Reklama
Reklama

Reklama

Infrastruktura gazowa i naftowa na Bliskim Wschodzie w ruinie. Zapłacimy za to wszyscy?

Reklama

Według norweskiej firmy analitycznej Rystad Energy, odbudowa infrastruktury energetycznej zniszczonej w wyniku konfliktu USA i Izraela z Iranem może pochłonąć nawet 58 mld dol. Szef Międzynarodowej Agencji Energetycznej ocenia zaś, że obecne ceny ropy nie oddają skali obecnych i przyszłych zaburzeń w łańcuchach dostaw, ale „wkrótce dogonią rzeczywistość”. Czy pora szykować się na dłuższy kryzys?

Naprawa zniszczonej infrastruktury energetycznej na Bliskim Wschodzie będzie kosztować miliardy dolarów. Na zdj. kompleks gazowy Ras Laffan w Katarze
Naprawa zniszczonej infrastruktury energetycznej na Bliskim Wschodzie będzie kosztować miliardy dolarów. Na zdj. kompleks gazowy Ras Laffan w Katarze (fot. AFP / East News)
  • Sytuacja na Bliskim Wschodzie jeszcze długo nie wróci do stanu sprzed wojny. Na globalne dostawy ropy i gazu wpływać będzie poziom zniszczeń infrastruktury energetycznej na Bliskim Wschodzie, a jest on wysoki.
  • Koszty odbudowy liczone są w dziesiątkach miliardów dolarów. Eksperci ostrzegają, że ich ciężar odczują nie tylko kraje dotknięte zniszczeniami wojennymi.
  • Niewykluczone, że ukryty rachunek dostanie też kierowca przy dystrybutorze – mówi Zero.pl analityk Jakub Bogucki z e-petrol. Według szefa Międzynarodowej Agencji Energetycznej, ceny ropy nie oddają jeszcze w pełni skali problemów, ale wkrótce „dogonią rzeczywistość”.

Reklama

Kwota podana w analizie Rystad Energy wskazuje na ponad dwukrotny wzrost przewidywanych kosztów odbudowy instalacji gazowych i naftowych na Bliskim Wschodzie w porównaniu do szacunków przedstawionych jeszcze pod koniec marca.

Miliardy na naprawę zniszczeń wojennych w Zatoce Perskiej

„Trzy tygodnie po opublikowaniu przez nas wstępnego szacunku kosztów naprawy infrastruktury energetycznej w Zatoce Perskiej, wynoszącego 25 mld dol., skala szkód znacząco wzrosła” – tak do nowych liczb odnoszą się w raporcie analitycy, wskazując, że ataki wojskowe po 25 marca (wtedy ukazała się pierwsza analiza) nasiliły się i dopiero rozejm, na który strony konfliktu zgodziły się 8 kwietnia, złagodził ich skalę.

Eksperci Rystad Energy wyliczyli, że średnie nakłady na naprawę zniszczeń wojennych w krajach Zatoki Perskiej mogą oscylować wokół 46 mld dol. Widełki kosztów to 34–58 mld dol. Lwia część tych szacowanych wydatków – od 30 do 50 mld dolarów – dotyczy branży naftowo-gazowej, natomiast pozostała kwota obejmuje odbudowę elektrowni, przemysłu oraz systemów odsalania wody w regionie Zatoki Perskiej, w tym na terenie Iranu.


Reklama

„To już nie tylko historia o zniszczonych obiektach w Zatoce Perskiej. To test wytrzymałości dla globalnego łańcucha dostaw energii” – napisał we wstępie do raportu jeden z jego autorów, Karan Satwani.


Reklama

Zwraca on uwagę na jeszcze jeden problem. „Ten sam sprzęt i wykonawcy potrzebni do odbudowy są już zaangażowani w falę projektów LNG i offshore (morskiej energetyki wiatrowej – red.), realizowanych od 2023 r.” – pisze starszy analityk Rystad Energy. Główną barierą będzie więc nie brak kapitałów, ale ograniczenia w dostępie do zasobów koniecznych do przeprowadzenia procesu odbudowy.

„Który Czarnek jest prawdziwy”? Kłótnia o KSeF, fact-checkujemy Ligę Debat

Jak wskazuje Satwani, prace naprawcze nie tworzą nowych mocy, lecz przekierowują moce już zaangażowane w inne projekty – a to przekierowanie będzie odczuwalne w opóźnieniach projektów i w inflacji w innych, odległych częściach świata. Koncerny naftowe i energetyczne z Bliskiego Wschodu będą rywalizować o wykonawców czy specjalistyczny sprzęt, co będzie wywierało presję na koszty pracy, ceny materiałów i usług.


Reklama

Dwa kraje ucierpiały najmocniej

Według Rystad Energy, główne uderzenie przyjęły na siebie dwa kraje i tam wysiłek odbudowy będzie największy. Są to:


Reklama

  • Iran – tu, jak wskazują analitycy, liczba uszkodzonych obiektów jest największa; zniszczenia dotknęły też największej liczby klas aktywów. Uszkodzenia stwierdzono m.in. na największym złożu gazu ziemnego na świecie, South Pars (Iran współdzieli je z Katarem), w rafineriach, magazynach paliwowych oraz infrastrukturze eksportowej na wyspach Lawan i Siri. Koszty naprawy w skrajnie pesymistycznym scenariuszu (duża skala zniszczeń) mogą sięgnąć 19 mld dol.
  • Katar – w tym kraju zniszczenia dotyczą głównie Ras Laffan, jednego z czołowych ośrodków produkcji skroplonego gazu ziemnego (LNG) na świecie, odpowiadającego za ok. jedną piątą światowych dostaw. Pod koniec marca władze koncernu QatarEnergy szacowały, że irańskie ataki rakietowe na Ras Laffan będą kosztować firmę około 20 mld dol. rocznego przychodu do czasu naprawienia szkód.

