraz zabezpieczyć nagrania z monitoringu znajdującego się na okolicznych posesjach.
– Okoliczności tu będą na pewno weryfikowane, ponieważ jest to sprawa, gdzie obie strony oskarżają się wzajemnie o dokonanie tego czynu już między innymi właśnie za pośrednictwem mediów. Nie przesądzajmy winy kogokolwiek – zaznaczył policjant.
DIOZ oskarża górali. „Podpalili nas”
Przedstawiciele DIOZ od początku łączą pożar z konfliktem dotyczącym transportu konnego na trasie do Morskiego Oka. Organizacja opublikowała w mediach społecznościowych wpis, w którym wprost oskarżyła górali o podpalenie samochodu.
„Górale w odwecie za walkę o konie z Morskiego Oka PODPALILI NAS!” – napisali aktywiści.
DIOZ przekazał również, że od momentu pojawienia się jego przedstawicieli w Bukowinie Tatrzańskiej mieli oni otrzymywać groźby. Według organizacji aktywiści mieli być śledzeni, a także słyszeć groźby śmierci oraz podpalenia ośrodków.
Organizacja zażądała pilnego i niezależnego wyjaśnienia sprawy oraz zapewnienia jej przedstawicielom ochrony policyjnej. Zapowiedziała również działania prawne związane z publikowanymi w internecie groźbami i wpisami dotyczącymi DIOZ.
Policja podchodzi jednak do publicznych oskarżeń ostrożnie i podkreśla, że na tym etapie postępowania nie można wskazać sprawcy.
– Nie wykluczamy żadnej wersji zdarzeń. Zbierany jest materiał dowodowy i dopiero po wykonaniu tych wszystkich czynności będziemy mogli powiedzieć o ewentualnie jakichś takich stuprocentowych okolicznościach – powiedział st. asp. Maciej Kasprzycki.
Kilka godzin wcześniej protestowali na drodze do Morskiego Oka
Pożar samochodu nastąpił kilka godzin po sobotnim proteście aktywistów przeciwko wykorzystywaniu koni do przewozu turystów nad Morskie Oko. Demonstracja doprowadziła do napięć między protestującymi a lokalną społecznością.
Aktywiści zablokowali drogę, uniemożliwiając przejazd jednemu z wozów. Na miejscu pojawiła się policja. Ponieważ protestujący nie reagowali na wezwania do opuszczenia drogi, funkcjonariusze usunęli ich siłą i wylegitymowali.
DIOZ od lat sprzeciwia się wykorzystywaniu koni do transportu turystów w kierunku Morskiego Oka. Organizacja domaga się zastąpienia zaprzęgów pojazdami elektrycznymi oraz wykupienia około 300 koni przez Tatrzański Park Narodowy.
Zgodnie z wielostronnymi ustaleniami od 1 września ma rozpocząć się pilotażowy program dotyczący organizacji transportu na trasie do Morskiego Oka. W jego ramach trasa przejazdu konnych zaprzęgów zostanie skrócona – wozy będą kursować z Palenicy Białczańskiej do Wodogrzmotów Mickiewicza.
Równolegle na trasie mają funkcjonować pojazdy elektryczne. Rozwiązanie zostało wypracowane w ramach ustaleń Tatrzańskiego Parku Narodowego, samorządu, fiakrów oraz Ministerstwa Klimatu i Środowiska.