Reklama
Reklama
Reklama

Czy in vitro i żłobki nas uratują? Eksperci wyjaśniają

TYLKO NA

– Dzisiaj aż takiego zapotrzebowania na żłobki nie ma – stwierdza w rozmowie z Zero.pl dr Marcin Kędzierski. Rząd z okazji Dnia Dziecka pochwalił się, ile ich zbudował. Ekspert wskazuje na potencjalne alternatywy. – Trzeba się łapać wszystkich metod, które pozwolą na zwiększenie dzietności – mówi nam z kolei o rządowym programie in vitro dr hab. Krzysztof Tymicki.

Pusty żłobek
(fot. Shutterstock / Shutterstock)
  • „To najpiękniejszy Dzień Dziecka” – napisał w mediach społecznościowych premier Donald Tusk. Przekazał, że w ramach wprowadzonego przez jego rząd programu in vitro urodziło się już 15 tys. dzieci. 
  • Rządzący chwalą się także liczbą zbudowanych żłobków i zapowiadają, że będzie ich jeszcze więcej. 
  • Jakie znaczenie program in vitro i liczba żłobków mają dla polskiej demografii? Zapytaliśmy o to ekspertów.

1 czerwca to Dzień Dziecka. W związku z tym wraca dyskusja o polskiej demografii i o tym, ile dzieci rodzi się dziś i ile będzie ich w przyszłości. Swoimi dokonaniami w tym zakresie chwalą się rządzący. 

Czytaj też: Katastrofa demograficzna puka do drzwi. „Rodzina powinna być centrum polityki państwa”

Premier: dzięki in vitro urodziło się 15 tys. dzieci

Premier Donald Tusk poinformował w mediach społecznościowych, że dzięki wprowadzonemu przez jego rząd programowi in vitro urodziło się już 15 tys. dzieci. „To najpiękniejszy Dzień Dziecka i największa motywacja do pracy. Szczęścia, maluchy!” – skomentował na portalu X.

Reklama
Reklama

Wiceszefowa resortu rodziny, pracy i polityki społecznej Aleksandra Gajewska przekazała z kolei, że od początku rządów obecnej większości sejmowej powstało w Polsce 45 tys. nowych miejsc w żłobkach

Kilka tygodni temu wiceministra zapowiedziała, że do końca roku powstać ma ponad 100 tys. nowych miejsc.

Reklama
Reklama

Ekspert: Aż takiego zapotrzebowania na żłobki nie ma

O to, czy większa liczba żłobków rzeczywiście jest w Polsce potrzebna, zapytaliśmy dr. Marcina Kędzierskiego z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

– W zeszłym roku urodziło się 239 tys. dzieci. W tym roku pewnie urodzi się podobna liczba. To znaczy, że te dwa roczniki – bo w żłobkach mamy do czynienia z dziećmi w wieku od jednego do trzech lat – liczyć będą około 450 tys. dzieci, co oznacza, że to pokrycie żłobkowe będzie wynosiło już ponad 70 proc. To jest bardzo wysoki wskaźnik. Wydaje się, że dzisiaj aż takiego zapotrzebowania na te żłobki nie ma – odpowiada. 

Czytaj też: Co zostawimy Polsce w 2049 r.? Nie za wiele

Reklama
Reklama

Zdaniem eksperta „jest też problem elastyczności w rozlokowaniu tych żłobków”. – Są miejsca, gdzie te żłobki już nie są potrzebne, ale też są miejsca, gdzie żłobki są potrzebne w tym momencie, ale za dwa, trzy lata już nie będą – dodaje.

– My dzisiaj ładujemy sporo pieniędzy w infrastrukturę, która w perspektywie dwóch, trzech, sześciu lat będzie po prostu niepotrzebna. Z drugiej strony to też niespecjalnie przekłada się na dzietność. Dzisiaj raczej żłobki nie są tą kluczową determinantą, na podstawie której zapada decyzja o posiadaniu dziecka – kontynuuje.

Ekspert stwierdza, że skokowy wzrost liczby żłobków w Polsce zaczął się już w 2018 r., a więc za rządów PiS i trend ten jest utrzymywany do dziś. – Zarówno działania PiS-u, jak i działania obecnej koalicji rządzącej niekoniecznie są działaniami optymalnymi – dodaje. 

Jest alternatywa

Jako alternatywę dla budowy żłobków rozmówca Zero.pl wskazał tzw. instytucję dziennego opiekuna. Takie rozwiązanie funkcjonuje m.in. we Francji, Finlandii oraz Wielkiej Brytanii. 

Reklama
Reklama

– Na czym ono polega? Na tym, że jedna osoba, np. jeden rodzic, może wziąć pod opiekę poza swoim dzieckiem maksymalnie czworo innych dzieci, czyli łącznie piątkę dzieci, i może w warunkach bardziej domowych takimi dziećmi się opiekować – mówi.

Wymieramy z wygody? Dlaczego Polacy nie chcą mieć dzieci

Dr Kędzierski stwierdza, że takie rozwiązanie „nie wymaga tych wielkich inwestycji, które są konieczne przy budowie żłobka, takich jak bardzo precyzyjne kryteria dotyczące np. mebli, czy w ogóle kwestii samego budynku, który musi być zgodny z przepisami pożarowymi i BHP”. 

Reklama
Reklama

Demograf o in vitro: Trzeba się łapać wszystkich metod

Dr hab. Krzysztof Tymicki, demograf ze Szkoły Głównej Handlowej, opowiada w rozmowie z Zero.pl o znaczeniu urodzeń w ramach programu in vitro dla kształtu polskiej demografii.

– Jeżeli miałbym zastanawiać się nad efektywnością in vitro i np. programu 800 plus, to in vitro ma większą efektywność, bo przynajmniej jesteśmy w stanie precyzyjnie określić, o ile więcej dzieci się urodziło – stwierdza.

Kto Ty jesteś? Czy dzieci migrantów staną się częścią polskiego społeczeństwa, gdy dorosną

Jak dodaje, „te 15 tys. w stosunku do ogólnej liczby dzieci, jaka się urodziła w Polsce, to wydawałoby się, że to nie jest dużo, ale w obecnych warunkach powinniśmy dbać o każde dziecko, które się urodzi, niezależnie czy było poczęte naturalnie, czy to jest poczęcie dzięki metodom wspomagania zapłodnienia”.

Reklama
Reklama

– Zresztą większość z krajów, które dbają o dzietność, dbają też o szeroki dostęp do tych metod – dodaje.

„Te metody będą nabierały na znaczeniu”

Rozmówca Zero.pl jest jednak sceptyczny wobec szans na odwrócenie obecnych trendów w polskiej demografii. – Jeśli ktoś myśli o tym, że wrócimy do poziomu dzietności, jaki był na początku lat 90., czy w połowie lat 90., to w ogóle nie ma na to szans – stwierdza.

– My tak naprawdę nie myślimy o tym, żeby odwrócić te trendy, tylko żeby wyhamować tempo spadku populacji – dodaje.

Czytaj też: Tak będziemy pracować w 2049 r. „Wygra ten, kto nadąży. Wiele zawodów jest zagrożonych”

Reklama
Reklama

– Trzeba zrobić wszystko i łapać się wszystkiego, co daje jakąkolwiek szansę na zahamowanie tego trendu. Te wszystkie metody wspomagania płodności będą nabierały na znaczeniu, bo coraz starsi ludzie będą starali się o dzieci – kontynuuje.

– Trzeba się łapać wszystkich metod, które tylko pozwolą na zwiększenie dzietności – ocenia. 

Źródło: Zero.pl
Reklama
Reklama