Rystad Energy zauważa, że prace naprawcze przy Ras Laffan mogą zaburzyć harmonogram rozbudowy potężnego złoża gazowego North Field, także zarządzanego przez QatarEnergy. Konieczność skierowania ekip technicznych oraz specjalistycznego sprzętu do usuwania zniszczeń może skutkować opóźnieniem tej kluczowej inwestycji.

Dodajmy, że rozbudowa North Field to największa na świecie inwestycja w sektorze LNG. Katar chce dzięki niej zwiększyć produkcję skroplonego gazu ziemnego o 85 proc., do 142 mln ton rocznie.


Reklama

Zapłacimy wszyscy przy dystrybutorze?

Wojenne straty i koszty, jakie za sobą pociągają, wpłyną na plany inwestycyjne energetycznych koncernów na Bliskim Wschodzie i na ich budżety. W tej sytuacji powstaje pytanie, czy nie będą one chciały w jakiś sposób powetować sobie tych obciążeń, podnosząc np. ceny gazu czy produktów rafinacji ropy. Wtedy w ostatecznym rozrachunku za naprawę zniszczonej infrastruktury w Zatoce Perskiej zapłacilibyśmy wszyscy.


Reklama

– Oczywiście, nikt nie powie wprost, że paliwo czy gaz jest droższe z uwagi na odbudowywanie instalacji czy złóż – mówi portalowi Zero.pl Jakub Bogucki, analityk rynku paliw z firmy e-petrol. – Nie wiadomo też, w jakim stopniu te koszty odbudowy przełożą się na końcowy rachunek dla konsumenta.

– Na pewno odblokowanie Cieśniny Ormuz pozwoli eksporterom ropy i gazu zacząć zarabiać – i część tych zysków będą oni przeznaczać na naprawę, tak, by postępowała ona jak najszybciej – dodaje. – Pewna część kosztów tej naprawy nieoficjalnie wejdzie jednak do kwoty, jaką zapłacimy przy dystrybutorze czy za ogrzewanie domu.

Osobną kwestią pozostaje podaż surowców energetycznych. Marcowe ataki Iranu na Ras Laffan wyłączyły z użytku 17 proc. katarskich zdolności eksportu skroplonego gazu ziemnego. To realna strata dla koncernu, który zarabia na jego sprzedaży, ale też realny ubytek w globalnej puli dostaw LNG. Podobnie jest ze zniszczonymi instalacjami naftowymi. Nawet szybkie osiągnięcie trwałego pokoju na Bliskim Wschodzie i udrożnienie Cieśniny Ormuz – którą przed wojną przepływała jedna piąta globalnych dostaw ropy i gazu – nie sprawi, że wrócimy do sytuacji sprzed konfliktu.


Reklama

– Każdy krok w kierunku normalizacji sytuacji na Bliskim Wschodzie przybliża nas do uspokojenia sytuacji na rynku ropy i gazu, należy jednak pamiętać, że samo rozproszenie statków zgromadzonych w Cieśninie Ormuz, będzie trwało kilka tygodni – zwraca uwagę Jakub Bogucki. – Na razie mamy taką sytuację, że przepływają tamtędy 2-3 statki; cieszymy się z tego, ale kiedyś były one liczone w dziesiątkach.


Reklama

– Przywracanie do pracy wyłączonych złóż też trwa – mamy tu kwestie odbiorów technicznych itp. – dodaje ekspert. – Zniszczenia rurociągów też nie zostaną naprawione od razu, będzie na to potrzeba miesięcy. To wszystko będzie odbijać się na dostępności surowców, bo instalacje i złoża będą działały tylko w jakimś procencie swoich możliwości. Pamiętajmy, że zniszczenia dotknęły nie tylko Iran, ale też inne kraje regionu: Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Irak – wszystkie te państwa dostały „rykoszetem”. Jeśli zmniejszą produkcję, to nie z własnej woli, tylko dlatego, że moce będą musiały dopiero zostać odtworzone.

Czeka nas kryzys? „W kwietniu nie załadowano już nic”

W poniedziałek 13 kwietnia szef Międzynarodowej Agencji Energetycznej (MAE), Fatih Birol, ocenił, że kwiecień może okazać się trudniejszy dla rynków energii i globalnej gospodarki niż marzec. Podczas wystąpienia na forum amerykańskiego think-tanku Atlantic Council Birol powiedział, że o ile w marcu do odbiorców docierały jeszcze ładunki ropy i gazu z Zatoki Perskiej (jak wskazał, „załadowane na długo przed wybuchem kryzysu”), to „w kwietniu nie załadowano już nic”.


Reklama

Polskiego kierowcę można przyzwyczaić do wszystkiego. Nawet do łupienia go na „prawku”


Reklama

Zdaniem Birola, naprawa zniszczonych instalacji i przywrócenie produkcji ropy naftowej i gazu do poziomów sprzed wybuchu wojny może potrwać dwa lata. Szef MAE oszacował minimalny koszt działań naprawczych na 34 mld dolarów.

Jak dodał, z ponad 80 obiektów infrastruktury gazowej i naftowej dotkniętych konfliktem, ponad jedna trzecia została poważnie uszkodzona.

Birol ostrzegł też, że ceny ropy naftowej – które według niego na razie nie oddają w pełni skali problemów – wkrótce „dogonią” rzeczywistość, co jeszcze mocniej pognębi światową gospodarkę. – Żaden kraj nie jest na to odporny – powiedział szef MAE. – Każdy to odczuje.

 


Reklama