– Prezydentura Aleksandra Miszalskiego nie jest prezydenturą resetu czy przełomu, tylko kontynuacji. Taką drogę wybrał, dlatego że przejął część elektoratu Jacka Majchrowskiego. Wraz z dobrodziejstwem inwentarza dostał jednak także narastające niezadowolenie, które prędzej czy później musiało wybuchnąć – mówi Zero.pl dr hab. Stefan Płażek z Uniwersytetu Jagiellońskiego. 24 maja Kraków zdecyduje w referendum, czy polityk Koalicji Obywatelskiej zostanie na stanowisku.

- Dr hab. Stefan Płażek wskazuje na brak rozwoju kluczowej infrastruktury miejskiej. Budownictwo deweloperskie postępuje zbyt szybko w stosunku do inwestycji publicznych.
- Zdaniem eksperta niezadowolenie społeczne ma charakter autentyczny i ponadpartyjny.
- Dr Płażek przypomina, że osoba wybrana na nowego prezydenta Krakowa w przyspieszonym głosowaniu mogłaby rządzić tylko do końca obecnej i przez jedną pełną kadencję.
Sieć Badawcza Łukasiewicz, czyli wielka nauka w małych rękach polityków
Kraków szykuje się do referendum ws. odwołania prezydenta miasta i rady. 24 maja w głosowaniu mieszkańcy zdecydują, czy rządzący grodem Kraka od 2024 r. Aleksander Miszalski z Koalicji Obywatelskiej utrzyma stanowisko.
Jak wynika z najnowszego sondażu OGB, do którego dotarła Interia, 63 proc. respondentów chce wziąć udział w referendum, a 92 proc. z nich zapowiada, że zagłosuje za odwołaniem Miszalskiego.
Wynik referendum przesądzony?
Z badania opinii publicznej wynika więc, że głosowanie nie tylko będzie skuteczne, ale także doprowadzi do odwołania prezydenta z KO? – Tak. I to jest bardzo dobra wiadomość – ocenia dr hab. Stefan Płażek z Katedry Prawa Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego i dodaje, że sam też weźmie udział w referendum.
– Nie widzę sukcesu tej władzy, jak i zresztą tej bezpośrednio przed. Przypominam, że pięć kadencji temu władzę w Krakowie sprawował prof. Andrzej Gołaś, który w czasie zaledwie jednej kadencji zbudował trzy mosty – przypomina ekspert i podkreśla, że jedną z podstawowych bolączek miasta jest brak ogólnomiejskiej infrastruktury, która nie nadąża za szybką deweloperką. A w tym temacie nadal niewiele się dzieje.
Co takiego jednak zrobił Miszalski, że mieszkańcy chcą go odwołać zaledwie po dwóch latach rządów? Przypomnijmy, że poprzednik – Jacek Majchrowski – rządził Krakowem aż 22 lata.
– To, że nie odwoływano Majchrowskiego, było pewnym fenomenem. Był taki krakowski żart, że to dlatego, że został wpisany do rejestru zabytków i w związku z tym stał się obiektem chronionym – przypomina dr Płażek.
– Natomiast sukces jego trwania polegał na wyhodowaniu sobie pewnej puli wyborców, czyli po prostu dużej liczby kadry urzędniczej razem z rodzinami oraz beneficjentów tego układu w postaci chociażby deweloperów. To była duża i długa maszynka do głosowania, która urwała się w momencie, gdy wprowadzono dwukadencyjność – tłumaczy.
Dlaczego Kraków tak szybko stracił cierpliwość?
Zdaniem eksperta, prezydent Miszalski może zbierać cięgi za poprzednią władzę, dlatego że jego „prezydentura nie jest prezydenturą resetu czy przełomu, tylko kontynuacji”.
– Taką drogę wybrał, dlatego że przejął część elektoratu Majchrowskiego. Wraz z dobrodziejstwem inwentarza dostał jednak także narastające niezadowolenie, które prędzej czy później musiało wybuchnąć – podkreśla Płażek.
I przypomina, że ze strony Miszalskiego „nie ma gestów, które potwierdzałyby, że to idzie w dobrym kierunku. Dlatego ludzie postanowili to przerwać”.
Ekspert zwraca także uwagę na „bezpartyjność” sprzeciwu wobec prezydenta z KO.
– Zwolennicy referendum nie mają jednolitego umaszczenia politycznego. Są ludzie z Platformy, z Lewicy. Paradoksalnie duża część establishmentu prawicowego zachowuje rezerwę. To oznacza, że niezadowolenie może nie mieć konkretnego źródła politycznego. I dlatego – przez swoją autentyczność – zyskało popularność – ocenia ekspert z UJ.
Kto za Miszalskiego?
Jeśli Aleksander Miszalski faktycznie zostanie odwołany, to kto go zastąpi? – Nie ma zbyt wielu chętnych – zauważa Płażek i tłumaczy, że obecne przepisy są tak skonstruowane, że nowo wybrany prezydent będzie rządził maksymalnie tylko około 1,5 kadencji – do końca obecnej oraz miałby szansę na tylko jedną reelekcję.
– Przyspieszona sytuacja sprawia, że nie było czasu zastanowić się nad innymi kandydatami, dlatego zgłaszają się na razie przypadkowi ludzie – ocenia ekspert.
Czas do namysłu może dać procedura, która rozpocznie się wraz z ewentualnym odwołaniem prezydenta w referendum.
– Od razu po ogłoszeniu wyników prezydent traci władzę. Tak mówią przepisy – przypomina Płażek. – W przypadku „pokojowego przejścia” poprzedni prezydent sprawuje władzę do czasu objęcia urzędu przez kolejnego. Ale w przypadku referendum ogłoszenie jego wyniku sprawia, że mandat przedwcześnie wygasa – tłumaczy.
„Już mi nikt nie wmówi, że w Polsce da się”. Znana chemiczka pakuje walizki i leci do Azji
Kraków „zamieni siekierkę na kijek”?
W tej sytuacji rolą Prezesa Rady Ministrów jest ustanowienie komisarza do czasu kolejnych wyborów. Jednocześnie rozpoczyna się procedura wyborcza. Rządy komisaryczne trwają do jej zakończenia.
Kto może zostać komisarzem w Krakowie? Nie wiadomo, ale jak przypomina dr Płażek z doświadczenia wynika, że są to zazwyczaj „ludzie umiłowani przez aktualną władzę”.
– Smutne jest to, że przepisy nie wyznaczają żadnych cech, zalet i kwalifikacji ewentualnego komisarza. To może być byle kto - przypomina.
Czy zatem nie będzie tak, że odwołując Miszalskiego Kraków „zamieni siekierkę na kijek”?
– Każda zmiana stwarza szansę, a trwanie tej szansy pozbawia – podkreśla ekspert. – Moim studentom mówię: ostatni raz byliśmy dobrze rządzeni za Stefana Batorego. Ale co się raz zdarzyło, może i drugi raz się jeszcze kiedyś zdarzyć – podsumowuje.
