Iran wystrzelił na Dubaj w sobotę ponad 600 dronów, 160 rakiet balistycznych i dwa pociski manewrujące, ale dzięki pracy parasola ochronnego, skomplikowanego systemu antyrakietowego, miasto nie odniosło niemal żadnych szkód. – Było słychać huk przechwytywanych pocisków. Najgorsza sytuacja miała miejsce w sobotę, w niedzielę już było ciszej – mówi Ewelina Banaczek w rozmowie z portalem Zero.pl.

- W sobotę rano, przed południem, pierwsze rakiety wystrzelone z Iranu dotarły do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Kolejne w nocy z wtorku na środę czasu polskiego.
- Według oficjalnych informacji, spadające odłamki zabiły trzy osoby w Abu Zabi i Dubaju, 88 osób zostało rannych.
- Dla Dubaju to pierwsza taka sytuacja w historii. Na terenie miasta utknęły tysiące turystów, których w Emiratach zatrzymała decyzja o wstrzymaniu lotów.
Jak podały władze Emiratów Arabskich, obrona powietrzna przechwyciła łącznie 161 irańskich rakiet balistycznych i 645 dronów, niszcząc w sumie ponad 90 proc. pocisków i bezzałogowców. W wielu dzielnicach, gdy dochodziło do przechwyceń, huk był wyraźnie słyszalny. Od wstrząsów drgały szyby w mieszkaniach. Zdarzało się to częściej w rejonach położonych bliżej obiektów wojskowych i wybrzeża.
Wojna na Bliskim Wschodzie. Piąty dzień operacji. Śledź naszą relację LIVE
O sytuację w Dubaju zapytaliśmy Ewelinę Banaczek, Polkę, która od ponad 10 lat mieszka i pracuje w stolicy Emiratów. Według jej relacji, obecnie życie w mieście toczy się normalnie, a o wojnie przypominał tylko huk przechwytywanych pocisków. - Teraz już nawet go nie słychać. Ale w sobotę było głośno przez te przechwytywane rakiety i drony. Natomiast dzisiaj jest już spokojniej- opowiada kobieta.
Spadły tylko odłamki
– Akurat mieszkam w Marinie, nad samym morzem. Tutaj akurat tego nie widziałam, u nas to się nie działo, ale wiem, że na terenie miasta zapaliło się wiele miejsc – mówi rozmówczyni portalu Zero.pl
Pani Ewelina przyznaje, że niektórzy mieszkańcy Dubaju wpadali w panikę i szukali możliwości ucieczki z Emiratów. – Ktoś zaproponował, żebyśmy pojechali do Omanu i zaczęli się zbierać na grupie na Facebooku, i Polacy, i Niemcy. Ja mam podwójne obywatelstwo, i znajomości wśród Polaków i Niemców. Na Facebooku ludzie ogłaszali, że jadą wspólnie do Omanu. Polska grupa zorganizowała sobie jakiegoś busa i właśnie do Omanu się wybierali, z którego chcieli wylecieć gdzieś dalej do Europy. Wybierali się też do Arabii Saudyjskiej. Natomiast my zdecydowaliśmy, że nie ma takiej potrzeby – dodaje.
Turyści na ulicach
Z powodu ataku Iranu nad Dubajem zamknięto przestrzeń powietrzną, co uniemożliwiło wyjazd tysiącom turystów, którzy w stolicy Emiratów przesiadają się m.in. do samolotów wracających do Europy. – Wczoraj z mężem wyszliśmy na spacer. Przez przypadek słyszeliśmy rozmowę po niemiecku. Mężczyzna dzwonił na linię, żeby zapytać, kiedy wyleci. Było to małżeństwo, które nie mogło się wydostać. Musieli być dalej w hotelach, które pomogły turystom przez to, że nie podniosły cen, a niektóre nawet zmniejszyły. Tych ludzi, którzy nie mogli wyjechać z Dubaju, wylecieć, dalej widać. Bo większość z nich nie jest w stanie się wydostać z zablokowanych lotnisk. Słyszałam, że do Polski wyleciał samolot, ale to pojedynczy przypadek – relacjonuje pani Ewelina.
