Zawiadomienie w sprawie Szpitala Południowego zostało przekazane do Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej, gdy tylko pojawiły się pierwsze doniesienia medialne – poinformował Piotr Pisula, zastępca rzecznika Naczelnej Izby Lekarskiej, w rozmowie z Zero.pl. Podał też, jakie konsekwencje mogą spotkać Dawida Kacprzyka, byłego radnego KO, za nieprawidłowości w oddziale SOR, którym kierował.

- Jak informujemy na Zero.pl, Szpital Południowy w Warszawie w przyspieszonym trybie pomagał politykom KO, działacze partii byli w nim przyjmowani bez kolejki, a kompleksowe badania wykonywano niemal bezpośrednio po dokonaniu przez nich rejestracji.
- Na nasz artykuł odpowiedział Donald Tusk, który m.in. zapowiedział kontrolę publicznych wydatków na służbę zdrowia.
- – Tajemnicą poliszynela jest to, że takie rzeczy jak w Szpitalu Południowym się dzieją. Niedawno była głośna sprawa senatora Lenza i wykonania zabiegu medycznego poza kolejnością. Nie jest to więc przypadek odosobniony – mówi w rozmowie z Zero.pl zastępca rzecznika Naczelnej Izby Lekarskiej Piotr Pisula.
Warszawski Szpital Południowy, placówka zarządzana przez miasto stołeczne, oferowała politykom szybszą ścieżkę leczenia. Z dokumentacji medycznej oraz wypowiedzi niektórych pracowników placówki wynika, że Dawid Kacprzyk, były już radny KO, w SOR-ze, który prowadził, stworzył specjalną drogę przyjęć dla działaczy Koalicji Obywatelskiej oraz ich rodzin. W środę media poinformowały, że działacz został zwolniony ze Szpitala Południowego w Warszawie.
Wcześniej na Zero.pl informowaliśmy, że 28-letni polityk zarobił w rok ponad 1,5 mln zł, choć wielokrotnie nie przebywał w pracy: grafik lekarza pokrywał się z występami w TVP, czy w Senacie. O konsekwencje, które mogą zostać wyciągnięte wobec medyka, zapytaliśmy w Naczelnej Izbie Lekarskiej.
– Jeżeli mamy do czynienia z lekarzem, który działał niezgodnie z Kodeksem Etyki Lekarskiej, czyli na przykład poświadczał nieprawdę i nie był w pracy wtedy, kiedy było to wykazane, albo przyjmował pacjentów poza kolejnością, kierując się niemerytorycznymi przesłankami, to w takich sprawach sprawy są kierowane do Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej, który analizuje dostępne dowody i może postawić zarzut na gruncie odpowiedzialności zawodowej. Zarzuty rozpatruje Sąd Lekarski, który może wymierzyć różne kary: na przykład czasowe zawieszenie lub trwałą utratę prawa wykonywania zawodu lekarza – poinformował Piotr Pisula, zastępca rzecznika NIL, w rozmowie z Zero.pl.
„Szpital Południowy to nie jest przypadek odosobniony”
Jak dodał przedstawiciel NIL, zawiadomienie w sprawie Szpitala Południowego zostało przekazane do Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej, gdy tylko pojawiły się pierwsze doniesienia medialne.
Podkreślił też, że według niego głównym wątkiem sprawy wokół stołecznego Szpitala Południowego nie są zarobki lekarzy, a zachowanie polityków. Pisula odniósł się w ten sposób do zapowiedzi Donalda Tuska, który stwierdził podczas konferencji, że ilość środków przeznaczonych przez szpitale na wynagrodzenia jest nieproporcjonalnie duża w porównaniu do wydatków na pacjentów.
28-letni lekarz milioner. Trzaskowski reaguje na tekst Zero.pl
– W sprawie tych kominów płacowych wczoraj przyjęliśmy na rządzie projekt ustawy, który wreszcie umożliwi agencji rządowej w Ministerstwie Zdrowia kontrolowanie i nadzorowanie płac; będzie to związane z konkretnymi osobami, nazwiskami – zapowiedział premier.
– Oczywiście te wynagrodzenia to jest temat nośny, ale sednem tej afery jest wykorzystywanie swojej pozycji przez polityków w ochronie zdrowia – odpowiedział zastępca rzecznika NIL.
Dodał też, że według niego, tajemnicą poliszynela jest to, że w innych miejscach dochodzi do takich sytuacji, jak w Szpitalu Południowym.
– Niedawno była głośna sprawa senatora Lenza i wykonania zabiegu medycznego poza kolejnością. Nie jest to więc przypadek odosobniony. W aferze radnego Kacprzyka głównym wątkiem jest to, jak politycy są traktowani w ochronie zdrowia, zarówno jako pacjenci, jak i pracownicy – dodał Piotr Pisula.
„Nowe przepisy budzą obawy lekarzy”
Premier Donald Tusk podczas środowego briefingu w KPRM odniósł się do rekordowych i budzących emocje zarobków niektórych lekarzy. Odniósł się w ten sposób do afery wokół Dawida Kacprzyka. – Do tej pory, jeśli administracja rządowa chciała kontrolować tego typu rzeczy, nie miała prawa dostępu do informacji o tym, kto z imienia i nazwiska ile zarabia i w jakim miejscu – mówił szef rządu.
Zastępca rzecznika NIL stwierdził, że decyzja premiera o ujawnianiu zarobków lekarzy to próba przerzucenia odpowiedzialności z polityków na medyków „w narracji medialnej wokół sprawy radnego Kacprzyka”.
– Wyrazem tego ma być próba wprowadzania nowych przepisów, które budzą obawy lekarzy. Poza tym, że Urząd Skarbowy ma nasze dane, to mają jeszcze do nich zaglądać w sposób dowolny Urzędnicy Ministerstwa Zdrowia czy NFZ-u. Jeśli taki powszechny dostęp dostaną też obywatele, to będzie to sytuacja wyjątkowa, niespotykana w wielu innych sektorach – stwierdził Pisula.
„System naprawdę zwyrodniały”. Premier zabrał głos po tekstach Zero.pl
NIL: Większość lekarzy nie osiąga takich dochodów
Rzecznik NIL dodał też, że obawy lekarzy budzi to, iż projekt jest procedowany w sposób błyskawiczny.
– Lepiej byłoby usiąść i porozmawiać o tym, zastanowić się wspólnie, jak ten projekt naprawić, niż w błyskawicznym tempie przyjmować przepisy, próbując udawać, że rozwiązuje się główny problem. W rzeczywistości wydaje się, że to jest działanie, które ma przekierować uwagę i emocje opinii społecznej z tego, jak zachowują się politycy w taki sposób, aby pokazać, że w aferze radnego Kacprzyka to wynagrodzenie lekarzy jest problemem. Większość lekarzy nie osiąga takich zarobków, co pokazują dane AOTMiT (Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji - red.) – stwierdził wicerzecznik NIL.
