W kuluarach znów mówi się o „rządzie technicznym”, a nazwisko szefa Polskiego Stronnictwa Ludowego Władysława Kosiniaka-Kamysza po raz kolejny pojawia się w scenariuszach rysowanych przez Prawo i Sprawiedliwość. Tym razem w tle mają być także Stany Zjednoczone.

- PiS ponownie sonduje PSL w sprawie rządu technicznego.
- To co najmniej trzecia próba przeciągnięcia ludowców w ostatnich latach.
- W rozmowach pojawia się argument rzekomych oczekiwań USA.
Prawo i Sprawiedliwość po raz kolejny miało sprawdzać gotowość Polskiego Stronnictwa Ludowego do zmiany politycznych sojuszy. Według informacji „Rzeczpospolitej”, do polityków PSL trafiają propozycje utworzenia rządu technicznego, na którego czele miałby stanąć Władysław Kosiniak-Kamysz. W niektórych wariantach pojawiają się także nazwiska Szymona Hołowni oraz Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz.
Z nieoficjalnych relacji wynika, że inicjatywa nie była jednorazowa ani skoordynowana w jednym ośrodku. Sygnały miały płynąć z różnych frakcji PiS, co sugeruje, że temat funkcjonuje w partii jako realny scenariusz, a nie tylko polityczna plotka.
„Tego chcą Amerykanie”. Stary argument w nowym wydaniu
W rozmowach z ludowcami miał pojawić się argument, który w polskiej polityce bywa używany od lat, czyli rzekome oczekiwania Stanów Zjednoczonych. Według tych relacji, Amerykanie mieliby preferować bardziej „proamerykański” rząd niż obecny gabinet Donalda Tuska.
Politycy PiS mieli sugerować, że odrzucenie oferty może negatywnie wpłynąć na relacje szefa MON z Waszyngtonem. Ludowcy podchodzą jednak do takich sygnałów z dystansem. W ich ocenie USA są często wykorzystywane jako polityczny straszak, a współpraca Władysława Kosiniaka-Kamysza z Pentagonem i Białym Domem przebiega bez zakłóceń.
Z rozmów „Rzeczpospolitej” wynika również, że administracja Donalda Trumpa faktycznie próbuje oddziaływać na polską scenę polityczną, choć w innym obszarze. Chodzi m.in. o ostrzeganie PiS przed ewentualną współpracą z Grzegorzem Braunem, co zdaniem gazety sprawia, że wątek amerykański nie jest całkowicie oderwany od rzeczywistości.
Trzecie podejście w ostatnich latach
Obecne sondowanie PSL nie jest pierwszym takim ruchem PiS. Próby przeciągnięcia ludowców na swoją stronę pojawiały się już wcześniej – zarówno w czasie rządów Zjednoczonej Prawicy, jak i po jej utracie władzy.
Pierwsza głośna próba miała miejsce po wyborach parlamentarnych w 2023 roku. Wówczas, co potwierdzali politycy Trzeciej Drogi, Władysław Kosiniak-Kamysz otrzymał propozycję objęcia funkcji premiera. Ostatecznie ją odrzucił.
Kolejne podejście nastąpiło latem 2025 roku, po wyborach prezydenckich wygranych przez Karola Nawrockiego. Mateusz Morawiecki, który jest postrzegany w PiS jako polityk z najlepszymi relacjami z PSL, mówił wprost o ofercie dla lidera ludowców. Także wtedy propozycja nie została przyjęta.
Sejmowa arytmetyka nie sprzyja „odwróceniu sojuszy”
Nawet gdyby PSL zdecydował się na zmianę frontu, kluczowa pozostaje arytmetyka parlamentarna. Do przeprowadzenia konstruktywnego wotum nieufności wobec gabinetu Donalda Tuska i powołania nowego rządu potrzebne jest co najmniej 231 głosów.
PiS dysponuje formalnie 188 mandatami. Formalnie, bo Zbigniew Ziobro i Marcin Romanowski korzystają z politycznego azylu na Węgrzech i na ich udział w głosowaniu raczej nie ma co liczyć. PSL z kolei ma 32 posłów, co oznacza, że do większości wciąż brakuje kilkunastu głosów.
Nic dziwnego zatem, że zaczęły się pojawiać różne scenariusze, które miałyby zasypać tę lukę. Według jednego z nich PiS miałoby kusić perspektywą rządu technicznego część Konfederacji lub grupę posłów bliską Szymonowi Hołowni i nowej przewodniczącej Polski 2050 Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Oba na ten moment wydają się jednak mało realne. Sławomir Mentzen od miesięcy toczy spór na słowa z Jarosławem Kaczyńskim, a minister funduszy i polityki regionalnej niejednokrotnie zapewniała, że partia zostanie częścią koalicji rządzącej.
Źródło: Zero.pl, rp.pl