I dodaje: – Wszystko jest normalnie otwarte. Włącznie z atrakcjami turystycznymi, ze sklepami i tak dalej. Wszystko. Auta jeżdżą, miasto dalej się korkuje, tak jak zawsze się korkowało. Ale po prostu życie wróciło do normy. Podam przykład: tutaj bardzo dużo ludzi zamawia jedzenie. Nie chodzi na zakupy spożywcze, tylko zamawia je z domu. Najgorsza sytuacja, gdy to wszystko się zaczęło, była w sobotę. A ja w niedzielę rano, o godz. 7:30, wstałam zamówić świeży chleb. I się dało, dostawca przyjechał - opowiada Ewelina Banaczek.
Nie 1,5 mln zł, nie 2,1 mln zł. Kraków wyda jeszcze więcej na samorządową gazetkę
– Sklepy były normalnie otwarte, spożywcze na przykład. Szczególnie moi rodzice mówili, że trzeba zaopatrzyć się w wodę, chleb, sprawdzić gdzie jest zaparkowane auto, wyjechać. My nie mieliśmy takiej potrzeby - podsumowuje Polka.
Szkoły zdalnie
Po ataku na Dubaj Ministerstwo Zasobów Ludzkich Emiratów zobligowało firmy prywatne do wysłania pracowników na pracę zdalną. Osoby, które nie mają takiej możliwości, powinny „unikać otwartych przestrzeni”, co wynikało z obaw przed odłamkami rakiet. – Od poniedziałku do środy włącznie dzieci mają zdalną szkołę, a większość firm home office. I możliwe, że to będzie przedłużone. Na razie nauczenie domowe jest do środy włącznie - relacjonuje Ewelina Banaczek.
Polka opowiada też, co mieszkańcy Dubaju mówili już po ataku. – Każda z tych osób, które mieszkają w Dubaju tak długo jak ja, mówią, że to, jak reaguje państwo, jest niesamowite po prostu. Kopuła obronna, którą kupiły Emiraty, jest jedną z najlepszych na świecie, wydali na nią mnóstwo pieniędzy. Gdyby to była odwrotna sytuacja, że na przykład tyle rakiet by uderzyło nie wiem, w Polskę, w Niemcy, czy w cokolwiek innego, to w życiu by się tak nie skończyło. Tutaj po prostu państwo, mimo, że nigdy wcześniej takiej sytuacji nie miało, to i tak zainwestowało w kopułę, dzięki której wszystkie pociski zostały przechwycone. I życie się normalnie może toczyć dalej – tłumaczy.
Dzięki reakcji systemów obronnych wśród mieszkańców nie było masowej paniki. – Państwo zapewniło poczucie bezpieczeństwa. Ja mam trójkę dzieci, tylko takich starszych, 17, 14, 11 lat. Szczególnie to 17-letnie, jak rozmawia ze znajomymi, to choć widzą, że jest jakieś zagrożenie, to nie ma wśród nich paniki - opowiada Banaczek.
Ludzie dyskutują
Ewelina Banaczek, pracująca w Dubaju jako managerka ds. rozwoju w polskiej firmie, a także katechetka, wspólnie z grupą naszych rodaków pomagała osobom, które przez atak na Emiraty nie mogły wrócić do domów. – Mamy jedną grupę znajomych na Whatsappie. W weekend jedna mama poleciała służbowo do Polski i utknęła tam z córką. Mąż został w Dubaju. Napisałam to na tej grupie. Odpowiedź była błyskawicznie, pojawiały się pytania, jak pomóc - kończy.
W nocy z wtorku na środę Izrael i USA kolejny raz zaatakowały Iran oraz Liban. W odwecie Teheran zaatakował państwa Zatoki Perskiej, w tym Zjednoczone Emiraty Arabskie i Katar. W wyniku działań irańskiego drona doszło do pożaru na terenie amerykańskiego konsulatu w Dubaju. W atakach na ZEA zginęły trzy osoby, a 68 zostało rannych - przekazał w poniedziałek resort obrony w Abu Zabi. Odłamki przechwyconych pocisków spadły m.in. na teren lotniska w Dubaju. Wywołały też pożar przed pięciogwiazdkowym hotelem w popularnej dzielnicy Palm Jumeirah – sztucznie usypanej wyspie w kształcie palmy, jednej z najbardziej rozpoznawalnych inwestycji Dubaju.